NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2019-06-21, piątek
Tagi:  namysł, varia     
___________________________________

W moim internetowym bąbelku zauważyłem jakieś odpryski flejmów i gównoburz na temat tzw. "ciałopozytywności". Jeśli ktoś nie spotkał - koncepcja lansowana dla poprawienia samopoczucia i samooceny ludzi nie spełniających aktualnych norm fizycznie pięknego ciała. W szczególe, przeważnie idzie o grubasów, przeważnie o dziewczyny i kobiety.

Temat stopniowo robi się coraz modniejszy i klikalny, ale zaczęło się gdzieś tam w prehistorii XXw po '68, kiedy ogólnie zaczęto w głównym nurcie zauważać, promować, monetyzować ówczesną "naturalność" i "prawdopośrodkizm"; w USA zaczęły się formować organizacje przeciwko fat-shamingowi (tępieniu grubasów), zaczęły zarabiać pieniądz modelki plus-size nie-ciążowe, itd.

Nisza ta pozostawała niszą, z niewielkimi fluktuacjami, gdzieś tak do późnych '90. Wtedy zaczęło się stopniowe rozkręcanie tematu na nowe stulecie, zapewne korelujące z osiągnięciem ok. 20% otyłych w populacji bogatego Zachodu i powszechną nadwagą. Po 2000r. projektanci i producenci odzieży, media klasyczne, no i wszelkie odmiany mavenów i wannabe-mavenów internetowych odkryły, że jest rynek, jest popyt, trzeba sprzedać grubnącym ludzikom (Zachód osiąga 30% otyłych, Ameryka Pd. i Afryka szybko przekraczają 10%, Azja też goni; nadwagi mamy proporcjonalnie do tego) nowe ciuchy, trendy, ideologie.

Na tle powyższego umiarkowanie aktywni odświeżają lub wynajdują niezależnie manifesty jak różnych stowarzyszeń przeciw fat-shamingowi z lat '70, oraz usiłują znormalizować otyłość jako "ciałopozytywne" piękno i dobro na XXIw (np. precz z "plusem" w modelingu czy rozmiarówce "plus-size"). Co bardziej aktywni oraz aktywne, czy to od strony pijarowo-medialnej, czy od strony podbijania samooceny, gdzieś aż po histrioniczne zaburzenia osobowości, organizują wydarzenia jak np. Real Catwalking.

Na tle powyższego rozwijają się dyskusje i krytyki, łatwo skręcające w pyskusje, no bo przecież każdy ma najswojszą rację w temacie piękna i dobra, własnego oraz cudzego.

To tyle rysu historycznego, teraz mój komentarz i krytyki na różnych zakresach i poziomach (ważna uwaga, zanim ktoś zaliczy bulwersa czy uleje se w komciach - wisi mi przypadek jednostkowy, że ktoś tam jest bardzo zdrowym i pięknym grubasem, albo, że ktoś tam lata w staniku po mieście, albo, że ktoś tam jest gruby, bo obiektywnie chory, itp. rozmawiam raczej o przeciętnych, o populacjach, o tłumach ludzi).

Nie komentuję, oczywiście, ideałów piękna w kontekście, gdyż są w oku patrzącego wychowanego w danej kulturze, danego czasu i miejsca. Znaczy, mógłbym, bo moim zdaniem pewne ideały mamy "z sawanna" i bardzo trudno je kulturowo zmienić (dotyczące symetrii, fraktalności, młodości, seksualności, itp.) ale to nie jest sedno problemu. Były czasy kiedy społeczne bonusy odcinały grubaski, a tępiono chude ździry; bywało odwrotnie; nie ma to większego znaczenia.

Ogólnie nie przepadam za wpinaniem się ludzi z tematami i problemami, które mogą zmienić obiektywnie i/lub "we własnym zakresie", najwyżej - z trudem, w narracje pożyczone z akcji afirmacyjnych dla cech, których nie da się zmienić obiektywnie czy samemu, a raczej tylko odpowiednimi zmianami w percepcji i społecznie (tzn. odchudzić się / przytyć jest moim zdaniem nieco łatwiej niż odpiłować/dosztukować sobie wzrostu, zmienić orientację seksualną czy kolor skóry). Granice są rozmyte i da się to stopniować oczywiście, ale "ciałopozytywność" zaczyna mi śmierdzieć w tym kontekście. Ale też, nie jest to sedno czy jakoś specjalne w obecnych czasach, powszechnie ludzie (a raczej - in-dividua jak z daawnej notki) z dowolnej niszy próbują upozować się na "jestem jaki jestem i nic wam do tego, a nawet należy mi się bonus/handicap", jakby byli co najmniej LGBT czy Murzynami w 1950. BTW za bonusami/handicapami dla obiektywnych różnic czy "deficytów" też nie przepadam (albo przynajmniej sugerowałbym ostrożność), jak wydało się dawno temu w gównoburzy o parytety itp. dla kobiet, więc dla deficytów w podwójnym cudzysłowie mam niechęć w kwadracie.

