NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2020-04-29, środa
Tagi:  Alba, varia, triptrop, hejt     
___________________________________

Z powodów oczywistych obrodziło w necie w "dzienniki czasu zarazy", nawet w moim skromnym bąbelku to widać. Może też przelecę się przez aktualności, bo czemu nie, ale raczej - dużym skrótem.

0.

Siedzę w domu "na postojowym-socjalnym" (furlough), już prawie miesiąc. Nie nudzimy się, mamy co czytać, oglądać, słuchać i w co grać. Nie chce mi się zbytnio pisać czy programować, nawet w samochodzie podłubałem niewiele, ot, leniwe wiosenne wakacje. Wiem, nie wszyscy mają taki komfort czy oszczędności, czy niskie potrzeby interakcji społecznej czy rodzinnej, ale - ja tylko zeznaję, jak jest.

1.

Z miesiąc temu czy nawet nieco wcześniej zauważyłem, że sporo ludzi w necie, zdaje się całkiem kumatych, nagle bawiło się w cyferki niczym przedszkolaki kredką świecową na płocie. To znaczy: ze szczątkowych i niepewnych danych publikowanych przez różne instytucje pod różnymi metodologiami, lokalnie i globalnie, usiłowali w zaciszu swoich exceli i foteli wnioskować a to o postępach epidemii, a to o jej parametrach, a to o strategiach jej zwalczania, itp. No trochę mi wtedy szczęka opadła. Znaczy, ja wiem, że ktoś tam usiłuje "coś zrobić" kupując tonę papieru toaletowego, inny wyliczając progresje i regresje, bo jedno i drugie zmniejsza nieco poczucie bezradności, ale jednak miałem opad szczeny do piwnicy, której nie mamy.

Jedyne co mi przychodziło wtedy do głowy w kontekście tych cyferek i takich pomysłów, to ew. zabawy w porównanie, które z rządów i instytucji publicznych kłamią wyraźnie inaczej w temacie epidemii, niż reszta kłamców. No może jeszcze w oceny jak się te kłamstwa zmieniają w czasie, odwzorowując strategie i "strategie" ograniczania epidemii. Ale nawet na to było wtedy za wcześnie.

Po miesiącu można by już się zabawiać w nieco bardziej uzasadnione przekomarzania i silne przekonania podparte excelem, dlaczego Polska kłamie inaczej niż UK i czy Polska bardziej przypomina Rumunię czy Francję. Albo jakie są mapy kłamstwa i polityki, w jakiejś ładnej przestrzeni czy metryce. Nawet można by do tego jakąś sieć neuronową zaprząc. Ale co mnie to obchodzi, tak naprawdę?

2.

Co epidemia i lockdown (a dokładniej - jakikolwiek duży kryzys) pokazuje jak zwykle, to jak wiele rzeczy i instytucji, zawodów i stanowisk itd. jest po prostu zbędnych. Nagle spory kawał gospodarki oparty na rozdmuchanych usługach leży i kwiczy; dzielni i wspaniali pracodawcy i przedsiębiorcy mogą się co najwyżej w chubek czuja cmoknąć a nie robić geszefty, pozbawieni pracowników i klientów; starsi karbowi biznesu i giełdowi młodsi specjaliści górnej świeczki futures (np. ropy...) mogą jutro zniknąć niczym po pstryku Thanosa z "Avengers" i nikt poza rodziną i przyjaciółmi tego nie zauważy, itd itp.

A co najsmutniejsze - jak już wszystko wróci mniej więcej do normy, to łże-narracja o niezbędności tego i owego oraz tych i owych też wróci w najlepsze, bo czemu nie, skoro przeciętna małpa naczelna łyka ten kit zupełnie bezrefleksyjnie.

3.

A propos wciskania kitu - niektórym się wydawało, że na tle epidemii nagle się ludzie zracjonalizują i będzie mniej mambo-dżambo antyszczepionkowego itp. bo strach przed chorobą przeważy, krążyły nawet memy o tym. Nieco się dziwiłem skąd ten pomysł, bo przecież "otchłań" ma się doskonale - ludzie nie zmienią rdzenia swojego światopoglądu od byle kryzysu, raczej go sobie wzmocnią i spolaryzują się jeszcze bardziej. Stąd, o ile w ogóle zauważam w swoim bąbelku, teoriospiskowe pierdoły o 5G, szczepionkach od Billa Gatesa, CZIPOWANIU PRAWDZIWYCH POLAKÓW !1!, itd. mają się doskonale a może i zataczają coraz szersze kręgi. No bo rok temu nikt jeszcze nie palił masztów 5G i nie bał się szczepionek OD ANTYCHRYSTA GATESA! oraz nie proponował picia i wstrzykiwania środków dezynfekcyjnych w prime time z najwyższej ambony imperializmu - a tu proszę, kryzys napędza; z ludzi nie mających o czymkolwiek pojęcia i "wahających się" w temacie takim czy owakim, robi ludzi zdecydowanych i gotowych do akcji. Nie żeby nagle zyskali pojęcie o czymkolwiek, ale zdecydowanie i konieczność "działania" - owszem.

4.

