Czekając na kolesława, na dzielnicy miłych domków zasiedlonych przeważnie przez towarzystwo polsko - murzyńsko - beżowo - litewskie, marzniemy w pogodne zimowe irlandzkie popołudnie. Na uliczce - zaułku osiedla, przed domkami, bawi się piłką czterech chłopców w różnych odcieniach beżu i miedzi. Rozmawiają miedzy sobą normalną poprawną angielszczyzną, zapewne nie są rodem z jednej rodziny, krainy, a może i kontynentu. Piłką bawią się całkiem sprawnie.
Malcy, na oko 6 - 10 lat, obserwują nas dyskretnie; my zachowujemy się normalnie, czyli nienormalnie. Młażona rzuca teksty od których staram się nie śmiać na głos (na przykład, że wyglądamy na tym winklu prawie jak Jay i Cichy Bob - tylko że ona nie jest cicha!). Potem łazi sprawdzać jakiś krzew, któremu coś się pop... i cały zakwitł, w lutym. Rozmawiamy może nie - drąc na całą ulicę, półgłosem, ale po polsku.
Jakoś tak sprytnie wymanewrowali z piłką, że nagle stoją przed nami w szeregu. Gruby zagaja:
- Elo, a czy ja mam fajne włosy?
- Że co?
- Czy ja mam fajne włosy? (gładząc kruczą czuprynę, przyciętą na donicę, typ od Pakistanu po Filipiny)
- Spoko. Normalne. - odpowiadamy, dorzucam - A który ci mówi, że niefajne??
- Mnie samemu się nie podobają!
- A, no tak. Ale nie przejmuj się, są spoko. Ja - wskazując mój siwo-stercząco-łysy pieprznik na łbie - też nie przepadam za tym, a przecież jest spoko!
Wyraźnie go rozbawiłem. Do dyskusji dołącza Chudy.
- A moje? - zaczesując podgolony fryz, uroda w typie od Malty po Pakistan, chyba.
- Twoje na pewno są modne, też spoko.
- A moje! - rzuca Mały, wyglądający na brata Chudego, chyba.
Zanim na dobre odpowiedziałem, Chudy przechodzi do znacznie poważniejszej kwestii i zagłusza Małego.
- Pszepana, a który klub lepszy: Manchester United czy Liverpool?
Zaczynamy się śmiać.
- Widzisz... nie mam pojęcia, nie obchodzi nas to.
Niezrozumienie i niedowierzanie w czterech parach oczek.
- No nie wszyscy interesują się nożną. Równie dobrze mógłbyś mnie zapytać, czy wolę tę cegłę, czy tamtą cegłę - macham ręką na murek.
Chudy uśmiecha się ze zrozumieniem, mamrocząc pod nosem, w luźnym tłumaczeniu "że jak cegły?? jeżukolczasty".
- Ale starzy ludzie też mogą się interesować piłką - wtrąca intelygentnie Gruby.
- Pewnie, że mogą, ale nie muszą. Który z tych dwu wolimy? - pytam młażonę - Zdecydowanie Manchester!
- No widzisz, pani mówi Manchester, więc wolimy Manchester, przecież nie będę się kłócił z żoną!
Malcy się śmieją, ale najwyraźniej nie dowierzając własnym oczom, że kobieta lepiej się orientuje w tym temacie, niż ja.
- Ale tak naprawdę, wolimy inne sporty - dorzuca młażona.
- A jakie?? - zainteresował się Chudy, inni też.
- Sumo - odstrzeliwuję - Kojarzysz?
- Nie...
- Japonia, takie grube spaślaki uprawiające zapasy?
- A tak! - spoglądają po sobie w szoku i niedowierzaniu.
W tym momencie na zakręcie uliczki pojawia się pojazd kolesława, na którego czekamy, więc pomału musimy kończyć.
- Czy wy jesteście z Japonii? - na pożegnanie pyta Chudy.
- Nie - odpowiadam.
- Bardzo dobrze mówisz po angielsku...
- Ty też!
- Ja ze szkoły...
Na tym, niestety, zakończyliśmy przygodne rozmówki irlandzkie AD2022, z wnukami, których nie zamawialiśmy. I pewnie już tam nie wrócimy; bo nawet jeśli tego lexusa kupimy, to z dostawą pod dom. Trochę szkoda.