NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2021-11-04, czwartek
Tagi:  rapiery, triptrop, Alba, varia     
___________________________________

Dalsze pokłosie ostatniej wycieczki po Szkocji, ale jakichś poprzednich też. Oraz będę wam dokuczał frazą "byliśmy tam!", bo kto mi zabroni...

Początek sprawy

...zawsze można przesunąć gdzieś wcześniej czy później. Na przykład: Flora MacDonald urodziła się w 1722 roku, na wyspie South Uist, w pięknych okolicach Hebrydów Zewnętrznych, naprzeciw pięknej Isle of Skye (byliśmy tam nie raz!), w rodzinie klanu szkockiego średniego kalibru.

Zaraz zmarł jej ojciec, kiedy miała 6 lat matka wyszła ponownie za mąż z innego MacDonalda, ze Skye. Flora wychowywała się najprawdopodobniej gdzieś na pd. Skye u krewnych ojczyma, w okolicach Sleat czy Armadale (byliśmy tam! w ogóle poleca się trasę na Skye przez prom Malaig-Armadale, w dowolną stronę, a w drugą przez most Skye).

Loch Shiel, GlenfinnanAle powiedzmy, że wszystko zaczęło się na serio w lipcu-sierpniu 1745, kiedy książę Karol Edward Stuart, zwany wtedy "młodym pretendentem" (bo "starym" pretendentem do Korony brytyjskiej był jego stary, Jakub Stuart), potem zwany Bonnie Prince Charles, a przeze mnie księciuniem Karolem, pomimo różnych wcześniejszych problemów i obiekcji, jednak wylądował w Loch nan Uamh i zaraz podniósł sztandar Stuartów na brzegach Loch Shiel. Akcent polski - księciunio był "po mamusi" praprawnukiem Jana Sobieskiego, tak, tego spod Wiednia.

Wojna dynastyczna, zwana wojną o sukcesję austriacką (a raczej - cały zestaw wojen...), skomplikowanie splotła się z walkami Szkotów, Irlandczyków i Brytyjczyków, górali przeciwko lowlanderom, oraz katolików przeciw protestantom. Czyli zaczęło się powstanie jakobickie 1745 (nie mylić z jakobinami... oraz z innymi dwoma powstaniami szkockimi).

(A okolice południowego krańca Loch Shiel są bardzo piękne, zresztą, cała okolica nad Loch nan Uamh, aż po Malaig też (byliśmy tam wszędzie!). Ciekawe, że miejscówki nad loch Shiel są wyjątkowo mocno nasycone (pop)kulturowo - obok jest wiadukt Glenfinnan, z pielgrzymkami fanów Harrego Pottera; pod wiaduktem jest genialny mini-park w typie japońskim (WTF??); w miejscu proklamacji księciunia stoi wypasiona kolumna-pomnik szkockiego Nieznanego Górala; a fani filmu "Nieśmiertelny"/"Highlander" wiedzą, gdzie kręcono zabawy Ramireza i Macleoda w łódce...)

Środek sprawy

Powstanie żarło nieźle przez jakieś pół roku, ale Stuartowie i Szkoci przeliczyli się, zarówno co do poparcia dla Stuartów, jak i braku poparcia w Anglii dla dynastii hanowerskiej. A po sukcesach powstańców w 1745 Anglicy ściągnęli znaczne siły z kontynentu i zebrali środki na kampanię 1746.

Dla odmiany Szkotom nie przelewało się ani w szkatule, ani w wyposażeniu, jedyne czego mieli w miarę pod dostatkiem, to ludzi. Ale nie aż tak, żeby zdobywać gołymi rękami i mieczami Anglię, oraz przez zimę siły się nieco wykruszyły. Zresztą, nawet w Szkocji mnóstwo klanów nie poparło sprawy Stuartów, z najróżniejszych przyczyn.

Potknięcie się

W marcu 1746 wracał do Szkocji duży uzbrojony slup (powiedzmy, korweta, chociaż jeszcze prawie nikt tak nie mówił wtedy), poprzednio HMS Hazard, zdobyty przez powstańców w Montrose (senne miasteczko i porcik w południowo-wschodniej Szkocji; byliśmy tam!) i przemianowany na, nie zgadniecie, Le Prince Charles. Wiózł z Dunkierki francuskie wsparcie, czyli zaopatrzenie i wyposażenie dla jakobitów, a co najważniejsze, 13000 funtów w złocie. Na moje oko, powiedzmy, wystarczyłoby to do zasilenia powstania na jakieś kilka miesięcy, może pół roku (w teorii przelicznik 1:200 czy 250 obecnego funta "w koszyku", ale w praktyce brytyjski żołnierz zarabiał około funta miesięcznie; za funta miesięcznie pewnie można było mieć highlandera z jakimś ładnym wyposażeniem).

