NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2021-12-20, poniedziałek
Tagi:  przemysł     
___________________________________

Zamilkłem nieco na blogu, bo głównie rzecz biorąc, ostatnio dogoniła mnie praca, ale też chandra jesienna oraz sen zimowy (niechce)misia.

"Praca dogoniła" mnie ostatnio w sensie wstępnego odbioru projektu/systemu, nad którym głównie siedzę od roku, bo inne rzeczy to były drobiazgi za kogoś, albo małe miki. Odbiór wstępny, tj. "u nas" czyli u dostawcy, tak zwany FAT (factory acceptance tests), planowany na parę tygodni, główna dokumentacja samego FAT to ok. 100 stron raczej drobnym drukiem, plus zylion aneksów i dodatków. (Nie mylimy FAT z uruchomieniem i odbiorem systemu u klienta, tzw. SAT (site acceptance test)).

FAT robiliśmy w wersji zdalnej, tj. głównie przez Teams. Klient: Big Pharma (koncern z pierwszej piątki światowej), konkretnie zakład średniej wielkości, w innej części Irlandii (ale tu wszędzie jest blisko i to bez znaczenia). Konkretny współpracujący automatyk "u klienta": młodszego pokolenia, bardzo w porządku, bardzo kompetentny, i dość wyrozumiały.

Systemy to średnia SCADA plus wszelkie wodotryski do niej, obsługująca "infrastrukturę" od zaplecza działu fabryki, ale że to farmaceutyki, to i od zaplecza jest niezła paranoja, tudzież pewne urządzenia i instalacje podlegają np. sterylizacji i testom produkcyjnym "na pełnym wypasie", jak maszyny "naprawdę" robiące leki itp. Czyli ilości dokumentacji, zatwierdzeń i testów są przytłaczające w porównaniu z moimi pracami z "poprzedniego życia", nawet z sieciami energetycznymi, czy wielkoskalowym wod-kan.

Ogólnie, projekt to upgrade tejże SCADA+dodatków z wersji około 2009 na wersję około bieżącej (bo zanim skończyliśmy, już jest nieco nowsza...). Migracja połowy SCADA to pestka, ale drugiej połowy to koszmary. Dodatki, jak Historian czy tzw. "batch system", czy migracja baz danych za ostatnie ileś tam lat, to koszmary do kwadratu.

Wszystko jest wirtualizowane w hypervisorze, kluczowe 5 czy 6 serwerów, plus 4-5 maszyn pomocniczych (rzecz jasna, nigdy wcześniej nie robiłem w aż tak wirtualizowanym środowisku, no ale po paru tygodniach z grubsza ogarnąłem o co kaman). Plus mój laptop, chmury, Teamsy, VPNy i całe "podręczne" IT

W projekcie przez rok nieco pomagali mi koledzy, przeważnie kompetentni, przeważnie pomocni. Słowo kluczowe "przeważnie".

W trakcie FAT wyszło sporo fakapów (klika klasy "fail", czyli po prostu coś nie działa; plus garść klasy "deviation" czy "observation", czyli testy/projekt są do d..., ew. wszystko działa, ale inaczej niż klient by to widział, czy ma w starej wersji). Po pierwszej fazie testów i faili, ruszyłem w poprawki i zrobiliśmy re-testy rzeczy "łatwych i oczywistych".

W drugiej fazie, przyszło wyrzucić pewne grube migracje zrobione przez kogoś tam, i uzgodnić z klientem inne podejście do tematów bazodanowych itp. (BTW klient miał "nie wiem, po co upieraliście się na "oficjalny", ale "niedziałający", sposób A, kiedy to, co teraz mówisz w wersji B to właśnie tak, jak bym to widział"). W małe parę dni zrobiłem migrację inaczej (inna struktura baz danych plus pewna grzebologia w SQLu, w dosyć mętnych wodach), i nawet działa, tj. można se dane czy raporty obejrzeć z dzisiaj, i z 2010, jeśli ktoś potrzebuje.

W trzeciej fazie, okazało się, że kluczowy efektowny, skomplikowany i dynamiczny raport z operacji typu sterylizacja itp. w szczególnych wypadkach, których nie miałem jak przetestować wcześniej, albo mi umknęły, nieco rozsypuje formatowanie. A mówimy o wymaganiach, żeby nowy raport = stary raport, z dokładnością do "/" czy "-" w formacie daty, czy justowaniu kolumn, czy oryginalnym logo oryginalnego dostawcy systemu (ze trzy firmy-dłubacze temu).

