Pełniejsza recenzja naszego obecnego lexusa IS250 z 2006, bo parę kilometrów już nim zrobiliśmy; a nawet trochę legalnych wycieczek, z okazji przedświątecznego rozluźnienia lock-downu...
1) Silnik - benzyna 2.5 litra, V6, 205KM, w zasadzie normalny. Znaczy, bardziej wysilony i nowocześniejszy niż to, do czego jestem przyzwyczajony - bezpośredni wtrysk, wszelkie możliwe zmienności rozrządu, dolotu, i frytki do tego, itd. Ale w tzw. życiu, co mnie to. Znaczy, mógłby niżej się kręcić i mieć fajniejszy moment obrotowy, a nie żałosne 250Nm czy coś koło, ale jeśli chce się zwijać asfalt za samochodem i sponsorować oponiarzy w okolicy, niestety musiałbym se kupić coś V8 czy lepiej, albo np. lexusa IS350 (który ma parametry prawie jak V8), co nie. Albo diesla... ;D (tylko, że nie w IS! wiadomo, diesle to nie moje porno, ale IS220d w dieslu to naprawdę proszenie się o kłopoty). Techniczny szczegół - wkurza zabudowanie silnika plastikami, jak w większości nowomodnych wozów; podnoszę maskę, a tam druga maska z kawałków plastiku...
2) Skrzynia - normalny automat 6 biegów, z bardzo starej rodziny używanej przez Toyotę od dekad (ten konkretny z naszego IS250 i rówieśnego GSa chyba nadal używany w tzw. toyobaru, tj. w nówce tojce 86 czy subarynie BRZ w salonie AD2020 dostaniecie prawie dokładnie taki automat). Wszystko ok w zasadzie, troszkę trzeba się przyzwyczaić, że 5 i 6 to nadbiegi i jakie jest ich sterowanie, ale to tylko jeśli ktoś w ogóle zwraca uwagę, co się dzieje z obrotomierzem i co wyprawia komputer i skrzynia. Tak normalnie - siadać i jechać, nie oczekiwać jakichś super sportowych akcji jak w dwusprzęgłowej od porsze, ale też nie jest jakoś specjalnie "wolna". Techniczny szczegół - wkurza brak miarki oleju automatu, bo to jest olej "lifetime", jaaasne...
3) Wymiary wnętrza - kabina jak typowego segmentu D executive, tj. mam wrażenie, że jakby pomierzyć ją linijką, to wyjdzie podobnie jak bmw 3 czy merol C-klasse itp. Ale dosyć sprytnie zrobiony przód, także w porównaniu z konkurencją, i to nas ujęło - fotele zacnych wymiarów i zupełnie podobne jak mieliśmy w GSach, łokcie trafiają na podłokcie, nogi się mieszczą tam, gdzie miały się zmieścić, itd. itp. - osiągnęli to zwężając tunel centralny i podłokieć, robiąc składane dolne kieszenie w drzwiach itp. sprytne ruchy. Oczywiście, po ustawieniu przodu i wygody "jak w GSach" z tyłu miejsce na nogi zostaje symboliczne, od razu widać, że między ośkami ubyło te prawie 10cm, czy ile tam, wzg. segmentu E czy GSów (które BTW też nie miał jakoś wyjątkowo długiej kabiny i dużo miejsca z tyłu, jak na moje szrotowe przyzwyczajenia). Oraz co pewne, to że wsiadanie i wysiadanie osoby o moich rozmiarach wyraźnie mniej przyjemne, niż do 4 drzwiowego seg. E.

