NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2020-06-11, czwartek
Tagi:  varia, namysł, unrealpolitik, muza     
___________________________________

Z sążnistą notką o rasizmie nie wyrobiłem się na czas i w trendy (bo pisze się ona od dwu lat mniej więcej - zapłaczcie nad moim cyklem wydawniczym!), więc nie mogę w kontekście aktualności powiedzieć "miałem o tym notkę", ale może jednak nieco szturchnę modny temat, co nie.

Mogę się na co dzień cieszyć internetowo-medialnym JOMO (joy of missing out, "przeciwieństwo" FOMO), ale niestety, zdarza mi się spojrzeć na jakiś ekran przy drodze czy inną stronę główną jakiegoś BBC, stąd nie sposób nie zauważyć, kiedy w środku zaniedbanego Paisley, pomiędzy reklamami samochodu a elektroniki, przygodny billboard wyświetla "George Floyd's Remember", albo że pod hasłem "Black Lives Matter" wychodzi na ulice kupa ludzi w jakimś Londynie, w środku pandemii.

Na systemowy fakap amerykańskiego społeczeństwa w temacie praw człowieka, dyskryminacji, nierówności i uogólnionego imperializmu kolonizującego własny kraj, mogę mieć co najwyżej "a co nowego" oraz "miałem o tym notki". Co do protestów w powyższych tematach, szczególniej takich ori z USA, z rozpieprzaniem sklepów itd. również, gdyż przecież nie dalej jak 9 lat temu "oburzeni" protestowali powszechnie, na nieco innych podstawach, ale w szczególe dla plazmy i najków.

Czy obecne protesty i szeroki odzew w mediach coś zmienią na lepsze? Czy sprawa George Floyda będzie jakimś przełomem w odkręcaniu systemowej sprywatyzowanej oligarchicznej przemocy USA przeciwko własnym obywatelom? Nie sposób przewidzieć, to da się ocenić dopiero za parę dekad, już pomijając kto i jak będzie definiował "na lepsze" i "przełomy". Bo przecież takie akcje, śmierdzące na kilometr państwem policyjnym, są w USA mniej więcej co tydzień jeśli nie częściej, tyle, że o nich nie słyszeliście, bo nikt nie uznał je za warte sprzedaniu wam w mediach... Zmiana na lepsze kiedyś i którąś stronę zajdzie, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że i za 50 lat dla niektórych będzie źle i nadal nie będzie przełomu. BTW wskazówką co do procesów znoszenia systemowej dyskryminacji wcale-nie-mniejszości jest emancypacja kobiet, minęło nieco ponad 100 lat od "przełomowych" akcji i przypadków sufrażystek, a nadal w połowie świata kobiety mają przechlapane wprost, oraz w jakiejś Danii czy Polsce mogą spoko twierdzić, że są dyskryminowane i uciskane. A w porównaniu - znoszenie apartheidu i emancypacja kolorowych w USA ma dopiero lat 60, więc nawet biorąc pod uwagę przyspieszenie zmian przez przyspieszenie obiegu informacji i decyzji, moim skromnym zdaniem "to se jeszcze trochę poczeka"

Odkąd zainteresowałem się nieco szczegółami "konstrukcji" i problemów USA gdzieś tam w '90, i odkryłem powyższe fakapy społeczno-polityczne, już pomijając odchylenia imperialistyczne i reagonomikę, natychmiast straciłem zainteresowanie jakimikolwiek personalnymi kontaktami, wizytami, emigracją (loteria wizowa była w modzie), Polonią itp. Najchętniej zakleiłbym ten kawałek mapy białym papierem, jak sugerował Lem o pewnych kulturach w podróżach Ijona Tichego, ale niestety, USA są "za duże" i nadal rzucają za duży cień na cały świat, żeby dało się je zakleić i zapomnieć; to nie np. Brazylia czy inny Dubai, o których mam równie nieciekawe mniemanie i równie nikłą wolę bliższych kontaktów. A po 2001 nie polepszyło się w USA, o nie.

(Dygresja - stąd np. wcale nie ucieszyło mnie niedawne "zniesienie wiz" do USA, bo straciłem wygodny pretekst, żeby bez wyjaśnień i tłumaczeń móc odmawiać jakichkolwiek wyjazdów służbowych itp. do USA pod pretekstem "nikomu nie przeszkadzam, nikogo nie ruszam, nie mam wizy, nigdzie nie jadę, reperuję prymus". Teraz to chyba musiałbym użyć karty "z przyczyn religijnych"...)

