
Odwiedziliśmy ponownie w ostatni weekend kurhan
Newgrange (tylko ten, bo reszta megalitów kompleksu
Brú na Bóinne jest w zasadzie zamknięta na zimę czy "remonty"), mamy do doliny Boyne bardzo blisko. Na tle wizyty wypiszę (znowu...) garść moich widzimisiów na tematy historiozoficzne, w kontekstach prehistorycznych, skoro inspirowanych megalitami sprzed epoki brązu.
Krótko o Newgrange: jest to jeden z największych odkrytych grobowców megalitycznych, z późnego neolitu, około 3100pne, nieco starszy niż megalityczne Stonehenge czy zabytki mykeńskie (pre-homeryckie) w Grecji, sporo starszy niż wielkie piramidy egipskie. Ale zrobiony bez jakiś cudów wszechświatowych czy kosmitów, nie dajemy zwieść się jakimś fanom druidów czy innym nacjonalistom, czy danikenowcom - solidna robota neolitycznych rolników przed-indoeuropejskich i tyle; w tym czasie ludzie z innej gałęzi tej cywilizacji neolitycznej już zaczynają na serio epokę brązu, gdzieś na Krecie, czy Bliskim Wschodzie, a nie jakieś tam megality.
Kurhan ma średnicę 76m, jest wysoki na 12m, w środku jest mała komora z wnękami na szczątki (głównie skremowane), prowadzi do niej korytarzyk z jednej strony - czyli jest to "grób korytarzowy" (ale nieprzelotowy, bywają takie z korytarzami na przestrzał). Nad wejściem jest dosyć unikalny otwór (roof-box), rzucający długim korytarzem promienie wschodzącego słońca w komorę, podczas przesilenia zimowego; dosyć dokładnie w czasie i przestrzeni (podobno rozjechało się o 4 minuty, ale z winy zmian orbit i astronomii, a nie budowlańców epoki kamienia). Wszystko było plądrowane i rozgrabiane tyle razy, przez ostatnie tysiąc czy dwa tysiące lat, że nowożytnie niewiele udało się wykopać czy zbadać z oryginalnych szczątków, czy darów grobowych, ale coś tam się udało.
Konstrukcja wymagała przerzucenia jakichś 200tys ton ziemi, gliny, kamieni, oraz dociągnięcia na górkę głazów na korytarz, komorę i obramowanie kurhanu, głównie z łożyska z pobliskiej rzeki Boyne (głazy rzędu 4-5 ton, "nieobrabiane", dobierane do zastosowania). Ale też - sporo głazów i kamieni, w tym spore "czary" na kości/zwłoki w komorach, dostarczono z górek Mourne (jakieś 50km na pn., obecnie w UK), a białe kamienie na ścianie są z górek Wicklow (jakieś 50km na pd., za zatoką i Dublinem). Dla ustalenia uwagi, wszystko to na 99% jeszcze bez koła czy wozu, aczkolwiek prawdopodobne, że z pomocą bydła pociągowego.
Skądinąd, obecny wygląd, efektowne wejście i ta biała "okładzina" na Newgrange, to ćwiczenia z "jak szefowie-archeologowie sobie wyobrażali różności". Co pewne, to korytarz, komora, kurhan i "wał" z dużych głazów, także efektownie rzeźbionych, na krawędzi i przy wejściu kurhanu, i że "coś" z tego białego i czarnego "bruku" tam było zrobione. Ale wszystko było rozsypane i zasypane przez millenia; więc co dokładnie tam było, to se każdy może sam wymyślić, równie dobrze mogła tam być "droga wotywna" opasująca kurhan, a nie - ściana.
Fachowcy mówią, że odpowiednia duża społeczność neolityczna mogła to postawić w parę lat, inni mówią, że w pokolenie. Ja na to, że nikt tego wiedzieć nie może i że ja też potrafię zmyślać z zassania kciuka (i m.in. o tym jest ta notka).
Tyle o obiekcie, to chyba najbardziej znany flagowy megalit Irlandii. I ładne miejsca, poleca się (tylko zawsze należy z wyprzedzeniem sprawdzić aktualny program i dostęp, bo jest tylko przez Visitor Center!).