Kyle of Tongue, Lexus IS250Niestety, wpadł na małą, ale zajadłą fregatę HMS Sheerness, która zawzięcie patrolowała Morze Pn. i północ Szkocji, wyłapując skutecznie wszelkie wsparcie płynące z Francji. Nie mając szans, slup uciekał przed fregatą, w końcu zwiał aż w płytki Kyle of Tongue na północnym skraju Szkocji (byliśmy tam nie raz! piękne miejsca...), gdzie wyładowano złoto na ląd i próbowano kontynuować misję dostarczenia zasobów jakobitom na piechotę.

Niestety, wpadli na lokalną milicję pro-brytyjską, głównie klanu Mackay, która po krótkiej walce, gdzieś między Ben Loyal a wsią Tongue, wygrała starcie (BTW to tradycyjne boisko dla bijatyk klanu Mackay, jakoś tak od paru wieków - mieli wprawę). Złoto wpadło w ręce lojalistów i brytyjskie, mieli się czym dzielić...

(Samochód trochę zasłania Kyle of Tongue, ale co poradzę, że lubię to zdjęcie.)

Wywalenie się na pysk

Braki kasy, zapasów i wyposażenia, między innymi z powodu starcia i wpadki w Kyle of Tongue, zmusił jakobitów do wydania walnej bitwy pod Inverness, zanim wszyscy rozejdą się do domów. Nie to, żeby księciunio Karol miał jakiś dobry plan tej bitwy, no ale też wyjścia za bardzo nie miał.

Culloden, clan Macintosh tombstoneNa torfowiskach i polach pod Culloden 16 kwietnia 1746 zderzyły się, liczebnie porównywalne siły, średnio wypasionych górali i Irlandczyków, z całkiem świeżą armią brytyjską. Po strzelaninie z muszkietów i jakichś armatek, Szkoci ruszyli do tradycyjnej szarży wręcz. Niestety, nie pykło. Tylko w niektórych miejscach górale dopadli do linii przeciwnika, lejącego im z muszkietów ołów w twarze - nieliczne starcia na bagnety i miecze nie przyniosły Szkotom zwycięstwa, w końcu poszli w rozsypkę (choć nie wszyscy, parę oddziałów bohatersko osłaniało odwrót, a niektóre odeszły w takim fasonie i szyku, że zwycięzcy woleli ich nie gonić...).

Straty szkockie były tragiczne, rzędu 2000 vs 300 po stronie brytyjskiej. Oraz po przegranej, choć sporo sił wycofało się w dobrym porządku i sporo ludzi zebrało się ponownie, przywódcy uznali, że kontynuowanie walki nie ma sensu, wobec braku zapasów, wyposażenia i szans na wsparcie - stąd rozpuścili powstańczą armię do domów.

(Obecnie pole bitwy jest "obstawione" klasycznie: parkingi, centrum muzealno-turystyczne, pomniki i markery/flagi na polu bitwy. Oraz markery - symboliczne nagrobki masowych grobów, w których pochowano, głównie szkockie klany. Byliśmy tam.)

Cnota - niecnota

Po bitwie pod Culloden i rozpuszczeniu armii powstańczej, księciunio z niewielką obstawą czmychnął i oparł się w czerwcu aż na Hebrydach Zewnętrznych, na Benbecula. Jakoś wpadli na wyspie na panienkę Florę Macdonald, która kręciła się tam po coś, to były jej rodzinne strony w końcu. Jakimś cudem namówili ją do pomocy (w obstawie księciunia był kapitan O'Neill z Antrim (to ten kawałek Irlandii, obecnie Północnej, leżący na wprost Szkocji, byliśmy tam!), jakiś jej daleki krewny, i tak dalej). Flora jakoś się zlitowała nad uciekinierami, chociaż zdaje się, że brała pod uwagę konsekwencje i możliwe reperkusje dla jej klanu i rodziny.