Wolałbym, żeby więcej ludzi było wewnątrzsterownych i niezależnych od stada małp w koło, gdyż wydaje mi się to lepsze, niż sytuacja odwrotna; pozornie "ciałopozytywność" nawet trochę wspiera taki punkt widzenia (że wzmacnia samoocenę, osobowość, itd.), ale jednak nie - nie istnieje bez stada w koło, które ma aprobować i któremu chce się podobać. A w wersjach internetowych przypomina zwykłe żebranie o lajka. Nie są to frukta, których szukam, szczególniej jako modelu dla dzieci i młodzieży - "nie jest prawdziwym królem ten, który musi przedstawiać się jako król", czy którego tłum obwołuje królem. Prawdziwa wewnątrzsterowność i dobra samoocena nie wynika z lajka czy ciuchów, czy ich braku, czy nawet w ogóle z ciała.

Bo skądinąd uważam, że ciało i cielesność nie powinno być aż tak istotnym elementem osoby i jej piękna i dobra, jak się to lansuje współcześnie; "ciałopozytywność" itp. podkręca tego powszechnego pierdolca na cielesność, urodę itd. zupełnie jak cały mainstream. Rzecz jasna, trudno zmienić coś w dorosłych mózgownicach, którym się wydaje, że to co w lustrze, to oni, ale jw. wolałbym, żeby ludzi wychowywano w nieco bardziej zdroworozsądkowym podejściu - nie, że gruby, beznogi, rudy itd. "TEŻ SĄ PIĘKNI", ale, że to po prostu nie ma tak wielkiego znaczenia. Dziś jesteś w lustrze piękny i młody, jutro masz wypadek, starzejesz się, grubniesz; albo wprost przeciwnie, dziś jesteś nastolatką-brzydulą w okularach, grubą i pryszczatą, jutro możesz być wzorcowym łabędziem z "Brzydkiego kaczątka". Nic wielkiego z tego nie wynika dla świata, a dla ciebie ew. niezbyt wielkie bonusy, które nie warte wątpliwych etycznie zachodów oraz z gwarantowaną odroczoną płatnością (bo starość i tak przyjdzie z konsekwencjami psychologicznymi proporcjonalnymi do pierdolca na młodość i piękno, którego uprawia się lub nie, przez całe życie).

Ale, że nie jestem za jakąś wielką ascezą czy "przeciwko światu" oraz mam ciało za istotną "platformę" umysłu, uważam, że zdrowie i dobrostan tego ciała jakie się ma, zupełnie intersubiektywne i niezależne od aktualnych kanonów piękna czy mody czy przepychanek społecznych, przydają się w życiu, oby długim i szczęśliwym. Stąd powyższe rzutuje na kluczową kwestię - otyłość jest problemem zdrowotnym i szkodzi, indywidualnie i społecznie, na deser niesie niebagatelne koszta. Jeśli ktoś to wypiera indywidualnie ("mnie nie szkodzi" czy "no to umrę gruby i szczęśliwy"), to stoi tam, gdzie palacze, alkoholicy, narkomani itp. i w ogóle ludzie, którzy wypierają nie takie problemy. Jeśli ktoś wypiera społecznie ("30% otyłych w społeczeństwie to nie jest problem, a statystyka kłamie, że otyłość staje się główną przyczyną śmierci XXIw"), stoi tam, gdzie denialiści klimatyczni czy szczepionkowi itp. Wyparcia masują nieco ego i dają święty spokój, ale nie zmienią konsekwencji wypieranych zaszłości czy faktów, szkodzą przez odsuwanie w czasie i przestrzeni społecznej działań naprawczych czy niezbędnych zmian. Nie lubię tego niepotrzebnego zwiększania ilości cierpienia, którego można było uniknąć.