Ogólniej - cywilizacja, która wydała grobowiec jak Newgrange, to nie tylko te jakieś lokalne państewko, czy królik (BTW ostatnio są pewne wskazówki w kierunku "elitarności" pochówków w Newgrange - np. kazirodztwo pierwszego stopnia kogoś pochowanego; na ogół przyjmuje się, że tak normalnie u homo sapiens bracia nie żenią się z siostrami itp., poza mającymi bardzo wiele do odziedziczenia faraonami, czy innymi w podobie). Mniej więcej takie kurhany są od Portugalii po Orkady. A jak nieco rozszerzyć poza tzw. "kulturę wybrzeży Atlantyku", to można naciągnąć tezę od Atlantyku, aż po obecne Niemcy i Maltę.
Z badań genetycznych wiadomo mniej więcej, że neolityczni rolnicy (EEF, Early European Farmers) , którzy kolonizowali Irlandię i Brytanię i odpowiadają za te różne megality sprzed 2500pne, przyszli genetycznie w miarę "prosto" z Bliskiego Wschodu, najprawdopodobniej przez obecną Hiszpanię i okolice (tzw. "szlak południowy"). Co się nieźle zgadza z zabytkami archeo.
Nie mieszali się zbytnio z dużo wcześniejszymi poprzednikami, czyli zbieraczami-łowcami zachodniej Europy (WHG, Western Hunter-Gatherers), którzy rozleźli się po Irlandii i Brytanii jeszcze na piechotę, zanim odwrót zlodowacenia porządnie zalał Kanał i Morze Północne. O kulturach WHG sprzed 9000 czy 6000 lat wiemy jeszcze mniej; tyle, co o kulturach sprzed 60tys lat, bo żadna różnica - mamy tylko wykopaliska i jakieś analizy środowiska, klimatu, itp. Może też jakieś okruszki okruszków w mitach.
Z genetyki, archeo i trochę nawet z paleolingwistyki wiadomo, że ci od Newgrange nie byli indoeuropejczykami, którzy się rozpełzli po terenie dopiero jakieś 1500 lat później, niż ktoś usypał kurhan nad Boyne; powiedzmy, że następcami twórców Newgrange byli indoeuropejscy "Celtowie" epoki brązu (ANE, Ancient North Eurasian), bo właściwi Celtowie to jeszcze nieco później. O późniejszych "Celtach" wiemy względnie sporo ze spisanej historii i archeo. O Celtach w wersji irlandzkiej, nawet bajki i baśnie spisane przez mnichów wczesnego irlandzkiego średniowiecza, którzy rzeczonych Celtów dosłownie "przed chwilą" nawracali na chrześcijaństwo.
Tyle, powiedzmy, faktów, teraz będę snuł opowieści z czapy. Ponieważ to tylko nocia na blogasku, a nie książka fachowca, ograniczę się do zasygnalizowania dwu zagadnień.
1) Cywilizacje zaprzeszłe
Jako niefachowiec zupełnie nie pojmuję jak zawodowcy mogą serio rozważać migracje przez Europę, czy podobne odległości/tereny, zajmujące tysiące lat, i biedzić się, kiedy im nagle kawałki genetyki, archeo czy lingwistyki nie pasują do takiej tezy. Mam silne wrażenie, że z powodu małej ilości znalezisk i badań, i "uśredniania" tego przez setki lat i tysiące kilometrów nadal pokutuje wizja, że jacyś tam neolitycy z kultur Atlantyku, czy inni WGH czy ANE, to się rozpełzali przez pół Europy koniecznie przez tysiąc lat. Hint: całą Europę można PRZEJŚĆ W PÓŁ ROKU, i to z przerwami po drodze na piwo i przespanie się z dużą ilością lokalnych kobiet, żeby genetycy za 6000, czy 4000 lat, mieli nad czym się głowić. A jak ma się jakieś czółno, to hoho, znacznie szybciej.