A propos Billa Gatesa - to jest jednak niesamowite jak w społeczeństwie trajektorie polityczno-światopoglądowe zawsze odchylają się wbrew intencjom inicjatorów. Tak jak np. prawicy piękne y dobre (ich zdaniem) idee konserwatywne ciemna masa elegancko odchyla w faszyzm, tak lewicy idee walki klasowej z bogaczami na tle epidemii (te wszystkie "zjedzmy bogatych", "skoro 30tys. dodatkowych trupów w konsekwencji braku lockdownu zdaniem bogaczy to nie problem, bo problem to lockdown, to może uśpijmy górne 3000 miliarderów i przejmijmy ich majątki - 10x mniejszy problem i będzie z czego sfinansować lockdown", itd itp) zaraz skręcają w mambo-dżambo new age podlanego teoriospiskiem. I nagle naród chce zjeść Gatesa, bo skoro bogaty + dłubie w szczepionkach to musi być żydowskim pachołkiem na żołdzie jaszczurów i coś knuć, BO SZCZEPIONKI, a nie np. Bezosa, który może i bogaty, ale zachowuje się "normalnie" i zrozumiale dla Kowalskiego czy Smitha, tj. nie daje faka ani centa na jakieś szczepionki, kręci lody na wysokich obrotach, dymając swoich niewolnych jeszcze bardziej niż przed epidemią i jeszcze śmie prosić o zrzutki dla wsparcia tychże niewolników...

Fajnie byłoby to opisać jakąś teorią wzorowaną na fizyce ruchu w polu grawitacyjnym, w przestrzeni o dostateczniej liczbie wymiarów, ale to zapewne SF, bo nie mamy do tego danych i aparatu pojęciowego. Ale byłoby fajnie.

5.

Inny a propos wciskania kitu - propaganda maskująca indolencję władzy i obecne braki zasobów I świata wszędzie taka śliczna. Nie wiem dokładnie jak w Polsce, bo nie śledzę, ale w UK te różne piękne hasła o "ochronie służby zdrowia" czy retoryka frontowo-wojenna o pracownikach służby zdrowia czy innych kluczowych (essential workers) jest powszechna i o ile mi wiadomo i o ile widać - naród to łyka jak wyżej, niczym małpa kit oraz roni łezkę i bije brawo. DKJP.

6.

Z odległej perspektywy nie widzę szczegółów polskiej polityki, poza grubymi przekrętami, jak walka o wybory 10 maja czy obchodzenie przez waadzę rocznicy smoleńskiej zupełnie niezgodnie z jej własnymi zaleceniami dla dziadów, pardą, obywateli (władza uwielbia przecież "spieprzaj dziadu") czy ogranym chwytem PiS "w Polsce każdą niewygodną kwestię da się medialno-politycznie zasłonić tematem cudzej macicy". Kiedy wpadamy na takie newsy z PL mamy umiarkowane "a co nowego" czy "wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie równiejsze".

Jedne co wydaje mi się nietypowe, to że zajob Kaczyńskiego i PiS na wybory w środku epidemii, pomijając "koszta" w zepsutym prawie i ew. dodatkowych paru tysiącach trupów, może okazać się mniejszym złem - przykład, co by było, gdyby Kaczyński nie miał wdrukowanej postawy demokratycznej czy nie bał się sięgnąć po dyktaturę, to zdaje się Węgry, z bezterminowym stanem wyjątkowym i wszechmocą dekretów Orbana. Morał jak zwykle jest, że nie wolno uważać, że jest źle, bo zawsze może być gorzej.

7.

Tutejszy lockdown jest umiarkowany i rozsądny w porównaniu z polskim, zdaje się. Nikt nie zmienia tu prawa ciemną nocą na kolanie, nie wprowadza drakońskich kar i grzywien, nie wysyła wsparcia dla policji, bez masek za to z bronią długą, na ulice, nie zamyka lasów czy parków. No ale i władza i obywatele mają tu nieco wyższe standardy niż PL. Niedużo wyższe, ale takie jest wrażenie.

7.

Obecnie coraz trudniej wybierać się na małe wycieczki po okolicy, bo gdzie się dało parkingi i zatoczki są zamknięte, przynajmniej taśmą, a w krytycznych miejscach gdzie nie ma bram a masówka z Glasgow łatwiej dociera, to i wjazdy zasypano gruzem itp. A chociaż nie uważam wszystkich posunięć tutejszej władzy czy lockdownu za trafione czy sensowne, i np. zakaz podjechania pod i wlezienia na jakąś górkę mam za niedorzeczny w niektórych miejscach i kontekstach, podobnej klasy jak niektóre znaki ograniczenia prędkości czy polskie pomysły z zamykaniem lasów, to nie jestem aż takim dzbanem, żeby robić siarę i np. stawać w cudzej wsi komuś pod domem, skoro zatoczki i parkingi pozamykane. Stąd zostają raczej wycieczki piesze (bo nie mamy rowerów pod ręką) krótkiego zasięgu, co też miłe a nadal legalne. A pogoda była wiosenna i śliczna, przez parę tygodni.

Np. tydzień temu wlazłem w końcu po 7 latach na dosyć niską (427m) acz stromą górkę Dumgoyne, charakterystyczny garb, widoczny z połowy Glasgow (na północ) i z połowy "naszej" doliny (na południe), od Loch Lomond gdzieś prawie pod Stirling.

Strathblane and Ben Lomond

(Widok na północ, Dumgoyne stożkowa na środku, lekko w prawo; na dole wioska Strathblane, na horyzoncie Loch Lomond po lewej i góra Ben Lomond, nagłówek bloga mniej więcej wycinkiem tego widoczku. Źródło (zdjęcie z samolotu rejsowego): Creative Commons - © Thomas Nugent - geograph.org.uk/p/1197092 )

Dojście do podnóża górki (okolice gorzelni Glengoyne) od nas z domu to godzinny lajtowy spacerek. Natomiast wejście na samą górkę już takie lajtowe nie jest, szczególniej dla grubasa w marnych butach...

