Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 09:23
Dopisałem małe co nieco, które zapomniałem. Oraz...

Codiac - Na Zachodzie bez zmian
Fri, 12 Oct 2018 13:00
"Życie płynie nam mniej więcej należycie. I tyle. "...

Boni - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:58
@wyparowanie strony A tak, to też była...

Gatling - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:47
> Życie płynie nam mniej więcej...

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...

Boni - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 11:23
@Gatling @sroko-chomiki Zdefiniuj "skład...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2013-03-29, piątek
Tagi:  varia
___________________________________
Mam, być może mylne, ale coraz silniejsze wrażenie, że socjologia i życie społeczne skręca nam w jakieś dziwne rejony. I że nie idzie już tylko o życie #dziecisieci, ale odciska się ten trend w całkiem prostych kontaktach społecznych ludzi kulturalnych albo aspirujących do.

Otóż nie jest tak, jak jeszcze 10-15 lat temu, że jeśli delikwent miał X za piękno i dobro, a Y za zło wcielone, to dawał temu wyraz mniej więcej po równo, czyli popierał słowem i czynem X, i tępił słowem i czynem Y (a stany pośrednie - pośrednio). Obecnie niekulturalnie jest dawać wyraz dezaprobaty na serio, można co najwyżej postironicznie, i nie wolno nie-lajkować, i tak normalnie to wypada zachować swoje negatywne zdanie dla siebie; wypada lajkować albo jeszcze bardziej lajkować, albo wprost klaskać uszami z poparcia i lajku. Ale chociaż piszę "lajki" i kojarzy się to oczywiście z Facebookiem, to wydaje mi się, że nie tyle świat podąża za fejsem w tym aspekcie, co raczej fejs wstrzelił się, ze swoim brakiem ikony "hate it" czy "unlike" w jakiś ogólnospołeczny trend, bazujący na relatywizacji postaw i permisywizmie dobrobytu, tudzież ogólnej niepewności ponowoczesnego świata. I stąd ciągle prawda-leży-po-środku i najlepsze są opinie letnie i pozytywne, i pozytywne myślenie, stąd "kulturalnie" jest lajkować albo milczeć, a tylko "chamy" mówią wprost, że coś jest głupie, złe, nie podoba im się.

A uderza mnie to coraz bardziej, bo ten trend widzę już nie tylko w mediach i publikatorach, czy luźnych rozmowach ludzi kulturalnych lub z aspiracjami do, ale też na przygodnych blogach, forach samochodowych, w dyskusjach inżynierskich czy spotkaniach menadżerskich. Co już jest pewną doliną niesamowitości, nieprawdaż, gdyż w zagadnieniach szrotowo-samochodowych czy rozwiązaniach technicznych czy zarządzaniu itp. zagadnieniach prawda bardzo rzadko leży po środku i pozytywne myślenie warte jest tyle mniej więcej ile myślenie magiczne. Ale młodsze pokolenie tego jakby nie widzi i nie czuje - po prostu są zagubieni i zaskoczeni, że ktoś może powiedzieć, po jak najbardziej solidnej dyskusji i zastanowieniu "to głupie" albo "mi się to zupełnie i wcale nie podoba" zamiast lajkować, popierać, przyklasnąć - albo, w ostateczności, milczeć. Tak jakby o wiele za rzadko słyszeli "nie".

Co rodzi moje niejakie obawy, bo przy takich warunkach dyskursu możliwe są dosyć spektakularne marnotrawstwa uogólnionych zasobów, tudzież coraz trudniej dawać odpór osobnikom złym lub głupim (uogólnionym). Bo nie wszystko da się zamilczeć, czasem potrzebny jest aktywny sprzeciw i wyrażenie solidnie negatywnego zdania - ale coraz trudniej wyrazić je tak by dotarło i nie dostać łatki ostatniego chama.

A może to tylko ja jestem zgrzybiałym skrzywionym dziadygą bez umiejętności interpersonalnych, a młode pokolenie wcale nie jest rozpieszczone i permisywne, tylko pozytywnie nastawione do lajka, tfu, do życia.