Nowe raporty robi narzędzie SSRS od Microsoftu, dedykowane do MS SQLa itd. (stare to było CrystalClear). Raport zrobiłem miesiące temu, w wersji "minimalistycznej" od zaplecza (zamiast "wypasionej", z zylionem sub-raportów i w full projekcie Visual Studio) i wydawało się, że jest tiptop (wyniki oceniał klient, wnosił zastrzeżenia i poprawki, itp). Na tyle tiptop, że koledzy nieco nadzorujący projekt, chociaż krzywili się na moje siermiężne rozwiązanie i "nie tak to robimy", machnęli ręką; choć deklarowałem, że mogę przerobić na full wypas, jeśli "to ważne". Nie było ważne i zostawiliśmy to.

Ale okazało się, że jednak, w naprawdę dynamicznym raporcie, kiedy różne części pojawiają się i znikają praktycznie dowolnie, to ważne, bo nie sposób bez sub-raportów opanować formatowania, szczególniej "whitespaces", czyli pustych miejsc itp. gdyż taka jest wizja twórców SSRS, a jak się nie podoba, to trzeba było nie używać SSRS. A obejść problemów "hakami" się nie dało, bo jw. w tej branży standardy są takie, że np. nie ma mowy, że raport w szczególnym przypadku będzie miał dodatkową pustą stronę "rozdzielającą" (numerowaną itd., ale pustą).

Wkurzyłem się, i jednak przerobiłem raport na sub-raporty itd. itd. w parę dni; zajęło to znacznie dłużej niż myślałem, chociaż "mięsko" mogłem copy-paste z poprzedniej wersji, no ale logikę od strony SQLa (datasety, dynamikę), czy szczegóły formatowania, musiałem zrobić od podstaw. Na koniec nadziałem się na niesamowite kolejne poziomy "jak developerzy SSRS widzą pewne rzeczy i dlaczego końmi ich za to należy po majdanie włóczyć"; z pół dnia i wieczór nad jednym durnym nagłówkiem jednego sub-raportu przesiedziałem.

Ale w końcu wszystko poszło jak trzeba, z formatem ideololololo. Tylko, że jakieś 10 razy za wolno. Zacząłem wnikać, czemu to się pie... a nie robi, ale nieco zabrakło mi czasu.

Bo czas nam zaczął się kończyć (klient wolne se bierze mocno przedświątecznie), więc tylko re-testowaliśmy format i funkcje automatycznego generowania raportów w SCADA, itd. rzeczy najważniejsze, żeby "zamknąć" FAT; a co do wydajności "w czasie", ustaliliśmy, że dopiszemy uwagę (bo oficjalnie na to testu nie mieliśmy i nie robiliśmy), i poprawię czas generowanie raportów do poziomu akceptowalnego, czyli "jak obecnie w zakładzie". Bo tak czy owak na SAT temat wróciłby jak bumerang, i ew. produkcja/operatorzy wynieśliby mnie na kopach, jeśli raport generowałby się trzy razy dłużej, niż poprzednio.

Zanim puściłem oficjalne info o zakończeniu FAT i uwagi, udało mi się w pół dnia dokończyć ustalanie, czemu to się niewiarygodnie wolno miele (główna zasługa, to spie... wizja kwerend, jakie ktoś napisał w SQLu dla danych do ślicznych wykresów temperatur, ciśnień itp. 10 lat temu; ale znowu, developerka SSRS też miała tu za uszami sporo...), i poprawić co nieco. Na tyle, żeby omówić z klientem w ostatnim momencie, czy zgadza się na przerobienie paru kawałków kwerend "po mojemu". Klient klepnął, info poszło bez uwag; a po dopieszczeniu bebechów, generacja jest jakieś 30% szybsza niż starego raportu na obiekcie.

Czyli wszystko dobrze się skończyło. Chyba. Ale ostatnie parę tygodni było ciepło.


Morałów jest kilka, oczywiście:

Pandemia (praca z domu, zdalna, brak kontaktu twarzą w twarz, itd.) nie pomagała, oczywiście.

Nawet w nowej pracy, na "wysokim poziomie", trzeba być znacznie bliżej wymagającego klienta, niż szefowie/ menagerowie/ kołorkerzy sugerują, czy nawet nieco: izolują. Byłoby o parę fail na FAT mniej, jakbym wymienił z klientem dwa razy tyle emaili itd.

