Z powodów oczywistych obrodziło w necie w "dzienniki czasu zarazy", nawet w moim skromnym bąbelku to widać. Może też przelecę się przez aktualności, bo czemu nie, ale raczej - dużym skrótem.
0.
Siedzę w domu "na postojowym-socjalnym" (furlough), już prawie miesiąc. Nie nudzimy się, mamy co czytać, oglądać, słuchać i w co grać. Nie chce mi się zbytnio pisać czy programować, nawet w samochodzie podłubałem niewiele, ot, leniwe wiosenne wakacje. Wiem, nie wszyscy mają taki komfort czy oszczędności, czy niskie potrzeby interakcji społecznej czy rodzinnej, ale - ja tylko zeznaję, jak jest.
1.
Z miesiąc temu czy nawet nieco wcześniej zauważyłem, że sporo ludzi w necie, zdaje się całkiem kumatych, nagle bawiło się w cyferki niczym przedszkolaki kredką świecową na płocie. To znaczy: ze szczątkowych i niepewnych danych publikowanych przez różne instytucje pod różnymi metodologiami, lokalnie i globalnie, usiłowali w zaciszu swoich exceli i foteli wnioskować a to o postępach epidemii, a to o jej parametrach, a to o strategiach jej zwalczania, itp. No trochę mi wtedy szczęka opadła. Znaczy, ja wiem, że ktoś tam usiłuje "coś zrobić" kupując tonę papieru toaletowego, inny wyliczając progresje i regresje, bo jedno i drugie zmniejsza nieco poczucie bezradności, ale jednak miałem opad szczeny do piwnicy, której nie mamy.
Jedyne co mi przychodziło wtedy do głowy w kontekście tych cyferek i takich pomysłów, to ew. zabawy w porównanie, które z rządów i instytucji publicznych kłamią wyraźnie inaczej w temacie epidemii, niż reszta kłamców. No może jeszcze w oceny jak się te kłamstwa zmieniają w czasie, odwzorowując strategie i "strategie" ograniczania epidemii. Ale nawet na to było wtedy za wcześnie.
Po miesiącu można by już się zabawiać w nieco bardziej uzasadnione przekomarzania i silne przekonania podparte excelem, dlaczego Polska kłamie inaczej niż UK i czy Polska bardziej przypomina Rumunię czy Francję. Albo jakie są mapy kłamstwa i polityki, w jakiejś ładnej przestrzeni czy metryce. Nawet można by do tego jakąś sieć neuronową zaprząc. Ale co mnie to obchodzi, tak naprawdę?
2.
Co epidemia i lockdown (a dokładniej - jakikolwiek duży kryzys) pokazuje jak zwykle, to jak wiele rzeczy i instytucji, zawodów i stanowisk itd. jest po prostu zbędnych. Nagle spory kawał gospodarki oparty na rozdmuchanych usługach leży i kwiczy; dzielni i wspaniali pracodawcy i przedsiębiorcy mogą się co najwyżej w chubek czuja cmoknąć a nie robić geszefty, pozbawieni pracowników i klientów; starsi karbowi biznesu i giełdowi młodsi specjaliści górnej świeczki futures (np. ropy...) mogą jutro zniknąć niczym po pstryku Thanosa z "Avengers" i nikt poza rodziną i przyjaciółmi tego nie zauważy, itd itp.
A co najsmutniejsze - jak już wszystko wróci mniej więcej do normy, to łże-narracja o niezbędności tego i owego oraz tych i owych też wróci w najlepsze, bo czemu nie, skoro przeciętna małpa naczelna łyka ten kit zupełnie bezrefleksyjnie.
3.
