Notka na tematy, powiedzmy, audiofilskie, zrobiła mi się dwuczęściowa - podzieliłem opowiastki na część "co u mnie słychać", i na komentarz, co słychać w temacie publicznie i jakieś tam refleksje.
Kącik słuchania
Od ostatnich moich bajek na temat (pod tagiem "DIY"
parę było) nie zmieniły się źródła, nadal głównie z komputera przez
EMU0404, okazyjnie ze starego solidnego CD Onkyo albo z jeszcze starszego
gramofonu Hitachi (BTW zaskoczyło mnie ostatnio, że to model z 1979, myślałem, że znacznie młodszy; oczywiście, wkładkę dałem mu nową, z nieco wyższej półki niż ta, z którą go kupiłem; chyba i tak była lepsza od oryginalnej).
Głośniki - nadal te same zestawy bas+nadstawka uniwersalna, jak
w tamtej notce. Nadal mniej-więcej wystarczające.
Ostatecznie wkurzyły mnie oba wzmacniacze, na które narzekałem od lat. Onkyo ma problemy "analogowe"; a to z zasilaniem i ogólnie elektroniką, a to ze "zmotoryzowanym" przekombinowanym przełącznikiem wejść. JVC (amplituner surround, ale z jakimś tam sensem w kierunku hifi) zawsze był nieco "lichy" i zbyt cyfrowy, i jeszcze zestarzał się w tym aspekcie (ale to nadrabiało za niego źródło, czyli E-MU). Ale ostatnio zaczęły mu się rozsypywać przełączniki kolumn A/B (a ma nietypowe przełączniki).

Na tle składania nieco "normalniejszych" kolumn w układzie D'Appolito (to jasne niewykończone na zdjęciu vs. bieżące), za to "większych" (nie w sensie wysokości) i z lepszymi głośnikami, w celach, powiedzmy, komercyjnych, dostałem wścieku, gdyż po prostu nie miałem czym tych kolumn sensownie testować. Stąd oraz z braku czasu, jak zwykle, na wydłubanie sobie porządnego wzmacniacza hi-end, poszedłem do sklepu po pierwszy z brzegu w miarę sensowny wzmacniacz hifi. Znaczy, budżetowy raczej, bo na jakieś fajne moim zdaniem, to bym musiał wydać więcej niż na mój samochód, a to mi nie leży w kontekście.
Szukałem Onkyo A-9010 (czyli dobrze ocenianego ostatnio "analogowego" wzmaka, w sensownej monecie, plus Onkyo mi pasuje do reszty posiadanego złomu Onkyo); okazało się, że już go raczej nie ma, ale
jest następca A-9110, podobno prawie to samo, po małym liftingu. "Nie gadać, dawać". Gra normalnie moim zdaniem, nie lepiej niż poprzednicy, tyle, że nieco mniej szumi i nie wkurza nagłym brzęczeniem na stykach czy zasilaczach, jak te ze szrotu. Wycięto mu większość dodatków (jak przełącznik par kolumn A/B czy wypasione wejścia/wyjścia), ot, został goły i wesoły wzmacniacz analogowy, parę wejść uniwersalnych plus gramofonu RIAA; z minimalną częścią cyfrową-sterującą (nie ma nic cyfrowego w torze audio); w połowie budżetowy, w połowie podciągnięty do nieco lepszych standardów. Dobry jak na tę cenę, ale moim zdaniem z powszechnych opinii o A-9*10, że "klękajcie narody", raczej należy wnioskować, jak badziewne są obecnie wzmaki, hałośniki i gusta słuchaczy, a nie, że A-9*10 to jakieś wyjątkowe osiągnięcie audiopedofilskie.

Ostatnio (w sensie - tygodni) na tle odgruzowania gramofonu spod sterty płyt wideo (bo gdzieś w międzyczasie trafiła nam się w końcu wymiana odtwarzacza na bluryj, stąd przybyło nowych i "nowych" płyt; nieduże hałdy DVD i BR się przewalały po chałupie) i nowego wzmacniacza, posłuchałem trochę więcej winyli. A na tle tego słuchania, przypomniałem sobie, że dawno miałem kupić płytę testową jakąś, no to se kupiłem. Wczoraj przyszła, wintydż z ok. 1975 w stanie mint, pobawiłem się, nic specjalnie ciekawego nie wynikło (zresztą, połowa nagranych testów jest już tylko historyczna, bo z byle kompa se lepsze można puścić, ale połowa dotycząca gramofonu, a nie głośników czy całego toru audio, ma sens). Gramofon daje radę na poziomie, na jakim mniej więcej powinien i jakiego od niego oczekuję.