Nawet w nowej pracy nie należy przesadnie wierzyć w rozwiązania jakie podsuwają doświadczeni koledzy, albo jakie "kiedyś zrobiliśmy i działały (drobnym druczkiem: albo i nie)".

W ogóle nie należy ludziom przesadnie wierzyć, gdyż niektórzy prezentują na fasadzie profeskę i wiedzę, a od zaplecza mają raczej: pokłady niepewności i kolosalną beztroskę (w mojej ocenie) w aplikowaniu "czegokolwiek gdziekolwiek", aby tylko jakoś utrzymać wizję profeski i wiedzy, nie ważne jakiej jakość rozwiązania dostarczają.

O mantrze "nie naprawiamy hałd zjebologii starożytnej, tylko minimum "żeby działało", bo nie za to klient przy upgrade starożytności płaci", można by książkę popełnić. Bo są tu różne podejścia i możliwości, najróżniejsze ryzyka i rozwiązania. Czego parę przykładów było w projekcie.

Niezbadane i pokrętne są ścieżki rozumowania projektantów i developerów Microsoftu, tu - SSRS. Ale "a co nowego", akurat miewałem do czynienia a to z API Win, a to z bebechami Office, itd. itp. więc niby się wie. Ale nadal, zdziwko.





Wed, 22 Dec 2021 11:20:30
Mocno mnie dziwi owo zniechęcanie do kontaktów z klientem, czy wręcz izolowanie. Zwłaszcza że jesteś głównym wykonawcą. U nas współpraca z dostawcami przebiega dokładnie odwrotnie. Z czego to może wynikać? Jakieś dupokrycie, trzymanie się ściśle litery czegośtam, security?

Boni avatar Boni
Wed, 22 Dec 2021 13:04:23
@kuba_wu

Żeby było jasne, nie było to jakieś zdecydowane zniechęcanie czy izolowanie, ot, napomknięcia, uwagi, jakieś emaile czy dyskusje, zrobione przez kogoś "pomocnie - wyprzedzająco", zanim ja zagadałem do klienta po dyskusji wewnętrznej, itp.

A wynika to zapewne z tego, że może i normalnie współpraca wygląda jak piszesz, ale tak szczerze, jakby jutro twoja firma (powiedzmy w Polsce) zatrudniła Afgana, który pracował ostatnio w Bangalore, i wrzuciła go z marszu jako lidera, do średniego projektu dla klienta z waszego top 3, no to nie wmówisz mi, że nikt by mu na ręce nie patrzył i nie troszczył się, co też ten Afgan odp... z ważnym klientem, i jak bardzo złe wrażenie robi.

Inna sprawa, że część "winy" na pewno jest po mojej stronie, bo ja nie jestem skłonny wiercić zajętemu i ważnemu klientowi dziurę w brzuchu o "byle duperele", czy zadawać głupie pytania, nawet jeśli po pół roku okazuje się, niestety, że należało. Bo jak sam byłem Ważnym Klientem takich małych dostawców IT czy automatyki, mało co mnie bardziej wk..., niż jak musiałem wdrażać trzeciego czy czwartego kolesłąwa od dostawcy w projekt, no bo pierwszy senior, który skumał po tygodniach rozkmin, dyskusji i narad, to tylko ofertował; drugi zaczął dłubać, ale zaginął w akcji u Ważniejszego Klienta; a teraz jest trzeci, który właśnie się wprowadził nie tylko do tego projektu, ale też np. do tej firmy i do tego kraju, więc ogólnie rzecz biorąc, nic jeszcze nie kuma. A potem np. czwarty. Chociaż, rzecz jasna, to nie powinien być mój problem jako klienta, a dostawca se powinien wewnętrznie przekazywać wiedzę, dokumentację itd. Mhm, "i frytki do tego", nie widziałem żeby gdziekolwiek u kogokolwiek to działało bardzo dobrze (a czasem w tym kontekście działało tak źle, że najbardziej wk...jący dostawcy wypadali z mojej listy dostawców, nawet jeśli coś tam skończyli, czy byli tani); a w czasach pracy zdalnej itd. jest przecież znacznie gorzej.