Na najwyższym poziomie abstrakcji w temacie - w centrum mojego światopoglądu leży myśl, że możemy się zmieniać, tworzyć nowych lepszych siebie, szczególniej mentalnie ale i fizycznie, także jako dorośli ludzie. Że warto stawiać sobie SWOJE cele, i dążyć do ich osiągnięcia; że droga do celu, jest ważniejsza niż cel. Że kształci to wolę i cnoty (oraz wolę jako podstawę wszelkich cnót). Pozornie jest tu paradoks, bo jednocześnie uważam, że należy cieszyć się "tym, co jest", rzeczami małymi i bieżącymi - czyli powinienem popierać permisywizm, m.in. "ciałopozytywny", skoro afirmuje "to, co jest, nie ważne, że grube" albo "chore" albo "brzydkie".

Rozwiązanie paradoksu jest takie - bez prób rozwoju, treningu, bez celu i drogi, niestety także bez "popędzania" wzmocnieniami, czasem - negatywnymi, nie wiemy, jakie są nasze możliwości, potencjały, gdzie jest nasza prawdziwa Rzeczywistość. Więc owszem, permisywne spełnienia mogą dawać szczęście i jakieś tam satysfakcje, ale nijak nie gwarantują, że nie są to złudne szczęścia czy fałszywe satysfakcje. Dlatego warto próbować, zmieniać, dążyć gdzieś, żeby sprawdzić SAMEMU, jakie są możliwości i możliwe szczęścia. Akceptując bezwarunkowo zastany stan i wymagając tylko klepania się po pleckach i żebrolajków, nijak nie da się tego ustalić.

Jeśli komuś permisywizm wystarcza i już nie ma poczucia obciachu, zaklinania rzeczywistości czy zafałszowania, kiedy "król jest nagi", szkoda. Jak wyżej - wolę inne drogi i cele, wolałbym innych ludzi w przyszłości, stąd nie podoba mi się permisywny "ciałopozytywizm".





telemach
Fri, 21 Jun 2019 13:28:45
Ładnie się wpisuje w trend:
https://fashionista.com/2019/05/gucci-beauty-makeup-collection-campaign

Najciekawsze są jednak usta Dani Miller reklamujące szminkę:

https://www.stylist.co.uk/beauty/gucci-beauty-lipstick-campaign-dani-miller-teeth-anti-airbrushing/265319

Kiedyś nazywało się to ruina w buzi. Obecnie jest to "dental diversity"
Są szanse, że jeszcze zdążę zostać ideałem piękna.


Piootr
Fri, 21 Jun 2019 16:55:29
Z tym zdrowiem to do pewnego stopnia tylko zgoda. Ponieważ: https://www.sciencealert.com/the-healthiest-weight-might-actually-be-overweight-massive-study-finds

Boni avatar Boni
Fri, 21 Jun 2019 22:04:29
@telemach

Taaak. W ogóle, to miałem nieco dopisać do notki o socjoinżynierii symulakrum, którą można IMHO podziwiać "na żywo" coraz bardziej, w najróżniejszych zakresach. Ale wypadałoby najpierw napisać jakiś dawno obiecany esej o symulakrum "po mojemu", co nie, oraz akurat "ciałopozytywność" to nie jest jakiś flagowy przykład moim zdaniem, raczej stany nisko-normalne obecnego symulakrum i przeciętna trywialność, przynajmniej na razie; znalazłbym znacznie lepsze (i bardziej kontrowersyjne przykłady).

W szczególe Gucci to chyba od zawsze miał "dzikie pomysły", i "żeby się mówiło o", nie ważne, dobrze czy źle? A może coś mi się myli, na tej branży znam się epsilonowo.

@Piootr

Linkowane jest relewantne czy kontrargumentem w niewielkim stopniu. Bo jednak IMHO życie chciałoby się mieć jw. życzyłem, "długie i SZCZĘŚLIWE", sama długość życia to tylko kawałeczek zagadnienia, jego jakość i te "szczęście" to jednak ta "większa połowa". Jakość życia osoby z BMI 30 jest niższa niż osoby o BMI 20 - HOWGH, JA SKAZAŁ ORAZ RZEKŁEM.

Dwa, to że otyli mają coraz lepszą diagnostykę i opiekę i świadomość, co zapewne poprawia ich długość życia, może nawet jakość, to jednak jest w rozumieniu notki "koszt", a nie jakiś społeczny "zysk" czy wygrana; to jest jak pokazanie, że palacze czy alkoholicy w XXIw mają dłuższą oczekiwaną długość życia niż porównywalni palacze czy alkoholicy z 1970, i co, mielibyśmy się poklepać po pleckach, że jest cool, i zapalmy se papieroska, bo wódka lubi dym?