Moje "ciepłe" uczucia, co do imperialistycznych USA i ich wpływu na świat, gdzieś tam nieco po 2001r., bardzo ładnie oddał w pieśni zespół Rammstein:



Dygresja - to jest też jeden z lepszych znanych mi przykładów, że wysokopoziomowi artyści są wyczuleni na trendy, na "znaki historii", "podświadomie" przekazują czy tworzą sensy niekoniecznie "znane" im samym, na bardzo wielu poziomach. Żebyśmy się rozumieli, Rammstein jako grupa a Lindemann (wokalista i frontman) w szczególe, wbrew pozorom są bardzo kumaci i "wiedzą co robią", no ale przecież w 2004 jeszcze nikt nie przewidywał aż tak fake newsów, trollerki i konstruowania mediów i brandów i całej propagandy nowej epoki internetu, jak to subtelnie pokazuje powyższy teledysk - tak normalnie wszyscy widzą żartobliwe teoriospiskowe lądowanie na Księżycu, czyli manipulację mediami i teorie na ten temat, odkąd jest kino po lata '00 (np. "Fakty i akty" są z 1997...), ale mało kto zauważa, że Rammstein puszcza też oko w temacie meta-manipulacji, gdyż w końcowej scenie "na planie" pokazują fejkowe postacie ze scen anty-cocacolonizacyjnych, czyli "zwalczamy zalew świata fejkową fajnością i supremacją USA i ich manipulację, przez nasze własne manipulacje".

Dygresja do dygresji - jakąś inspiracją do tekstu "We're all living in America" zapewne była fraza "We all live in a yellow submarine" The Beatels, a "Yellow Submarine" była podobnie jw. "zrobiona podświadomie", niby ot, psychodeliczna piosenka w połowie dla dzieci, w połowie dla Ringo, ale znacznie przekroczyła wszelkie "założenia" i zyskała kultowość. I jest używana jako protest song przez dekady. A film animowany "Yellow Submarine" to w ogóle przekroczył wszystko w kwadracie, był przełomem przez duże P.

Dygresja do dygresji do dygresji - a na drugiej stronie singla "Yellow Submarine" była "Eleanor Rigby"; jak nie przepadam za Bitelsami, to za ten kawałek należy im się nieduża katedra czy coś, bo to był w 1966 czy 67 roku przełom w pop-muzyce, jakiego chyba już nie jesteśmy w stanie doznać czy sobie wyobrazić. Oraz to po prostu wielopoziomowo wspaniały utwór.

Wracając do tematu - na przecięciu starej spierdoliny społeczno-politycznej USA, z czego m.in. ulęgły się ostatnie protesty, cocacolonizacji globalnej oraz niemożności "zaklejenia" USA na mapie, powstaje pytanie, dlaczego akurat teraz w jakimś Paisley ktoś zaprogramował billboard jak w początku notki, a wcześniej jakoś jednak nie?

Mam wrażenie, że odpowiedź jest prosta i nieco "samozwrotna" i tłumaczy ją fraza pożyczona z Rammsteina do tytułu notki - BO ŻYJEMY W USA. A dokładniej w kulturze w przemożnej części napędzanej i sterowanej przez mavenów mediów i socjalmediów z USA. Nawet jeśli jest to protest przeciwko USA, to nadal jest to protest przepracowany, wymyślony, zaprojektowany, sprzedany i opublikowany przez elity medialne i korporacyjne USA. Dla ustalenia uwagi - nie mam na myśli jakichś teoriospiskowych idiotyzmów o żydowskich iluminatach czy masońskich jaszczurach, tylko raczej prozaiczny ciąg: trzon globalnych mediów i socjalmediów to nadal USA, jak większość elit USA napędzane przez chciwość i imperializm; w wewnętrznej anty-minimaxowej grze ewolucyjnie (tj. nie jako komitet, ale jako mrowisko) zmyślają, odgrzewają, wymyślają łatwo sprzedawalne i megazyskowe mity, archetypy i narracje, które potem powtarza pół czy 3/4 świata. I identyfikuje się z nimi i wzmacnia se jakieś ideologie (nawet jeśli w zupełnie pokrętne okolice i na wyrwanych z amerykańskiego kontekstu treściach, co, dygresyjnie, właśnie ładnie dyskutują na blogu WO pod notką, w sensie - skąd się ulągł światopogląd obecnych polskich elit).

