...czyli popularne kłamstwo mające trzymać biedaków w mentalnych ryzach. Bo oczywiste, że w obecnym ustroju pieniądze mogą dać bardzo wiele szczęścia. Ale może po kolei.
W sobotę wyskoczyliśmy na spacer i zwiedzanie bliskozasięgowe w Glasgow, do
parku Bellahouston, który mijaliśmy często i nawet bywałem tam służbowo, ale nie zwiedzaliśmy jeszcze. W parku jest parę budynków, nawet powiedzmy, zabytków; niektóre zostały po wystawie Imperium Brytyjskiego z 1938, niektóre nowe (jak zespół basenów, gdzie dłubałem na serwisie kiedyś), a jeden szczególny "hybrydowy", czyli stare-nowe, czyli
House for an Art Lover (Dom miłośnika sztuki) projektu Charlesa Mackintosha z 1901r. zbudowany w latach '80-'90 XXw.
Projekt powstał na konkurs niemieckiego gazety-magazynu artystyczno - wnętrzarskiego, i został z miejsca zdyskwalifikowany na spóźnione przysłanie i niekompletność. Jednak mimo formalnego odrzucenia Mackintosh dostał nagrodę specjalną za nowatorstwo, jakość i spójność.
W latach '80 grupa maniaków zaczęła go realizować, z jednej strony jak najwierniej (wg. zachowanych projektów i szkiców, wielu wersji; odtwarzając pewne technologie, jak emalii, szkła, itp), z drugiej strony, zmieniając funkcjonalność, no bo jednak nikt nie potrzebował domu, czy raczej rezydencji a la court bogacza sprzed I wojny światowej, ale czegoś bardziej użytecznego (stąd upchnięto dużą cześć konferencyjną i restaurację, i sale pod wynajem np. ślubny). Puryści i aspergery plują się, że to wcale nie jest "dom wg projektu Mackintosha" tylko "coś inspirowane projektem Mackintosha" - ludzie normalni mają te rozważania w tyle, bo budynek i tak jest bardzo fajny i wystarczająco w duchu i literze Mackintosha.
(zdjęcie holu z Wiki, autor Katieannsmith22 - bo zapomniałem aparatu i komórką nie wszystko wyszło, np. nic z okolic holu)
W koło budynku "wala" się trochę różnych artystycznych "gratów" i instalacji, większość nawet fajnych (a nieco obok jest niby zwykły nieduży żywopłotowy labirynt, ale genialnie inspirowany Alicją w Krainie Czarów). Sam "dom" bardzo zacny, bardzo nam się podobał.
Bo dla ustalenia uwagi, oboje jesteśmy fanami secesji ogólnie, a Mackintosha w szczególe, więc dziwnym nie jest.
Tu miała być dawno planowana gruba notka o
Charlesie Rennie Mackintoshu, chyba najbardziej znanym szkockim architekcie i rdzennym glasgowiańczyku, który pomimo względnie krótkiej kariery i niezbyt wielkiej ilości projektów, razem z żoną Margaret (która niezmiennie inspirowała Charlesa i dłubała we wnętrzach i formach od malarstwa po rzeźbę i okolice) zdefiniował i zainspirował kawał secesji a potem modernizmu.
"Dawno planowana", bo jw. fanami jesteśmy "od zawsze", zwiedziliśmy parę jego projektów, podobają nam się praktycznie wszystkie, i ich różne szczegóły; podobają nam się jego inspiracje Japonią, pewne konwergencje naszego i ich (Charlesa i Margaret) myślenia o sztuce i sztuce użytkowej; wszystko to nam się podoba.
Ale czy kogoś to interesuje? Wątpię.
A jeśli kogoś interesuje, niech sobie poczyta i poogląda w internecie (ale raczej angielskojęzycznym) o Charlesie i Margaret i ich dziełach. Poleca się.
No dobrze, a skąd durny tytuł i zajawka notki? Otóż właśnie teraz można sobie kupić
"Dom Artysty" pod Inverness, podobne przedsięwzięcie jak zwiedzane w sobotę, tj. nieco mniejszy dom wg projektu Mackintosha też postawiony nowożytnie. I to względnie tanio można kupić, jak na takie założenie, miejscówkę, wykonanie i wielkość.
Czy 450tys funtów dałoby nam szczęście, bo moglibyśmy sobie ten dom jutro kupić? Pewnie nie starczyłoby do szczęścia, pewnie potrzebowalibyśmy jednak miliona czy dwóch, żeby móc tam zamieszkać i już nigdy nie wrócić do rzeczywistości.