Co do całego zestawu, na razie wydaje się, że jest git. Oczywiście, zawsze miło pomarzyć o naprawdę hi-end wzmaku, uporządkowaniu kabli, nowym DACu czy jeszcze lepszych głośnikach. Ale przy obecnym setupie nie mam ciśnienia, więc duże zmiany są mało prawdopodobne; najpierw musi mnie coś wkurzyć, jak poprzednie wzmacniacze, albo się popsuć po prostu.
Kącik gadania
Jakieś wirusy "audofilskie" wiszą w powietrzu, np. kiedy akurat rzuciłem w minisocjalmediach, że jednak
fajny ten patefon (po powyższym odgruzowaniu i podłączeniu do nowego wzmaka), to dzień później Wojtek Orliński wrzucił
notkę na temat słuchania winyli; na GazWyb też coś tam postawili o powrocie mody na winyl (nie chce mi się liczyć, niby która to fala niby-powrotu), itd itp. Oraz dyskusje na temat, jak u WO pod notką, dostarczają rozrywki; którą może nieco wypunktuję, bo mi się nie chce pisać książki w temacie.
1) Nie mylmy nostalgii z jakimiś innymi cechami "przedmiotu". To akurat nie mój przypadek w temacie winyli, bo nigdy za młodu nie wszedłem w nie, w dorosłym życiu też późno, i w ogóle to nie za bardzo moje porno - tyle, że zawsze lubię mieć płodozmian, no i walało się trochę płyt w spadku czy skądinąd. Ale kiedy widzę ociekające nostalgią racjonalizacje o "prawdziwych analogowych brzmieniach" itp. to mnie nieco śmieszy, w granicy smuci, zupełnie jak rozważania o "prawdziwym analogowym ogórku kiszonym" czy "prawdziwym analogowym fiacie 125p". To są złudzenia i iluzje umysłu i pamięci, ew. podlane starzeniem się zmysłów i umysłu delikwenta, no ale nie róbmy z tego jakichś "faktów".
2) Typowa dostępna nam analogowa technologia przenoszenia i odtwarzania dźwięku jest na zylion sposobów gorsza niż cyfrowa. Jest jedna jej "zaleta" - błędy i wady analogu są "przyjemne" dla ucha, tj. degradują wierność i jakość PRZEKAZU, ale nie subiektywne WRAŻENIE (no może poza jakimś masakrycznym szumem oraz trzaskami igły, tych nikt nie znosi). "Błędy i wypaczenia" cyfrówki są nieprzyjemne i już. Oraz cyfrowe źródło, nawet zacne, znacznie bardziej obnaża problemy części analogowej (wzmacniaczy, głośników, pomieszczenia), niż analogowe. Z tego wszystkiego biorą się wrażenia, jak wyżej. Ale nie wolno z tego argumentować o wyższości czy nawet równości rzęcha gramofonu nad dobrym DAC, itp. bo to jak wpierać sobie i innym, że opel diesel 1.6 jest zupełnie jak lexus benzyna 4.3, gdyż po dziurawej drodze podlaskiej oba pojadą góra 50km/h. Jak uda się wam trochę pojeździć oboma (tj. poznacie słabe i DOBRE nagrania/odtwarzania cyfrowe i analogowe), pogadamy.
3) Przy "cyfrówce" wielu wannabe audio-nostalgia-filów podnosi temat złego miksowania, "wojen głośności" itp. obecnej digitalizowanej muzyki. Tylko, że zapominają, że nie ma innej popularnie dostępnej muzyki niż miksowana, kompresowana, dopieszczana, gdzieś tak od lat '50 XXw. czyli od wejścia powszechnie magnetofonów studyjnych i cięcia matryc płyt "z taśmy", a nie "na żywo" (przed taśmą bardzo trudno i rzadko "miksowano" coś tam z poprzednich płyt). Więc o co wam ludzie, kurna, chodzi. Zawsze trafiał się "zły" i "dobry" mastering, zawsze jest pod jakieś media i domyślne audio "u klienta", zawsze jest "względny", zawsze są nisze mniej i bardziej "wierne". No chyba nie wyobrażacie sobie, że jeśli powszechny użytkownik ma badziewne słuchawki czy głośnik na blucie i słucha popu (albo miał małe radyjko tranzystorowe, albo miał walkmana, albo miał badziewną tak naprawdę płytę LP), to nagle będzie się ten pop masterować niczym specjalne audiofilskie hifi edycje poważnej czy unplugged. Które TEŻ się masteruje, żeby robiły WRAŻENIE "jak najlepsze", jak z najwspanialszej sali i wykonania, itd. Więc jeśli wam się nie podoba mastering, poszukajcie se lepszych źródeł, ale może jednak cyfrowych...