Zresztą, akurat przy Big Pharma jest jakby łatwiej, no bo te tony dokumentacji projektowej rzeczywiście istnieją i po coś tu są. Więc idzie najwyżej o drobiazgi, które spoko opanowaliśmy na FAT, a nie jak bywało w poprzednim życiu, że ktoś tam zrobił dużą migrację SCADA do złej wersji, więc FAT należało w zasadzie odwołać...

zz_top
Thu, 23 Dec 2021 08:38:03
@wdrażanie trzeciego czy czwartego kolesłąwa od dostawcy w projekt

Ale to jest jakaś kompletna paranoja i to dość powszechna! Im ważniejszy klient, tym rozmowy z nim zaczynają się od wyższej szarży. Najwyższe szarże są najczęściej z Zarządu lub Sales (jakiś VP Global). Oni oczywiście nic nie kumają z tego przetargu czy zamówienia, tylko bardzo bardzo chcą je zdobyć. Po drugiej stronie stołu również siedzi jakiś Global Procurement Manager czy inny VP ds. Nieistotnych. On tego też nie kuma za grosz, ma za zadanie wytargować najlepszą cenę. Nie ma pojęcia za co płaci i co to będzie robić, czy tam czego dostarczać.
Potem trafia do oferenta dokumentacja przetargowa. To jest czasami 300 stron drobnym maczkiem po angielsku, z aneksami, rysunkami technicznymi. A czasami kartka A4, która nie wyjaśnia niczego. Tak czy inaczej zająć się tematem musi tym razem ktoś, kto te 300 stron przeczyta czasami w jedną noc (bardzo prosimy, czy mógłbyś się tym zająć prędziutko), albo mozolnie ustali i wyrwie z gardła jakieś historyczne specyfikacje czy wymagania. Oczywiście ten gość z zakupów się na tym nie zna, więc po stronie wielkiego międzynarodowego klienta (od USA po Indie) zostaje natychmiast ustanowiony Project Manager ds. tego kontraktu. On też nie zna się na niczym oprócz słitaśnych tabelek w MS Project i prezentacji w Powerpoincie.
Następuje żmudny proces ustalania o co w ogóle będzie chodzić w tym całym zamieszaniu. W trakcie tego ustalania w temat zostają umoczeni ludzie z coraz niższych szczebli (coraz większe grono), bo w końcu dogadać się muszą ci, którzy rzeczywiście znają się na tym co trzeba dostarczyć i jakie to ma spełniać wymagania NA PEWNO, a jakie są nieistotne. W porywach mail jest adresowany do 20-40 osób i na spotkania w Teams zapraszanych jest tyle samo. Na szczęście 3/4 z nich wypiera temat (nic takiego nie pamiętam!) albo z premedytacją ignoruje całą trudność, bo w ich świecie deal jest już przyklepany i zrealizowany. Tylko że nie i jeszcze długo nie będzie, bo ilość historycznej głupawki zawartej w dokumentacji i specyfikacjach jest taka, że już po pobieżnym przestudiowaniu wychodziło mi i kilku moim kolegom i koleżankom, że taniej i szybciej byłoby zaprojektować te wyroby i wdrożyć je zupełnie od nowa. Dawno mielibyśmy skończone testy wewnętrzne jak i u klienta i można by im dostarczać to czego tam chcą.
Wpis sponsoruje kontrakt pomiędzy moim poligraficznym korpo a wiodącym producentem chemii gospodarczej opiewający na przeniesienie do nas UWAGA! 4 wzorów etykiet!!! Właśnie można by obejść rocznicę Kick-off'a, bo negocjacje trwają tak od grudnia 2020.

Boni avatar Boni
Thu, 23 Dec 2021 10:50:26
@zz_top

Tak, to powszechne, nawet na moim niziutki poziomie, że minimum trzy-cztery szczeble przekazują sobie pałeczkę pt. "Ważny Projekt", i tworzą piramidę, także głupawki. Ale mało kogo z bossów stać mentalnie na delegowanie od samego początku kompetentnego człenia/-ów z właściwego szczebla, jak na przykład ładnie opisywał R.Townsend w "Szklanej górze...", albo jak ze trzy razy w życiu widziałem.

