NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2022-09-05, poniedziałek
Tagi:  przemysł, varia, fun     Kategorie:  przemysł 
___________________________________

Wojtek Orliński ocknął się jeszcze później niż ja w sprawie najnowszego albumu Rammstein i popełnił słuszną notkę, ale ciekawie ją "przekierował", na kwestie lingwistyczne w temacie języka niemieckiego a la Rammstein. A obyci komcionauci przynieśli pod nią sporo "germanistycznych" ciekawych informacji i anegdot.

Co z kolei przypomniało mi ze dwie akcje lingwistyczno - przemysłowe w moich włajażach po świecie, więc się podzielę.


1) Japoński dla wymieszanych

Niby każdy kto ma IQ na poziomie bonobo, powinien kumać, że ludzie w Japonii nie mówią jak samuraje we filmach, tak samo jak my nie mówimy jak Kmicic i Wołodyjowski z "Potopu". I to nawet jak unormowani samuraje w nowoczesnych filmach, a nie Toshiro Mifune w 1954. Ale jednak to jest duży mindblow, bo co innego wiedzieć, czy nawet widzieć w japońskiej TV NHK czy w necie, a co innego doświadczyć tego miękkiego języka na co dzień, a jeszcze zmiękczonego w wersji "kobiecej", "dziecięcej" itd. A 20 lat temu było trudniej o japońską TV czy youtuba, nieprawdaż.

Więc było troszkę zaskoczenia przy pracy w Japonii (miesiąc), nawet jeśli niby wiedziałem czego się spodziewać.

Z drugiej strony, wiedziałem z teorii, że japoński zunifikował się po II wojnie, bo zmiany ekonomiczno-społeczne pod okupacją, nowa edukacja, telewizja, itd. Ale jednak gucio tam, bez problemu, znając japoński bardzo słabo, zauważałem różnice wymowy i dialektu młodzieży Tokio, a inżynierów we firmie, a dziadków gdzieś w miasteczku w górach.

I teraz sedno: ekipa, z którą współpracowałem, coś koło 10 inżynierów i menadżerów, była dla mojego ucha dość homogeniczna. To znaczy, wychwytywałem różnice starzy - młodzi, średni menagero - szeregowy inż. elektr., ale bez przepaści. Dopóki nie doszedł względnie młody średni szczebel, szef produkcji, bardzo kumaty, bardzo dobry inżynier produkcji, i mówił właśnie jak samuraj ze starszego filmu.

No szczęki nam trochę opadły, taka była różnica na byle zebraniu, jakby teraz był daymio w otoczeniu samurajów, wiek XVII, koloryzowane.

Jakoś nie wypadało ich dopytywać o to, czy nie zgadało się, ale później w Polsce, część z tych Japończyków była na uruchomieniu, i ten inżynier też. A dla ustalenia uwagi, mieliśmy bardzo bardzo dobrego tłumacza po japonistyce i stażach, i wystarczająco kumatego technicznie (co niekoniecznie idzie w parze, tj. lingwistyka i technika, a wtedy generuje problemy). I zaraz przy jakiejś okazji dopytałem M. jak to jest, że ta banda mówi, jak dla mnie, w miarę homogenicznie i wiem czemu, ale ten szefu produkcji to wyrwał się z ekranu "Siedmiu samurajów", czy jak?! Na co M. rozejrzał się, czy dyskrecja to nasze drugie imię, i rzekł:

- To jest tak. Ta ekipa mówi jak wieśniaki z Saitama. Połowa po prostu, a połowa jak starsze wieśniaki z aspiracjami i po szkole. A ten tam, to jest z rodziny średnich samurajów z dziada pradziada, on nie tylko w domu mówił inaczej, ale chodził do innego przedszkola, szkoły, polibudy, niż ta reszta, potem jakimś cudem trafił do tej fabryki. No i to słychać, jak on przepięknie mówi, co nie?

Bez wątpienia.


2) Duński dla zaawansowanych

Na początku pracy w duńskim semi-korpo miałem bardzo trudną maszynę, będącą wąskim gardłem fabryki na kilkaset osób (produkcja przemysłowego fajansu elektromechanicznego). Zanim jeszcze wdrożyłem się na serio i tak dalej, o tej wrednej maszynie nie mówiąc, trafiła nas nagła wieść, że mój, powiedzmy, ekwiwalent w macierzystej fabryce w Danii, czyli "główny (i jedyny) automatyk" od którego przejmowałem swoją działkę, nie czeka, aż ostatni zgasi światło w pustych halach, po relokacji produkcji do Meksyku, Polski czy Chin, tylko się właśnie zwalnia. O w dziuplę.