Obecną fazę "świat made in USA" nieźle definiują hasła: "wszyscy jesteśmy dyskryminowaną mniejszością" oraz "w obecnym świecie sieci nie da się kłamać, więc wszystko co widzisz, to sama prawda". Oczywiście, oba są prawdziwe w niewielkim procencie. Ale są "mitem założycielskim" obecnej epoki (socjal)mediów. Stąd wywindowanie na niebotyczne poziomy medialne trendów jak lgbt, metoo, czy obecne protesty po jednym z tysiąca kolorowych zabitych przez policję; te wszystkie licytacje, kto jest bardziej ofiarą i dyskryminowany, i kto komu kradnie cześć i chwałę należne za bycie ofiarą i dyskryminowanym, itd. Żebyśmy się rozumieli - to są przeważnie DOBRE trendy i kierunki emancypacji i odkręcania dyskryminacji, tylko, że kapitalizm i media "made in USA" muszą jak zwykle doprowadzić je do absurdu i poza absurd, bo przecież nikt jeszcze nie wie, kiedy dany trend się wyczerpie i dojdzie do ściany, w sensie wielostronnych i wieloczynnikowych ZYSKÓW; nie tyle w sensie zysków tychże mediów, ale także w sensie zysków emocjonalnych odbiorców, bo przecież one właśnie pośrednio definiują zyski fejsbuków, fox newsów, gugli czy disnejów. Więc trend, np. "black lives matters", będzie popychany do końca i jeden dzień dłużej, przez tysiące wyrobników kamery i klawiatury, jak świat=USA długi i szeroki.

Czasem marzy mi się, że kiedyś media globalnie wejdą w fazę "wszyscy jesteśmy ludźmi" oraz "wszystko co ci powiedziano, pokazano i nawet to, co myślisz należy racjonalnie i krytycznie przepracować". Ale chyba nie da się z tego ukręcić zysków w trybie "made in USA", więc niedoczekanie moje. Zresztą, i z takiej fazy może być wiele biedy a mało pożytku, kwestia odpowiednich "błędów i wypaczeń", w czym nie tylko USA ale i każdy homosapiens mistrzem.





janek.r
Thu, 11 Jun 2020 09:50:59
@wizy do USA
O ile wiem, zniesiono turystyczne, służbowo dalej musisz mieć. Gorzej, że taką służbową można mieć wielokrotną na 10 lat, nawet w PL. (Stąd ^wo, posiadacz takiejż, był sceptyczny wobec walki o zniesienie wiz)

Boni avatar Boni
Thu, 11 Jun 2020 21:03:54
@wizy USA

No tak, te różne "do pracy" to inna bajka, niż turystyczne. Czyli jest OK, z pewnego punktu widzenia.

Gammon No.82
Mon, 15 Jun 2020 21:25:28
Raz tam byłem kilka miesięcy, nie chciałbym ponownie. W ogóle nie odczuwam potrzeby wyjeżdżania za granicę. I nie tylko za granicę.

"Stalowe fortece" Massiego okazały się zupełnie przyzwoitą książką historyczno-plotkarską, chociaż od "Dreadnoughta" są słabsze. No i za polskie tłumaczenie i jego stronę redakcyjną należałoby brutalnie skrzywdzić wiele osób.

Boni avatar Boni
Tue, 16 Jun 2020 10:31:12
@wyjeżdżanie takie i owakie

Ja lubię czasem odwiedzić nowe (albo nawet już znane) miejsca, czasem interesujące przyrodniczo, czasem architektonicznie, czasem muzealno-historyczne, jak każdy chyba. No ale sam nie wiem, ile mnie dzieli od przeciętnego turysty alinkluziw czy namiotnika-taternika.

W kwestii zagranicy czy niezagranicy mam ogólnie wyjebkę, jestem dziecko globalizacji; granica liczy się tylko jako kwestia ew. upierdliwości i kosztów, ogólny koszt czy dystans jest ważniejszą składową. Natomiast, jw. nie jest mi obojętne, czy jakieś bardzo fajne do zwiedzania rzeczy są w UK, Brazylii, Japonii czy USA. Zupełnie podobnie, jak np. nie jest mi obojętne, czy dane graty są na dzielni klasy "duńsko - szwajcarska wioska mówiąca po angielsku" czy na "hinduski targówek skrzyżowany z carlton"

JoP332
Sun, 28 Jun 2020 08:36:52
Ja obserwuję to wszystko z przerażeniem, ponieważ grzanie do poziomu absurdu (zabrońmy używać słowa "blacklist" (a co z "blackmail"?), usuńmy słowa "biały" i "wybielanie" z opisów kosmetyków) skądinąd słusznych postulatów nieuchronnie doprowadzi do odbicia.

Boni avatar Boni
Sun, 28 Jun 2020 11:26:53
@JoP

To też, oraz - do umacniania zgody na dowolne szowinizmy (w szerokim, kulturowym, a nie tylko nacjonalistycznym sensie), bo niby czym "I am proud because I am black" różni się od "I am proud because I am tall" czy "because I am white" czy "because I am Japanese" itd itp.