Dumgoyne path

Ścieżka jest szerokości 40cm a na gładkiej podeszwie bardzo niefajnie zjeżdża się po tym żwirku (w niektórych miejscach łatwiej mi było po trawie, niż po ścieżce). A w innych miejscach są wydeptane w ziemi i skałkach "stopnie" i trza włączać tzw. 4x4, bo nachylenie jest jak na zdjęciu powyżej albo i nieco większe. Ale dałem jej jakoś radę, skądinąd na mokro czy po śniegu ta górka byłaby dla mnie raczej nie do zdobycia, nawet w porządnych butach.

Dumgoyne top

Na szczycie marker i widok na prawie całe Glasgow no i na "naszą" dolinę w stronę Loch Lomond, Trossachs aż po miasteczko Callander mniej więcej. Widok na Stirling i na wschód zasłania pasmo wzgórz Campsie Fells, których Dumgoyne jest skrajnym niskim "odpryskiem" ("masyw" Campsie ma 500-570m wysokości).

Dumgoyne view - Loch Lomond, Ben Lomond

Zlazłem nieroztropnie kawałkiem stromej "ścieżki" na skróty, którą się raczej nie schodzi, ale zjeżdża na tyłku. A w części niższej wolałem kontrolowane dreptanie po kępach trawy niż ten ryzykowny żwirek na ścieżce, na którym mi podrywało stópki. Ogólnie, nie wywaliłem się na ryj, co poczytuję za osobisty sukces; do domu doczłapałem, rekonwalescencja zajęła zaledwie drobne parę dni. A po drodze powrotnej zrobiłem chyba jedną z najbardziej szkockich fotek (nagłówek bloga jest w tej samej osi, tylko z punktu parę km. dalej na północ):

Scotland

Podsumowując cytatem z "Seksmisji": "JUTRO TEŻ WAM UCIEKNIEMY!".





zz_top
Wed, 29 Apr 2020 10:39:39
@teoria wzorowaną na fizyce ruchu w polu grawitacyjnym, w przestrzeni o dostateczniej liczbie wymiarów
Could you elaborate it? To naprawdę może być fajne :-)


cmos
Wed, 29 Apr 2020 20:43:15
Ja pracuję cały czas, tyle że teraz z domu. Projekt jest tak ważny dla klienta, że nie może być przerwany. Ponieważ robię w tym projekcie za architekta, to nawet sprzętu w domu nie potrzebuję i wszystko może iść zdalnie. Ma to swoje zalety - nie tracę godziny dziennie na dojazdy i oszczędzam na paliwie.
Rozbawiło mnie natomiast, jak zarząd korpo zarządził żeby wyższe managerstwo w ramach solidarności z załogą na lockdownie zrezygnowało z 20% wypłaty, i w paru oddziałach się nie zgodzili :-)

Boni avatar Boni
Thu, 30 Apr 2020 00:38:00
@cmos

Tia, "solidarność menagemendu korpo z załogą", wzorcowy oksymoron, przynajmniej dla obecnej fazy.

U mnie nagła zmiana zaszła dzisiaj i początek notki zaraz będzie nieaktualny, bo od poniedziałku oficjalnie wracam do roboty - poważny klient robi fartuchy dla służby zdrowia i rozbudowuje gwałtownie ten dział, tylko, że maszynami ze szrotu; 4 właśnie koledzy instalują, 4 dojadą w poniedziałek. A sterowanie wszystkiego to podobno archeologia i to paru generacji, będzie trza kurcgalopem ponaprawiać (bo szrot), podłączyć (bo pewnie demontaż okablowania itp. zrobiono siekierą) i zmodernizować (bo szrot).

@zz_top, zwariowane teorie społeczne

No wyobraziłem sobie o 3am model społeczeństwa, jako coś a la rój meteoroidów (wzg. małych grup społecznych?), lecący w próżni przez skomplikowany układ wielu mas ("gwiazd" czy "planet"), tj. skomplikowaną czasoprzestrzeń. Wielkie masy odchylają trajektorię drobnych meteoroidów - reprezentują światopoglądy, mody, wyzwania i potrzeby, itd; jedne zostają "w tyle" i ich wpływ maleje, inne pojawiają się "w przodzie", niektóre są tak wielkie acz odległe, że ich wpływ jest prawie stały, inne małe i lokalne w czasie, ale zawsze mogą być bardzo różne w masie, tj. wpływ może być lekki albo kolosalnie "zakręcić" cały rój, albo np. rozwarstwić go na części. Ale ich wpływ zależy też od parametrów meteoroidów, tj. tych kwantów czy kawałków modelu, lecących w przyszłość. Cały rój leci w miarę spójnie, powiedzmy że na razie odkładam na bok różnice prędkości (lub są niewielkie) i podejście relatywistyczne. Układ (czy prościej przekrój) roju "wstecz" powinien zgadzać się z danymi historycznymi, aktualny pokazuje stan społeczeństwa w chwili obecnej, na trajektorii "w przód" można se ustawiać tarcze, tj badać przekroje, które pokazują przyszłość.

Problemów jest z tym mnóstwo, na początek wymodelowanie z jakichś normalizowanych danych "roju" i "planet". Sprawdzenie, czy w ogóle fizyka takiego modelu choć trochę zgadza się z danymi historycznymi (socjolo, ekonomo, demografo, i dowolnymi). Nie znamy istotnych "planet" w przyszłości naszej trajektorii (tj. wszelka futurologia ssie pałę, w tym wydaniu też). Mówię o przestrzeni 3D z przekrojem 2D, bo to potrafię opowiedzieć w jednym akapicie tak, żeby ktoś zrozumiał o co mi idzie, ale intuicyjnie, potrzebne byłyby przestrzenie znacznie wyższego rzędu n, więc głowa boli, oraz użyteczność "układu" czy "przekroju" roju rzędu n-1 jest dla nas raczej niewielka. Itd itp.