Przyszło prędziutko wybrać się do DK na dłużej (o ile pamiętam, to było pamiętne doświadczenie z oplem Astrą nówką...), i wycisnąć z gościa, co się dało. J. był skądinąd przemiłym inżynierem, w moim wieku, bez wątpienia lepszym ode mnie, z wyglądu 110% wikinga w wikingu. "Wyciskanie" wiedzy i detali było dość krytyczne, bo wiadomo było, że potem zostanę sam, z dokumentacją, narzędziami i backupami, i po prostu nie będzie do kogo zadzwonić. A byliśmy właśnie w trakcie przenosin kolejnego trudno-zabytkowego działu. Stąd nawet ostatni weekend przepracowaliśmy, co było niespotykane w DK, i ciekawe ile J. za to musieli dopłacić.

Było tam wiele zabawnych akcji, ale jedna była lingwistyczna, że tak powiem. Otóż gdzieś pod koniec mówię do J. tak:

- Fajnie że pomału ogarniamy gry, zabawy i fakapy przenoszonego działu Y, ale przypominam, że jest na liście ten f...ing maszyn "wąskie gardło" z działu X, musimy nad tym usiąść, zgodnie z planem, bo tam fakap goni fakap, program to ch...nia na ch...wym PLC, a komentarze są, ale po duńsku, a ja nie kumam duńskiego.

- Racja! To po południu nad tym siądziemy.

Po południu siedliśmy, otwieram na swoim lapku bardzo pop... program na starym Siemensie S5, J. patrzy w to i widzę, jak mu się oczka robią coraz większe i większe. I westchnął coś jak "oh, kibel!". Co zrozumiałem, że pewnie jak "oh, crap!" czy "szajse!" w innych językach. Więc patrzę pytająco, co będzie dalej, a J. na to:

- Problem mamy. To nie ja pisałem, to Kibbel.

- I co? Ja nie potrzebuję, żebyś mi objaśniał ten program, już trochę kumam tę maszynę. Wystarczy, że przetłumaczymy komentarze i może nazwy zmiennych i modułów, i będziesz wolny jak taczanka na stepie.

- Tu też mamy problem. Bo ja tego nie rozumiem, to nie jest po duńsku...

- ŻE WHAT LE FUCK? To po jakiemu to jest?! bo pewny byłem, że to programistyczno - fabryczny duński...

- To jest dobre pytanie. Kolega Kibbel nie dość, że jest doświadczonym, ale zwykłym elektrykiem, więc pewnie ten program jest zabawny inaczej (tu prawie se kark nadwyrężyłem, od przytakiwania), to jest Niemcem z zadupia Schleswigu, naturalizowanym w Danii...

- Aha, czyli to jest bardzo - północno - niemiecki?!

- Też nie. Niemiecki znad granicy, to ja znam. To jest jakiś jego własny dialekt... Trzeba będzie go ściągnąć jutro...

I tak było. Na drugi dzień pojawił się wielki ponury poniemiecki elektryk i zaczęło się tłumaczenie, tzn. wskazywaliśmy mu paluszkiem, co ma nam WYTŁUMACZYĆ, po czym J. próbował to z duńskawego (bo faktycznie słychać było, że gość ma wymowę inną niż lokalsi) przetłumaczyć, a na końcu ja próbowałem zrozumieć i wygładzić po angielsku, i zapisać.

A w paru miejscach bardzo potrzebowałem kolę i popkorn, kiedy się nie mogli dogadać, i było dużo coraz gwałtowniejszego wikingowsko - germańskiego machania rękami, i warczenia na siebie. Raz byli już bardzo buraczkowi i wkurzeni, i poczytuję sobie za osobistą zasługę, że z okruszków niemieckiego i jakiejś tam znajomości maszyny, skumałem nagle o czym warczy K. a czego nie rozumie J. (specyficzne dodatkowe czujniki, na pewnych siłownikach pneumatycznych) i mogłem się wtrącić, i nie dopuścić do wojny niemiecko - duńskiej pod flagą biało - czerwoną.

Ogólnie rzecz biorąc, rok 2000 to był dobry rok.





Codiac
Mon, 5 Sep 2022 19:25:56
Zacne :)

To ja się podepnę, bo lingwistyczne historyjki mają jakiś swój urok.

