... wśród kurdli i ośmiołów, chciałoby się rzec. A może raczej "wśród lochnessów i baranów".
Zbieram się od paru dni, żeby coś napisać, podsumować pięć lat emigracji, Szkocji etc. bo rocznica właśnie minęła, ale nic ciekawego nie wymyśliłem. Ot, mijają lata, życie płynie normalnie, a nawet całkiem spoko.

Zupełnie tak jak
w pierwszą rocznicę, Szkocja nadal fajna jest i ma naszą fokę aprobaty. Nie planujemy w tej chwili przeprowadzek, ani lokalnie, ani w sensie - do innych krajów.
Pomału nadciąga czas odcinania resztek powiązań formalno-prawnych z PL i dowiązania się mocniej formalno-prawnie do SCO/UK, jakieś pobyty stałe, prawa jazdy, itp. trzeba w końcu zacząć ogarniać.
Pierdoły jak dwa krany czy rury na zewnątrz domów czy deszczowe krainy w których nikt nie robi okapów dachowych, itp. folklor lokalny nadal deko niezrozumiały, ale to małe miki i błahostki. Bo znacznie bardziej nie rozumiem ludzi niż rzeczy, np. im bardziej "zakorzeniamy się" w Szkocji, tym mniej rozumiem znajomych, czy ogólnie Polaków czy emigrantów, którzy po paru (a nie daj boginii po parunastu) latach emigracji dostają jakiejś deprechy czy wk... na nowy kraj, mają zylion mniej czy bardziej zmyślonych problemów czy racjonalizacji, i chcą wracać do Polski itp. miejsc, albo przynajmniej przenieść się "gdzieś indziej" niż UK itp. pierwszy świat. No nie ogarniam, ale "a co nowego", nigdy nie byłem bardzo kompatybilny z narodem, tłumem, ludźmi, or compatible.
Dla nas nadal tu jest normalnie i fajnie, w Polsce itp. jednak nie. I chyba raczej zmieniamy się na modłę miejscową, niż zderzamy się czy "walczymy" z tutejszością. "Byt określa świadomość", nieprawdaż, np. ten moment, kiedy zauważasz, że już nie tylko polskie drogi czy kierowcy wydają się poje..., czy że w PL przygodni ludzie są wiecznie skwaszeni i wku... w porównaniu nawet z dosyć wk... Szkotami - ale że sam sposób mówienia, intonacje, motywacje, hierarchie wartości itd. wydają się już jakieś inne i dziwne, ba, nawet "osobista fizyka", twoja tolerancja na temperaturę czy pogodę, czy średnica twojego osobistego bąbla w kolejce czy przy kasie, zrobiła się inna, niż kiedyś.
Nie wspominając, że to co kiedyś wydawało się głupią manierą czy polonijną przesadą, tj. mieszanie pol-ang w mowie, piśmie i myśli, nagle jest naszą rzeczywistością, i zaprawdę, powiadam wam, żart, że człowiek nie robi się "bilingual" ale "bye, lingual", bardzo prawdziwym jest. Ale to też błahostka w sumie.
Podsumowując pięć lat - plan był niezły, wykonanie niezłe, i nadal nam się tu podoba.