A propos wciskania kitu - niektórym się wydawało, że na tle epidemii nagle się ludzie zracjonalizują i będzie mniej mambo-dżambo antyszczepionkowego itp. bo strach przed chorobą przeważy, krążyły nawet memy o tym. Nieco się dziwiłem skąd ten pomysł, bo przecież "otchłań" ma się doskonale - ludzie nie zmienią rdzenia swojego światopoglądu od byle kryzysu, raczej go sobie wzmocnią i spolaryzują się jeszcze bardziej. Stąd, o ile w ogóle zauważam w swoim bąbelku, teoriospiskowe pierdoły o 5G, szczepionkach od Billa Gatesa, CZIPOWANIU PRAWDZIWYCH POLAKÓW !1!, itd. mają się doskonale a może i zataczają coraz szersze kręgi. No bo rok temu nikt jeszcze nie palił masztów 5G i nie bał się szczepionek OD ANTYCHRYSTA GATESA! oraz nie proponował picia i wstrzykiwania środków dezynfekcyjnych w prime time z najwyższej ambony imperializmu - a tu proszę, kryzys napędza; z ludzi nie mających o czymkolwiek pojęcia i "wahających się" w temacie takim czy owakim, robi ludzi zdecydowanych i gotowych do akcji. Nie żeby nagle zyskali pojęcie o czymkolwiek, ale zdecydowanie i konieczność "działania" - owszem.
4.
A propos Billa Gatesa - to jest jednak niesamowite jak w społeczeństwie trajektorie polityczno-światopoglądowe zawsze odchylają się wbrew intencjom inicjatorów. Tak jak np. prawicy piękne y dobre (ich zdaniem) idee konserwatywne ciemna masa elegancko odchyla w faszyzm, tak lewicy idee walki klasowej z bogaczami na tle epidemii (te wszystkie "zjedzmy bogatych", "skoro 30tys. dodatkowych trupów w konsekwencji braku lockdownu zdaniem bogaczy to nie problem, bo problem to lockdown, to może uśpijmy górne 3000 miliarderów i przejmijmy ich majątki - 10x mniejszy problem i będzie z czego sfinansować lockdown", itd itp) zaraz skręcają w mambo-dżambo new age podlanego teoriospiskiem. I nagle naród chce zjeść Gatesa, bo skoro bogaty + dłubie w szczepionkach to musi być żydowskim pachołkiem na żołdzie jaszczurów i coś knuć, BO SZCZEPIONKI, a nie np. Bezosa, który może i bogaty, ale zachowuje się "normalnie" i zrozumiale dla Kowalskiego czy Smitha, tj. nie daje faka ani centa na jakieś szczepionki, kręci lody na wysokich obrotach, dymając swoich niewolnych jeszcze bardziej niż przed epidemią i jeszcze śmie prosić o zrzutki dla wsparcia tychże niewolników...
Fajnie byłoby to opisać jakąś teorią wzorowaną na fizyce ruchu w polu grawitacyjnym, w przestrzeni o dostateczniej liczbie wymiarów, ale to zapewne SF, bo nie mamy do tego danych i aparatu pojęciowego. Ale byłoby fajnie.
5.
Inny a propos wciskania kitu - propaganda maskująca indolencję władzy i obecne braki zasobów I świata wszędzie taka śliczna. Nie wiem dokładnie jak w Polsce, bo nie śledzę, ale w UK te różne piękne hasła o "ochronie służby zdrowia" czy retoryka frontowo-wojenna o pracownikach służby zdrowia czy innych kluczowych (essential workers) jest powszechna i o ile mi wiadomo i o ile widać - naród to łyka jak wyżej, niczym małpa kit oraz roni łezkę i bije brawo. DKJP.
6.
Z odległej perspektywy nie widzę szczegółów polskiej polityki, poza grubymi przekrętami, jak walka o wybory 10 maja czy obchodzenie przez waadzę rocznicy smoleńskiej zupełnie niezgodnie z jej własnymi zaleceniami dla dziadów, pardą, obywateli (władza uwielbia przecież "spieprzaj dziadu") czy ogranym chwytem PiS "w Polsce każdą niewygodną kwestię da się medialno-politycznie zasłonić tematem cudzej macicy". Kiedy wpadamy na takie newsy z PL mamy umiarkowane "a co nowego" czy "wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie równiejsze".
Jedne co wydaje mi się nietypowe, to że zajob Kaczyńskiego i PiS na wybory w środku epidemii, pomijając "koszta" w zepsutym prawie i ew. dodatkowych paru tysiącach trupów, może okazać się mniejszym złem - przykład, co by było, gdyby Kaczyński nie miał wdrukowanej postawy demokratycznej czy nie bał się sięgnąć po dyktaturę, to zdaje się Węgry, z bezterminowym stanem wyjątkowym i wszechmocą dekretów Orbana. Morał jak zwykle jest, że nie wolno uważać, że jest źle, bo zawsze może być gorzej.