Mnie chyba najbardziej dołuje to, co najbardziej trywialne i nieusuwalne przy tłumach ludzi jw. i co generuje wszystko powyższe, czyli wypaczanie etyki w nieracjonalne "etyki" jakichś odpowiedzialności historyczno-zbiorowych. Że skoro czarni/ kobiety/ Niemcy/ Polacy/ Żydzi/ dowolni/ mieli historycznie przesrane przez n lat, to mają moralne "prawo pierwszego wpierdolu" przypadkowym obecnym albo i przyszłym białym/ chłopcom/ Żydom/ Ukraińcom/ Palestyńczykom/ dowolnym przez następne n lat albo i bardziej. I w ogóle, że cudze czyny z przeszłości, chwalebne lub nie, są jakimś wielkim powodem dumy, albo uprzedzenia, tu i teraz.

No ale dobrze wiem, że mało kto jest poskręcany jak ja i ma powyższe (te wszystkie szowinizmy i dumę z własnych ras czy kultur czy nacji itp) za obrzydliwe wybiórcze naciąganie historii i "sawanny" pod najniższe małpie emocje, więc już nawet nie postuluję odrzucania tego, jako programu światopoglądowego czy kulturowego czy edukacyjnego, bo to strata czasu; nikt normalny nie wyrzeknie się ze swojego nojlepszego X, z którego jest dumny, bo przecież X jest nojlepsze i nojmojsze.

Bogdanow
Sun, 28 Jun 2020 11:50:07
Mnie irytuje coś innego. Kompletny brak spójności. Skoro, mieli historycznie przesrane przez n lat, to mają moralne "prawo". To niech to będzie jakoś uniwersalne. To znaczy, zgadzam się że to całkowity absurd. Ale ten brak konsekwencji jest frustrujący nawet bardziej.

charliebravo
Mon, 29 Jun 2020 10:40:38
@złe słowa
Ja ostatnio przeczytałem o usuwaniu z czegoś (implementacji jakiegoś file systemu w jądrze Linuxa?) słów "master"/"slave". Miałem najpierw takie kompletne WTF, no bo dla mnie master i slave to są po prostu określenia techniczne i tyle...no ale właśnie, _dla mnie_. Czy akurat tam to miało sens czy nie to osobna kwestia, ale ogólnie jeśli niewielkim wysiłkiem możemy usunąć ze swojego słownictwa coś, co kogoś innego kłuje czy boli, w sumie czemu nie?

Mnie się to "księguje" (*) w gruncie rzeczy do działu "bycie uprzejmym". Pracuję teraz z gościem z Pakistanu, programistą i świetnym specem od technologii "w której" robimy (zrobił doktorat w temacie). Przeglądałem jego kod pod kątem czegoś, dopytałem się o szczegóły i na koniec wrzuciłem mu casualowo "and BTW you have small bug in there". Gość najpierw zrobił się blady, potem ciemny, a ja sobie przypomniałem te wszystkie Victoria Cross co je oddziały Sikhów dostawały i ucieszyłem się że siedzi 800km ode mnie. Jakoś to przepracowaliśmy, ale od tego czasu nauczyłem się, że do niego takie sprawy się "podaje" inaczej.

No i w sumie można się tego czepiać też, bo komuś z tego samego kręgu kulturowego mógłbym (i robiłem tak) powiedzieć "you f***d up there", i tak samo mi mówiono, i zero stresu, po prostu tak jest z programowaniem że są tam bugi. I że po co cały ten sztafaż i obchodzenie boczkami. Ale jeśli klimat dzięki temu jest lepszy, a w gruncie rzeczy fajny i mądry człowiek nie czuje się urażony moim zachowaniem...well, niewielka cena w gruncie rzeczy, rozwijam sobie soft skille (inżynier po AGH i soft skille, he he he)

(*) Księgowość skojarzyła mi się że nie zawsze czarne jest be - dla firmy to dobrze być "in the black". Pytanie co na to powiedzą natywni mieszkańcy kontynentu amerykańskiego :P

Salantor
Mon, 29 Jun 2020 18:33:22
"Czy akurat tam to miało sens czy nie to osobna kwestia"

Może właśnie na tym polega problem, że w tego typu sytuacjach "czy miało sens czy nie" niepokojąco często odstawia się na bok, a na pierwszy plan wysuwa uczucia bliżej niesprecyzowanego kogoś? Uczucia, które raz, że przy omawianiu spraw stricte technicznych raczej powinny zostać odłożone na bok*, a dwa, że dziwnym trafem w miażdżącej większości przypadków dotyczą mieszkańców kraju, którego nazwę można skrócić do trzech liter, z całkowitym pominięciem reszty świata?


"ale ogólnie jeśli niewielkim wysiłkiem możemy usunąć ze swojego słownictwa coś, co kogoś innego kłuje czy boli, w sumie czemu nie?"