1) Znajomy pojechał pracować na Expo w Chinach. Chińczycy, jak to oni, postanowili że trzeba światu pokazać jak się robi rzeczy z rozmachem, więc w ramach "Expo zostało odwiedzone przez tłumy" sprowadzali grupy ludzi z całego kraju. Ot, brali ich w autokary, przywozili i kazali zwiedzać.
No i kolega siedzi akurat w części restauracyjnej pawilonu polskiego i rozmawia z jakimś znajomym chińczykiem, a tu wchodzi taka grupa, rozsiada się, wyjmuje wałówkę i zaczyna pałaszować. Trochę skucha, bo to miejsca dla klientów, więc ten im delikatnie próbuje wytłumaczyć. Nic nie trafia. Może jego chiński jest za słaby? Prosi o pomoc Chinki, tym też nic nie wychodzi. Wreszcie w akcje desperacji bierze jakiś karton i próbuje napisać dużymi literami "prosimy nie siadać", na co znajomy Chińczyk stwierdza
"Daruj sobie. Te wsiury to analfabeci."

2) Grałem sobie kiedyś w World of Warcraft. A że nie lubię się zamykać w polskim piekiełku, byłem w gildii z ludźmi z całej Europy. Robimy jakiś rajd, trzeba paru osobom wytłumaczyć taktyki, jeden się pyta czy mielibyśmy coś przeciwko żeby przejść na szwedzki bo tak się składa, że to akurat paru Szwedów nie zna taktyk a im tak będzie łatwiej. Spoko, gadajcie jak wam wygodniej. Słyszymy jakieś szwargotanie, a nagle włącza się inny Szwed i po angielsku mówi nam tak:
"Gdyby przyszło wam do głowy, że to co słyszycie to taki szkolny szwedzki to wiedzcie, że bynajmniej tak nie jest. To jest taki redneckowski szwedzki jakim mówią gdzieś tam na zadupiu na północy."

A osobiście zawsze miło wspominam te chwile kiedy okazywało się, że parę osób jest z Polski tylko wszyscy się tak dobrze kamuflują i ogarniają język na takim poziomie, że dopóki ktoś się przypadkiem nie zdradzi to w ogóle tego nie widać. :)

janek.r
Mon, 5 Sep 2022 20:30:24
Troszkę obok. Kiedyś w Stuttgarcie pewien Niemiec pytał mnie, jak się po polski wymawia Szopen, bo przecież on świetnie wie, że "Chopin" po polsku powinno brzmieć zupełnie inaczej, niż wymawiają Francuzi.
Ciężko było wyjaśnić łamanym niemieckim...

Boni avatar Boni
Mon, 5 Sep 2022 20:39:28
@Codiac

Zacne!

Z lingwistycznych, ale takich zwykłych historyczno - antropologicznych, a nie "dlaczego [w obcym jezyku] słyszę to, co słyszę?!", to anegdotka z Indii: przy oficjalnym obiadku firmowym "na powitanie" (ja i dwie koleżanki planistki z PL, a po stronie IN szef oddziału, szef produkcji i inżynier techniczny-utrzymania), jakoś zeszło na kwestię mniej więcej "A czemu Indie pognały Anglików ale nadal mówią po angielsku?"; koleżanka chciała dobrze i mulit-kulti, no ale nie pykło (zresztą, ogólnie miała wrażliwość młota 5kg na długim trzonku). Na co ja nie mogę mówić, bo się uszkodziłem fejspalmem, drugiej, znacznie bardziej kumatej koleżance łebek się zara odkręci, a Tamile (or compatible) poparzyli po sobie z niesmakiem, i szefu odpowiada do niej tak:

- A ile twoim zdaniem jest języków w Indiach?
- Eee, z dziesięć? (tu byłem już jak matka boska fejspalmoska, bolesna; E. obok też się zaraziła fejspalmem)
- Nie, urzędowo-oficjalnych około 20, głównych około 400, wszystkich jakieś 1600. Więc jak twoim zdaniem mamy się dogadać?
- Ojej...
- Mhm. Na przykład nasza trójka - ja trochę rozumiem jego, bo mam żonę z jego plemienia, a jego, bo nasze języki trochę podobne. Ale oni siebie nawzajem nie rozumieją ni w ząb. Więc niestety, angielski...

(BTW co najmniej jeden z powyższych delikwentów nadal pracuje tamże, bo mi niedawno Linkedin ogłosił jego 15-lecie)

zz_top
Tue, 6 Sep 2022 09:08:00
Jak ktoś lubi to polecam Trevor'a Noah - standuper, który z lingwistyki i akcentu robi mega show. Tu malutka próbka:
https://www.youtube.com/watch?v=QhMO5SSmiaA

Codiac
Tue, 6 Sep 2022 09:36:21
Potwierdzam, Trevor Noah dobry jest.