4) Z poszukiwaniem lepszych źródeł w pkt.3 wiąże się temat bajek "ale w końcu wszystko będzie pod DRM i po HDMI lub w podobie i tylko winyle nas uratują". Płaczę łzami nad takimi kasandrycznymi pierdoletami (jak w notce WO i u jego komentatorów). Bo ja bardzo przepraszam, może się nie znam, ale niby kto i jak mi zabroni zrobić nagrania i je rozpowszechniać, na dowolnie wybranych nośnikach itd., JAK ROBI WIELU WYKONAWCÓW I MAŁYCH NIEZALEŻNYCH WYTWÓRNI? Toż to musiałaby być dystopia jeszcze większa (tj. durniejszym pomysłem słabej SF) niż film "Equilibrium", musieliby siepacze Sony i Warnera palić wszelkie nagrania konkurencji i wysyłać szturmowców imperialnych za każdym człeniem z co lepszym mikrofonem, czy łączem cyfrowym bez imprimatur Episkopatu Disneya. No to się, kurna, nie uda w przewidywalnej przyszłości. Oraz jeśli nawet System ubije USB i wszelkie wypasione łącza nie-DRM w waszych srajpodach i jebmakach pewnego dnia, to zostanie pierdyliard istniejących prostych specyfikacji i łącz cyfrowych, oraz jeszcze parę się wymyśli na drugi dzień, i kto i jak niby zabroni ich używać do DACów czy ogólnie sprzętu audio, zmontowanego dnia trzeciego.
5) Z punktem 4 wiąże się prawdziwy problem większości tych dyskutowanych bzdur "analog vs. cyfra", tj. pomimo całego narzutu analogowej łże-nostalgii, cyfra jest znacznie wygodniejsza po prostu, a "z dysku" bardziej niż z CD/DVD, a z netu jeszcze bardziej niż z dysku. I tyle. Ale ogólnie z tego, że ktoś siedzi w dupie systemu korporacji, i dla niego "sieć to fejsbuk", "muzyka to spotify", "sprzęt to z HDMI", czy ogólnie naprawdę "korposy rządzą światem", nie warto moim zdaniem wyciągać wniosków, co do tzw. normalnego świata. Gdzie może i narzekam, że winyle trzeba przekładać, albo że CD się w końcu zdegradują, albo że utrzymanie PC-mediacentra obsysa, no ale DKJP nie mam zamiaru zrezygnować z trzymania setek płyt czy zasobów na swoich dyskach, w imię "wygody", tylko że np. uzależnionej od widzimisia kolesi-lobbystów w USA. Pewnie, trzymanie zasobów "u siebie" (tj. backupowanie po prostu), czy niszowe źródła, czy ogólnie autarkia, zwana "linuksiarstwem" przez sybarytów i wannabe-sybarytów, kosztuje. Ale to są względne grosze, po przeliczeniu na ilość świętego spokoju, którego nie mają owieczki, którym to wilcy zjedli Bloxa czy wyhaczyli Facebooka czy zablokowali Spotify, czy ich chmura okazała się "niespodziewanie" zwykłym serwerem, tylko że cudzym i krapowatym.
6) Porada, już bez heheszków i ociekania jadem - szukajcie a znajdziecie. W domowym hifi nadal szuka się w tej kolejności: głośniki/kolumny; źródła muzy w sensie technicznym (znaczy, poziom "jakości" LP czy CD czy wyżej, plus ich szczegóły); źródła muzy w sensie masteringu/wykonania (gugiel-wyszukiwarka przyjacielem waszym...); wzmacniacze; dostrojenie pomieszczenia itp; zasilania; inne dodatki i drobiazgi (jak te nieszczęsne spec-kable). Rozkmina czy ew. działania i zakupy w innej kolejności wiodą albo do rozczaru, albo do żałosnych racjonalizacji tegoż rozczaru, na granicy samooszukiwania i oszukiwania czy zwodzenia innych ludzi. Po co wam to.
I to by było na tyle, znowu zrobiło się za długo i niepotrzebnie.