Jest to ta pora roku, kiedy mam fazę na programowanie, bardzo ogólnie rozumiane.
Znaczy, niby zawodowo programuję różności, ale umówmy się, że za ostatnie półtora roku (tj. w obecnej pracy) to są tematy trywialne. Okej, nietrywialne są środowiska i okoliczności w których się te różne przemysłowe graty programuje, ale właściwe programy to ostatnio lekka żena nawet na moim żenometrze; nie żebym kiedykolwiek programował coś bardzo poważnego, moim zdaniem.
Po teoretycznym zakończeniu sezonu wycieczkowego (a przynajmniej tej wersji będziemy się trzymać, gdyż jakoś tak wychodzi, że nadal rozbijamy się po już nieco zimowej Szkocji, czego dzisiaj zrobiony sezonowy nagłówek bloga dowodem. BTW wyliczyłem niedawno, że w tym roku zrobiliśmy ok 30 wycieczek... takich nieco poważniejszych niż "wkoło komina", jak dzisiejsza) i z pewnej tęsknoty za tworzeniem kodu (a przynajmniej tej wersji będę się trzymał, zamiast "unikania tego, co jest do zrobienia w domu i zagrodzie w raczej opornej materii"), poszedłem czy też wróciłem do grzebologii amatorskiej w kierunku IT i pokrewnych.
Na rozgrzewkę,
po nieco ponad roku od
zakupu i próżnych żali, odkurzyłem i ogarnąłem w końcu temat nowego rozumku mediacentra - poszedł Win 10 LTSC, co kiedyś polecono w komentarzach. Faktycznie, jest znacznie milszy niż normalny [censored] Win 10, i zdaje się, że jest wszystko w miarę ok.
Przy ogarnięciu mediacentra przyszło nieco ogarnąć kolekcję na dysku, w której przez lata zaniedbań, padów dysków itd. zrobił się pewien bajzel.
Przy okazji ogarnięcia kolekcji na dysku, przyszło po 6 latach przyjrzeć się
mediaplayerowi chowu domowego (obecna wersja się Hammer nazywa) i czemu się nieco chrzani; okazało się, że coś tam porąbałem przy przepisywaniu pod Win7 (znaczy, pod tego WinMedPlayera, który był późną 7) no i troszkę się pozmieniały obiekty w międzyczasie (np. chyba kontrola głośności się zmieniła). O, to dobry pretekst, żeby zrobić klasyczny refaktoring i przepisać go pod aktualnego WMP i Delphi pod Win10. Co też ostro popchnąłem do przodu i w zasadzie player znowu jest przyjemnie używalny i używany na co dzień; jw. tak naprawdę wygląd i funkcjonalność prawie te same, raczej tylko naprawione, co się popsuło.
Ale zamiast go "skończyć" (bo jakieś tam drobiazgi i opcje są nadal rozgrzebane), to przy okazji przypomniałem sobie, że miałem ogarnąć temat bazy danych różnych naszych kolekcji; nawet nie tyle tych na dyskach (bo to dosyć trywialne), co na CD, DVD, bluryjach. Gdyż mam bardzo mały rozumek, jeszcze mniejszą pamięć, a płyt mamy sporo - impulsem głównym stał się temat wymiany DVD na bluray; no nie ma takiej siły, żebym w sklepie a la Empik, czy z używkami, czy nawet przygodnie w jakimś sieciowym, pamiętał czego nie mamy, czego być może nie mamy (bo może dziecki ukradły, a może został w PL?), co mamy w DVD, a co już mamy w blurayu. Co mnie nieco frustruje oraz nie potrzebne mi 3 czy 4 te same płyty, co nie.
Można se taką bazę danych zrobić w byle excelu czy w podobie, ale przecież nie chcemy mieć interfejsu jak... wróć, chcemy mieć jakiś ładny interfejs, oraz życzyłbym sobie dostęp online do jednego źródła, a nie jakieś synchro plików noszonych po telefonach itp. Rozejrzałem się nieco po appkach w temacie, i tych offline, i online, i w chmurach - no jakoś nie trafiłem na cokolwiek, co by mię zachwyciło, czy spełniało wymagania "na już" i
wszystkie wymagania potencjalne, jeśliby się chciało podpiąć nieco inne kolekcje niż multimediów czy książek (np. fizycznych obiektów). Oczywiście, nie życzę bawić się w jedną apkę do płyt, w inną do książek, inną do plików, a jeszcze inną do fizycznego zbieractwa (i tu patrzymy na regał mini-flaszek single malt).
Przewijając do przodu - stąd zamiast robić to, co powinienem robić i tak do sześcianu, w tej chwili robię se jakiś kombajn minibazodanowy online, z ładnym (w moim rozumieniu) i użytecznym (w moim rozumieniu) interfejsem.
Co charakterystyczne przy nieprofesjonalnych projekcikach - tematy uwielbiają puchnąć. Bo przecież nie mam zamiaru w 2020 wbijać wszystkiego z palca jak zwierzę, więc trza było od razu poruszyć temat scrapingu danych z tego czy owego Znanego Serwisu WWW. Bo wystarczyło zmienić koncept z "user=kolekcja", na "user=kilka kolekcji", a potem na "konto=kilka kolekcji + kilku userów", żeby połowę już zrobionego kodu trza było przerobić, co nie. Bo jednak trza rozważyć security tego nowotworu bardziej serio, jeśli ma być widoczny publicznie. Bo dołożenie do tematu "może jednak czasem ktoś, a nawet ja, zechce swoją kolekcję pokazać światu?" skutkuje nagłym dołożeniem połowy zagadnień, które spędzają sen z powiek raczej deweloperom Facebooka, niż mini baz danych o DVD. Itd itp. I już po chwili orientujemy się, że próbuję napisać pół fejsbuka skrzyżowanego z połówką amazona, i szczyptą gugla do tego. "To se jeszcze poczeka!".
A może dla rozrywki jednak wrócę do dopieszczania mediaplayera?
Ale zabawa - tak czy owak przednia.