Facepalmy spowodowane różnymi osobami niekumającymi to niestety norma.

Z takich nietypowych przeżyć to jeszcze zdarzyło się kiedyś mnie i mojej partnerce trafić w pociągu z Lublina do Warszawy na Japonkę, która nie była pewna jak się ma przesiąść na pociąg do Wiednia (a w Lublinie była bo tam jej córka studiowała). Ona po angielsku słabo, my po japońsku głównie konnichiwa, sayonara i arigato, ale zauważyłem że ma jakieś papiery po niemiecku. Co prawda dawno już nie szprechałem, ale wespół w zespół z partneką jakoś to ogarnęliśmy. Bawi mnie sama myśl o Polakach tłumaczących Japonce po niemiecku jak dojechać do Austrii. :)

Boni avatar Boni
Tue, 6 Sep 2022 10:09:34
@zz_top

Tia, Trevor znany i lubiany, ten jego skecz z kto jest jakim filmowy villainem (ruski vs. hindu) też gra na akcentach piknie.

Z podobnie grających na akcentach i multi-kulti, nawet z podobnych pozycji rasowo-kulturowych ;) to Fluffy, czyli Gabriel Iglesias, np. jeden z bardziej znanych skeczów (i zawsze mnie rozwala, jak o Meksykaniec wyrabia różne akcenty w tym) to https://www.youtube.com/watch?v=Ah0gW25F_PY

@po niemiecku do Japonki

No z takich akcji "dopytać o coś", to już i bez trzeciego języka, samo moje dopytywanie przestraszonej Japonki na spacerze z pieskiem, wieczorem na zadupiach Tokio, przeze mnie przestraszonego, bo niebawem metro przestanie chodzić, a mnie właśnie ukradli stację do przesiadki, było "zabawne". Tak bardzo w duchu "Kilerów 2óch", "A skąd znałeś japoński? - Ze strachu".

A z dziadkami, którzy mnie podwozili koło Portu Tokio, to jednak nie dało się pogadać, chociaż byli entuzjastyczni "POLAND! WAŁESA! SZOPEN!", ja też "DOMO ARIGATO!", ale poza tym niewiele.

Codiac
Tue, 6 Sep 2022 11:09:39
Fluffy zdecydowanie. On ma w ogóle całkiem spoko serial komediowy "Mr Iglesias" w którym gra nauczyciela historii.

Mnie się jeszcze zdarzyło kiedyś zabawiać Francuzów na weselu. Bo koleżanka panny młodej zjawiła się ze swoim chłopakiem. Ona po angielsku umiała, on nie. Więc ja ze swoim mocno kulawym francuskim też dotrzymywałem mu towarzystwa. :)
To są w ogóle fajne sytuacje o tyle, że pokazują jak ludzie potrafią się dogadać jeśli chcą. Taka odwrotna strona tych wszystkich ksenofobizmów i innych "Polsk dla Polaków". Co mnie obchodzi skąd człowiek jest i w jakim języku mówi jeśli chce się porozumieć i normalnie żyć? I zawsze się sposób znajdzie.

Boni avatar Boni
Tue, 6 Sep 2022 12:54:51
@Codiac

@wola dogadania się

Oczywiście, że masz rację. W ogóle to IMHO nastawienie mocno zmieniają podróże nieduże "w pracy" wkoło świata i różnych kultur, nie-turystyczne, kiedy jednak a) trzeba b) można się dogadać. Ale turystyczne i luźne też mogą dawać wiele frajdy. Oraz naocznie pokazywać, że "kurde, przy minimum dobrej woli, mogę się łatwiej dogadać z Arabem, Hindusem, Japończykiem, niż z wrogim/nadętym Polakiem"...

Przecie miałem o tym notki, i coś się zdarzało w zasadzie wszędzie gdzie bywałem. Czy gość w Sholinganallur, który mi poprawiał telefon w sklepiku, przedmieścia Chennai/Madrasu, on prawie zero angielskiego, no ja po tamilsku itp. nic. Jakoś się dogadaliśmy ;) Albo te dziadki w Porcie Tokio, kiedy czekałem zmęczony w cholerę (bo skalę mapy pomyliłem nieco ;), na autobus z Wakasu Seaside Park, w weekendy chodzący bardzo rzadko. No nie pytajcie mnie, jak babcia, która przysiadła na chwilę obok, dogadała się czy mnie nie podwieźć pod metro/kolej (nie czekała na autobus, tylko że dziadek podjedzie po nią samochodem z parkingu; oraz musiałem wyglądać na naprawdę złachanego ;D ).