Bo zacznijmy od tego, jak bardzo niepewna jest swojej pozycji i jak bardzo niepotrzebna okazałaby się połowa umoczonych w te procesy "na górze" derechtorów, PMów i marketingów/purchasingów, przecież dla nich to nie jest jakiś wielki problem, że potem "na dole" całe działy R&D, technologii, produkcji czy inżynieryjne biegają w kółeczko z płonącymi głowami. A spróbuj wykopać ich z procesu "OK, ustaliliście, że jest WOLA tego dealu i macie pół kartki A4 intencyjne? cool, to teraz my ustalimy CO i JAK robimy, a wy won stąd, zawołamy was za kwartał, jak przyjdzie ustalać CENĘ" i zaraz dowiesz się, gdzie twoje miejsce, oraz że nie rozumiesz procesów i struktury organizacji oraz wagi ważnie ważnego projektu/klienta. Chamie. BTDT

BTW dyscyplina dodatkowa - negocjacje i kontrakty zaczynające się nie tylko wysoko, znacznie wyżej niż ja siedzę (jak ktoś mówił "zawarty przy zielonym stoliku" to kontrowaliśmy "nope, na zielonym polu golfowym", wiecie, rozumiecie ;) - ale jeszcze bardziej: nie tyle miedzy krajami, co między kulturami...

Drugiego najbardziej roztrzęsionego Niemieckiego Inżyniera (TM) (R) jakiego w życiu spotkałem, miałem w takich okolicznościach: wracając z Japonii, przypadkiem biznesem, siedział koło mnie Niemiec, zaczęliśmy pogaduszki. Lot długi, zeszło na szczegóły zawodowe, ja bardziej automatyka, on bardziej IT, ale spora część wspólna. No i jak wyszło, że ja jestem z PL i właśnie wracam z fazy odbiorczej maszyn robionych made in Japan, dla fabryki PL, w ramach prawilnego formalno-prawnego joint-venture semi-korposów DK-JP, to Niemiec zaniemówił z oczami jak spodki. Poczem zaczął w stylu "Szajse, a jakim k... cudem się firmy PL+JP+DK w ogóle dogadały na j-v, aż po fabryki wspólne??" - "No, o ile mi wiadomo, parę lat im to zajęło, ale "dotarli się"..." - "Szajse oraz DKJP!! przecież ja co parę miesięcy latam do JP, OD LAT, i wiesz, jaki jest zakres i postęp sensownych ustaleń i negocjacji moich jeb... bawarskich twardogłowych szefów i PM z równie twardogłowymi samurajami? Fukin perfectly round ZERO, choć wszyscy wiedzą, że POWINNI się dogadać!" i naprawdę się rozbujał jak mała niemiecka lokomotywa, że Duńczycy i Polacy potrafili, a Niemcy ni chu chu, w tym kontekście ;D

cmos
Thu, 23 Dec 2021 14:28:43
@dogadywanie się z klientem

U mnie w branży to jest jednak lepiej dograne - formalne requirementy między klientem a dostawcą są ustalane i sprawdzane w zdefiniowanym procesie (ISO26262), i to działa. Są nawet wyspecjalizowani ludzie od pisania tego (requirement engineers) i są do tego dedykowane narzędzia (np. IBM Doors, nie najlepszy, ale działa). Czyli można.

Inna sprawa że oferty składa się zazwyczaj jeszcze przed otrzymaniem zdefiniowanych requirementów, i trzeba kalkulować z doświadczenia i ssania kciuka. Na szczęście proces składa się z osobno płaconych developmentu i produkcji, więc nawet jak się na developmencie straciło, to można się odkuć potem przy produkcji.

zz_top
Thu, 23 Dec 2021 15:29:27
@można się odkuć potem przy produkcji
A nienienie... U nas nic się nie odkujesz, bo ceny dostaw i wstępne forecasty są dawno pozaklepywane - nieraz na dwa lata naprzód, co kryzys materiałowy i zaopatrzeniowy boleśnie zweryfikował. Dodatkowo tak jak piszesz, oferty rzeczywiście bywają nieraz składane bez pełnej znajomości wymagań. Potem jak już R&D, Technologia i Jakość zaczną przekopywać się przez te tony szamba wychodzą ujemne marże na cały kontrakt. Tylko że Pana VP Global Sales, który to przyklepywał to już gówno obchodzi! On swoją prowizję od sprzedaży zarobi. Tylko potem COO się pyszczy, że dlaczego KPI'e nam się sypią...
Jedną z przyczyn jest rozpasanie top managementu (jak Boni napisał często zupełnie zbędnego) i magiczne znaczenie nadawane wartości SPRZEDAŻY (zarówno przez Sales, jak Zarząd), a znacznie większe znaczenie powinno być nadawane dla ZYSKU...

Boni avatar Boni
Thu, 23 Dec 2021 17:52:45
@cmos

No ale nie idzie przecież o spece czy requirementy, i jak se je pięknie dopieścimy z ISO czy GAMPem w dłoni, tylko właśnie, że je robimy/robią, nawet jeśli w tier 1 super-inżyniery w super-narzędziach, jak już wszystko jest "wynegocjowane", istotne rzeczy w dealu klepnięte, narzędzia i rozwiązania wybrane i zaoferowane, kasa podliczona, ba, jak zz_top pisze, premie i bonusy wypłacone!