Fri, 29 Mar 2013 18:03:54
Obserwuję to od dłuższego czasu w dyskusjach czy pyskówkach w tematach programistyczno/technicznych - przy czym ultymatywny i podstawowy zarzut w sytuacji, gdy ktoś uzna jakieś rozwiązanie za po prostu złe/błędne/głupie to: "twoja krytyka jest NIEKONSTRUKTYWNA".

Powtarza się to tak regularnie, naprawdę w najróżniejszych miejcach, że zastanawialiśmy się parę razy z żoną czy to nie jest efekt jakiegoś elementu np. amerykańskiego systemu edukacji.

Natężenie jest niesamowite i czasami nie wiadomo co z tym robić: nawet jeśli propozycje są równie irracjonalne jak "odcinanie nóg ludziom, żeby oszczędzać na butach" to osoba, która zaprotestuje, usłyszy jadowite: "ależ konstruktywna opinia!". Niby co miało by być konstruktywne - zgoda i propozycja: "obetnijmy jedną"?

Fri, 29 Mar 2013 18:18:29
Uzupełnię samego siebie: żona mówi, że ta maniera ma się dobrze także u nas i poza tematami technicznymi - za to u nas głównie u ludzi stosunkowo młodych. Wygląda to np. tak, podczas szkolenia dla osoby chorej:

- Nie może też pani jeść dużej ilości białka ponieważ cierpi pani na niewydolność nerek: nie może pani przekraczać ilości X tego czy tamtego (itd. itd.)
- To jest niekonstruktywne zalecenie! Pani powinna tak mi powiedzieć, żebym mogła jeść normalnie!



No sorki, ale w danym przypadku ta osoba

Fri, 29 Mar 2013 18:30:04
Przepraszam, ostatnia linijka poprzedniego wpisu wzięła się... skądś. W każdym razie nie jest elementem tego, co chciałem napisać.

Salantor
Fri, 29 Mar 2013 18:40:34
Albowiem teraz krytyka = hejcenie, a jak wiadomo nikt hejterów nie lubi. Ile było szumu o z tyłka wzięte zakończenie serii Mass Effect, długo można pisać. A tymczasem wiele osób twierdziło, że zakończenie jest ok, jeno się grupka hejterów zebrała, co to nic lepszego do roboty nie ma, tylko jechać po biednym BioWare. I nie chodzi nawet o to, że komuś się coś podobało, a komuś nie, tylko palcem pokazano, jak firma nie wywiązała się z obietnic i koncertowo schrzaniła efekty wieloletniej pracy (w sporej części z winy dystrybutora).

Mimo to łatwiej jest powiedzieć nie czytaj/nie słuchaj/nie oglądaj/nie wypowiadaj się/de gustibus. Jest w tym trochę sensu, w końcu na półkach tyle towaru leży, że nie ma nawet kiedy po niego sięgnąć. Tylko ciekaw jestem kiedy dojdziemy do momentu, gdy wszelka krytyka wygaśnie, bo "nie musisz z tego korzystać".

Fri, 29 Mar 2013 18:58:30
To ciekawe, co piszecie, ja w ogóle nie zauważyłem takiego trendu.

Ja tam jak uważam coś za głupie, walę po oczach. Biorę w tym przykład z WO, który - przy wszystkich swoich wadach - na pewno nie jest przykładem zjawiska, o którym piszecie.

Boni avatar Boni
Fri, 29 Mar 2013 19:14:12
@aniou

No mniej więcej to samo opisujemy

@janekr

Po pierwsze, ty obracasz się w mateczniku jeszcze głębszym niż ja ;) dwa, WO, ja, ty, nawet może Aniou, to jest nieco inne pokolenie, niż to, któremu muszę mówić "nie", a ono i tak nie wi i nie rozumi.

Poza tym co napisałem i napisaliście, kołacze mi się taka myśl jeszcze, trochę obok głównej osi notki (lubić lubiących, permisja, relatywka, dobrobyt), że świat zrobił się tak niepewny i skomplikowany, że lajk i/lub milczenie wygrywają, bo są na co dzień znacznie "bezpieczniejsze" - w końcu nic z nich nie wynika, można lubić wszystko i nic z tym nie robić, a milczenia i tak "nie ma".

Inna sprawa na ile świat jest niepewny i skomplikowany dla nowomodnych ignorantów, a na ile "naprawdę".