Dla ustalenia uwagi, jak bardzo to wszystko było poplątane: akurat rodzina Flory i ona sama była prezbiterianką, czyli powiedzmy, w kalwinizmie made in Scotland, a pomagała księciu katolickiemu, a nawet ultra-katolickiemu...

Akurat te wyspy i kawałki Skye raczej nie wspierały sprawy Stuarta i były pod zarządami milicji pro-brytyjskich, które powinny powstańców i uciekinierów łapać. Ale lokalne milicje były pod dowództwem ojczyma Flory, który może i sprawy Stuarta nie wspierał, ale zdaje się, przybrana córka go przekonała do pomocy - podobno sam podpowiadał uciekinierom, gdzie mają się chować przed wysłanymi przez niego patrolami... oraz wystawił glejty na Florę, łódź i służących, żeby księciunio mógł czmychnąć gdzieś dalej.

Za młodu, ale wcale nie porwani

27 czerwca ekipa, niczym w najbardziej zmyślonej romantycznej powieści awanturniczej, z Florą na czele i księciuniem przebranym za służącą, wylądowała gdzieś koło posiadłości bodajże ojczymo-wujka Flory, wysoko postawionego, na południu Skye (akurat w tej okolicy nie byliśmy... co za niedopatrzenie; pretekst, żeby tam wrócić...). Pod nieobecność sir Alexandra, pomoc zorganizowała żona, lady Margaret, a sprawami "w polu" zajął się jej sługa, jeszcze inny MacDonald, z Kingsburgh. Który na początek polecił pozbyć się przebrania przez księciunia, bo jako paskudna służąca wyglądał ze trzy razy bardziej podejrzanie, niż jako chłopek.

Na drugi dzień ekipa została przerzucona przez miasteczko Portree (byliśmy tam! urocze), gdzie Flora pożegnała się z księciuniem, i nigdy się więcej nie spotkali. Karol został wywieziony na wysepkę Rasaay, a po dalszych perypetiach, we wrześniu wywiozła go na kontynent francuska fregata, z tego samego Loch nan Uamh, gdzie się wszystko zaczęło.

Post factum

Flora MacDonaldWioślarze z łódki, wożący Florę i uciekinierów, zostali ujęci jakoś tak w dwa tygodnie i wszystko wyśpiewali.

Flora została zatrzymana w sierpniu 1746. Osadzono ją w londyńskiej Tower, ale wstawiennictwo wysoko postawionych przyjaciół, dobrzy prawnicy oraz jej ogólna "sympatyczność", spowodowały, że błyskawicznie zamieniono jej "loch" na "areszt domowy" koło Tower.

Arystokracja zebrała niebagatelną kwotę 1500 funtów dla jej wsparcia. Odwiedziło ją sporo ludzi, podobno nawet następca tronu, książę Fryderyk, któremu podobno powiedziała, że to co zrobiła, zrobiła z miłosierdzia i współczucia, i gdyby on był zaszczuty i ścigany, zrobiłaby to samo dla niego.

Przetrwała uwięzienie i dotrwała do amnestii 1747 (choć w Szkocji reperkusje po powstaniu były znaczne, a dostać karę śmierci za zdradę w tamtym czasie było całkiem łatwo).

W 1750 w wieku 28 lat wyszła za mąż za Allana MacDonalda, najstarszego syna Macdonalda-Kingsburgh, z którym spiskowali. Zamieszkali na Skye, w nieco ponad 20 lat dorobili się kupki dziecków (w sumie dorosło dwie córki i pięciu synów) i odziedziczyli Kingsburgh po śmierci teścia w 1772.

Samuel JohnsonW 1773 odwiedził tamte strony legendarny pisarz, krytyk i publicysta Samuel Johnson, opisał Florę jako "kobietę o delikatnej twarzy, łagodnych manierach, życzliwego usposobienia i eleganckiej prezencji".

(Portret Flory jest w miarę prawdziwy, malowany z natury, gdzieś w czasach po amnestii a przed ślubem z Allanem. "Memetyczny" portret dr Johnsona, bodaj jeden z wielu podobnych, wypatrzyliśmy na ścianie zamku Dunvegan na Skye...)



Nowy Świat, stare sprawy

Mąż Flory, kapitan Allan MacDonald, był zdaje się przeciętnym wojskowym i nie miał dobrej głowy do interesów. Ale też trafili na niezbyt dobre czasy.