Ile osób musi stwierdzić, że coś je obraża, by to coś zostało wycofane / zmienione? Jedna? Dziesięć? Sto? Tysiąc? Ile głosów na nie od potencjalnie obrażonych trzeba, by temat zamknąć i do niego nie wracać? Czy te głosy się równoważą? Czy bierze się pod uwagę potencjalne konsekwencje takich działań? Czy w ogóle istnieją jakieś reguły, według których biali ludzie (bo to zazwyczaj są biali ludzie) ustalają co nie-białych obraża i powinno zostać zmienione i jak wielu nie-białych musi wprost powiedzieć: "Przestańcie nas traktować jak niedorozwinięte dzieci i zróbcie wreszcie coś konkretnego zamiast zbywać nas pustymi gestami!**", żeby "pochylający się nad problemami mniejszości" biali przestali wreszcie strugać pawiana?

Dla przykładu: Github jakiś czas temu ogłosił (nawet nie "myślimy nad", tylko "chcemy, robimy, teraz, zaraz, so excited!") zmianę w przyszłych repo głównego brancha z "master" na "main". W odpowiedzi nawet osoby w teorii mające na zmianach skorzystać stwierdziły, że komuś tutaj peron odjechał i próbuje się ich uszczęśliwiać na siłę. Ukłon w stronę czarnej społeczności Githuba, czy okazja, by grupka białych decydentów mogła poklepać się po pleckach mówiąc: "Panowie, zadanie wykonane. Zerowym kosztem pokonaliśmy rasizm"? Już więcej sensu miał datek Microsoftu na rzecz BLM, przynajmniej mamy do czynienia z namacalną pomocą.

No i ten niewielki wysiłek to też kwestia mocno subiektywna. Ile dokumentacji będzie wymagało apdejtu i jak wiele z nich nie wyląduje na pierwszej stronie Gugla, powodując przepalanie roboczogodzin na sprawdzenie dlaczego narzędzie X w nowym projekcie nie działa? Ile zespołów będzie musiało mentalnie przestawić się na korzystanie z innego głównego brancha? Ile migracji repo będzie wymagało taska na update zahardkodowanych skryptów i / lub konfiguracji Jenkinsa? To są kolejne drobne frustracje dorzucane do niemałego już stosika, przy niewielkim bądź zerowym zysku dla wszystkich uczestników. A może nawet ze stratą dla potencjalnego targetu.

Jeśli wyszło agresywnie, to przepraszam. Mało co mnie tak drażni jak aprobata dla pustych gestó, gdy w tym samym czasie na ulicach giną ludzie.


* Nie mam na myśli skillów miękkich i jak robić code review, by nie wyjść na buca, tylko "ta zmienna jest zła, bo ma nazwę nacechowaną płciowo".

** Patrz ćwierkacz, gdzie czarna społeczność wprost stwierdziła: "Weźcie nie postujcie czarnych kwadratów, bo to nam nie pomaga, a nawet aktywnie szkodzi", na co konta PRowe tej czy innej firmy zrobiły dokładnie odwrotnie.

Boni avatar Boni
Tue, 30 Jun 2020 10:33:09
@charliebravo

@zmiany nazw technicznych na bardziej political correct

Tak szczerze, mnie to zbytnio nie obchodzi. Znaczy, wszystkie zastrzeżenia jakie Salantor wypisał, o niepotrzebności nawet z punktu widzenia wykluczonych, o tanich sukcesach PijaRu, o zbędnych kosztach zmian, są w mocy, ale nie takie nowomowy i totalizmy "żeśmy ze szwagrem po pijaku" przeżyli, a nawet ludzie przeżyli, więc mi to wisi, "kto bogatemu czy głupiemu zabroni" zmieniać nazwy ulic, czy nazwy miesięcy, czy przekaźników na bardziej "rewolucyjne" czy "zgodne z duchem czasu".

@uprzejmość

Czy ja w końcu nie napisałem przydługiej i przyciężkiej notki o tolerancji i dlaczego ludzie tak bardzo mylą się co do niej i jej "rodzajów"? No nie napisałem, hańba mi. A skoro nie napisałem, to niestety, chyba w komciu nie uda mi się wyjaśnić mojego stanowiska w temacie uprzejmości co do Pakistańczyka czy Japończyka, który się nieco pierdolnął w działaniach technicznych. W kolosalnym skrócie, uprzejmość jak ją przedstawiasz, jest wbrew pozorom dosyć wysoką formą tolerancji. Ale co do dowolnej formy tolerancji, zawsze pozostaje w mocy parę ważkich pytań, np. gdzie stawiasz jej granicę, niestety, także w sensie nietolerancji cudzych pomysłów, być może popularnych w obcych ci kulturach czy religiach czy światopoglądach; czy piękniejsza i lepsza, a nawet możliwa, jest tolerancja dwukierunkowa; jak tolerancja ma się między grupami wykluczonymi/mniejszościami, a uprzywilejowanymi/większościami, szczególniej w kontekście "dwukierunkowości" jw. oraz w kontekście jak w notce, że nagle każdy człenio okazuje się być członkiem jakiejś wykluczonej mniejszości.

