NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2019-08-30, piątek
Tagi:  szrot     
___________________________________

Lexus GS430 next to Kylesku BridgeJak parę razy zaznaczałem w notkach okołoszrotowych, obecnie mam przebiegi samochodem zupełnie z czapy, rzędu 30kkm rocznie. Co skutkuje z jednej strony "szybszą" degradacją wózka, a z drugiej, zaskakują mnie znacznie częstsze serwisy i przeglądy (które sam sobie ustalam, no ale i tak mnie zaskakują, "jak to znowu wymiana oleju, to kiedy była poprzednia?? oookeeej, w kwietniu, tyle, że w 4 miesiące zrobiłem 10kkm...").

Z trzeciej strony, niewiele jest w "dorosłych" lexusach do roboty, ot, właśnie planowane przeglądy. Jakieś tarcze, opony, klocki hamulcowe czy oleje wynikają wprost z przebiegu. Drobiazgi zawieszenia itp. tak naprawdę również. A znaczna część drobniutkich dodatkowych problemów czy niedogodności w obecnym egzemplarzu wynika z upchnięcia przez polsko-walijski warsztat instalacji LPG niezbyt zacnie (szczególniej części wodnej-grzejnej).

Bo zaprawdę, powiadam wam, jak nie raz poprzednio, są to bardzo solidnie wymyślone i zrobione bryki; nie mówię, że jak jakieś rolsrojsy sprzed wojny jaruzelskiej, ale w porównaniu z rówieśną techniką i segmentem, od innych popularnych marek, BARDZO solidne.

Jedyne co w obecnym GS430 naprawdę się sypało (wnosząc "po znamionach" - od lat), to układ wydechowy, szczególniej przednia część (od silnika/katalizatorów do środkowego katalizatora, duże Y). Połatałem to po zakupie, bo prosta wymiana była niemożliwa (jakiś ćwok zespawał jedną stronę Y na łączeniu od strony silnika) i nieekonomiczna (V8 w GS jest tak egzotyczna, że "przód" wydechu nie wala się u każdego producenta tanich tłumików z Polski czy Turcji; znalazłem u jednego dostawcy, na zamówienie, za 1000 funtów. U Lexusa nie pytałem.).

Łatałem różne pęknięcia wydechu, których było do wyboru do koloru, co dwa-trzy miesiące taśmami "nierdzewnymi" itp. metodami druciarsko-złomiarskimi. Na wiosnę miałem dosyć, zacząłem szukać jakiegoś tłumikarza. Oczywiście, jest tutaj (jak i w Polsce) zylion warsztatów z "tłumiki" na szyldzie, ale mają one na myśli "odkręcimy i przykręcimy ci tłumik; za użycie podnośnika i kluczyka M13 policzymy ci jak za usługi seksualne; nie ma mowy o cieciu, gięciu czy spawaniu". Podpowiedziano mi parę warsztatów tłumikarskich "w okolicy"; niektóre wydały się drogo-tuningowe, inne trudne logistycznie (wiocha po drugiej stronie Glasgow wzg. naszej wiochy); w końcu umówiłem się z jakimś, który polecał sąsiad, zrobili mu porządki w naszym byłym GS300 i podobno było ok.

Fachura umówił się, po czym umówionego poranka nie raczył otworzyć warsztatu czy odbierać telefonów. Jak już se postałem pod drzwiami, mając za towarzystwo czekającego niecierpliwie szefa-podwózkę i co najwyżej fiuta w garści a nie jakiś tłumik, troszeczkę przypomniałem sobie, czemu od jakichś 15 lat nie odwiedzałem warsztatów i zawodowców.

Machnąłem ręką na "zawodowców" i dotrwałem do końca sierpnia, kiedy jedna strona Y pękła zupełnie; moje różne "bandaże" utrzymały wydech na miejscu, no ale już nie dało się go "ściszyć", że jak coś tam dociągnę czy wymienię taśmę na nową, to znowu będzie znośnie. Po poprzednich doświadczeniach, poszedłem prosto do chyba najbardziej znanego w Glasgow warsztatu tuningowo-tłumikarskiego, robiącego wyłącznie w nierdzewce; skądinąd w lokalnym zagłębiu tuningowo-motomaniackim (kilkanaście warsztatów skupionych w dzielnicy przemysłowej, na jednym winklu starsza tojota supra igiełka, na innym jakiś zabytek przedwojenny, na jeszcze innym Mclaren 720 prawie nówka...). Ci byli słowni i jak obiecali, tak w jeden dzień i w ustalonej cenie zrobili cały Y w nierdzewie, z wspawaniem flansz na wszystkich końcach od strony istniejących katalizatorów. Może i widziałem lepsze spawy w życiu, oraz zdarzało mi się kupować spoko jeżdżące samochody tańsze niż ich dzieło, no ale - robota jest zrobiona i nawet podobno z dożywotnią gwarancją, na pewno przeżyje samochód. Najważniejsze, że zrobiło się w samochodzie cicho. Ale z tego same kłopoty przyszły...