Albo i "wkoło komina" i po angielsku, ale egzotyczne, jak z tymi dzieciakami zimą, albo przy promie NI-SCO kiedyś, brązowi, duzi, muzułmanie, stali za mną nieco interesującym wózkiem, zagadałem, no i przegadaliśmy ze 2h przed promem plus 2h na promie (potem się okazało, że Kaszmir, wiec trudna i ciekawa rozmowa na tematy polityczne, religijne, i tak dalej).

Świat jest pełen ludzi z którymi warto pogadać.

zz_top
Tue, 6 Sep 2022 13:43:41
@Dogadywanie się w pracy, bo trzeba się dogadać
Jakby to powiedzieć, moje obecne doświadczenia są bardzo różne. I to chyba nie jest problem znajomości języka angielskiego, w którym się dogadujemy, tylko różnic kulturowych. Boni też trochę o tym pisał, że luźne zwrócenie uwagi, że dokumentacja jest do dupy i z błędami ma baaaardzo różne konsekwencje. Ja z kolei miałem baaardzo dziwne rozmowy z Niemcami, Francuzami czy Walijczykami na tematy okołotechniczne (troubleshooting procesów) i sama komunikacja była tylko czubeczkiem góry założeń kulturowych/uprzedzeń/oczekiwań. Niemcy nie uznawali najpierw mojego autorytetu, potem oczekiwali procedury. I jeszcze fochy strzelali, gdy im się tłumaczyło, że procedura jest na plaster dla operatora, który nie rozumie jak coś działa. Francuzi pożartowali ze mną z zadufanych w sobie Niemców, a potem i tak nie przyjmowali żadnych uwag i dobrych rad. Na koniec przy kolacji wygadali się, że to dlatego, że nie witałem się serdecznie z każdym na zakładzie i nie chciałem uprawiać small-talk'u. Walijczycy mieli na wszystko wyjebane, zero spiny, w ogóle dawali do zrozumienia, że niepotrzebnie mnie skierowano do pomocy, bo im to lotto jak dobrze (lub raczej jak źle) idą im procesy...

Boni avatar Boni
Tue, 6 Sep 2022 14:11:54
@zz_top

No bywa różnie, i faktycznie, konteksty i różnice kulturowe w pracy bywają nieoczywiste i upierdliwe. Ale te zupełne negatywy to IMHO margines jednak.

Ale faktycznie, też z Niemcami i Francuzami bywało najgorzej, potem przerwa, i Duńczycy i Szwajcaria, ale i tak bywało zabawno - lingwistycznie (Francuz na zebraniu o ofercie, którą trochę wyśmiałem, że nie tylko nie wiedzą co oferują, ale chyba nie wiedzą co czynią; nadął się i zadzwonił do swoich technicznych, i bardzo szybko obgadywał wskazane przeze mnie krytyczne detale, bo wszyscy czekaliśmy, jego polska przedstawicielka handlowa, ja, drugi polski inżynier, Japoński menadżer. No jak zasmutkowany skończył, to zanim się odezwał, rzuciłem, że ja się bardzo zgadzam z jego kolegą, którego było trochę słychać, i jak widać sami już zobaczyli miny, na które wjadą i się przewalą, przy tej ofercie. Na co była pełna konsternacja, japońskiego Sh. też, a przedstawicielka do mnie "TO PAN ZNA FRANCUSKI?! - Nie.")

Z innej beczki, o mało nie oplułem lapka kawą, jak se zwizualizowałem zachęcanie Zz_top do witania się serdecznie z każdym Francuzem na zakładzie i uprawiania z nimi small-talku. Coś jak zachęcanie mnie, tylko chyba jeszcze bardziej "życzę powodzenia, nie wróżę sukcesu" ;D

zz_top
Wed, 7 Sep 2022 11:14:17
@Oczekiwania w komunikacji
Ale to jest właśnie przykład pewnych założeń kulturowych, które rzutują na komunikację. Niektóre nacje, z którymi mam często do czynienia (Brytole, Francuzi, Włosi) mają zdaje się zupełnie inne hierarchie wartości niż Polacy. Small-talk i socjalizacja stoją w tej hierarchii dość wysoko, zrobienie roboty do której się zobowiązałeś stoi dość nisko. Nie kumają takiego komunikatu: "Wiesz, fajnie się gada, ale mam robotę przy jednej z maszyn, nie mam teraz czasu...", widzę zdumienie i oburzenie na ich twarzy!
Nie wiem skąd to się wzięło. Może ostatnie pokolenia w Polsce wciąż są przekonane o tym, że zdobywając umiejętności i pracując w miarę uczciwie są z tego wymierne profity? Może ten rodzaj motywacji w zamożniejszych krajach jest już w zaniku? Pewnym potwierdzeniem jest kontakt z gośćmi z Biaorusi, Ukrainy, RPA czy Kenii - u nich wykształcenie i ciężka praca są wciąż przepustką do dużo lepszego życia, mają motywację jakiej już nawet Polakom zdarza się nieczęsto...