Itd, no można by książkę, a nie tylko notkę okraszoną anegdotami, napisać i pewnie nawet napisano niejedną, tylko mało kto je czyta, a w praktyce nikt nie stosuje jakichś filozoficzno-etycznych rozważań, kiedy wszyscy mają emocje dobrze zaplątane z najswojszym "kernelem" samoopisu i światopoglądu.

@Salantor

Masz rację i nie masz racji. To, że "uczucia czy emocje powinny być odłożone na bok" to już jest wyraz jakiegoś światopoglądu. Ktoś może mieć inny. Oraz mało kto jest aż tak racjonalny, żeby w ogóle potrafić odłożyć uczucia, związane ze swoimi działaniami, także w nauce i technice, na bok, myślę, że parę % populacji najwyżej.

Inna sprawa - nie zapominaj(my), że to wszystko są rozważania o JĘZYKU, a nie o technice czy nauce. Od tego, że ktoś nazwie to, co nazywano w 1990 "master/slave" np. "primary/secondary" czy "master/minion" czy "susan/dzięcielina", albo że ktoś nazwie "reversed Polish notation" np. "postfix notation" ;P, nic przecież nie wynika w temacie jak to działa czy w ogóle o co chodzi. I że to "tylko" JĘZYK, a dokładnej generowane przez język emocje, powodują te wszystkie problemy, od uraz i uczuć, aż po politykę. Mój punkt będący - nie warto w ogóle rozmawiać jw. w kontekście nauki, techniki, IT, można od razu przejść na poziom polityki, czy etyki, czy filozofii tolerancji jw. zaznaczałem.

charliebravo
Tue, 30 Jun 2020 10:38:02
@OMG ile pracy
Szczerze mówiąc, akurat w IT którego duża część goni za nowinkami bez sensu i spędza mnóstwo czasu na wynajdowanie koła na nowo, ilość pracy potrzebna przy zmianie nazwy brancha...cry me a river. Nawet te zmiany w źródłach, od tego są narzędzia, przecież nie zmienia się kodu jako takiego tylko nazwy zmiennych czy funkcji, ewentualnie dokumentację.

Jak sobie wyobrażę, że dla kogoś "master"/"slave" może mieć takie znaczenie, że "master" to był ten kolo, który odrąbał dłoń mojemu pradziadowi kiedy ten był "slave" bo na tym polegała metodyka zwiększania produktywności w danej kolonii, to już nie jestem taki pewny czy to "puste gesty bez znaczenia". Wyobraźmy sobie reakcję w naszym kraju, gdyby niemiecka firma produkowała system, w którym dajmy na to garbage collector nazywał się "Himmler" albo "SS".

Boni avatar Boni
Tue, 30 Jun 2020 10:49:23
@charliebravo

BTW nie myślałem, że w 2018 w Szkocji w pokoleniu które WW2 nie ma prawa pamiętać, np. "SS" jest nadal uważane za fopa. A tak jest, obecny pracodawca ma nazwę która ładnie skraca się do SS i gdzieś tam na początku zdziwiłem się, czemu nie mamy efektownego logo z SS, to się da ładnie zrobić - na co szefu był "alejakto SS, że niby tak jak nazistowskie SS??".

charliebravo
Tue, 30 Jun 2020 15:24:42
@Boni
Samego WWII już nie pamięta, ale opowieści dziadka o tym, jak jego najlepszy kolega spalił się w Cromwellu trafionym przez Panterę z Waffen-SS już pewnie bez problemu. Ja jestem z 79 i mam bardzo ładne traumy poprzekazywane "z drugiej ręki", a Twój szefu pewnie starszy.

Bogdanow
Tue, 30 Jun 2020 16:49:11
@zmiany w nazwach,
Pracowałem sobie X lat przy dość dużym projekcie.
Parę razy, trochę z uwagi na marketing, trochę z uwagi na zmiany własnościowe, zmieniała się nazwa.
W efekcie: główniejszy log nazywał się: NAZWA1cośtam.log, defaultowa ścieżka instalatora, to, powiedzmy, /opt/OldCorpo/NAZWA2, główny komponent: to już nazywa się: NAZWA3server, ale klienci to NAZWA2client, tyle że instalowany jest w /opt/NewCorpoDivision-name/NAZWA3, itd...
Żartowaliśmy że powinniśmy dostać przeszkolenie z archeologii, a u kandydatów do zespołu testować zamiłowanie do analizy pisanych źródeł historycznych...