Bo zaraz usłyszałem jak coś leciutko zagwizdało raz czy drugi spod maski. W normalnym renault czy skodzie oznacza to mniej więcej "toczymy się do serwisu, zanim nam się coś upier... przy samej dupie". W naszych lexi: "Czy ja w ogóle zmieniłem w nim pasek osprzętu po zakupie? Oj, nie. Aha, bo był i jest dobry..." i dopiero parę dni później bada się z nudów łożyska itp. Oraz wymienia się leciutko zużyte łożysko napinacza, bo akurat się walało bardzo porządne zapasowe (NSK made in Poland) pod ręką, od takiego samego z poprzedniego GS300. A potem znajduje się łożysko małej rolki prowadzącej pasek (tj. chyba z najwyższymi obr. na całym silniku) w stanie idealnym po 17 latach; za to nietypowe jakieś. I zaraz się człowiek dowiaduje, dlaczego jest ono w stanie idealny - gdyż jest to dwurzędowe spec-łożysko, które pewnie przeżyje silnik... A na koniec się okazuje, że to chyba alternator zagwizdał nieco, ale mu przeszło, zresztą do niego się dostać, to mi się na razie nie chce.

Toyota/Lexus calliper pinPotem usłyszałem, że coś zaczęło leciutko stukać na asfalcie typu "tarka" itp., ale nie na wybojach czy hopkach, w przednim zawieszeniu. Chyba w przednim. Chyba po prawej. Gdyż tak słabo stukało, że trudno powiedzieć. Ale wkurzało. No więc rozgrzebałem, pomacałem, poprzepychałem się z wahaczami i przegubami z całej siły - zero efektu, luzu czy stukania. Dziwne i nadal brzęczy. W drugim podejściu powtórzyłem ćwiczenie z kopania się z zawieszeniem, nadal zero efektu, więc rozebrałem zacisk hamulca - jedyne co znalazłem to minimalnie chwiejąca się na prowadnicach część ruchoma zacisku. Rozebrałem do typowych prowadnic - bolców jak śruba wielkości małego palca. W toyotach/lexusach na jednej z nich jest małe nacięcie i pierścionek-gumeczka, jak na zdjęciu. Otóż w dyskutowanym zacisku przemieliło go ze starości itd., nic prawie z gumki nie zostało. Ale czyż brak gumki fi 6mm na prowadnicy zacisku hamulcowego można usłyszeć w kabinie, przy huczących oponach ("huczących" w cudzysłowie, bo akurat mamy wzg. ciche opony) i wielkim silniorze?

Okazuje się, że można, gdyż po założeniu mniej-więcej pasującej byle gumki uciętej z byle wężyka nastała boska cisza... Tak cicha cisza, że natychmiast poszedłem po jakieś wlepki filcowe czy coś, żeby stłumić cichutkie pobrzękiwanie osłony przeciwsłonecznej szyberdachu, która wkurzała już przedtem, od czasu do czasu.

Jak widać moje przeglądy i serwisowanie lexusa to raczej prace akustyczne, niż mechaniczne... Oraz może starczy tych opowieści ze szrotu.

Morałów ogólnych jest kilka:

"Apetyt rośnie w miarę jedzenia" czy też nieustannie "Już w nic gorszego w życiu nie zechcesz wsiąść" (jak rzekł kolega, kiedy przesiadłem się z "malucha" w pierwszego forda scorpio) - owszem, homo niesapiens, jak ja, niezwykle łatwo przyzwyczaja się do komfortu, np. względnej ciszy. Chociaż nie tylko do ciszy, np. niepojęte, jak bardzo odrzuca mnie w zwykłym wozie, nawet podobnej klasy (np. nówka E-klasse mercedes), kiedy kierownica nie ustawia się sama do mojej pozycji, po włożeniu kluczyka...

Mechanicy słowni i satysfakcjonujący - kosztują.

Nadal mam nieco popi... słuch, co już kiedyś opowiadałem.

Nadal taki 17 letni lexus jest ze szrotu, i bardzo daleko od igiełki; a szczególniej w naszej okolicy I świata - gdyż jest to taka okolica, gdzie spotyka się ze dwa maserati oraz gallardo czy astona martina zanim się spotka drugiego lexusa... Albo np. Mclarena Senna, w tym tygodniu się z takim minąłem, już między wioskami poza miastem, ot, wracając z pracy...

Ale jest to bardzo solidny i satysfakcjonujący szrotwagen, i jak nieraz zaznaczałem, zdaje się, że będę się go trzymał jak długo się da.


(co pożyczone z tytułu miłej piosenki Hey/Nosowskiej "Cisza, ja i czas" - oddaję)





Fabrykant z Fotodino
Mon, 9 Sep 2019 00:15:32
Tak trzeba żyć! I nie marnować zasobów planety.

Boni avatar Boni
Mon, 9 Sep 2019 06:21:17
@Fabrykant

A dziękuję. Nie żeby mi zasoby czy los planety spędzały sen z powiek (bo jednak to V8 czyli coś jak dwa normalne a trzy nowoczesne silniki, więc "zbędność"), ale linia rozumowania "lepiej dla planety utrzymywać istniejący sprzęt X, niż co trzy lata wymieniać sprzęt X na nowy, np. w imię źle pojętej ekologii" nie jest mi obca oczywiście.




 

Engine: Anvil 1.08   BS