Przecież ja tu w GAMPie, przy tym projekcie małej SCADA "na zadupiu fabryki", miałem jakieś grube kilkaset stron FDSów, HDSów i SDSów do przejrzenia, ew. modyfikacji + approval, przez 6 ludzi po obu stronach. Tylko, że przecież nie miało to ABSOLUTNIE nic wspólnego np. z tematem: dlaczego i po co pół roku wcześniej w miejsce raportów CrystalClear zaoferowano i zamówiono SSRS.

W poprzednim życiu miałem tak samo, tylko nie przybijano na papirusach metki "ISO" czy "GAMP", najwyżej "dobrą praktykę", FDSy były nieco mniejsze, i nie 6 a 3 ludzi to zatwierdzało. Ale przecież problem był ten sam, co menagerosy/marketingi zaoferowały+klepnięto, to już było prawie nie do ruszenia...

Inna sprawa, że RAZ przez 30 lat w branży spotkałem dostawcę, który miał podejście zdrowe, ale zapewne dlatego, że wcale nie chciał się brać za fuchę u mnie - "Żeby to zaoferować, to ja potrzebuję posadzić tu w was ze dwu inż., powiedzmy seniora i praktykanta, na dwa tygodnie, żeby rozkminili jak to stare działa, co tu się robi i co nowego w to miejsce... po stawkach, to jakieś 10kzł. Czyli jak zamówicie "badanie i konsulting" za 10k, to ja złożę ofertę te maszyny. No jak zadeklarujecie, że na pewno 3 maszyny zamówicie, to coś zejdę z ceny za konsult" (to jw., że koszta R&D można upchnąć w produkcji, ale jeśli będzie jakaś produkcja...).

Na co oczywiście odpowiedź całkiem rozsądnego menago, który potrzebował nowej maszyny, jak mu przekazałem takiego newsa, była "Ale za co konkretnie miałbym płacić te 10k i przecież inni ofertują bez takich szuru-buru". Bo przecież oferenci są zawsze głodni i biorą takie ryzyko na klatę, co nie (ryzykiem nie jest oczywiście 10k za wstępną rozkminę, tylko, że się na 3 maszynach pierd... w projekcie np. o 200 czy 300kzł, albo o cały zysk z imprezy). Czy mam opowiadać, jak w końcu, od innego dostawcy, z jakim opóźnieniem i jak "dziwne" były dostarczone maszyny, szczególniej prototyp?

BTW przy specach był tam też piękny fakap, skądinąd, ale to inna anegdota, jak się kłóciłem z własnym R&D, przy dostawcy i produkcji. Był wstyd i ludziom nieładnie. To było coś jak zz_top pisał, że spec procesu+maszyny R&D przepisało z papirusów zamierzchłych z DK, tylko że nie miały one nigdy sensu metrologicznego - co kumaty dostawca zauważył, ale parę miechów po zamówieniu, no i zaczepił mnie, że takie pomiary to się chyba nie da, a jeśli nawet da, to cena oczujnikowania chyba przekroczy cenę całej oferowanej maszyny. Co było jasne dla wszystkich, ale nie dla naszego R&D, no i jakoś umknęło to przy oferowaniu i klepaniu deala, co nie...

cmos
Thu, 23 Dec 2021 18:16:12
@boni
Ale serio - to co piszesz to dla mnie egzotyka. Różne rzeczy idą tu źle, ale jakoś klient nie ma requirementów totalnie od czapy, a nawet dostarcza swoje kawałki do integracji - i żeby to działało musi przecież mieć swoją ekipę znającą się na rzeczy. I to on integruje kawałki od różnych poddostawców w całość, znaczy w cały samochód.

Maciek
Fri, 24 Dec 2021 21:59:50
@cmos - ja nie jestem w samej automatyce ale tuż nad, i normalnie klient ma co najwyżej utrzymanie ruchu i jakieś ogólne it; dobrze jak utrzymanie ruchu naprawdę wie jak maszyny działają i ma do nich programy, i ogólnie dotyka części bardziej skomplikowanych niż wkręć-wykręć część zamienną. Dostawca musi się zintegrować sam ze wszystkim, i ma szczęście jeśli to ma jakikolwiek interfejs, a nie "znajdźcie sobie bazę danych tego programu i jakoś z niej wyciągnijcie". Jak dział utrzymania ruchu jest złożony z dłubaczy a'la Gospodarz to podpowie jak się tam dostać, ale dalece nie zawsze.