Nie mówię oczywiście, że poza "najemnikami" czy kupcami (hint: w neolicie też były całkiem długie szlaki handlowe, dobre kamienne topory w Irlandii dostarczano z okolic obecnego Antrim w Irlandii Pn.; bardzo dobre importowało się z brytyjskiego Lake Dictrict; a ozdobno-kultowe, jadeitowe, to i z pn. Włoszech...) czy świrami religijnymi i/lub turystami (hint: można założyć, że skoro byli jacyś zawsze i wszędzie przez całą spisaną historię ludzkości, to byli po prostu zawsze i wszędzie) wszyscy łazili przez Europę w tempie ekspresu neolitycznego. Oczywiście, właściwe "materialne" migracje szły w tempie zasiedlania/zużywania zasobów i przyrostu naturalnego. Ale mam bardzo silne wrażenie, że po "rewolucji neolitycznej" były względnie błyskawiczne, w porównaniu z tym, co lansuje większość zawodowców (hint: mity i opisy już z czasów historii spisywanej, kiedy była bieda i np. losowano, które pół społeczności lokalnej pójdzie, czy popłynie, gdzie oczy poniosą, bo rodzima miejscówka w czasie suszy/ powodzi/ whatevera nie udźwignie całej społeczności).
Oraz trzeba zawsze pamiętać, że idee i fajne opowieści rozprzestrzeniały się jeszcze znacznie znacznie szybciej (hint: jak się plotki o białych "odkrywcach" rozprzestrzeniały wśród mieszkańców Ameryki czy Australii - w zaledwie dwa pokolenia kawał, niemałej przecież i chodzącej tylko na piechotę, Australii aborygeńskiej opowiadał sobie bajki i legendy o J. Cooku).
2) Opowieści niezapomniane
O "znaczeniu" tych różnych megalitów, szczególniej ich fascynujących szczegółów, jak płaskorzeźby w Newgrange (spirale, potrójne spirale, trójkątne/czworokątne "szachownice", itd.), czy jakie wierzenia i religie reprezentowały, nie wiemy prawie nic na pewno. Bo w tamtych kulturach jeszcze nie było żadnego pisma, a figuratywne przedstawienia też nieczęste. Więc wolno zmyślać do woli (chociaż zmyślać też należy w miarę z sensem - np. teorie o tym, że te różne wzorki nie są symboliczne czy religijne, tylko, ot, wzorkami, są bardzo głupie...).
Z jednej strony jestem wyznawcą teorii, że mity i legendy (ogólniej, historia oralna) często niosą ziarno prawdy, kiedy mówią o nie-archetypicznych (a jeszcze lepiej - o wysoce specyficznych) rzeczach, zjawiskach i miejscach, a z drugiej uprawiam sobie komparatystykę antropologiczną, "ruchem konika szachowego" przez millenia i kontynenty, bo moim zdaniem ludzie jednak byli i są dość podobni do siebie. Stąd mam taką wizję na temat Newgrange itp., napędzaną nieco faktami, a nieco mitami "celtyckiej" i przed-"celtyckiej" proweniencji:
(tu zacząłem pisać wstęp o tym, na ile mity w ogóle, a irlandzkie w szczególe, zgrywają mi się z holistycznie rozumianą prehistorią, ale poległem, bo musiałbym z 50 stron wypisać, a nie mam na to czasu ani wiedzy ani chęci, więc niestety, w skrócie przechodzę do sedna)
Newgrange jest "katedrą" pre-indoeuropejskiej religii, która była "pół-na-pół" solarna i religią przodków. Centralnym problemem "teologicznym" Newgrange jest czas. To jest: jak stworzyć miejsce, gdzie umarli, dla których czas się zatrzymał w "underworlds" (jest na te "zatrzymywanie czasu" garść unikalnych mitów związanych z Newgrange, jako siedzibą
Dagdy, który jest takim "celtyckim" Odynem, ale jak poskrobać różności, to wydaje się, że siedzi w Brú na Bóinne znacznie dawniej i głębiej, niż mity epoki brązu i żelaza) i w wiecznych niezniszczalnych bezczasowych kamiennych grobowcach, mogą choć trochę wrócić do nas i do życia. Czyli do czasu. Czyli do cykliczności. A czas i cykliczność = Słońce. Więc jak "bezpiecznie" połączyć słońce = życie, najważniejsze bóstwo rolników neolitycznych i nas pod słońcem, z bardzo ważnymi kośćmi i "duchami" przodków, ale już nie spoczywającymi "z nami", w grobie pod łóżkiem, czy pod paleniskiem, czy za płotem, jak we wcześniejszym neolicie, ale w wypasionych bezczasowych "underworlds" Newgrange (nie mylić z "otherworlds", mity i ludzie to odróżniali). Kiedy i jak tchnąć odrobinę "czasu" w zmarłych i dlaczego właśnie wtedy, kiedy słońce ewidentnie jest najsilniejsze, bo wygrywa z nocą, o świcie, po najdłuższej nocy w roku. A kiedy słońce nie dochodzi do świata zmarłych i czas się zatrzymuje, niech chociaż symbole słońca i czasu dają namiastkę życia wiecznego umarłym, żeby nie zniknęli zupełnie w bezczasowej otchłani, i lepiej niech to będą symbole mocne, znaki trwałe, made in Neolithic, z gwarancją na 5000 lat minimum.