Salantor
Fri, 29 Mar 2013 22:33:32
Troszkę czuję się za cienki w uszach na głębsze rozważania. Widzę jednak, że jeśli powiem "to mi się podoba", to z rzadka ktoś mnie zapyta o powody. Starczy zresztą spojrzeć na fora albo komenty na YouTube. Tam nikt nie komentuje słów "I love it!" i podobnych, najwyżej dorzuci łapkę w górę. Co też tłumaczy, dlaczego często tymi najlepiej ocenianymi komentarzami są te pozytywne. Jeśli jednak zdarzy mi się powiedzieć "cienizna", to zaraz ktoś zacznie drążyć i dopytywać, nierzadko ze zdziwieniem w głosie.

Boni avatar Boni
Sat, 30 Mar 2013 06:56:54
@Salantor

Prawda, że lajki rodzą lajki, a lubiący są lubiani. Ale lajf to nie zawsze lajk ;)

Z innej beczki, pisałem "permisywizm" myśląc o wychowaniu i edu, ale nie napisałem tego wprost a może powinienem, bo żona słusznie mi wytknęła, że przecież około 15 lat temu solidnie weszło w polskie edu ocenianie pozytywne (opisowe w niższych klasach, nie wolno frustrować dzieci negatywnymi opiniami, zostawienie na drugi rok jest praktycznie nierealne itd itd), akurat nasze córki załapały się na sam początek tej zmiany, więc żona się dziwi czemu ja się dziwię.

JoP332
Sat, 30 Mar 2013 11:08:35
@ Aniou i konstruktywne zalecenie

To ja proponuję tak: "Już nie będzie pani musiała jeść pędzonych hormonami kurczaków i wołowiny z padłych krów, za to do woli pysznych brokułów, aromatycznych kalafiorów czy chrupiącej sałaty".

Boni avatar Boni
Sat, 30 Mar 2013 12:37:51
@JoP

Aha, znamy i lubimy, nawet firmy szkolą, czasem, niejednego, z tego pozytywnego nastawienia. Tylko, że to często nie działa, bo na końcu pańcia mówi "Ale ja chcę mięsa!"; zupełnie jak na pozytywny pomysł "droga dyrechcjo, zamiast męczyć się i i niezwykle ciężko pracować, już na trzecim bezsensownym spotkaniu, nad nową strategią nowego działu, i całym tym zarządzaniem, może ja, szeregowy pracownik, napiszę za was pyszną i sensowną strategię i żeby was odciążyć, przedeleguję na siebie co nieco tego całego zarządzania" usłyszysz "Jak nie masz co robić, to ci zaraz znajdę" or compatible. Itd itp.

Codiac
Sat, 30 Mar 2013 13:01:05
Ja się odniosę głównie do słów Salantora i YouTube, bo to niezły przykład, zwłaszcza jeśli mamy rozmawiać o młodym pokoleniu.
Jeżeli trafia się tam na coś dobrego, to "Lajk" jest prostym sposobem na pokazanie że się to podoba. Nawet nie musi budzić olbrzymiego zachwytu, wystarczy że jest niezłe.
Ale jeśli trafia się na coś cienkiego, to po co tracić swój czas na komentowanie? Po co dawać fanom tego materiału powody do pyskówki? Jeśli to cienizna, to nie zasługuje na mój czas i po prostu sobie pójdę w rejony bardziej odpowiadające mnie.
No, chyba że jest to coś faktycznie złego, czego człowiek porządny nie powinien pomijać milczeniem tylko dać odpór. Ale po pierwsze takich rzeczy jest stosunkowo niewiele, a po drugie z reakcją na nie też nie jest chyba tak źle. Były przypadki że ktoś wrzucał filmik jak np. męczył psa czy kota i internauci sami wyśledzili takich ludzi i zgłaszali na policję, bo ludziom to nadal robi różnicę.

Rozpisałem się, więc może podsumowanie. Tzw. "contentu" jest obecnie tak dużo, że miałkiego i przeciętnego (czyli większości) się pomija, niezły się lajkuje, a naprawdę złego i naprawdę dobrego jest tyle, ile na krzywej Gaussa. I one też swoją reakcję otrzymują, tylko odpowiednio rzadko.