7.
Tutejszy lockdown jest umiarkowany i rozsądny w porównaniu z polskim, zdaje się. Nikt nie zmienia tu prawa ciemną nocą na kolanie, nie wprowadza drakońskich kar i grzywien, nie wysyła wsparcia dla policji, bez masek za to z bronią długą, na ulice, nie zamyka lasów czy parków. No ale i władza i obywatele mają tu nieco wyższe standardy niż PL. Niedużo wyższe, ale takie jest wrażenie.
7.
Obecnie coraz trudniej wybierać się na małe wycieczki po okolicy, bo gdzie się dało parkingi i zatoczki są zamknięte, przynajmniej taśmą, a w krytycznych miejscach gdzie nie ma bram a masówka z Glasgow łatwiej dociera, to i wjazdy zasypano gruzem itp. A chociaż nie uważam wszystkich posunięć tutejszej władzy czy lockdownu za trafione czy sensowne, i np. zakaz podjechania pod i wlezienia na jakąś górkę mam za niedorzeczny w niektórych miejscach i kontekstach, podobnej klasy jak niektóre znaki ograniczenia prędkości czy polskie pomysły z zamykaniem lasów, to nie jestem aż takim dzbanem, żeby robić siarę i np. stawać w cudzej wsi komuś pod domem, skoro zatoczki i parkingi pozamykane. Stąd zostają raczej wycieczki piesze (bo nie mamy rowerów pod ręką) krótkiego zasięgu, co też miłe a nadal legalne. A pogoda była wiosenna i śliczna, przez parę tygodni.
Np. tydzień temu wlazłem w końcu po 7 latach na dosyć niską (427m) acz stromą górkę Dumgoyne, charakterystyczny garb, widoczny z połowy Glasgow (na północ) i z połowy "naszej" doliny (na południe), od Loch Lomond gdzieś prawie pod Stirling.
(Widok na północ, Dumgoyne stożkowa na środku, lekko w prawo; na dole wioska Strathblane, na horyzoncie Loch Lomond po lewej i góra Ben Lomond, nagłówek bloga mniej więcej wycinkiem tego widoczku. Źródło (zdjęcie z samolotu rejsowego): Creative Commons - © Thomas Nugent - geograph.org.uk/p/1197092 )
Dojście do podnóża górki (okolice
gorzelni Glengoyne) od nas z domu to godzinny lajtowy spacerek. Natomiast wejście na samą górkę już takie lajtowe nie jest, szczególniej dla grubasa w marnych butach...
Ścieżka jest szerokości 40cm a na gładkiej podeszwie bardzo niefajnie zjeżdża się po tym żwirku (w niektórych miejscach łatwiej mi było po trawie, niż po ścieżce). A w innych miejscach są wydeptane w ziemi i skałkach "stopnie" i trza włączać tzw. 4x4, bo nachylenie jest jak na zdjęciu powyżej albo i nieco większe. Ale dałem jej jakoś radę, skądinąd na mokro czy po śniegu ta górka byłaby dla mnie raczej nie do zdobycia, nawet w porządnych butach.
Na szczycie marker i widok na prawie całe Glasgow no i na "naszą" dolinę w stronę Loch Lomond, Trossachs aż po miasteczko Callander mniej więcej. Widok na Stirling i na wschód zasłania pasmo wzgórz Campsie Fells, których Dumgoyne jest skrajnym niskim "odpryskiem" ("masyw" Campsie ma 500-570m wysokości).
Zlazłem nieroztropnie kawałkiem stromej "ścieżki" na skróty, którą się raczej nie schodzi, ale zjeżdża na tyłku. A w części niższej wolałem kontrolowane dreptanie po kępach trawy niż ten ryzykowny żwirek na ścieżce, na którym mi podrywało stópki. Ogólnie, nie wywaliłem się na ryj, co poczytuję za osobisty sukces; do domu doczłapałem, rekonwalescencja zajęła zaledwie drobne parę dni. A po drodze powrotnej zrobiłem chyba jedną z najbardziej szkockich fotek (nagłówek bloga jest w tej samej osi, tylko z punktu parę km. dalej na północ):
Podsumowując cytatem z "Seksmisji": "JUTRO TEŻ WAM UCIEKNIEMY!".