Wszędzie w necie podsumowania roku, dekady i w ogóle, to może też se coś z tej dekady podsumuję.
Co wydaje mi się najistotniejsze wielostronnie i globalnie za ostatnią dekadę? Chyba zmiana paradygmatu "komputowania" całej naszej cywilizacji, czyli jak i co przetwarzamy i na jakich "sieciach" i "komputerach", zmiana głównie ilościowa, ale wydaje mi się, że właśnie gdzieś na przestrzeni ostatniej dekady przeszła już w jakościową. Oraz niektóre zmiany czy zaszłości są trendami, które nawet jeśli antycypowane czy oczywiste, tak się wgryzają w Rzeczywistość, że ich konsekwencje będą się ciągnęły przez następne dekady.
1.
Około 2009-10 Google było już sporym korpo i zmierzało w okolice 1 mld interakcji użytkowników miesięcznie, zaczynało budować swoje słynne megacentra danych. Ale wielu nadal uważało ich za Bardzo Przyjazne Korpo i że będzie dobrze.
Amazon, który jak Google, był około 2010 już okrzepłym evil korpo, około 2010 wchodził z przytupem w IT "od zaplecza".
Facebook dopiero wyłaził z powijaków w stronę poważnego korpo, przekraczając coś koło 300 mln użytkowników, był dopiero na etapie wymyślania jak by tu w końcu na tych setkach milionów drożdży zarobić (a drugą ręką opędzali się od inwestorów, którzy ich chcieli wykupić).
Smartfony i aplikacje mobilne dopiero brały rozbieg po sukcesie iphona i w konkurencji/kopii z nim, lawina smartfonów dopiero ruszała, np. interakcje ludzi z fejsem koło 2010 tylko w 1/3 szły przez telefony.
Rusza Instangram, wyłącznie na iOSa na początku.
Windows 7 wyszedł pod koniec 2009, jeszcze ciepły i pachnący, okazał się najlepszą rzeczą, jaką Microsoft spłodził, przynajmniej moim zdaniem i jak na razie.
Apple odcinało kupony od sukcesu iphona, pracowało nad iphonem 4 i ipadem (pierwszym...), wyszły w 2010. Mniej więcej tym czasie Jobs umierał na raka.
Linux dopiero na serio wchodził do mainstreamu, popularne dystrybucje zaczęły osiągać dziesiątki milionów użytkowników, LAMPs był już standardem serwerów, pierwsze duże instytucje zaczęły przesiadać się na linuksa, zarówno od strony poważnych systemów backendowych, jak i stacji roboczych liczonych w tysiącach. Android, też powiedzmy, linuksowaty, wylazł z powijaków i zaczął na serio piąć się w górę, w styczniu 2010 wyszły guglowskie Nexusy z Androidem 2, zaczęło się krojenie smartfonowego tortu na nowo, bo jw. lawina ruszyła.
Gdzieś około 2010 wszyscy na serio zaczęli przesiadać się na chmury (raczkowali niektórzy nieco wcześniej, i tu patrzymy na Amazon, ale gdzieś tak około 2008 poszłooo, w 2010 już cały Amazon.com poszedł na chmurach AWS, Microsoft wystawił Azure, itd.)
Pomysły na AI asystentów jak Siri, Alexa itp. z fazy startupów i marzeń geeków zapatrzonych w SF zaczynają dopiero przechodzić do wdrożeń na serio, Apple kupuje sobie firmę od Siri w 2010, pewnie gdzieś w tej okolicy Amazon, Google i inni też zaczynają pompować kasę w temat, ale efekty będą dopiero pod koniec dekady.
Starzy gracze, jakieś Yahoo, Verizony, zasiedzeni i okopani właściciele kontentu czy infrastruktury jeszcze uważali, że mogą prowadzić gierki, a nawet je wygrywać, z Guglem, Facebookiem czy Applem itp. nowymi graczami w "komputowaniu". Ale to były ostatnie podrygi poprzedniej generacji, która wybiła się w '90 na eksplozji Internetu i dotcomach.
Około 2010 IoT (internet of things), o którym geeki marzyły od lat '80, stał się faktem w tym sensie, że w krajach rozwiniętych liczba rzeczy podłączonych do netu przekroczyła liczbę ludzi (tak szacowało Cisco). W sensie funkcjonalnym czy cyberbezpieczeństwa czy możliwości dopiero raczkował, oczywiście.