4) Ogólna stylistyka z zewnątrz - lepiej niż niezła, moim zdaniem. To są ostatnie lexusy sprzed epoki grilla - "predatora", ale już w stylistyce tzw L-finesse i próbowali zrobić coś na kształt sportowej kupety. Jest dobra równowaga mocarności bryły, sznytu i szczegółu oraz klasyczności i proporcji, i względnego BRAKU przesady. Z przodu, przy szerokości wózka praktycznie jak GSa i takim układzie zderzaka i maski, i takich szczegółach stylistyki, to jak dla mnie jest wzorcowo, znaczy nie potrafię wskazać, co chciałbym zmienić, żeby było lepiej. Z boku jest dosyć fajnie i "mocarnie" (ta kiedyś retro-nowomodna wysoka linia okien i sznytu pod nimi już spowszedniała, ale zawsze dodaje optycznego "pałera"), plus kilka nienachalnych fajnych detali. Z tyłu jest też prawie dobrze, tu bym parę rzeczy może zmienił, ale to już rzecz gustu, bo jednak nie wypływają mi od niego oczy; po przyciemnieniu świateł i przy jasnej budzie, jest lepiej niż znośnie. A ogólniej, jakby IS był minimalnie niższy, to już w ogóle, klękajcie narody i ślinę bym mopem wycierał, no ale wtedy musiałaby to być naprawdę "sportowa" kupetka i raczej 2 drzwi, a nie 4 normalne drzwi sedan executive.
5) Zawieszenie i hamulce - hamulce normalne, zawieszenie spoko, tylko twardsze niż GSów itp. kanap segmentu E, wyraźnie pociągnęli w kierunku (pseudo)sportu; szef-konstruktor ISów 2 generacji = automaniak i rajdowiec, stąd "wstawaj samuraju, mamy konkurencję w bmw M 330i i merolu C32 AMG do spalenia" (oczywiście, to raczej w wersji IS350 a nie naszej budżetowej IS250). Ale do naprawdę twardych i sportowych poniemieckich złomów nie doszli, tylko gdzieś w pół drogi, bo to jednak lexus. W teorii i niecodziennej praktyce zawija zakręty znacznie sprawniej niż GS na przykład, ale w codziennej praktyce - jak najwyższe opony na wzg. niskim ciśnieniu i dam radę z tym żyć.
6) Napęd - silnik wzdłuż z przodu, klasycznie na tył, rzecz jasna.
6a) Układ kierowniczy - już znormalniał, przyzwyczaiłem się do elektrycznego wspomagania, choć na początku mnie trochę zaskakiwało np. przy szybkich przelotach przez ronda (mam kolekcję tego po drodze do pracy) i faktycznie komunikacja koła-kiera-ręce-mózg i z powrotem jest jakby słabsza niż np. była w GSach z klasyczną hydrauliką. Ale musiałbym mieć pod ręką jakiś podobny wózek z hydrauliką i testować na przemian, żeby opowiadać coś więcej niż zmyślenia i wrażenia z zawodnej pamięci. BTW nie pomaga w rozeznaniu, że na GSie ostatnim miałem przeważnie b. dobre opony, a na IS mam na razie badziewne chińskie klapki, zamiast porządnych opon.

7) Jakość wnętrza - normalna jak na lexusa z epoki. Wszystko spasowane jak trza, materiały ok. Skóry miększe i perforowane, fajniejsze niż w GSach, za to chyba delikatniejsze, więcej drobnych uszkodzeń czy zużycia, przy młodszym wózku. No ale może poprzedni właściciele mają coś na sumieniu. Nasz nie ma drewna, tylko szarosrebrne malowanie tu i ówdzie, jak byle laptop - nie jestem fanem lakierowanego plastiku, ale co poradzić, taka epoka oraz taki golec. Oraz jestem jeszcze mniejszym fanem srebrnych ramek i ozdobników, namalowanych tu czy tam, wrr. Za to "dwukolorowe" wnętrze umiarkowanie ciekawe, na pewno fajniejsze niż czarny ponur, i chyba jednak fajniejsze dla mnie niż niby jednolite jasnoszare/beżowe, tylko, że niby, bo zawsze są ze trzy odcienie tego szarego czy beżu, a to mi robi umiarkowany fuj (inaczej mówiąc, przy wyraźnie dwu kolorach mam mniejszy problem, że to tak naprawdę 5 kolorów, niż kiedy 5 kolorów udaje jeden kolor). Kierownica i podłokieć "zmniejszone", ale ok. Gałkologia i szczegóły w miarę ok. Jedyny drobiazg stylistyczny, który mnie w tym wnętrzu naprawdę wstrząsa, to okrągłe nawiewy po bokach a prostokątne na środku, no staram się tego nie dostrzegać. Z ciekawostek - poprzedni właściciel wskazał mi coś, co mnie prawie nie robi różnicy a jemu kolosalną: IS ma ścieżkę skrzyni biegów i dźwignię dokładnie na środku tunelu, GSy (tak jak LSy) mają "na połówce" tunelu, a na drugiej schowek/kubki - dla mnie szeroki tunel GSów to fajne złamanie symetrii i ok, dla niego niesymetria to rzyg i ludziom nieładnie...
