W kontekście powszechnych oligarchii i karteli, które właśnie sobie maksymalizują zyski w czasach inflacji kosztem obywateli i państwa, bo przecież w końcu osiągnęliśmy "wolny rynek", tak wielkim wysiłkiem propagandy i edukacji neolibu przez 30 czy 40 lat, oraz w kontekście pewnych skojarzeń z Dublina rzeczywistego i Edynburga zwirtualizowanego na YT, czy z newsów o strajku śmieciarzy w Szkocji albo przygotowaniach EU do zimy, przyszła mi do głowy myśl:
Ciekawe kiedy wrócą opłaty (nie tylko - kontrole) za przemieszczanie się pieszo przez miasta, nawet nie po mostach, czy podobnych naturalnych wąskich gardłach, ale "międzystrefowe", na przykład między zonami dobrze strzeżonymi, dla kontroli i bezpieczeństwa (jak wiadomo,
idee fixe nadciąga, tylko bez najazdu Obcych). Albo i na zasadach ogólnych, bo co nam zrobicie, jak nic nam nie zrobicie. A że przecież za tę infrastrukturę, i kontrole, i brak bezdomnych czy ćpunów, po tej, czy tamtej stronie płotu, wiecie rozumiecie, ktoś musi zapłacić, to wiecie rozumiecie, wystarczy machnąć komórką i pobiera się grosze na tollu, i tak naprawdę
gardło sobie podrzynamy w CityCorpo Ltd.
A może w jakimś Hongkongu czy Singapurze już takie myta są, tylko o tym nie wiem.
(nie będzie dużych fajnych notek, do odwołania, bo mam fazę na pisanie dalej
Labiryntu, drugi tom 300+ stron aaand counting, jeszcze sporo counting)