Około 2010 analiza Big Data weszła do mainstreamu, tj. w związku z różnymi zaszłościami wymienionymi wyżej i z wykładniczym wzrostem powszechnie generowanych i przechowywanych danych, zagadnienia analizy Big Data zaczęły przechodzić z niszowych zagadnień jak zderzacz LHC (nówka w 2008) czy klastry gugla, do "normalnego" IT, medycyny, przemysłu, handlu, mediów. Powiedzmy, po 2010 nie tylko wszyscy zaczęli dane zbierać, ale też wszyscy zaczęli je analizować.
W styczniu 2010 "Nakamoto" zapuścił sieć i blockchain bitcoina, nad którym (i podobnymi kryptowalutami) pracował/pracowali nieco wcześniej. Zaraz zaczęły się transakcje "komercyjne" (słynna pizza za 10000 bitcoinów) oraz "Nakamoto" zniknął z sieciowego horyzontu w 2010 (prawdopodobnie "wykopał" sobie około miliona bitcoinów, dla nieobeznanych - z pewnych założeń wbudowanych w system, bitcoiny kopie się coraz trudniej w miarę upływu czasu i wzrostu rynku, a górnym limitem jest bodajże około 20mln).
Politycy czy szeroka publiczność, sponiewierani po kryzysie finansowym, mieli inne rzeczy na głowie, niż przyglądanie wykładniczo rozwijającym się nowym monopolom w branży szeroko rozumianego IT, czy wojnie o światłowody, czy najnowszym pomysłom na wydymanie małp naczelnych itd. Nie żeby mieli szansę to ogarnąć, oczywiście; równie dobrze mogli próbować ogarnąć globalny sektor finansowy, co nie. Oh wait.
Z zupełnie innej beczki - Tesla Roadster od Elona, z egzotycznej ciekawostki w temacie "znowu ktoś robi concept car elektryczny?" okazała się około 2010 artefaktem na tyle działającym, że sprzedawalnym w tysiącach sztuk.
2.
Około 2020 mamy tak:
Dla miliardów podłączonych ludzi to Google jest siecią. Kto nie spełnia gugla standardów i wytycznych, tego praktycznie nie ma; w praktyce cały świat zależy od guglowej wyszukiwarki, analityki, od Chromium, itd. Właśnie opadają z Googla resztki "fajności" w którą różne geeki wierzyły nawet po 2010, stopniowo zerodowanej przez monopol, zagrywki chińskie, uciekających pracowników, info jak naprawdę w Google jest, itp. Google "ucieka do przodu" od połowy dekady mniej więcej (czyli skąd i po co wzięła się firma-matka Alphabet), w grudniu 2019 Lary i Sergey oficjalnie wycofują się z zarządzania, no ale nadal mają większość udziałów. Skądinąd, w grudniu 2019 bezprecendsowo, globalnie i efektownie wypierd... się nowy upgrade Chrome. Ogólnie, to ten moment, kiedy wszyscy zainteresowani już umyli rączki i nauczeni doświadczeniem poprzedników tak poustawiali "biznes", że Google, który stał się bogiem 10x większym niż Microsoft w swoim czasie, zrobił się 50x trudniejszym do ruszenia.
Facebook z przystawkami jak Instagram, stał się dla połowy ludzkości głównym a nawet jedynym frontendem sieci. Co gorsza, stał się też ich głównym środowiskiem społecznym. Powiedzmy, wyszedł z patologii i osiągnął, jak cała dekada, wykładniczy wzrost tej patologii.
Smartfony rulez. Ale przez dekadę, od okolic 2010 kiedy do gry weszły HCT, Samsung itp. wysycili rynek na tyle, że krzywa się wypłaszcza, kto miał mieć smartfona już ma, wzrost ilości już nie jest wykładniczy, tylko raczej liniowy. Udziały w rynku się ustabilizowały. Jakość jaka jest, każdy widzi. Nokia umarła.
Microsoft pcha się na maxa, na ile tylko rynek pozwoli, w "software as service". Windows 10 jest jedną z większych spierdolin dekady i trochę trudną do pominięcia, bo Microsoft nadal ma monopol w wielu niszach.
Apple po eksplozji na początku dekady, kiedy zdecydowanie wyprzedziło konkurencję, nie jest w stanie utrzymać udziału w rynku, wolno ale równo opada do swojej 20% niszy drogiego sprzętu dla snobów. Ale należy wziąć poprawkę, o ile więcej i "bardziej" mamy snobów w czasach fejsa i insta, i globalizacji.