Gdzieś około 1773 Allan pokłócił się z szefem klanu o dzierżawy, z jego "dziedzicznego" Kingsburgh (nie pytajcie, system szkockich dzierżaw klanowo-feudalnych nie daje się pojąć bez pół litra single malta na głowę), już po chwili Allan i Flora wynieśli się do Nowego Świata, do Północnej Karoliny, ale "na bogato", stać ich było na jakąś posiadłość i tak dalej.

Mieli pecha, bo zaraz zaczęła się wojna o niepodległość USA.

Wzięli stronę brytyjską, Allan pomagał formować milicję lojalistów. Jego batalion, z m.in. coś koło 600 Szkotów - górali, po drodze na wybrzeże, brał udział w istotnej bitwie pod Moores Creek, w której przegrana milicji pro-brytyjskich z milicjami "rewolucjonistów" ugruntowała powstanie w Północnej Karolinie i była jakimś kamyczkiem w lawinie, która doprowadziła do stworzenia USA.

Ciekawostka - w bitwie doszło do tradycyjnej szarży lojalistów Szkotów, z mieczami w ręku, na muszkiety "armii Kongresu". Tradycyjnie, niewiele zdziałali. Tradycyjnie, dowodzący pułkownik Macleod dostał 20 kul, podobno.

Allan poszedł do niewoli, wkrótce cały majątek MacDonaldów w Nowym Świecie został skonfiskowany przez nowe władze. Po wypuszczeniu męża po półtora roku, perspektywy rodziny MacDonald w Ameryce były słabiutkie.

Koniec sprawy

Dunvegan CastleFlora wróciła do Szkocji, a dokładniej na Skye i w "rodzinne" okolice Hebryd, w 1780, po ciężkiej podróży oceanicznej w poprzednim roku (złamała rękę i zdrowie jej szwankowało). Dawne "dziedziczne" dzierżawy były już zajęte przez rodzinę. Przez chwilę kręciła się przy krewnych, jej zięciem był Alexander MacLeod (z prawdziwego klanu MacLeod, nie z filmowego) z Dunvegan, właściciel kolosalnych włości i Zamku Dunvegan (byliśmy tam! w końcu...). Były jakieś plany powrotu do Nowego Świata, ale kasa się nie zgodziła, mąż wrócił do niej z obecnej Kanady, na Skye.




Trumpan cemetaryW 1781 i 1782 stracili na morzu dwu synów. Ale trzeci, John, dorobił się majątku w Indiach, zdaje się, zapewnił rodzicom w miarę dostatnie i bezpieczne ostatnie lata życia.

Flora zmarła w 1790 w wieku lat 68. Pochowano ją na cmentarzyku w Kilmuir na Skye.

(A kto nie widział cmentarzyków na wygwizdowach Skye czy w Highlands, miedzy szkocką ziemią, wodą a niebem, ten jeszcze zgrzebnie romantycznego cmentarza w życiu nie widział. Byliśmy w wielu, ale w Kilmuir akurat nie; na zdjęciu to też Skye, ale koło Trumpan)

Odrodzenie sprawy

Flora MacDonald monument, InvernessW XIXw. wiktoriański renesans szkocki przyniósł między innymi całkiem ładny pomnik Flory Mac Donald w 1898r., postawiony pod samiutkim Zamkiem Inverness (byliśmy tam!).

Obecny zamek z 1836 nie przypomina niczego, co stało na wzgórzu w Invenress przez tysiąc lat, i przeważnie miało mieć na oku klany szkockie, w imieniu jakiejś wyższej władzy. Jest interesujący, aczkolwiek niezbyt obronny i raczej centrum administracyjnym (był dosłownie do 2020r... ogólnie, większość zamku jest w długim remoncie typu "maniana") - do utrzymania Szkotów w ryzach postawiono niedaleko Inverness bastionową fortecę Fort Gordon (byliśmy tam!). Ale jednak zamek był jakimś tam wyrazem panowania angielskiego nad Szkotami; nawet jeśli panowania nad Szkotami - rękami innych Szkotów; nawet jeśli w tym samym czasie już produkował się Walter Scott itp.

Pokolenie później renesans szkocki pędził już pełną parą, królowa Wiktoria balowała na zamku Balmoral (byliśmy tam!) i kumplowała się ze Szkotami, Szkocja była modna, Maria Stuart czy Bonnie Prince Charles stali się ikonami popkultury, i Flora MacDonald też. Stąd dorobiła się pomnika, będącego ekwiwalentem, bo ja wiem, pomnika Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie (któremu w 1898 carscy nie dawali lajka znacznie bardziej)?