Trzy, to że BMI i jego "zakresy" są grubo przybliżonym opisem problemu grubactwa, to wiadomo od dawna, ale IMHO nie potrzeba dużo mocniejszego wskaźnika dla pierwszej kontrolnej samooceny (no bywa, że ktoś brandzluje się, czy waży 0.5kg więcej czy mniej i gdzie to go plasuje wg. najnowszego podręcznika zdrowego trybu życia czy zaleceń znachora - ale co ja poradzę, że ludzie wszystko przegną).

janek.r
Sun, 23 Jun 2019 21:48:49
Tja... Byłem magistropozytywny (po ch... mi doktorat, można żyć długo i szczęśliwie bez, a w ogóle ileż to ludzi porządnych i uczciwych bez stopni naukowych, a ilu łajdaków i durniów z), a teraz gorzko żałuję.

Sun, 23 Jun 2019 22:42:56
@boni: "Jakość życia osoby z BMI 30 jest niższa niż osoby o BMI 20"

Czy ja wiem? W czasach studneckich miałem BMI w granicahc 23-24, obecnie (w wieku pod pięćdziesiątkę) oscyluje wokół 28-30, a największe (acz mało istotne) obniżenie jakości życia związane z wagą, to dysonans między wewnętrznym obrazem siebie, a rzeczywistością w lustrze (choć w tej dziedzinie chyba bardziej boli łysina, zmarchy itp). Co jeszcze? Większe trudności z dopasowaniem garderoby? Bo zdrowie (morfologia, ciśnienie) odpukać, bdb. Myślę że bardziej by mi posłużyło, gdybym regularnie poćwiczył, niż schudł, choć akurat łatwiej mi kontrolować wagę samą dietą (ustawiłem sobie BMI 30 za max - tak profilaktycznie), niż dbać o kondycję...

Boni avatar Boni
Mon, 24 Jun 2019 08:55:01
@janekr

Możesz przecież to mienić... ;P

@kuba_wu

No ja mam podobne parametry na papierze i ogólnie jestem zdrowy, ale nie uważam, żeby bolące kolana, plecy czy kręgosłup; czy zadyszka przy byle wejściu pod górkę czy na schody; czy wiązanie butów walcząc z bebechem; czy zmęczenie byle próbą ćwieczeń poprawiało mi jakość życia. Jak się ograniczyć do Wielkich 20m Przemarszów łóżko- fotel- lexus- fotel- lexus- fotel- łóżko, to spoko, nie mam prawa narzekać.

Mon, 24 Jun 2019 11:52:22
@Piootr

Ja czytałem ze dwa artykuły nieco mniej pop(science), bo to były przedruki/tłumaczenia ze źrodeł w periodyku specjalistycznym (bodajże ViaMedica - żona była redaktorem), gdzie też zajmowali się badaniem kolrelacji, na dość sporych próbach i okresach, między masą ciała wyrażona w BMI a częstościa występowania co poważniejszych schorzeń. I też im wyszło, że najkorzystniejsze pod tym względem są jednak BMI uznawane oficjalnie za lekką nadwagę (z minimalną przewagą nad BMI "prawidłowym") ale i z wyraźnym pogarszaniem się parametrów przy BMI wchodzącym w otyłość, co zaznaczam, aby nie być posądzanym o propagowanie tejże.

Piootr
Mon, 24 Jun 2019 15:51:43
@Boni

A te bolące kolana i inne problemy nie są związane po prostu z upływem czasu, a nie z nadwagą? Bo ja niby brzucha nie mam, a różne rzeczy pobolewają

@Ad BMI

BMI niby trochę oszukuje, bo mięśnie też ważą. Ale kolanu chyba nie jest lżej, jeśli musi dźwigać mięśnie, a nie tłuszcz. Bo cukrzyce, nadciśnienia i inne choroby związane z otyłością pojawiają się chyba wtedy, jak ktoś dalej na skali się zapędzi.

Boni avatar Boni
Mon, 24 Jun 2019 16:13:26
@Piootr
@starość nie radość

Biorę poprawkę na wiek, ale mam wrażenie, że ciągłe chodzenie z workiem rzędu 25kg "na plecach" nie pomaga na czyjekolwiek kolana czy dół plecków.

@mięśnie a BMI

Chyba zakładasz, że gorsze BMI oznacza wyłącznie dodanie tłuszczu? IMHO problem jest taki, że może też w międzyczasie ubyć mięśni, np. mam wrażenie, że zyskałem tłuszczyk ORAZ straciłem połowę masy mięśni po dekadach zaniedbania i siedzenia przy kompach 16h na dobę, a nie, że tylko se dorzuciłem małe kilkadziesiąt kg sadełka na figurę jaką miałem w wieku lat 25.




 

Engine: Anvil 1.08   BS