Linux w dystrybucjach nie jest żadną alternatywą dla czegokolwiek (o czym sam się dobitnie przekonałem w 2018-19), do górnego progu dobił na początku dekady, w 2019 jest mniej dystrybucji niż w 2012 czy około. To tyle na temat "linux jako free OS dla ludu". Ale od zaplecza, kapitaliści i monopole wzięły go sobie i wycisnęły co się dało, w klastrach, chmurach i datacentrach, w androidach i applach. W 2019 Microsoft przyznał, że Azure chodzi na linuxie.
Na chmury przesiedli się w zasadzie wszyscy. Nie mam pojęcia na ilu warstwach wirtualizacji i jakich chmurach leży serwer z którego to czytacie. I tak jak 99% użytkowników i developerów, nic mnie to nie obchodzi. Co miało być i jest największą zaletą chmur. Z całą resztą, np. nieuchronnym "software as service", a nawet niemożnością zrobienia czegokolwiek offline, bywają pewne problemy, co nie. Ale 86.3% gospodyń domowych i developerów appek ma to w nosie, przynajmniej do czasu kiedy im sieć się nie zająknie, ale jak nie jesteś online, to jest twój problem, człowiek.
"Asystenci AI", nie tylko w formie Alexy, Siri czy Cortany itp. ale też inwigilacji przez androida czy windowsa itp. stały się tak powszechne, że już nikogo nie zgrzewają mikrofony, GPSy i kamery podpięte i strumieniujące całe życie drożdży zwanych homosapiens wprost w chmury evil korpo. Co dobitnie pokazuje przypadek Xiaomi (skądinąd założonego w 2010), se rosną równo 8% rocznie, mniej więcej dokładnie od wtedy kiedy wytknięto im backdoory i klepanie wszystkiego na chińskie serwery (potem, na-wcale-nie-chińskie, tylko naprawdę-naprawdę-lokalne). Bo jak wszyscy kradną, to nikt nie jest złodziejem.
Przepychanki o infrastrukturę i "to co pod spodem" wszechobecnych sieci przesunęły się z działań i gierek właścicieli światłowodów na polityczne działania właścicieli świata. Chińczycy przodują, wiadomo, ale też np. pod koniec 2019 Rosja testuje swoją wersję Great Firewall, czyli przekierowania całego ruchu sieci przez dobrze ustalone i kontrolowane huby. A ci, których stać, jak np. Amazon, mają już chyba całkiem serio zamiar wieszać własne konstelacje satelitów, żeby już nikt im nie próbował grozić, że im coś tam wyłączy czy odłączy w jakiejś jurysdykcji.
IoT stał się częścią sieci, i tyle w zasadzie na ten temat. Rozwiązania staniały do poziomu epsilonowego, tzn. wersja danego elektronicznego złomku z siecią lub bez kosztują prawie tyle samo, jeśli w ogóle wersja bez sieci istnieje. Użytkownicy, developerzy, menadżerowie i tak wybierają wersję z siecią, nawet jeśli nie mają pojęcia czy i jak będą jej używać.
Analiza Big Data zmieniła świat i jeszcze sporo zmieni. Tzn. nie tylko w sensie wprost, że z danych medycznych ktoś tam wyciągnął nowe lekarstwo, z danych genetycznych wiedzę medyczną, albo z danych o konsumentach lepszy marketing, czy z danych fejsbuka wyjął Trumpa, itp. ale co ważniejsze narzędzia i mechanizmy wkoło Big Data, zmieniają sedno procesów decyzyjnych i nauki. Mamy efekt prowadzenia ślepych przez ślepych i hype, obecny w procesach decyzyjnych i "zarządzaniu" od firm po państwa od około 100 lat, podniesiony do wysokiej potęgi.
Bitcoin i inne kryptowaluty z marzenia nawiedzonych neoliberalnych nerdów, stały się świętym graalem spekulantów i przestępców. I pewnie dlatego tak uważnie im się przyglądają cwaniacy z "dużego" IT i finansjery i usiłują "skopiować" ten sukces, hype w temacie blockchainu chyba nadal jest żywy około 2020; no bo przecież każdy chciałby mieć własną mennicę, co nie. A propos, dekada upłynęła pod znakiem wsadzania za kratki kolejnych "pokoleń" popaprańców usiłujących dostarczyć anarchistyczną wolność przy pomocy tora i bitcoina; a że przy okazji często wychodzą narkotyki, pornografia dziecięca czy cyberkradzieże, to tak niechcący, wysoki sądzie.