Bieżące sprawy

... to wszystko już tylko historia, choć oczywiście powstanie jakobitów 1745 dorobiło się dużej literatury, także romantycznej i zmyślonej, no i Szkoci pamietajo!. Nawet ci, którzy mają przyzerową wiedzę o historii, kojarzą jakieś pieśni i piosenki; że był jakiś książę, zwany Bonnie Prince Charlie (zgadnijcie, z czym im się moja ksyffka kojarzy...); że bitwa pod Culloden była ważna. I przegrana. W przegranej sprawie.

I że Flora MacDonald była spoko.

Byliśmy tam.





charliebravo
Thu, 4 Nov 2021 14:10:53
Fajnie opowiedziana historia! Jedyne czego mam ochotę się (ostrożnie) szepnąć - używasz czasem słowa "Szkoci" zamiast "highlanders"/"Jakobici". Np. "Szkoci ruszyli do tradycyjnej szarży...". Pod Culloden całkiem sporo Szkotów walczyło po stronie królewskiej, bo na przykład byli potomkami protestanckich Covenanterów prześladowanych w poprzednim wieku przez katolickich górali.

Sidenote: ciekawa rzecz, jak ich sobie podzielę na "katolików i protestantów", to mi sympatia do powstania automatycznie siada o dalsze x procent :P

Boni avatar Boni
Thu, 4 Nov 2021 15:34:50
@charliebravo

W tym kontekście, to w ogóle jest źle napisane, raz, że to co podnosisz, że "Szkoci" tu i tam; dwa, że "pro-brytyjskie" itp. gdzie powinno być "pro-hanowerskie" czy w podobie, bo jaka wtedy była "brytyjskość", jak rany. Ale pisanie "luźno" nad ranem zawsze kończy się licho, nie chcecie wiedzieć, co młażona myśli o moim rozkładzie doby...

Boni avatar Boni
Thu, 4 Nov 2021 16:55:47
Dopisałem jednak dwa szczegóły. W kontekście komentarza o poplątaniu religijnym w tamtych czasach: Flora była właśnie prezbiterianką, a Karol oczywiście, papistą... Oraz zapomniałem dodać akcent polski - matka księciunia Karola nazywała się Maria Klementyna Sobieska, tak, wnuczka onego.

Gammon No.82
Tue, 9 Nov 2021 09:10:56
@Boni
jaka wtedy była "brytyjskość", jak rany

Dla XVIII wieku historycy już takiej nazwy używają.

Boni avatar Boni
Tue, 9 Nov 2021 10:20:58
@Gammon No.82

Zapewne masz rację i przecież unia była w 1707, ale bardziej szło mi o kontekst walk wewnętrznych, jw. jak jakobickie, pod Culloden. W tym czasie czy zaraz po, w wojnie siedmioletniej, w walkach zewnętrznych, na pewno można spoko powiedzieć o stronach, że ta brytyjska, a tamta nie-brytyjska. Ale w powstaniu czy pod Culloden, to jednak fałszywe i grube uproszczenie, powinienem jakoś inaczej to opisać, przecież Stuartowie chcieli korony Anglii i Szkocji, a nie jakiejś rozsypki unii.

Inna sprawa, że to tylko nocia na blogasku, jak naprawdę zacząć wnikać w te niuanse, Anglia-Szkocja-Irlandia, angielskość-szkockość, katolicy - protestanci_tysiąca_smaków, bryto - jednak_niebryto, higlanders-lowlanders, i wszystko to jak w blenderze zmiksowane w małym kociołku szkockim, to pisać się nie chce, a nawet kaca można zaraz dostać.

Gammon No.82
Sat, 13 Nov 2021 15:43:52
W ogóle to właśnie ukazują się liczne figurki 1:72 z tamtej epoki, np.:
http://www.plasticsoldierreview.com/Review.aspx?id=2808
ale ich nie kupię, bo gdzie ja jeszcze XVIII wiek miałbym upchnąć.


Boni avatar Boni
Sat, 13 Nov 2021 16:51:53
@Gammon No.82

Śliczności, ale ostatni raz figurkami, to ja jeszcze w '80 chyba.

Niedawno przyglądałem się znowu modelom plastikowym, ale jeszcze mię rozum nie opuścił do reszty; przecież nie mam miejsca, ani czasu, na nic. Naprawdę.




 

Engine: Anvil 1.08   BS