Boni avatar Boni
Wed, 7 Sep 2022 12:59:47
@zz_top

Coś jest na rzeczy, w różnicach podejścia do small-talku i socjalizacji vs. robota. Zresztą, są badania na ten temat, IIRC linia podziału idzie mniej więcej jak dyskutujemy, plus Irlandia ceni socjalizację jeszcze bardziej niż Anglia. BTW moje doświadczenie ze Szkotami było interesujące, byli znacznie bliżej Polaków, Niemców itp. niż Irlandczyków, Anglików czy Francuzów, na tej skali.

Np. ten obrazek ładnie pokazuje różności, jak się mają różne kultury do siebie (i np. dlaczego szwedzki eksperyment z uchodźcami jest, ekhm, trudny; albo dlaczego zawsze w rozważaniach "a jaki następny kraj? - ciepły" często wyskakuje nam Portugalia). Irlandia powinna być nieco pod Nową Zelandią, moim zdaniem.

https://www.worldvaluessurvey.org/photos/Map%202022_June%202022.png

zz_top
Wed, 7 Sep 2022 15:16:27
@mapka
ALE ŻE CO??? Na tak zdefiniowanych osiach Polska jest tak blisko Portugalii, Urugwaju i Wietnamu???

Boni avatar Boni
Wed, 7 Sep 2022 15:48:40
No jest tam (i ogólnie w takich badaniach) trochę zdziwień, co nie. Dla mnie akurat nie to co podnosisz, bo o Urugwaju nie mam pojęcia, Portugalia zawsze jakoś tak na 4-5 miejscu do przeprowadzki i pierwsza ze śródziemnomorskich (przed Maltą czy Hiszpanią), a Wietnam to się może właśnie dlatego tak dosko i bezszmerowo integruje w Polsce od dekad, co nie.

Mnie dziwi, że Japonia nie jest razem z Koreą Pd. i że w prawo od PL, ŻE CO?? Albo, że Włochy nie są zaraz obok Francji.

Oraz to obrazek "aktualny", na stronie i w papirusach oni mają to wszystko poukładane w czasie, za ostatnie 30+ lat; dopiero się mózg lasuje, jak "przejechały" niektóre kraje na tych ośkach, w czasie...

Codiac
Wed, 7 Sep 2022 16:43:38
Ale to socjalizowanie w Irlandii nie jest przecież jakieś upierdliwe. W sensie co tam tak naprawdę potrzeba? Przywitać się w miarę entuzjastycznie? Przecież to z automatu można robić. "Hey X, how are you?" (odpowiedź) "That's grand!"
Albo jeśli to nas pytają to "I'm grand, thanks. Yourself?"
Do tego pójść w porze śniadania do kuchni, pogadać chwilę przy toście i herbatce. To jest parę minut bycia socjalnym a potem można robić swoje.
Z mojego doświadczenia nasze demoludy pod pewnymi względami są dużo bardziej nastawione na socjalizację. Tylko nie taką codzienną, trochę pozorną i drobną a bardziej konkretną. My się przecież zapraszamy do domów, chodzimy razem na obiady czy kolacje, urządzamy imieniny/urodziny, przynosimy poczęstunki do pracy, etc.
Ja w Irlandii byłem w domu dwóch niepolskich kolegów z pracy. Jednego Anglika, który mnie zaprosił na samym początku i dał trochę sprzętów (jakieś krzesło, etc). I to było nietypowe. A u drugiego naprawiałem internet bo pracował z domu i coś mu nawaliło :)
Za to jeśli ktoś przynosił cukierki albo ciasto do pracy to właśnie Polacy. I to u koleżanki Polki jak poszedłem po znajomości zerknąć na kompa to zanim wyszedłem zdążyłem zjeść obiad i napić się piwa z jej facetem [1]
Owszem, Irlandczycy potrafią się poza tym socjalizować po pracy, w pubach czy w ogóle z obcymi ludźmi spotkanymi przypadkiem na ulicy. No ale to trochę inna sprawa. W pracy wystarczy nie być gburem. I przecież na ile znam gospodarza, to on naturalnie tutaj powinien być lubiany i uznawany za socjalnego, bo anegdotami sypie jak z rękawa, zawsze się przywita, nie obraża łatwo i traktuje wszystkich przyjaźnie.
Nie wiem jak z Francuzami czy Włochami - nigdy tam nie pracowałem - ale ta irlandzka socjalizacja jest dla podtrzymania pewnych pozorów, żeby ludzie się dobrze czuli i żeby nikomu nie psuć humoru własnymi kłopotami czy narzekaniem. Potem jest już porządna socjalizacja w pubach, ale pomiędzy nimi jest olbrzymia przestrzeń dla siebie.