Boni avatar Boni
Sat, 30 Mar 2013 14:00:07
@Codiac, Salantor

No więc mój punkt będący, którego nie umim wyrazić, jest taki, że podejście jw. co do kontentu, którego jest mnusstffo, w międzyczasie przeszło na kwestie tzw. prawdziwego życia, których wcale nie jest takie mnóstwo, i wybory nie są tak nieograniczone jak necie, i często muszą być znacznie bardziej zdecydowane niż ogólny luzik w necie.

Salantor
Sat, 30 Mar 2013 16:04:02
@Boni
Gospodarzu, o przykład prosić można? Albo i trzy, bo przez przykłady najłatwiej wyrazić myśli :]

Boni avatar Boni
Sat, 30 Mar 2013 17:05:40
@Salantor

Np. spotkania w decyzyjnych kwestiach, ale technicznych (w sensie przemysłowych) są przez młodych prowadzone w stylu "otóż przyniosłem moją koncepcję i podlajkujcie mi ją" - i są bardzo zdziwieni i zasmutkowani, że powiedzmy połowa obecnych lajkuje, a druga połowa jednak unlajkuje (załóżmy, nikt nie milczy i nie przysypia, bo kwestia jest żywotna i trzeba będzie ją ROBIĆ a nie tylko pier...ć, i nie da się potem przełączyć kanału czy kliknąć dalej, wróć, zepchnąć tematu na kogoś innego ;)). Gdyż w opinii młodych ta druga połowa powinna zamilczeć, no to wtedy jest 1/2 głosów za, 1/2 milczała czyli jakby wstrzymała się, i koncepcja by przeszła, nie? No w prawdziwym życiu - NIE, koncepcja wędruje co najmniej do "przemyśl to jeszcze i ogarnij może", jeśli nie od razu do kosza. I nie mówię wcale, że to była bardzo zła koncepcja albo, że krytyka była jakaś niepozytywna i prokonfliktowa - i tak bywa mega.żal.pl po takiej akcji.

Inna pokrewna sprawa - np. moje pokolenie i starsze (nawet dość uparci ludzie z jakimś nieco maniakalnym pomysłem) mają takie jakieś poczucie, że można prosić czy przedstawiać czy pokazywać koncepcję czy pomysł kilka razy, powiedzmy dwa-trzy, a potem trzeba albo zmienić pomysł, albo gremium/osobę której pomysł się pociska, albo w ogóle zaorać temat, no bo coś gdzieś nie gra. Młodsze pokolenie potrafi pociskać pomysł małe kilkanaście razy, w tej samej formie, tym samym ludziom, przez dwa-trzy lata i nijak nie rozumie, czemu oni nie lajkują, znaczy, ciągle nie dają się przekonać do tego konceptu. I nie jest to raczej świadoma strategia "przez zanudzenie" tylko frustrują się i czasem brakuje tylko żeby konceptodawca rzucił się jak rozpieszczony bachor na glebę z płaczem i waleniem kończynami "ale dlaczego oni mnie nie kochają i nie dadzą mi barbie-baletnicy!". Dla mnie, jeśli zachowuje się tak 50 latek no to znaczy, że egzotyczny maniak po prostu, ale takich młodych jest jakby sporo za dużo na maniaków, więc to chyba ukąszenie permisywizmem?

A w drugą stronę - brakuje im po prostu asertywności. Ja swojego młodego kołorkera nauczyłem, że można powiedzieć w pracy po prostu "nie", "nie zrobię tego", nawet jeśli czasem półżartem ("nie w tej pięciolatce"), ale zajęło to jakieś 2 lata. Świeżyzna nie jest wcale zdolna do takich wyszukanych zaprzeczeń. I nie mówcie, że to tak jak zawsze, bo młody, bo autorytet, bo strach o pracę - to prawda, statystyczna prawda, że ludzie konfirmują i przytakują, ale jednak pamiętam jak się mówiło "nie" autorytetom, twarzą w twarz, nawet w podstawówce, i w bezrobociu Polski C roku 1992, i nie tylko ja to robiłem, itd itd. A młodzi teraz jakby wcale nie potrafią - na czym oczywiście żeruje management i różne cwaniaczki.