Spirale Newgrange są symbolami czasu, ale bardziej w sensie "odradzania się", czy "życia wiecznego", niż tylko "cykliczności życia i natury". Przez to są też neolitycznym symbolem słońca, bo słońce też jest wiecznie odradzające się, codziennie, corocznie. Zbiory spiral są symbolami nieba (w sensie, to co nad głową, a nie w sensie raju czy "otherworld"), w następnych warstwach być może wiatru, ruchu, wzlotu, skrzydeł, pogody. Kwadraty i trójkąty - ziemi, pól, granic i ścieżek naszego świata. Wzory przypominające "koniczynę", są symbolami świata zmarłych i/lub bogów (bo tak konstruowano komory grobowe i/lub świątynie). Np. lewa strona kamienia "po przeciwnej stronie" od wejścia Newgrange, to nasz świat pod słońcem i w czasie, wyraźnie oddzielony od prawej, gdzie jest "underworld" w "bezsłonecznym bezczasie", bez spiral, i przy okazji - prawie jak mapa zabytków neolitycznych, ale np. na Malcie, "po drugiej stronie" tej cywilizacji...).
Triskelion (potrójna spirala) i ogólniej trójca, trójkąt, to zdaje się motyw przewodni cywilizacji EEF, przed-indoeuropejskiej, bo znajduje się go w archeo i mitach od Irlandii po Bliski Wschód. W warstwie ANE, indoeuropejskiej, oczywiście, też występuje, ale bardzo często wydaje się pożyczony po poprzednikach, aż po zagadkowość i nieprzystawanie do "nowego świata", np. znacznie znacznie bardziej patriarchalnego. Jak najdawniejsze boginie w trzech osobach z celtyckich mitów. Jak greckie Mojry, pożyczone z Myken, którzy pewnie pożyczyli je od kogoś wcześniej, wskazówką - przez wieki nikt nie dopisał Mojrom tatusia... Jak Hecate, bogini trójdzielna i skrzyżowań trójdrożnych, pies u jej stóp, pochodnia i klucz w jej dłoni, pożyczona przez Greków zapewne przez południe Anatolii, przez te dziwne rejony Licji i Karii, gdzie krzyżowały się imaginaria paru fal indoeuropejskich migracji, z jeszcze starszymi bajkami minojskimi i przed-minojskimi; tak dziwna, że nie tylko tatusia, ale żadnej spójnej genealogii nie potrafili jej Grecy zmyślić... Jak trójnogie znicze i siedzidła, najstarożytniejsze, jak te, na którym wieszczy Pytia. Bo zapewne już z 10000 lat temu ktoś zauważył, że "Boh trojcu lubit", że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość; że słońce wschodzi, w południe stoi, a potem zachodzi; że ludzie rodzą się, żyją i umierają.
Może starczy zasysania kciuka i przelewania tego na klawiaturę. Ale takie są konsekwencje, gdy człowiek za bardzo przygląda się kamieniowi, który ktoś z mozołem przekuł w symbol, 5000 lat temu.