@kolory,
Przy organizowaniu większej imprezy rodzinnej ktoś rzucił sympatyczny pomysł, że żeby nie było że jedni siedzą przy stoliku nr 1, a inni przy stoliku nr 6 i czują się gośćmi 6-tej kategorii, to żeby zrobić stoliki oznaczone kolorami, żółty, czerwony, biały, itd.... *, i teraz się zastanawiać zaczynam, czy to aby nie było rasistowskie? a wydawało się takim rozsądnym i przyjemnym pomysłem....

* w ogóle polecam, jakby ktoś potrzebował, dobrze się sprawdza, bo łatwo zrobić żeby było widoczne z daleka.

@charliebravo,
pozdrawiam rówieśnika;-)

Salantor
Wed, 1 Jul 2020 14:10:24
@Boni

"Mój punkt będący - nie warto w ogóle rozmawiać jw. w kontekście nauki, techniki, IT, można od razu przejść na poziom polityki, czy etyki, czy filozofii tolerancji jw. zaznaczałem."

My point also, tylko że obecnie to się miesza, bo wprowadzane zmiany są motywowane językowo, ale odnoszą się do techniki, która w tym konkretnym przypadku ma na nie wyrąbane, bo brancha można nazwać dowolnie. Jakbyśmy się kręcili tylko w obrębie języka to to byłoby jeszcze jako tako strawne.

@charliebrawo
"Szczerze mówiąc, akurat w IT którego duża część goni za nowinkami bez sensu i spędza mnóstwo czasu na wynajdowanie koła na nowo, ilość pracy potrzebna przy zmianie nazwy brancha...cry me a river. Nawet te zmiany w źródłach, od tego są narzędzia, przecież nie zmienia się kodu jako takiego tylko nazwy zmiennych czy funkcji, ewentualnie dokumentację."

Toć napisałem, że z lotu ptaka patrząc to są drobiazgi. Sęk w tym, że że dorzucane do już ładnego stosika innych irytujących drobiazgów, w przeciwieństwie do wielu z nich z zerowym zyskiem dla zmuszonych do obcowania z nimi. "Już i tak marnujemy czas i zasoby, więc zmarnujmy ich jeszcze trochę. Planeta i tak umiera, kolejne taski na jirze i pull requesty nie zrobią jej różnicy". Skoro branża jest i tak w dupie, to może zacznijmy iść w stronę światła miast w przeciwną stronę?

"Jak sobie wyobrażę, że dla kogoś "master"/"slave" może mieć takie znaczenie, że "master" to był ten kolo, który odrąbał dłoń mojemu pradziadowi kiedy ten był "slave" bo na tym polegała metodyka zwiększania produktywności w danej kolonii, to już nie jestem taki pewny czy to "puste gesty bez znaczenia"."

Uważam to za pusty gest, bo w żaden sposób nie przekłada się na poprawę sytuacji zainteresowanych, poza "być może komuś tam gdzieś tam nie zepsujemy samopoczucia, bo mu się skojarzenia nie odpalą" w czasie, gdy owi zainteresowani głośno proszą, by nie odwalać maniany, jednocześnie chowając się przed ostrzałem własnych sił policyjnych. To poziom klaskania dla zmęczonych pracowników niedofinansowanej służby medycznej w szczycie pandemii zamiast, ja wiem, przeznaczyć na ich potrzeby dodatkowe środki. Again, dotacja Microsoftu na rzecz BLM była znacznie sensowniejsza, bo za kasę można na przykład wynająć prawników albo posłać komuś paczkę do szpitala.

A podchodząc do tematu trochę inaczej: obecnie Netflix, Hulu i pokrewne blokują dostęp do odcinków seriali, gdzie ktoś paraduje w blackface (albo maseczce błotnej jak w Golden Girls, bo widać dla niektórych to jedno i to samo). Sęk w tym, że owe odcinki słusznie punktują gównianość takich zachowań, drąc łacha z osób je uskuteczniających. Co jest gorsze, istnienie takich materiałów (na przykład z komentarzem "it is the product of its time", jak to czyni Disney wobec swoich najstarszych kreskówek), czy udawanie, że nigdy nie istniały? Bo tak można również podejść do zmiany nazewnictwa.

"Wyobraźmy sobie reakcję w naszym kraju, gdyby niemiecka firma produkowała system, w którym dajmy na to garbage collector nazywał się "Himmler" albo "SS"."