8) Wygoda foteli - bardzo dobra, nie sposób dokładnie porównywać z zawodnej pamięci, ale nie ustępują najlepszym jakie spotkaliśmy. Znaczy, nie są aż komfortowymi sofami jak w starych amerykanach czy scorpio, ale dobrym kompromisem trzymania, komfortu, i co najważniejsze nie męczą przy dłuższej jeździe, co się zdarzało w, podobno, topowych markach jakie spotkaliśmy.
9) Głośność w środku - zdaje się, bardzo miło i przyjemnie, acz jeśli przydeptać, ładnie słychać wydech. Ale żeby zmienić "zdaje się" na jakieś wnioski, musiałbym jakieś sensowne opony założyć, bo to na czym teraz jeździ, to huczy i wyje jak chińska kopia trakcji chińskiej kopii czołgu T-34. Więc "zdaje się" przez ekstrapolację (i z postoju...), bo dobre opony powinny być dwa razy cichsze...
10) Wymiary zewnętrzne, kolor - wymiary jak byle sedana seg.D, no parkuje się nieco łatwiej niż segment E czy ponad 5m amerykańca... Kolor całkiem fajny, lekko niebieski metalik (Breakwater Blue w języku Lexusa) daje wiele zalet srebrnego metalika (mycie? po co, deszcz spłucze, a czego nie spłucze, to i tak nie widać na jasnym metaliku) a jest nieco mniej nudny, niż zwykły srebrny metalik.
11) Gadżety - trochę ma różności, dwustrefowy klimatronik, jakieś tam grzane i chłodzone fotele z elektryką (oba takie same wypasy, co nie jest oczywiste w innych markach...), tempomat, guziołki na kierownicy, schowki i podłokcie czy składające się lusterka. Ale do full wypasu późnego IS350 mu duuużo brakuje, nasz to jest zdaje się bazowy IS250 albo prawie bazowy, brak lusterka fotochrom, czujników deszczu, drewna, szyberdachu, itd. o radarowych tempomatach, pamięciach foteli itd. nie mówiąc. Ma nowoczesne podświetlenia ledowe, którego jeszcze nie miały poprzednie generacje na szrocie (musiałem se sam robić, jak zwierzę) - ledy delikatnie pod nogi i z góry na środek cały czas, ledy-markery na wszystkich nawiewach, a nie tylko klawisze na drzwiach i konsoli, itp. Kluczyka tak normalnie nie ma, jest pilot w kieszeni i odpalanie z klawisza, klamki na dotyk, podświetlanie spod lusterek zapalające się po podejściu do wozu, itd. itp. Bardzo mi brakuje elektrycznie podnoszącej się do wysiadania/wsiadania kierownicy; wszystkie GSy to miały, nawet te bez pamięci fotela kierowcy.