Boni avatar Boni
Sat, 25 Dec 2021 15:51:23
@klient nie ma specyfikacji z czapy

W moich okolicach, jak najbardziej miewa. Bo do pewnego poziomu jest jak Maciek napisał (klient nie wie i wie, że nie wie; albo coś tam wie i pomoże), a wyżej/na bogato jest przeważnie tylko taka różnica, że klientowi wydaje się, że wie, ale nadal nie wie; albo klient se weźmie w pytę przepłacony konsulting, żeby ten się dowiedział i powiedział (albo i nie). No okazyjnie, może zapłaci za prace przedprojektowe dostawcy, ale jw. nieczęsto to widywałem.

Przecież mnie przy gridzie i WN od wiatraków, przy pytaniach w stronę automatyki+IT, zdarzały się odpowiedzi od poważnych inżynierów klienta "Boni, sorki, ale tak szczerze, to nie rozumiemy pytania, a jeśli to ważne, to musimy znaleźć tego konsulti/projektanta, który te XYZ w temacie UVW wpisał w spec". Przynajmniej nie ściemniali. A przy tym ostatnim "izolowaniu od klienta" Big Pharma, może nie w moim głównym projekcie, ale w paru duperelach, które pomagałem i konsultowałem przez ten rok, bywało, że jak chciałem dopytać klienta, bo to co dostałem w docach, to nie był jeszcze temat do dyskusji i żeby pomóc w temacie krytycznych rzeczy z GAMP, padało: "Boni, PRRRR SZALONY, weź pod uwagę, że oni nas biorą do tego, BO NIE KUMAJO i nie możesz ich stresować i pytać o takie trudne rzeczy! - Żeszfak, no to może nie ja, ale niech ten nasz junior, co tam siedzi na zesłaniu od lat, delikatnie i bez śladów dopyta ich o rzeczy z tej listy..."

Ja się zgodzę, że przy PRODUKCJI automoto, czy telefonów, czy AGD itd. itp. może być znacznie lepiej, bo to projektowanie i wdrażanie MASÓWKI i ryzyka za CIĘŻKI SZMAL. Tak samo podejrzewam chemicy i technologia Big Pharma raczej nie daje d... w temacie produkcji, czy ludzie od słupów WN są kompetentni w temacie zrobienia 500 słupów, czy zyliona wiatraków itp. Ale skąd jedni czy drudzy mieliby wiedzieć, jakie do tego "pasują" PLC, automatyka czy SCADA, kiedy przecież każdy obiekt inny, a jak się trafi seria KILKU maszyn, rozdzielni czy węzłów instalacji naprawdę kopy-pasta, to super i cud. Ale co z tego, za rok czy po drugiej stronie kombinatu czy gridu, na pewno będzie coś innego, inaczej, z innymi rozwiązaniami i ludźmi.

Stad dyskusja jest wichrowata, cmos, bo ty piszesz głównie "o robieniu samochodów", a ja czy zz_top, raczej o tym, że ci co "robią samochody" przeważnie słabo kumają, jak dobrze robić naklejki do tych samochodów, albo automatykę maszyn, robiących droselklapy do tych samochodów.

janek.r
Sat, 25 Dec 2021 17:57:40
A mielismy w specyfikacjach "ma być ładnie"?

janek.r
Sat, 25 Dec 2021 17:58:35
A mieliście w specyfikacjach "ma być ładnie"?

Boni avatar Boni
Sat, 25 Dec 2021 21:36:14
@janek.r, ma być ładnie

No ale nie mów mi, że miałeś tak w jakimś specu, co najwyżej w jakiejś emalii od jakiegoś kogoś. W specach "ładne" to się określa jako "interfejs (or compatible) zgodny z dobrą praktyką i zasadami ergonomii". Ew. jak klient/konsult leci na bogato, to dorzuca do speca jakąś bibliografię albo normy na to, żeby SCADy, HMIe czy inne raporty "były ładne".