[1] Tak w temacie językowym - to był Chorwat. I jakoś tak wyszło, że on mówił po chorwacku, ja po polsku, piliśmy piwo i było spoko. Na co Krysia pyta "A czemu wy po angielsku nie rozmawiacie tylko tak każdy po swojemu? Nie rozumiecie się przecież." A my zgodnie "jak to nie rozumiemy? Zdrawim/Na zdrowie!"

Boni avatar Boni
Thu, 8 Sep 2022 10:26:30
@Codiac

Ale tu się mieszają dwie sprawy: jak "głęboka" jest socjalizacja (że w USA czy Francji superpłytka, w SCO czy IE tak naprawdę dosyć płytka, w PL czy Turcji czy w Indiach znacznie głębsza), z tym jak "ważna" (że w poziom gburowatości jaki prezentuję ja czy Zz-top w pracy, to w Polsce jest "trochę mruk i smalltalk to nie jest jego drugie imię, ale da się z nim żyć" a we Francji czy Irlandii "cham i prostak, polaczek poszedł w górę i nie chce z nami gadać").

Co do socjalizacji w EI bywa różnie, na ogół jest powierzchowna, ale zależy jak leży, np. właśnie zmarnowaliśmy 15min z rańca, bo był dobry pretekst (pojawił się kolo, który podobno tu pracuje, a nie widziałem go nigdy, przez da lata, i co gorsza zajechał rydwanem w kształcie bmw M3 z 2003... więc teraz stoją obok siebie dwa wozy, M3 i mój SC430, projektowane pod koniec '90, a wyglądają jakby pochodziły z innych planet).

Co do mojej socjalizacji, to może i się trafia od święta, czasem, wola i zdolność, ale dobrze wiesz, że po chwili wszyscy uciekają zmęczeni, bo mogę nawijać 8h bez przerwy, a po przerwie następne 8h.

Boni avatar Boni
Thu, 8 Sep 2022 10:46:25
@dogadywanie się po pijaku

Wiadomo, że zdolności lingwistyczne rosną wraz z promilami, do pewnego poziomu, ale chyba największy mindblow, to miałem na trzeźwo i nie z Czechami, Słowakami, Chorwatami czy Rosjanami, ale kiedyś za młodu ze Słoweńcami. No kurde to jest creepy, jak słoweński jest wielostronnie podobny do polskiego, np. nie tylko, że wymowa czy gramatyka, ale też sporo słów ma te samo znaczenie, a nie, że te same słowa, totalnie różne znaczeniem (co jest zabawnym, albo i nie zabawnym problemem polsko-czeskim; "Tańczyłeś z diabłem przy świetle księżyca? - A rezerwowałeś nocleg w Czechach w kwietniu/květnu?").

Codiac
Thu, 8 Sep 2022 11:07:13
Tak, ze Słowakami (i Czechami w sumie też) to i ja regularnie rozmawiałem na zasadzie "każde w swoim języku i tylko sporadycznie trzeba pogestykulować albo wspomóc się angielskim". Oceniam, że przynajmniej 80% można spokojnie zrozumieć z ich języków, nawet nie mając żadnych podstaw poza znajomością własnego.
Znajomy Słowak zresztą lubił robić dowcipy, ponieważ na imię miał Karol i gdy natknęli się na niego Słowacy to wmawiał im, że jest Polakiem :)
Przy czym są pewne pułapki. Karol z jakiegoś powodu śmiał się do rozpuku przy "truskawce". Z czeskim wiadomo, te wszystkie szukać, zadek, odchody, etc.