12) Audio, infotainment - równie bazowo i ubogo jw. gadżetologia, znaczy jak na lexusa. Ma zmieniarkę CD, radio, na gratach od Pioneera i grające przyzwoicie, i to tyle w zasadzie; żeby mieć nawigację czy duży ekran, bluta, czy sygnowane audio (Mark Levinson), trza kupić se topowy wypas i najlepiej nieco nowszy; tyle, że takiego we wczesnych rocznikach IS250 to w Irlandii a nawet w UK ze świecą można szukać, raczej musi to być IS350 a najlepiej prosto z Japonii... Z miłych rzeczy - ma fabrycznie zintegrowane wejście AUX w schowku podłokietnika. Konsola centralna, wyświetlacze, ergonomia, stylistyka - normalna a może i na plus, bo jeśli coś jest OK i nieprzekombinowane, to obecnie zdaje się już jest bardzo dobrze... Zegary klasyczne czarne i normalne, a nawet - ładne; na środku miedzy zegarami miniwyświetlacz różności, spalania, temperatury zewnętrznej itp. i nawet można go w cholerę wyłączyć ;) Plus dodali gadżet, że prędkościomierz i obrotomierz mają pierścienie ledowe, które zapalają się ostrzegawczo po przekroczeniu zadanych prędkości lub obrotów - programuje się ich wyzwalanie dowolnie samemu, klawiszko-joystikiem koło kierownicy. Nieco zdumiewające rozwiązanie, no bo nie takie koszty i gadżety księgowi ścinali, a tu proszę... Inna nieco zdumiewając rzecz, że pomimo dwu sporych wyświetlaczy LCD klimatrona i radia/CD oraz mini - multi - wyświetlacza na zegarach, nadal ma typowy "tojotoski" zupełnie niezależny led-8segment zegarek na konsoli środkowej o_O
13) Poduszki, BHP, kontrole trakcji - kontrolę trakcji ma zwykłą z epoki (IS350 ma IIRC jakąś lepszą, wektorowo-magiczną, ale IS250 nie). Poduszek więcej niż GSy poprzednie, bo doszły na kolana z przodu i kurtyny okien z tyłu, więc chyba ma w sumie 10.
14) Bagażnik - normalny jak na rozmiary i zastosowanie wózka. Kształt sensowniejszy niż w GSach z poprzednich epok (brak dziwnych kawałków związanych ze zbiornikiem paliwa GSów). Nasz wąską dojazdówkę, zakoczyło mnie, że oryginalna pokrywa dojazdówki, uzupełniająca pełnowymiarową wnękę na zapas, jest minischowkiem. Podobnie jak poprzednie GSy kanapa nie jest składana, za to w przeciwieństwie do GSów zlitowali się i w końcu dali klapę za podłokietnikiem tylnym, do przewożenia nart czy innych rur.
15) Ile pali - wyświetlacz pokazuje dychę po 80% mieście, schodzi do 7.5 na autostradach irlandzkich (120-130km/h równo). Oczywiście, przy mojej ciężkawej stopie i moim wyje... na ilości/ceny paliwa; tak szczerze, to nie wiem czy to dużo, mało czy normalnie.
16) Czy ma tryby jazdy, łopatki i inne cudeńka - ma wyłącznik kontroli trakcji (IIRC pierwsze IS250 bodaj wcale nie miały i ludzie mieli o to wielki ból rowa...) oraz typowy przełącznik toyoty/lexusa "snow-normal-power", który coś tam zaostrza (snow - zmula) w oprogramowaniu skrzyni czy przepustnicy; taki sam zestaw jak miał nasz poprzedni GS. Ale z normalnego automatu to rzecz jasna nie zrobi dwusprzęgłowej skrzyni, ani nie dodaje 100KM. Oraz ma łopatki pod kierownicą i opcję "tiptronikopodobną" wajchą od biegów. Ogólnie, rozumiem, że "musieli" to dać marketingowo, ale jak dla mnie, głupoty; łopatkami czy wajchą ze dwa razy się pobawiłem, żeby sprawdzić czy to działa, ale przecież na normalnej drodze i z normalnym automatem to nawet nie gadżety, tylko kosztowne idiotyzmy.
17) Czy ma kaseciaka czy CD - już nie ma kaseciaka!1!! (ale skądinąd inne lexusy w 2006 jeszcze miały w standardzie, chyba RX? na pewno ostatnim fabrycznie nowym wozem z kaseciakiem był lexus SC430 z 2010...). Ma zintegrowaną zmieniarkę na bodaj 6 CD (także CD z mp3 i wma), ładowaną przez szczelinę na konsoli centralnej, a nie z magazynkiem w bagażniku czy schowku na rękawiczki.