W ogóle o asertywności i okolicach będzie jeszcze sporo i z przykładami, ale może Za Jakiś Czas...

Codiac
Sat, 30 Mar 2013 17:34:20
Ogólnie z młodymi w takich sytuacjach to ja się nie spotykam za bardzo - u mnie w pracy jednak raczej mam do czynienia z ludźmi z mojego pokolenia (+-5 lat) albo starszymi. Aczkolwiek wiem o czym mówisz, trochę tego mogę zaobserwować na ulicy, w tramwaju etc.

Otóż ja wychodzę z założenia, że taki młodziak jeśli mówimy o pracy, to ma się przede wszystkim czegoś nauczyć i pokazać że coś umi. Jeśli rzuci sensownym pomysłem, to oczywiście fajnie, ale powiedzmy sobie szczerze, ja mam ten dyplom inżyniera poparty kilkunastoma latami doświadczenia (a ty jeszcze więcej) nie bez powodu i to jednak raczej my uczymy ich, niż oni nam pokazują coś, co nam nigdy do głowy nie przyszło.
I jeśli młody chce się uczyć - a niektórzy chcą - to fajnie. Zaś jeśli nie chce i woli się dąsać, to jego problem. To jego niedługo życie kopnie i będzie to powtarzać, jeśli się niczego nie nauczy.

Poza tym to jest prosta ekstrapolacja tego o czym pisałem. Na facebooku, youtubie, wśród kolegów w szkole jest tak samo, więc czemu gdzie indziej ma być inaczej? Nauczyciele albo nie wymagają, albo jeśli wymagają to niekonsekwentnie. Skąd oni mają znać inne życie? Ano IMO jak już pójdą do pracy, etc. i poznają tam ludzi takich jak my, to albo sobie znajdą mentora i zmienią nastawienie, albo będą trwać w swojej niedojrzałości. Ja płakać nie będę.


Salantor
Sun, 31 Mar 2013 16:40:57
Po tak szerokich komentarzach nie mam nic do dodania i pozostaje mi żywić nadzieję, że z moją asertywnością jest wszystko w porządku. Miłej niedzieli panom życzę :]

JoP332
Mon, 1 Apr 2013 11:36:47
@ Brak asertywności

To prawda, oni coś mają z tą niemożnością odmawiania. W moim korpo wrzucono właśnie pannie świeżo po stażu (nawet nie absolwentka, studentka ostatniego roku) robotę, którą dotąd wykonywało 2,5 doświadczonej osoby. Nie ma możliwości, żeby panna sobie z tym poradziła, jest fizyczną niemożliwością, żeby ogarnęła to wszystko na jakimkolwiek z grubsza akceptowalnym poziomie, dla własnego bezpieczeństwa powinna choć podjąć jakieś negocjacje. A skąd, zgodziła się z rozradowanym uśmiechem. Brak instynktu samozachowawczego czy co?

Tue, 2 Apr 2013 09:50:36
@ brak asertywności

Coś w tym jest ostatnio rozmawiałem z kolegą zmieniającym pracę, i dziwiłem się, że na jego rozmowach pojawiało się pytanie o hipotetyczną sytuację, w której jedyną odpowiedzią mogło być: "nie, tych prac nie da się wykonać w tym terminie, jeśli termin nie może zostać przesunięty to trzeba określić, co należy zrobić w pierwszej kolejności" - a reakcja po udzieleniu takowej była entuzjastyczna.

To, że w ogóle pytają o takie rzeczy było zastanawiające.

rozie
Tue, 9 Apr 2013 17:07:53
Obserwuję to od dłuższego czasu w dyskusjach czy pyskówkach w tematach programistyczno/technicznych - przy czym ultymatywny i podstawowy zarzut w sytuacji, gdy ktoś uzna jakieś rozwiązanie za po prostu złe/błędne/głupie to: "twoja krytyka jest NIEKONSTRUKTYWNA".
I słusznie. Stwierdzanie jednynie, że coś jest głupie/złe jest... głupie.

Boni avatar Boni
Tue, 9 Apr 2013 19:31:11
@rozie
"I słusznie. Stwierdzanie jedynie, że coś jest głupie/złe jest... głupie."