Co do socjalizacji - właśnie moje doświadczenie z Irlandii jest takie, że tam nie trzeba wcale jakiegoś wielkiego small talku. Wystarczy się w miarę entuzjastycznie przywitać, zadać rytualne pytania o samopoczucie i jak tam w domu i tyle. A potem można się zająć robotą. Oczywiście jak człowiek nie jest bardzo zajęty albo w pewnych sytuacjach small talk się pojawia, ale tego można unikać (albo odpalać tryb ekstrawertyka i zmieniać go w big talk ;-) ). Oni przecież tego nie uprawiają wszędzie, tylko są takie konkretne miejsca w których można się tego spodziewać - kuchnia, korytarzy przy dystrybutorze z wodą, etc.


Bogdanow
Sat, 10 Sep 2022 19:07:06
@mapka,

Portugalia/Polska - nie dziwi mnie wcale. Mówię to w kontekście pracy z Portugalczykami, podstawowej znajomości portugalskiego i wielu wizyt.
Wietnamczycy też się fascynująco dobrze odnajdują w Polsce.
Urugwaju nie znam.

Fascynuje mnie bliskość USA i Belgii i odległość USA od innych krajów anglojęzycznych.

Borys
Wed, 14 Sep 2022 13:51:16
Przyjemne anegdotki. Duński jest hardkorowym językiem, jeśli chodzi o rozumienie go ze słuchu. Istnieje odważna hipoteza, że Duńczycy nie rozumieją się nawzajem.

Ja studiowałem w Oslo, ale z duńskim zetknąłem się dość późno. Któregoś razu na wykład z drgań i fal przyszedł siwobrody profesor zastępczy. Zaczął coś mówić, mówi, mówi, słowa jakby znajome, ale ja ani w ząb nie rozumiem. Myślę sobie, że to jakiś żart; on specjalnie tak bredzi, a może jest pijany? Rozglądam się po sali, ale nikt się nie uśmiecha, wszyscy natężają uwagę, krople potu błyszczą na skroniach.

Potem mieliśmy jeszcze zajęcia z duńskim tykowatym, wiecznie zasmuconym doktorantem, który, owszem, na pierwszych ćwiczeniach zapytał, czy może mówić po duńsku, ale wszyscy wstydzili się przyznać, że za wiele wtedy nie zrozumieją. Zachęcony naszą lingwistyczną brawurą przez godzinę tłumaczył nam zagadnienia mechaniczne przy pomocy tajemniczej „den afledede” i dopiero post factum skapowaliśmy, że jemu chodziło o najzwyczajniejszą w świecie pochodną (norw. „den deriverte”). Przemogliśmy się więc i poprosiliśmy, żeby raczej wykładał po angielsku.

Po kilku miesiącach doktorant zniknął; wrócił rzekomo do ojczyzny, bez pożegnania.

Boni avatar Boni
Wed, 14 Sep 2022 14:16:08
Mnie duński nie robił problemów wzg. innych skandynawskich, bo żadnego nie znam i nie ogarniam (znaczy, fiński pewnie odróżnię, ale), choć ta dyskusja niemiecko-duńska była w dechę. A po 12 latach pracy dla duńskiego semi-korpo, co było pewne, to poniższe (pocisnąłem to kiedyś w usenecie w kontekście IIRC oryginalnych ścieżek dźwiękowych w filmach, bo ktoś miał nagle wzmożenie, że duński taki śliczny... o_O BTW teraz się zastanawiam, czy coś w podobie nie było też u Gretkowskiej):

Przecież jak dyskutuje (a jeszcze lepiej - kłóci się) paru Duńczyków, to zamykasz oczy i od razu przenosisz się duchem na drakkar gdzieś w XIIIw na środku Morza Północnego, podczas sztormu, gdzie cała załoga haftuje za burtę, usiłując jednocześnie dogadać się w sprawie kursu, i niechcący tworzą nowy, wygodny i poręczny, szczególnie w kontekście kołyszących drakkarów i wrednych sztormów, język.

Codiac
Wed, 14 Sep 2022 18:51:56
A propos, jest sobie taki standup "Pardon my icelandic" który m.in. porusza te tematy. Gość który to robi jest Islandczykiem (duh!) i śmieje się zarówno z własnego kraju jak i innych skandynawskich. W tym bodajże z Duńczyków też.

Nie pamiętam czy to u niego czy gdzieś indziej usłyszałem, że śmiesznie by było gdyby w tych wszystkich filmach o wikingach ludzie mówili z norweskim akcentem. Bo on z kolei jest jakiś taki... nie wiem jak to ująć, ale bardziej jak pytający. Zresztą jeden serial to zrobił i efekty są faktycznie śmiechowe.




 

Engine: Anvil 1.08   BS