No i na deser, pewnie okazałoby się, że i tak w paradę wlezie co najmniej chaos deterministyczny, zupełnie jak w problemach wielu mas w lotach kosmicznych itp. czyli drobne zmiany warunków w t0 układu jako takiego, albo brzegowych modelu, powodują w krytycznych momentach trajektorii kolosalny rozrzut wyników "w przód", tj. w przyszłości t0+ileśtam. Czyli że w astronautyce powiedzmy dwa ostre slingszoty po Układzie Słonecznym bez korekty mogą wyprowadzić sondę na piękną orbitę Saturna, albo w pizdu minąć go zupełnie, albo trafić go w tarczę; ekwiwalentem w socjonautyce byłoby, że jakiemuś K.M. Arksiowi wychodzi niezbicie, że rój społeczny trafi za 150 lat w tarczę "globalizm", tylko że wyszło mu że 90% trafi w rejon tarczy opisany jako "komunizm", a tak naprawdę trafiło w "neokapitalizm".

zz_top
Thu, 30 Apr 2020 08:27:30
@teorie społeczne
Heheheh, tak myślałem, że będzie fajnie poczytać. Modelowanie układów nieliniowych to dla mnie kosmos - czyli analogia całkiem słuszna. Jak na studiach broniłem się z modelowania produkcji to przecież głowa bolała od układu mającego banalne kilkanaście zmiennych (większość liniowych), z doskonale znaną metryką (o co w modelu takim jak opisujesz byłoby baaaaardzo trudno), z bardzo porządnie zgromadzonymi historycznymi danymi statystycznymi opisującymi każdą zmienną (socjologia i porządnie zgromadzone dane - pffff...) i to wszystko w debilnie łatwym w obsłudze sofcie stworzonym do tego właśnie celu. Próba wymodelowania inputu do systemu tak, żeby dawał parametry rozkładu zbliżone do obserwowalnych w rzeczywistości kosztowała mnie kilka nieprzespanych nocy. Podobnie jak to trochę w ostatnim akapicie poruszyłeś - indeterminizm świata naturalnego jest cholernie trudny do wymodelowania :-)

janek.r
Thu, 30 Apr 2020 09:02:56
Ja pracuję z domu, dzięki czemu wstaję 45 minut później, "wracam" do domu 45 minut wcześniej i odwalam więcej pracy, bo rozpoczynając nie jestem wyżęty dojazdem.
No i nie muszę biegać z pokoju 300 metrów do toalety...
Do tej pory było to niemożliwe, bo szefowa nie lubi pracy zdalnej.

cmos
Thu, 30 Apr 2020 11:16:41
@janek.r
"No i nie muszę biegać z pokoju 300 metrów do toalety... "

A mi tego brakuje - 3 razy do toalety w ciągu dnia i dwa kilometry na piechotę zrobione. Siedząc w domu a parę kroków od toalety tyję z braku ruchu.

janek.r
Thu, 30 Apr 2020 11:55:42
Też tyję. Co 20 minut robię sobie przerwę i już chcę wypisać na szybie w kuchni: NIE PODŻERAĆ W CZASIE PRZERWY.
Kupie sobie rowerek, chociaż boję się jeżdżenia w masce.

zz_top
Thu, 30 Apr 2020 12:13:05
Zamontuj sobie próg zwalniający w postaci wagi łazienkowej przed lodówką :-) Może zadziała...

Thu, 30 Apr 2020 12:44:29
A dla mnie praca zdalna to totalna mordęga.
Po pierwsze, nie mam warunków (3 pokoje, 5 osób, z czego 3 to dzieci).
Po drugie, męczy ten brak psychicznej granicy między pracą a domem.

Sfrustrowany_Adiunkt
Thu, 30 Apr 2020 13:25:34
@teorie społeczne

Oj, ile bym dał za taki model. Może nerkę nie ale dużo. Sęk w tym że jest za mało danych - co jest problemem nauk społecznych (żeby było śmieszniej - w najmniejszym stopniu socjologii) , nie tyle nawet jakość samych danych ale ich rozproszenie i brak ciągłości i rozproszenie. Są projekty mające szersze ambicje ale są one wciąż wyrywkowe. Grantoza i punktoza też nie zachęca do długich projektów z których gromadzi się same dane i kończy się tym że najprościej jest machnąć kolejny przyczynek czy case study i tyle. I nie mamy nauki - z dużym zasobem danych, pamięcią instytucjonalną tylko kolekcję publikacji. Fajnie, ale chyba nie oto chodzi.

@praca zdalna

Akurat miałem tego fuksa że częściowo i tak pracowałem z domu - ale dydaktyka zdalna to koszmar. Problemy techniczne, systemowe oczekiwania aby zajęcia były 1:1 odpowiednikiem zajęć normalnych tylko przez sieć (hahahahahaha) - daje się ogarnąć i czasem zrobić fajne rzeczy ale kosztem sporego wysiłku. Na zrobienie zajęć w takim formacie potrzeba 2-3 razy więcej czasu niż normalnie. A tymczasem już padają hasła "gdzie wasze publikacje, przecież nie musicie jeździć do pracy". Wspominałem już coś o grantozie? ;-)

Boni avatar Boni
Thu, 30 Apr 2020 15:58:52
@praca zdalna

W sumie tydzień zaledwie przepracowałem zdalnie, i faktycznie, pewien problem psychologiczny z granicą scarum/profanum ;D istnieje, oraz warunki też mam nieszczególne (za bardzo zagracona chata, nie mam gdzie wcisnąć dodatkowego biurka w sypialni, itp), no ale nie mam jakiejś trójki dzieci pod bokiem itp. więc daleko do nieszczęścia.