"Himmler" albo "SS" to bardzo konkretne nazwisko i bardzo konkretny skrót od bardzo konkretnego niemieckiego słowa, budzące bardzo konkretne skojarzenia. "Master" to słowo z języka angielskiego (znów, USAcentryzm się kłania) posiadające 10+ znaczeń, w zależności od kontekstu oraz sąsiadujących słów (master bedroom, master jako nauczyciel, stopień naukowy, pan domu, władca marionetek itd). W przypadku Gita występuje samodzielnie, więc wywołującego negatywne reakcje "slave'a" czytający musiałby sam sobie dopowiedzieć.

charliebravo
Wed, 1 Jul 2020 16:59:44
@Bogdanow
Wiesz co, oczywiście wszystko da się spieprzyć. To co piszesz, to jeszcze mały Miki, ja osobiście uwielbiam to co się dzieje przy połączeniach banków. Bank X łączy się z bankiem Y, można przeczytać o tym jak to wydają ileś tam milionów na "kampanię uświadamiającą klientów", nowe logo, nowe wszystko i nazywają się "Bank X + Y". Kilka lat później prezes się zmienia, i jednak dochodzi do wniosku że nazywać się będą "Bank Z"....i apiat`

@Salantor
"Już i tak marnujemy czas i zasoby, więc zmarnujmy ich jeszcze trochę. Planeta i tak umiera"
To znaczy ja bardzo chętnie byłbym za tym, żeby:
1) Przestano przenosić wszystko na siłę na Web albo do innej chmury
2) Przestać udawać, że JS jest językiem, który nadaje się do wszystkiego
3) Przestać zaczynać development dowolnie małej aplikacyjki na dowolne małe urządzenie od "dołączymy sobie Electrona, czyli zainstalujemy w systemie kolejną kopię kobylastej przeglądarki"
4) Przestać przenosić koszty własnych spierdolin na klienta (kupcie se nowe komputery/telefony/whatever jeśli wolno działa)
5) Zacząć przykładać się do roboty i robić porządnie, efektywnie i energooszczędnie właśnie (ZTCP IT nie jest _jeszcze_ głównym pożeraczem energii, ale bardzo szybko rośnie)

Tyle tylko, że nie mam złudzeń że to nastąpi, bo wiem jak do tego podchodzi przeciętny kolega programista, i przeciętny menago. Więc wylewanie krokodylich łez nad tym ile to roboty i ile to energii na zmianę nazwy brancha, w przemyśle w którym marnotrawstwo marnotrawstwem pogania, naprawdę, gimme a break.

Bogdanow
Wed, 1 Jul 2020 18:22:00
@niemieckie słowa,

Pamiętam dwa takie fajne przypadki:

1) Młody Technik, sprzed co najmniej 30 lat, (stary, jedyny słuszny format), jakiś tam artykulik o aparacie firmy Dornier do rozbijania czegoś tam, i przytyk że: firma Dornier jest znana w naszym kraju z bombardowań innego rodzaju

2) Dekadę, później, naloty na Jugosławię, studiuję sobie w Krakowie. Ktoś tam próbuje protestować pod hasłem, Luftwaffe znowu bombarduje Belgrad, hańba, itp. Praktycznie nikogo w okolicy to nie rusza.

Bogdanow
Wed, 1 Jul 2020 21:47:20
Znajoma podrzuciła:
A co z białym personelem i białymi kołnierzykami?
Co z plantatorami?
I czy nie powinniśmy zaprzestać używać sformułowań w rodzaju na lewo, lewa kasa, żeby nie dyskryminować leworęcznych?


cmos
Thu, 2 Jul 2020 11:31:36
@bogdanow
"o aparacie firmy Dornier do rozbijania czegoś tam"

Kamieni nerkowych ultradźwiękami.

Boni avatar Boni
Thu, 2 Jul 2020 20:15:03
@Salantor, @Bogdanow

Chyba trochę cyganicie, oraz nie wolno żydzić zasobów IT przy tak zbożnych celach! OH WAIT...

Bogdanow
Thu, 2 Jul 2020 20:22:23
;-)

Jeszcze jedna refleksja: od momentu debiutu na polskim rynku pewnego, znanego producenta źródeł światła, uważam że rola języka jest przeceniania.

Boni avatar Boni
Thu, 2 Jul 2020 20:44:56
@Bogdanow

Ale proszę się nie przypieprzać do Philipsa! to stare dobre żydowskie nazwisko... ;P

janek.r
Fri, 3 Jul 2020 08:23:23
"od momentu debiutu na polskim rynku pewnego, znanego producenta źródeł światła"
Ale wiesz, że ten moment wystąpił przed II wojną?
Nawet był już wtedy dowcip - "co wisi pod sufitem i grozi"

Bogdanow
Fri, 3 Jul 2020 09:58:37
Nie wiedziałem!




 

Engine: Anvil 1.08   BS