A jak długich wywodów i uzasadnień oczekujesz, w takich sytuacjach? Bo wiesz, żebyśmy się rozumieli - rozmawiamy nie o jakimś wychowaniu przedszkolnym czy darmowej katechezie, tylko o sytuacjach, kiedy np. wywody kosztują 100zł razy godziny wywodu razy ilość słuchaczy i wykładowców.

rozie
Tue, 9 Apr 2013 20:23:51
Celowo odpowiedziałem tak, jak odpowiedziałem, żebyśmy stracili trochę czasu na Twoje pytanie i tę moją odpowiedź. :-) Z doświadczenia, po takiej krótkiej odpowiedzi następuje lekkie podgrzanie tematu, dopytywanie, dyskusja. A przynajmniej zastanawianie się, czemu tak (razy ilość h, razy ilość osób). Można tego uniknąć podając od razu krótkie, sensowne uzasadnienie odpowiedzi. Z doświadczenia: sysadmin potrafi nie widzieć SPOFa po stronie sieciowej. Bo on ma load balancing, redundancję, różne geolokalizacje. A netadmin ma ten sam AS w takiej topologii, że może cały wyfrunąć.

Tak samo lekarka mówiąc, czego nie należy jeść, mogłaby podać, co można/należy jeść w zamian/obok (na tym konkretnym przykładzie się nie znam, może jakieś moczopędne specyfiki byłyby tu pomocne?).

Boni avatar Boni
Wed, 10 Apr 2013 07:59:48
@rozie

No przecież ja też celowo, bo ty celowo ;)

Ale o czym tu gadać, jak nie ma o czym mówić.

Kvik
Wed, 10 Apr 2013 15:44:57
Mem no-blame culture jest u mnie (średnie angielskie korpo) dość widoczny za sprawą nowego menedżmęta (bardzo ładny wyraz). Facet wprowadził zwyczaj zwoływania spotkań post mortem po każdym fakapie, a każde spotkanie zaczyna się od sakramentalnego "nie będziemy nikogo winić, jesteśmy tu po to, żeby wyciągnąć wnioski na przyszłość, etc". W części przypadków jest to pożyteczne, przynajmniej do momentu, gdzie wyjaśnimy co tak naprawdę się stało. Potem zaczyna się popis zarządzania, gdzie technika i ludzka natura dostają, zamiast kopa w odpowiednie miejsce, nowy proces, nowy formularz 27B-6, za to nie uczą się kompletnie niczego. Nawet w przypadku, gdy winny niefortunnego rm -rf (wyciął roczne logi apache'a z połowy hostowanych u nas stron, bo "się miejsce na serwerze kończyło i musiałem coś skasować") siedzi na spotkaniu osobiście i wygląda ponuro, wszystkie odnośniki do jego osoby są... bezosobowe, nigdy nie padnie imię, nikt nie spojrzy nawet w jego stronę. Ba, nawet nie pada "ktoś skasował ważne pliki", tylko należy powiedzieć "ważne pliki zostały skasowane". I tak dalej. Skutek: miesiąc później ten sam człowiek wyciął jakieś inne dane, przypadkiem. Ot, skasował więcej, niż miał zamiar. Post mortem się odbyło i oczywiście nie odbiegało od wzoru wyżej opisanego.

Swoją drogą dość łatwo jest się wciągnąć w ten tryb pracy - lżej bez odpowiedzialności, łatwiej z wiedzą, że nawet jak się coś wyjątkowo koncertowo rozłoży, to najwyżej spotkanie będzie dłuższe, a nowy formularz będzie wymagał 4 podpisów, nie 2. Pewnie dlatego ten trend jest tak zaraźliwy.

Dzień dobry tak w ogóle, ja tu nowy :)


Boni avatar Boni
Wed, 10 Apr 2013 21:50:02
@Pewnie dlatego ten trend jest tak zaraźliwy.

W sumie racja, że permisywne wychowanie i to co dyskutujemy o pracy to są dwie strony tego samego medalu - IMO bez skierowanych personalnie i konkretnie wzmocnień, czy negatywnych czy pozytywnych, wyjdzie zawsze letnie, niezbyt głębokie, szambo-bajorko, a czy w edu czy w pracy to szczegół.

@Dzień dobry tak w ogóle, ja tu nowy :)

Bry.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018