@próg zwalniający przed lodówką

Oj tak, tyje się. Niby aktywności fizycznej w moim słowniku i tak prawie nie ma, ale jakoś w tym roku udało mi się wypracować jakby działający schemat posiłków i niepodjadania, itd. no i po miesiącu w domu oczywiście już poszedł się walić; bo przecież sam schemat snu-czuwania zrobił się z czapy...

@modele socjonautyki czy innych psychohistorii

Bardziej serio IMHO na pewno dane "znormalizowane" i "równe" to jest duży problem, nawet za ostanie dekady, o czasach dawniejszych nie mówią. Drugi to niezbędna acz żenująca futurologia wpisana w takie modele. Trzeci to jak wyżej, indeterminizmy różnego kroju i kontekstu. Dlatego rzuciłem to jako "fajne SF" a nie jako propozycję programu badawczego ;)

laisar
Fri, 1 May 2020 18:13:56
@janek.r "Kupie sobie rowerek, chociaż boję się jeżdżenia w masce"
No to stacjonarny.

JoP332
Sat, 2 May 2020 17:39:32
Niestety, tyje się. Głównie dlatego, że człowiek próbuje rekompensować brak jakichkolwiek wyjść dobrym żarciem w domu (słodki Jezu w morelach, jakie my cuda teraz w domu gotujemy), ale też dlatego, że z początkiem lockdownu zamknęli nam pole golfowe, a zaraz potem lasy, więc nasze jedyne aktywności (Nordic i golf) odpadły.

Lasy już otwarte, ale jest w nich fciul ludzi (dziś byliśmy), którzy mają gdzieś jakieś zasady (może jesteśmy dziwni, ale wciągamy maseczki na pyski, jak zbliżamy się na wąskiej ścieżce do grupy innych ludzi).

Pole otwierają jutro, z masą śmiesznych nowych reguł (nie wyciągać flag, żeby nie dotykać masztu, bunkry zagrabiać kijem albo nogą, żeby nie dotykać grabi, za złamanie reguł jest natychmiastowy wylot z pola). Będzie zabawnie.

Bogdanow
Sat, 2 May 2020 23:06:27
Zabawne, ale od drugiej dekady marca pracuję z domu i schudłem 4 kg, po raz pierwszy od lat (do tej pory kierunek był w drugą stronę, niestety). Ale mam poczucie że to świadczy przede wszystkim o badziewności korporacyjnej stołówki.

JoP332
Sun, 3 May 2020 15:20:43
@Bogdanow

Ludzie zwykle chudną jak zaczynają pracować z domu. Na mieście jest dużo pokus, od kawy na wynos przez drożdżówki i mufinki oraz kanapki od Pana Kanapki po obfite lanczyki (zazwyczaj 2 dania w cenie zestawu), a przy odrobinie planowania są lepsze niż w biurze możliwości przygotowania sobie jakiegoś zdrowego żarcia bez dużych nakładów pracy.

charliebravo
Mon, 4 May 2020 11:43:17
@praca zdalna
Pracuję zdalnie od trzech lat z górą. Jest mnóstwo plusów (nie marnuje się czasu na dojeżdżanie, większa elastyczność zwłaszcza z komunikatorem na telefonie, można mieć różne rzeczy "po swojemu", można mieć wypłatę "zachodnią" w PL, można być gdzie się chce, etc). Są i minusy. Dzieci i ciasny dom, oczywiście. Brak separacji między pracą i odpoczynkiem też (chociaż ja tego nigdy nie miałem, no bo o programowaniu można myśleć gdzie bądź). Dla mnie (ale dla innych "zdalnych" kolegów też) problemem był jeszcze "odbiór pracownika w sytuacji braku postępów".

No bo jak wszystko idzie dobrze, powiedzmy jeden commit dziennie ląduje w repozytorium to wszystko fajnie, i nie ma problemu z odpowiedzią na pytanie "co zrobiłem dzisiaj". Gorzej w sytuacji "debuguję tego crasha od dwóch tygodni" albo "usiłuję uruchomić ten enkoder od miesiąca". Jakbym był w biurze, toby widzieli że pracuję, i że mam problem. I byłoby łatwo pokazać - "zobaczcie, to normalnie działa, jest ciężko reprodukować problem/zrozumieć stacktrace'y/whatever". Ale nie jestem...

Żeby było jasne, powyższe to nie problem który kiedykolwiek rzeczywiście miałem, as in "szef pyta czemu się obijam od miesiąca". Nigdy nie. Ale (auto)presja bardzo rośnie w takich sytuacjach i jest niefajnie.

Jeszcze: właśnie zmieniłem pracę, i przekonuję się że wiele zależy od firmy i procedur (duh). W poprzedniej firmowy Slack huczał ruchem, miałem większość kanałów pouciszanych bo się pracować nie dało. Tutaj jest kompletna cisza, na razie mówię do siebie przez większość czasu. Dziwnie. Ciekawe czy to czasy zarazy, czy po prostu niewypracowania - firma dopiero zaczęła pracować ze zdalnymi ludźmi...

Korba
Tue, 5 May 2020 16:29:20
Ja mam chyba najdłuższy z Was wszystkich staż pracy zdalnej - ponad 20 lat (choć, niestety, stale za polskie pieniądze ;) ). No i nadal miewam kłopot z rozdzieleniem sfery służbowej od prywatnej. Z wagą nigdy nie miałem problemów, więc tu Wam nic ciekawego z perspektywy mojego doświadczenia nie powiem.