Zresztą, ja np. lubię robić te różności ładne, no ale jeśli mam na to zasoby oraz bywało, że ktoś kazał przerabiać ładne czy funkcjonalne rzeczy na "bardziej zgodne" ze specem, czy z poprzednią wersją. Oczywiście, nasz per klient nasz per pan. Najzabawniej, jeśli powodowało to furię operatorów modernizowanego HMI czy SCADA, którzy na uzgodnieniach czy uruchomieniu obejrzeli i pomacali sobie nieco ładnego-fajnego, ale po chwili kazano mnie coś tam przerabiać, bo ma być "zgodne co do ostatniego pixela" (serio, tak było, to nic, że nowe LCD full-HD w 2014 "zgodne" z CRT z 2000r. ...), a operatorom zamknąć się, bo nie mają nic do gadania.

zz_top
Sat, 25 Dec 2021 21:48:15
@ma być ładnie
Może w specyfikacjach nie było, ale u takich firm, które żadnych specek nie miały, to się zdarzało, że Wielce Poważny Brand Manager uderzał w takie gadki. Albo "Pan mi tu nic nie tłumaczy, ja i tak z tego nic nie rozumiem, zróbcie tak, żeby było dobrze..."

Ogólnie, żebyśmy się rozumieli, ta dyskusja jest trochę wadliwa, bo widzę, że mówimy tu o dostarczaniu zupełnie różnych rzeczy dla różnych podmiotów. Przecież im bliżej dostarczania zupełnie niestandardowych rozwiązań "szytych na miarę", tym o rzetelną wiedzę ekspercką u klienta, a co za tym idzie spójność w artykułowaniu potrzeb, o wiele trudniej. Przecież taki podmiot nie będzie utrzymywał na własne potrzeby zespołu ekspertów znających się dogłębnie na tym, co nie jest w zakresie ich biznesu. Czyli na przykład klienci mojej firmy nie utrzymują zespołu ekspertów od poligrafii, kolorymetrii, materiałoznawstwa papierniczego i tworzyw sztucznych, chemii dotyczącej farb, lakierów, klejów, fizyki i mechaniki związanej z etykietowaniem, itp... Oni zajmują się (i zazwyczaj całkiem nieźle się znają) na przykład na produkowaniu i sprzedawaniu chemii gospodarczej, albo alkoholu, albo suplementów diety, albo żywności. Więc nie mam tu hejtu na to, że biedni ludzie są wrobieni w rozwiązanie problemów niemożliwych dla nich do rozwiązania. Oni mają dość swoich problemów codziennych.

Jeśli już to mam spore pokłady hejtu na kapitalistyczne rozwiązanie problemu zawierania umów pomiędzy wielkimi podmiotami i moim zdaniem błędne wycenianie tych umów w pieniądzach.

Codiac
Sat, 25 Dec 2021 22:51:53
"robiących droselklapy do tych samochodów"
A potem są tandetnie blindowane i ryksztosują?

Boni avatar Boni
Sun, 26 Dec 2021 11:13:01
@Codiac

A potem są tandetnie blindowane i ryksztosują?

Mhm. I tylko zwracam uwagę, że ja robię i ew. narzekam, ale na etapie, że w linii produkcyjnej tandetnie blindującej droselklapy (przeznaczone do ślicznie wyspecyfikowanych samochodów "robionych" przez cmosa), automatyka we flanszy culajtungu nie ma, a producent dorselklap jednak upiera się, żeby mu nową SCADA na abszperwentyl zrobić!1!one (or compatible).

Gammon No.82
Sun, 2 Jan 2022 16:38:46
Czy ten blog już nie będzie czytalny dla użytkowników co starszych systemów operacyjnych?
(pod XP dostaję komunikatem 502 Bad Gateway).

Boni avatar Boni
Sun, 2 Jan 2022 21:47:44
@Gammon No.82

Myślę, że masz coś "nie teges" w ustawieniach przeglądarki pod tym XP, ew. jakichś proxy, albo prozaicznie, wpisujesz zły adres (może sprawdź i/lub odśwież?). Bo mam wrażenie, że nadal jest tu zupełnie taki sam wynikowy HTML, prosty jak kowadło, bez żadnych skryptów i wodotrysków, jak przez ostatnie lata. Tzn. zawsze może coś gdzieś zniknąć, czy nagle zmienić się w PHPie, czy mój provider serwera coś zamotać, ale nie bardzo wyobrażam sobie, żeby to robiło różnicę od strony wersji OSów czy przeglądarek.

BTW na szpalcie jest klawisz do walidatora HTML 4.01 Trans i nadal przeważnie pokazuje OK, a jakby kto pytał, to jest standard z 2000r.




 

Engine: Anvil 1.08   BS