... czyli udało mi się nie przegapić
coś jakby rocznicy w Szkocji.
Wielu rzeczy nadal tu nie kumam, jak pisałem
pół roku temu, ale tak naprawdę, tylko te durne krany z ciepłą/zimną są męczące (like, ostatnio, bardzo fajny hotel, bardzo wypaśna bateria mieszająca prysznicowa i na zlewie, a wanna, z baterią z tego samego modernistycznego "setu", tyle że idiotyczne dwa kurki).
Mieszkamy od roku na tej samej miejscówce, wklejamy się pomału w lokalność wioski. Gratów do mediów, hobby itp. mamy dosyć, nie mamy na co narzekać. Moja praca jest zmienna, acz niezmienna, jeśli wiecie, co mam na myśli. Kasa się raczej zgadza, nawet ostatnio symboliczna podwyżka była (w całej firmie). Jeżdżę ze 3x tyle co w PL, ale że akurat lubię ten sport, więc pasuje mi to. Służbowy samochód pożytecznym jest (już koło 7kkm zrobił); własny wymieniony na zabawniejszy niż van, też dostarcza (na razie dostarcza zajęcia - np. wczoraj naprawiłem, to co popsułem po drodze do Szkocji). Przyroda piękna jak zwykle tutaj, wiosną piękniejsza. Ludzie przeważnie przemili, w najgorszym wypadku - znośni.
W tej chwili przeprowadzka lokalna mało prawdopodobna, do innych krajów bardzo mało prawdopodobna, do PL z powrotem - musiałaby się jakaś katastrofa zdarzyć.
Szkocja nadal ma naszą zdecydowaną fokę aprobaty.