Jednak w obecnej sytuacji coraz bardziej brakuje mi okresowych wyjazdów do odległej o 100 km firmy (która w normalnych czasach była prawie w całości stacjonarna) i bezpośrednich spotkań z fajnymmi ludźmi, którzy w niej pracują. Ba, do jakiegoś klienta na drugim końcu Polski też chętnie bym pojechał.

JoP332
Fri, 8 May 2020 12:35:01
Z innej beczki, a propos epidemii: z niejakim rozbawieniem i Schadenfreude obserwuję, jak branża motoryzacyjna się wywaliła o własne buty na „just-in-time”, kanbanach i wszystkich takich cudach, bo jak *ebło, to wszędzie, jako że nikt nigdzie nie trzyma żadnych zapasów magazynowych i teraz zakłady X, które teoretycznie mogłoby pracować, nie mogą, bo potrzebują dynksa wytwarzanego przez Y, gdzie jest jeszcze pełny lockdown, i tak dalej, i tak dalej.

Boni avatar Boni
Sat, 9 May 2020 09:41:50
@JoP, just-in-time w kryzysie

Mnie to już niezbyt rusza w kontekście covid, no bo prawie od 20 lat mam nieco na pieńku z lean, just-in-time itp. w kontekstach zarządzania ryzykiem i produkcją vs. utrzymanie ruchu i awarie. Bo to co piszesz to jest skala makro dla globalizacji w kryzysie, ale przecież ja mam to na co dzień, od dekad i co chwilę, w skali mikro (że zesrała się maszyna czy linia, a przecież w lean fabryce już nie ma ani przed nią, ani za nią praktycznego bufora, większego niż paleta, czy coś w podobie; więc za chwilę stoją procesy "za" tą maszyną, a za dwie chwile "przed" tą maszyną) a czasem widywałem w skali mini (wyp... się ciężarówka z częściami, i ktoś musi zawieść natychmiast małe pudełko produktu z PL do Francji corollą, bo magazynu we Francji ni ma, a klient zara eksploduje; albo ktoś coś pomylił na małym skośnookim komputerku, statek przywiózł złe dynksy i nagle "warto" kilkaset kilo śrubek czy inne droselklapek wysłać samolotem...).

Dyskutowałem takie różności z menadżerami różnego szczebla itp. z 15 lat temu, nawet z kumatymi, którzy rozumieli zagadnienie i dlaczego to ocena i wycena ryzyka, ale w sumie przestałem, bo nawet kumaci nie chcieli badać tego rzetelnie wbrew szefom i trendom, a niekumaci i wierchuszka, wiadomo, jak grochem o ścianę. A wszyscy i tak kończą dysząc mi na plecach kiedy grzebię(-my) w maszynach "aaaleee zrób coś, bo tam 150 pracowników siedzi z założonymi rękami i czeka na części, ale bo klient, aaalee..." i co mam wtedy prezesom powiedzieć, "A NIE MÓWIŁEM, ĆWOLU, ŻE MAGAZYN BUFOROWY ZA TYM SZROTEM KTÓRY WIĄŻEMY SZNURKIEM I DUKTAPĄ, PRZYNAJMNIEJ NA JEDNĄ ZMIANĘ PRODUKCYJNĄ, TO DOBRY POMYSŁ?". Zresztą, mówiłem i tak, może bez "ćwola", zmiany zachodziły w bólach i trudach, i może w 1% przypadków.

Z innej beczki, co widzę zawsze, ale w kontekście covid nieco bardziej, to ten efekt psychologiczny, że ludzie przeważnie nie rozumieją, ile zawdzięczają "sobie" a ile "środowisku". Ci wszyscy janusze biznesu, co to się dorobili własnymi rękami (na wyzysku w zderegulowanym rynku pracy); genialni banksterzy czy brokerzy (kręcący niemoralne lody na zderegulowanych rynkach finansowych); wspaniali ludzie z IT, genialni dopóki wszystko działa itd itp; czy ogólniej wszyscy, bo to przecież powszechny błąd poznawczy czy samooceny. Nawet miałem wspomnieć w notce, ale uznałem, że to zbyt trywialne, bo "a co nowego", poza tym, że w czasach kryzysu jak covid czy 2008 czy 2001 lepiej widać i łatwiej powiedzieć "sprawdzam" i badać, na ile sukces danego człenia sukcesu jest "jego", a na ile zależał od tego wszystkiego w koło, co się właśnie zesrało.

zz_top
Sat, 9 May 2020 15:26:03
@co kto komu lub czemu zawdzięcza
No z ust mi to wyjąłeś! Pisałem, że moja firma dzięki kryzysowi i nieco zbyt nerwowym reakcjom klientów, miała olbrzymią ilość roboty, a co za tym idzie zyski też były za I kwartał olbrzymie. Wyobraź sobie, że niektóre pacany, menageiros z bożej łaski, zaczęły sobie nawzajem gratulować i się chwalić, jak to "daliśmy radę" i "jesteśmy da best". Mistrzowie zarządzania kryzysowego rrwwaa ich mać! NICZEGO sobie nie zawdzięczają, tylko ewentualnie sytuacji, a prężą dumnie klaty, jakby to dzięki nim wynikły takie rezultaty. Jeśli już to ich zasługą jest to, że szeregowi pracownicy musieli zmagać się z nadmiarową robotą w tak samo kijowo zorganizowanej, nieefektywnej organizacji jak zwykle. Operatorom, owszem należy się pochwała a nawet docenienie ich wysiłku, bo to dzięki nim udaje się jakoś ogarnąć ten pożar w burdelu z jakim mamy do czynienia obecnie...