Uwagi ogólne:
Tytuł notki ukradłem gdzieś z recenzji z sieci czy jutuba, bo to określenie bardzo pasuje do IS250 - wygląda zacnie, POTENCJAŁ wypasowo-pałerowy ma zacny, tylko że nie w wersji IS250. Ale jako 2 osobowy wozidupek codzienno - wycieczkowy na moim szrocie to bardzo fajny sprzęt.
Jeśli ktoś takiego małego szrotwagena chciałby w kraju bez ultraprogresywnych podatków od silników (tutaj wszystko >3 litry jest w najwyższej stawce, więc żadna różnica czy IS350 czy IS-F (V8 5.0) czy jakiś 6 litrowy amerykaniec wciągający benzynę jak czołg) to zaleca się szukać IS350 z jak najwyższym wypasem, oczywiście.
Albo jednak - byle jakiego GS300 z epoki, który daje praktycznie to samo co wypasiony IS, plus większą budę, za chyba te same pieniądze i kłopoty. Ale jw. tu w Irlandii i świeżo po przeprowadzce podatki czy ubezpieczenia za nieco większy silnik nam rzutowały, oraz kiedy "kończył się" nasz brytyjski lexus, akurat żadnego fajnego GSa nie było w okolicy, a ten IS250 był pod bokiem.
W teorii poza "budżetowym" IS250 i odpasionym IS350 są jeszcze na tej półce: dość zgrabny IS250C - kabriolet z metalowym dachem - origami, jeśli ktoś potrzebuje dużo nieba nad głową; no i jest też kosztowny, niezbyt dyskretny pojazd, odwrotny niż w tytule notki, czyli wilk w owczej skórze, czyli lexus IS-F = 400KM/500Nm, prawdziwa konkurencja mniejszych bmw M czy meroli AMG czy audi RSów itp. I nawet raz widzieliśmy takiego w Irlandii. Ale to inne pieniądze, koszta, i takim nie jeździ się szybko, ale leci nisko, oby nie do rowu czy w drzewo.
Jako że ten konkretny IS250 to "golec", jest plan, żeby trochę pogmerać w nim jak "za dawnych czasów" w szrotach, np. kupiłem se jakiś panel "navi+wszystko" na androidzie i drugą ori konsolę centralną ze szrotu (cd/radio/klimatron/inne plus rama itd.), do przerobienia i spasowania razem, żeby mieć navi czy kamerę cofania kosztem "wyciętego" radia, ale niemrawo mi to idzie. Porozbierałem nieco, ale przerabianie takiej ori konsoli, z całkiem sporą ilością elektroniki pod spodem (i żeby nie zepsuć klimatronika...), jest oczywiście znacznie bardziej kłopotliwe, niż wstawienie tego 7" androida w miejsce byle radia 2 DIN. Może w święta coś podłubię.
Z naszym IS250 pewnie zostaniemy tak długo, na ile starczy mechanicznie ew. estetycznie (ma sporo rysek na blachach i purchelków na krawędziach, potencjalnie rdzawych za jakiś czas; ogarnąłem nieco najgorsze, ale jeśli na serio wyjdzie ruda na ten metalik, to się rozstaniemy prędzej niż później). No, zawsze jest opcja, że mi się znudzi i nagle dostanę szału zakupowego; ale tak normalnie, to nic większego czy mocniejszego czy jeszcze ładniejszego nie ma tu i teraz większego sensu.
PS. wspominałem poprzednio, że były właściciel naszego otarł łzy żalu po IS zakupem kolejnego lexusa, nieco nowszego GS450, czyli mocnej hybrydy na wypasach, ale co ciekawe, już zdążył się go pozbyć (trafił na minę - zawias na 3 winklach do roboty, w tym potrzeba nowych amortyzatorów itd) i już wrócił do IS250, tyle, że troszkę młodszego, srebrnego, ale - równie niewypasionego. Przypadkiem spotkaliśmy się i był z powrotu do ISa (u niego: 6 lexusa pod rząd) całkiem zadowolony.
(zdjecia w notce - zajumane z netu, bo nie było okazji na jakieś sesje zdjęciowe naszego; ale nasz wygląda identyko jak wyżej, z dokładnością do nieco innych felg)