Z innej beczki - Tesla chyba przetrwała zawirowania związane z wybuchowym wzrostem biznesu, prowadzonego przez ludzików IT a nie z przemysłu. Są niszą nadal, no bo nawet te setki tysięcy, to dopiero raczkowanie w automoto, ale nadal jest hype, inwestorzy jeszcze nie roznieśli na kopach Elona, tesle zaczynamy widywać w Szkocji na co dzień, powiedzmy częściej niż topowe luksusowe marki, jakieś astony martiny czy mclareny, ale rzadziej niż dobre porsche czy lexusa.
3.
W sumie, gdzieś wtedy, około 2010, paradygmat pisania i utrzymania programów, kompów, sieci, "komputowania" itp. ostatecznie zmienił się nie tyle z "serwerowego" na "chmurzasty", czy z waterfall na agile, czy z lokalnego na sieciowy, czy z "desktopowego" na "appko-mobilny", itd. ale gdzieś pod tym wszystkim powiedziałbym, że zmienił się z "deterministycznego" na "probabilistyczny".
Tak jakby manifest agile w końcu "załapał" w permisywnym świecie bogatego Zachodu i wszyscy się w końcu zgodzili, że IT, a potem przemysł i zarządzanie, a potem wszystko po prostu, można robić bez założeń, dokumentacji, kontroli; że najważniejsze, żeby wydawało się, że działa i na ch... drążyć.
Żebyśmy się rozumieli, już dużo wcześniej nikt "nie ogarniał" byle IT czy sieci, szczególniej na styku z ludźmi, ale około 2010 wszyscy już się z tym pogodzili i zaczęli szukać nowych rozwiązań, takich, żeby z jednej strony kient miał poczucie "stoliczku nakryj się", bo nic poniżej takiego standardu nie wystarcza dzieciom sieci wychowanym na boomie IT lat '90-2010 i ze smartfonem w ręku; a z drugiej - żeby można było racjonalizować nieuniknione fakapy robienia IT, a potem wszystkiego, metodami "chaotycznymi" i "ewolucyjnymi", zamiast inżynieryjnymi czy naukowymi. Przez dekadę wpompowano w te rozwiązania, w chmury, w analizę Big Data, w "software as service", w IoT pierdyliardy monetek. A stąd trzeba było wpompować w infrastrukturę stojącą pod tym wszystkim prawdziwy ocean zasobów.
Pod koniec dekady można było przekonać miliony ludzi do pierdolenia o katastrofie powodowanej przez słomki do picia i wymusić alternatywne gówniane rozwiązania tego nieistniejącego problemu; można było nakręcić hype na elektryczne samochody; na możliwości ograniczenia katastrofy klimatycznej przez energooszczędne żarówki - propagując to w sieciach urządzeń napędzanych przez kolosalne marnotrawstwo, cóż, wszystkiego. Globalne zużycie energii przez datacenters i infrastrukturę szacuje się już na 10% całej energii elektrycznej produkowanej na Ziemi. Myślę, że spoko dojdzie do 15% całkiem niedługo, może nie aż do 20% jak wróżą niektórzy. A wojny, walki, embarga i konflikty o metale ziem rzadkich, bez których nie będzie waszych telefonów i dysków i chmur, miejscami zaczynają wypierać walki o ropę czy jakieś durne diamenty.
Bo są rzeczy cenne i cenniejsze. Prawdziwe osieciowanie świata, nawet jeśli g... apkami pisanymi na kolanie, z dziurami w chmurach i backdoorami w telefonach, jest najcenniejszym osiągnięciem dekady i praktycznie nikt się nie godzi, żeby mu ograniczano do sieci dostęp, czy samoogranicza się, i tak naprawdę nikt nie chce mu tego dostępu ograniczać (nie w sensie cenzury, ale w sensie funkcjonalnym - nawet chiński itp. rząd tak bardzo chce, żeby wszyscy byli osieciowani na maxa hej, co najwyżej żeby byli osieciowani "właściwie").