Bogdanow
Thu, 14 May 2020 20:39:17
Na pytanie co można odpowiedzieć dyszącemu szefowi jest tylko jedna odpowiedź poprawna, ale za to bardzo uniwersalna: kasa, panie kierowniku, kasa. Podwyżka, premia, you name it, ale bardzo, bardzo mi jest potrzebna ekstra kasa.

Boni avatar Boni
Fri, 15 May 2020 09:21:58
@Bogdanow

True, ale to jest akurat, w moim wydaniu, stały temat, że tak powiem ;) w duchu tamtej notki o pracy najemnej. A podnoszenie tematu podwyżki itp. akurat przy zepsutej maszynie czy innej "akcji bojowej" we firmie moim skromnym zdaniem ma pewne wady dołożone do zalet, w kontekście "gry w podwyżkę"; bo niby jest zaleta naoczności i związek przyczynowo-skutkowy chwyta nawet bardzo tępy menedżment, ale jest wada, że chwyta też zaraz ideę "powinienem płacić zasobom ludzkim w sensie "o dzieło", a nie "o pracę", po co ja im w ogóle płacę w przerwach między projektami/awariami/akcjami?". Oraz nikt nie lubi stawiania w pozycji szantażu a la bohater "Maski" vs. mechanik samochodowy, że zostawiasz samochód na wymianę oleju, a nagle się okazuje, że silnik leży rozebrany na stole i meches mówi, że trzeba dopłacić kazylion monetek. I nawet jeśli wiadomo, że to wina kierowcy, bo zarżnął silnik bez oleju, to płatnik może mieć nieuzasadnione ale istotne poczucie wykiwania czy szantażu, że "miała być stówka a jest 1000". A to nie pomaga.

Stąd co do negocjacji podwyżki itp. polecam inne czasy i miejsca, niż przy rozgrzebanej maszynie, która zatrzymała 1000 osobową fabrykę czy w tp. stresach... ale trzeba menedżmentom ciągle przypominać o tematach, i do tego m.in. przydaje się motyw "robicie kolejny kawałek lean, wkoło kolejnego złoma, który staje dęba raz na tydzień? fajosoko, będę ZNOWU WAM DUPĘ RATOWAŁ, na kolejnym kawałku produkcji, TAK JAK WTEDY i WTEDY. A propos ratowania dupy z ostatni rok, gdzie moja podwyżka?".

k.kisiel
Fri, 15 May 2020 09:53:21
Popieram Boniego. Negocjować trzeba na spokojnie a nie wtedy kiedy trzeba walczyć z pilną awarią. Podnoszenie sprawy podwyżki kiedy ważny proces stoi pachnie szantażem a tego nikt nie lubi. To może spowodować że podziękują za współpracę żeby przy następnej awarii mieć kogoś kto się nie indyczy tylko naprawia tak szybko jak się da.

Bogdanow
Fri, 15 May 2020 11:45:24
To prowadzi wprost do podejścia: moglibyśmy wydać pół bańki żeby kupić maszynę taką co nie pada, ale wydamy czterysta siedemdziesiąt pięć na taką troszkę tańszą bo Grzesio zawsze naprawi w minutę osiem, a Grzesio spoko chłopak, nigdy się indyczy, tylko naprawia na poczekaniu. Nie bądźmy Grzesiami.
Największy problem, że ląduje w pozycji kolesia który zawsze ma naprawić, i stopniowo zamiast faktu że problemem jest głupi proces/kiepski sprzęt/itp to problemem staje się Grzesio naprawia czterdzieści minut a dwadzieścia jak ostatnio.
I w efekcie: ale w sumie to z tą podwyżkę to nie wiem, bo ostatnio przestoje były i trochę to długo trwało, całe to naprawianie. Może zróbmy tak: w przyszłym kwartale, jak się będziesz sprężał z awariami, to podwyżka na pewno będzie!
Inna sprawa że też się stałem mądry w PEWNYM_WIEKU, jak już rzuciłem papierami w miejscu pracy i się okazało ze nagle instytucja za 20h serwisu miesięcznie, chce i może mi zapłacić więcej niż NIE_DAŁO_SIĘ dać podwyżki. Więcej stawki godzinowej niż miało być tej podwyżki.

charliebravo
Fri, 15 May 2020 17:45:26
@kiedy negocjować podwyżkę
Cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych. To wszystko zależy jakim rodzajem idioty jest koleś, na którego tak nacisnąć w krytycznym momencie. Są i tacy, którzy uniosą się "honorem", wywalą każdego kto się postawi, a potem będą udawać, że wszystkie problemy to nie ich wina, tylko wyrzuconego (no bo nie chciał współpracować). BTDT.


Korba
Fri, 15 May 2020 22:49:03
@ Ludzie niezastąpieni i pieniądze
Jakiś czas temu miałem w pracy okres, gdy usiłowali ze mnie zrobić kształconego menedżera (niezbyt wysokiego szczebla), więc obijałem się po różnych kursach. Mam wrażenie, że na większości z nich przewijały się dwie nauki: po pierwsze - nie ma ludzi niezastąpionych, po drugie - podwyżka motywuje słabo i na krótko (ale zbyt małe pieniądze skutecznie demotywują).

Boni avatar Boni
Sat, 16 May 2020 00:56:33
@Bogdanow

Ja się zgadzam co do zasady, dlatego napisałem "true" i że temat jest stały; tylko strategię negocjacji "bonusa" bezpośrednio przed, czy w trakcie, gorącej "akcji" znajduję niedoskonałą.

@nie ma ludzi niezastąpionych

Tak dokładniej IMHO, to prawie nie ma pracowników niezastąpionych. Ale czasem okazuje się, że danego pracownika musi zastąpić dwu czy trzech pracowników, albo "skończona liczba stażystów".

