Będąc młodą lekarką... wróć, będąc starym automatykiem na pseudourlopie związanym z wypowiedzeniem z, w zasadzie, już byłej pracy, nie chce mi się.
Nie chce mi się dilować z wysypem niezbyt rzetelnych albo głupich dostawców różności (bo nagle trzeba różności dokupić "na przeprowadzkę", od laptopów po okulary).
Nie chce mi się dilować z resztkami zaszłości z Polski, domykać Ważne Sprawy z banksterami i biurwami.
Nie chce mi się dilować z
SJW-hipokryzją i wylewami klasowości znajomych z internetów, którzy jak zwykle, z nad sojowego latte, serwowanego im przez niewolników, bawią się w polepszanie swojego już i tak niewątpliwie dobrego samopoczucia.
Nie chce mi się już układać planów i planów zapasowych, i planów zapasowych do planów zapasowych (choć oczywiście, narzekanie przy naszych zasobach i doświadczeniu na powyższe, też śmierdzi hipokryzją).
Nie chce mi się dilować ze szrotwagenami, które miałem wyrzucić dawno temu, ale przez COVID i przeprowadzki usiłuję je utrzymać "jeszcze trochę".
Nadal nieco szkoda opuszczać Szkocję (UK - nie).
Nie chce mi się pisać notek, bo powyższe wszystko nie skłania mnie do jakiejkolwiek socjalizacji, której chęć normalnie mam przyzerową, a teraz zdecydowanie ujemną, co nie.
Z pozytywów, nie muszę już dilować z poprzednią pracą, a z przyszłą jeszcze nie! Oraz w ogóle to są "problemy pierwszego świata", nie dajmy się zwieść, że są tu jakiekolwiek poważne problemy.
Ale mimo wszystko, fajnie byłoby przehibernować ze trzy miesiące, żeby ocknąć się w nowym miejscu, już poukładanym. Niestety, na takie usługi raczej nas nie stać, i nie mam na myśli hibernacji, tylko takie wypasione zespolone "consierge" & przeprowadzkowe.
Tak naprawdę, życie płynie należycie, to tylko durny małpi mózg zawsze se znajduje powody do zmartwień czy wk...wu.
Z czym też nie chcę dilować, ale muszę.