Można przekonać ludzi, żeby przestali używać plastikową słomkę czy reklamówkę, ale w tej chwili nie można ich przekonać, żeby przestali strumieniować dwukierunkowo, like, wszystko, oraz opanowali się z tym trendem w sensie IoT; że nie jest normalne "software as service", wielogigabajtowy automatyczny update telefonu, windowsa czy samochodu; że trzymanie w chmurach miliardów zdjęć dupy Maryni, bombelków i kotków, itd. itp. to marnotrawstwo globalne i kolosalne.
I żebyśmy się rozumieli - wszelkie nowe czy stare zakręcone koncepcje o nawszczepianych post-ludziach, komunikujących się w nowych językach albo i bez języka, jak dyskutowane
w notce o "Po piśmie", nie unieważniają złapania ludzkości w globane sieci i nowy paradygmat IT.
4.
Po ostatniej dekadzie i przy tych rozwiązaniach jakie osiągnęliśmy wspólnym wysiłkiem, wiadomo już dosyć dobitnie, że cyberbezpieczeństwo jest w zasadzie wielostronną iluzją. Poszło się pierd... tam mniej więcej, gdzie nieco wcześniej poszła prywatność.
No ale jeśli nie spędza to snu z powiek użytkownikom, i tylko w niewielkim stopniu developerom czy managerom tego cyrku (w budowie), to w zasadzie czemu mielibyśmy się tym przejmować, co nie.
5.
Co do do monopolizacji globalnych i lokalnych zaszłości IT, której początki było widać 10 lat temu i w której przez ostatnie 10 lat gracze tak solidnie się okopali, jest jakby nieco łatwiej ludzi przekonać, że nie do końca jest pięknem i dobrem.
Ale demontaż tych monopoli i oligopoli będzie bardzo trudny, prawie niemożliwy, moim zdaniem. Tzn. wielu by chciało, ale jw. ponieważ osieciowanie cywilizacji stało się już faktem i siedzą w tym zupełnie inne pieniądze i polityka, niż w jakimś windowsie czy modemowym internecie około 2000, to walka z GAFA (Google-Amazon-Facebook-Apple) czy o infrastrukturę w imię piękna i dobra dla ludzi - użytkowników, a nie - udziałowców i władców świata, nie ma obecnie większych szans.
Mam wrażenie że dopiero wyczerpanie jakichś zasobów stojących za osieciowaniem świata i/lub wymiana pokoleniowa może coś w tym naprawdę zmienić. Obecne młode pokolenie, dla którego Internet jest jak prąd w gniazdku, nie ma najmniejszych szans w starciu z oligopolem GAFA, czy w jego konkretnych niszach. Starsze pokolenie nie ogarnia i nie rozumie, a nawet jeśli rozumie, to się otorbia na ile się da (to ja!) lub woła na puszczy.
Czyli (Shrek mode) "no to jeszcze sobie poczeka" na odwrócenie trendów hype i lobbingu, pewnie minimum ze dwie dekady i ile coś innego nie trzaśnie; nie tylko w sensie katastrofy naturalnej czy syntetycznej, ale też w sensie jakiejś przemiany fazowej, jak IT kwantowe czy realna AI.
6.
Moją ulubioną analogią obecnego IT jest historia motoryzacji. Czyli jesteśmy gdzieś tak w późnych '60, w bogatszej części świata już każdy może mieć samochód, to nic, że raczej fiacika niż cadillaca; już mają jakieś obwodnice i autostrady, już chcą więcej. Oligopole motoryzacyjno - naftowe po dekadach lobbingu są nie do ruszenia. Połączenie ich wysiłków i zauroczenia użytkowników wolnością przemieszczania się wygenerowało taki hype i trendy, i zmiany kultur, że starczyło na następne pół wieku, pomimo kryzysów naftowych, ekologicznych i wszystkich innych. W krajach "II świata" i opóźnionych wzg. bogatego Zachodu, ten hype na motoryzację przecież nadal trwa. A rezygnację z jakże fajnych samochodów wymusza raczej ekonomia, w tym - zasobów, racjonalizowana ekologią itp. ale nie odwrotnie.
Mam wrażenie, że bardzo podobnie może być z naszym osieciowanym światem, że dopiero pokolenie naszych prawnuków czyli wnuków obecnych młodych ludzi, odklei się od globalnej sieci i będzie miało to za marnotrawstwo i pewne szaleństwo dziadków, podobne do tylu, tylu poprzednich, kiedy małpę zmanipulowała i zauroczyła technologia.
Zrozumiałe w kontekście historycznym i natury ludzkiej, ale jednak szaleństwo.