Codiac
Sat, 16 May 2020 02:23:20
@nie ma ludzi niezastąpionych

Jakoś z pięć lat temu w moim korpo usłyszałem pewną anegdotkę o człowieku "niezastąpionym".
Nasz zespół miał już wtedy bardzo dobrze opracowany model współpracy z odpowiednikami z USA i Indii, dzięki czemu mogliśmy sobie zapewniać wsparcie w niestandardowych godzinach. Działało to całkiem znośnie m.in. dlatego, że wszystkie hasła mieliśmy wprowadzone do dedykowanego systemu i wiedzieliśmy jak je stamtąd wyciągać gdy były potrzebne, mieliśmy dokumentacje różnych procesów czy specyfiki konkretnych serwerów.
Ale jeden z naszych szefów poszedł w górę i dostał pod siebie kilka innych zespołów. Ich współpraca między regionami praktycznie nie istniała, ale to nic, bo ich podejście do dokumentowania procedur i informacji było... no właściwie to bardziej go nie było. W jednym z tych zespołów był gość, który siedział tam od dawna i wszystkie hasła i nietypowe rzeczy miał w głowie. Jak inni potrzebowali a sami nie wiedzieli to uderzali do niego.
Aż pewnego dnia nie zjawił się w pracy. Okazało się, że w nocy umarł. Oczywiście szkoda człowieka, ale to każdego czeka. Natomiast nie każdemu się wywala cała baza wiedzy i giną prawie wszystkie hasła, bo jedyna osoba która je znała już nikomu ich nie poda.

Boni avatar Boni
Sat, 16 May 2020 14:25:43
@Codiac

No ale to nieco inny kontekst, że jakaś organizacja jest aż tak nieogarnięta, że wszystko literalnie wisi na jednym człowieku. Dla mnie to nie jest normalny kontekst rozważań jw., czy i kiedy pracownik jest niezastąpiony. Coś jakby - możemy se rozważać szrotwageny, ale przecież nie interesuje mnie patologia w stylu "Nie używaj szrotwagena, znajomy się rozpieprzył szrotwagenem - wiedział że ma w kole urwane 4 na 5 śrub mocujących koło, ale jeździł se spoko. Do czasu.".

BTW chyba jedyny raz kiedy zwolnienie kogokolwiek nieco zależało ode mnie i rekomendowałem wyniesienie kolesława na kopach, to było ze 25 lat temu, kiedy kolega-automatyk zmienił na nocnej zmianie hasła developerskie do SCADA itd. dużego systemu chłodniczego (rzędu 1MW w sprężarkach amoniaku) i se poszedł do domu po prostu. Rano byliśmy w dosyć czarnej dupie, bo potrzebowałem coś tam grzebnąć, a tu zonk; kontaktu z nim nie było, już nie mówiąc, ile kosztowałoby, gdyby zaginął i trzeba było wezwać serwis z USA. Jak się zjawił w robocie był wielce zdziwiony, że ja (brygadzista) i kierownik działu jesteśmy żądni krwi. A hasła zmienił, bo okazało się, że wszyscy operatorzy SCADA je znają, i grzebią tam gdzie nie powinni. Więc nawet miał dobry powód, ale na pytanie, czemu nie zostawił mi w biurze notki, wpisu w dzienniku itp. czy jaki wg. niego miał być plan zapasowy, jakby np. rozp... się w drodze z/do pracy swym szrotowatym maluchem (bo jeździł tą samą trasą i podobnym szrotem, jak ja w notkach "pieczarki") nie potrafił udzielić jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi. Akcja nie była pierwszym czy jedynym powodem, żeby się z nim rozstać, ale jednak głównym i bezpośrednim; powiedzmy, była to kropla, która przepełniła kufel.

W moim świecie tak to wyglądało mniej więcej już ok. 1995, jak byłem młody i głupi, więc to co opisujesz, to mi się nie mieści w pale po prostu.

Codiac
Sat, 16 May 2020 18:27:22
To był przykład że dla niektórych firm/organizacji istnieją ludzie niezastąpieni po prostu dlatego, że same te organizacje są tak strasznie nieogarnięte.

I wierz mi, mnie też się nie mieściło w głowie, że można w ten sposób działać. Zresztą nie bez powodu to nasze standardy miały przechodzić do nich, a nie na odwrót.
Ja też jako młody, głupi informatyk lokalny, bazujący głównie na wiedzy zdobywanej praktycznie i powoli wydzieranej ze studiów wiedziałem, że do serwerów musi być dostęp w razie gdyby coś mi się stało. Dlatego przy każdej zmianie haseł oddawałem dyrektorowi do sejfu zaklejoną kopertę z nowymi hasłami. No ale jak widać są ludzie, nawet nie to że dla których takie rzeczy są nieoczywiste, ale których to nigdy nie ugryzło w miejsce, gdzie plecy tracą swą nazwę (albo ugryzło, ale nie wyciągnęli wniosków).

janek.r
Sat, 16 May 2020 20:58:53
Kiedyś instalowałem sieć Novella w małej firmie, po czym spytałem się jednego z wyższych rangą pracowników, komu zostawić hasło w kopercie. No, chyba mnie, odpowiedział. Po kilku dniach awantura - dlaczego nie zostawiłem hasła. Więc wyjaśniam co i jak i co się okazało - było dwóch kierowników, którzy konkurowali ze sobą o to, który jest ważniejszy.
Potem były do mnie pretensje, dlaczego zostawiłem hasło temu, a nie tamtemu, ale cała impreza i tak upadła...




 

Engine: Anvil 1.08   BS