Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2017-05-14, niedziela
Tagi:  marynata, rapiery
___________________________________
Nieraz beznadziejnie tonę w rozważaniach na ile to, co mamy za unikalne, niezwykłe, przełomowe jest takie „obiektywnie” a na ile tylko „w oku patrzącego” - od zwykłego świadka, przez badaczy, po naukowców, czyli na skrzyżowaniu antropocentrycznego rozpoznawania wzorców z prawami wielkich liczb (a kto nie czytał „Kataru” Lema, idzie do kącika wstydzić się i przeczytać szybciutko).

W rozważaniach o historii, szczególniej wojennej, czy w szczególe wojenno-morskiej, robi się z każdym krokiem trudniej, bo ani historia nie jest jakoś szczególnie naukowa czy „obiektywna”; a wojen to już w ogóle, plus jeszcze większe emocje i propaganda; a morska dodatkowo – bywa mało świadków i świadectw, bo np. mało kto przeżył, ci co przeżyli g... widzieli, a „dowody” leżą na dnie w bliżej nieznanym miejscu.

Stąd czasem trudno powiedzieć, czy bohaterowie zostali bohaterami, bo rzeczywiście zrobili coś „above and beyond the call of duty” (obecne kryterium amerykańskiego Medal of Honour itp.), czy przypisała im to usłużnie propaganda, czy może wcale nie jesteśmy z głębi wygodnych foteli ocenić po dekadach, jak było „naprawdę”.

Po przydługim wstępie, przejdźmy do rzeczy – czyli Ubooty będą. Każdy fan historii wojenno-morskich właśnie się ocknął i sprawdza, czy „Das Boot (director’s cut)” nadal stoi na półce, i czy pamięta biografię K. Doenitza na wyrywki, no i zadaje sobie pytanie, o którym okręcie czy konwoju atlantyckim będę snuł.

A niedoczekanie wasze – cofniemy się tam, gdzie "Das Boot" z II wojny światowej był prawie fantastyką naukową, a przynajmniej wygodnym komfortowym transatlatykiem, w porównaniu. Czyli witamy na pokładzie pierwszej jakoś tam w praktyce działającej niemieckiej łodzi podwodnej, U-9 (czyli pierwszej łódki z trzeciej serii, pierwsza seria była raczej badawcza, druga ekhm, dopiero od serii 4 szt. zaczętej U-9 rozwija się historia Uboota na serio).

U-9Unterseeboot z 1910 miał 57m długości i 6 szerokości, ale kadłub ciśnieniowy - wewnętrzny zaledwie 48m długi i średnicy 3.6m. Może rozejrzyjcie się w koło, i znajdźcie jakiś niezbyt szeroki pokój 4m, potem wyobraźcie sobie, że jest długi na kilka domów – ale nadal ma powierzchnię jak większego mieszkania, lub małego domku. I na tej powierzchni trzeba zmieścić silniki spalinowe i elektryczne o mocy tysięcy koni mechanicznych, baterie, osprzęt, torpedy, zapasy techniczne, no i gdzieś upchnąć 29 ludzi, z ich pracą, bytowaniem i zapasami żywności.

Trochę mi słabo, jak tylko o tym czytam czy obrazki oglądam.

Łódka jest zdolna do zanurzenia się na jakieś 50m zaledwie, w niezbyt imponującym tempie. Jej prędkość na powierzchni to żałosne 14 węzłów (czyli tyle, co byle parowca z epoki), pod wodą dostojne 8 węzłów. Ma silniki spalinowe dwusuwowe na naftę, wymagające w położeniu nawodnym postawienia komina klasy „rura od piecyka”, z którego dym, przy dobrej pogodzie, widać z pierdyliarda mil. Przed zanurzeniem trzeba rurę złożyć oczywiście i zabezpieczyć wydech i inne włazy.

Kadłub jest nieizolowany termicznie i nie ma sensownej wentylacji, poza minimum wymaganym dla bezpieczeństwa wybuchowego baterii elektrycznej (produkującej odpadowy wodór), więc jest to jakby pieczara czy piwnica, zawsze wilgotna i gorąca od silników itp., ale z temperaturą ścian rzędu paru stopni, więc z ciągłym skraplaniem się wody na wszelkich powierzchniach zewnętrznych (i to się akurat nie zmieniło gdzieś do końca II wojny bodajże). I zagrażająca pożarem paliwa, wybuchem wodoru albo wyduszeniem wszystkich chlorem (przy ew. zalaniu baterii wodą morską) – do wyboru do koloru.

Przejdźmy się po U-9 od dziobu – na przodzie są dwie wyrzutnie torped 450mm, plus dwie zapasowe torpedy. Za nimi „kajuta” dwu podoficerów, nawigacyjnego i maszynisty, wyjątkowo zimna i mokra. „Kajuta” bo są to ich łóżeczka i niewiele więcej. Następnie mamy „kajutę” dowódcy, czyli łóżko i szafkę, na biurko itp. ekstrawagancje nie znalazło się miejsce.

Żeby przeładować torpedy zapasowe do wyrzutni, trzeba całość „kajut” podoficerów i kapitana, łącznie z łóżkami i szafką upchnąć gdzieś w tylnej części okrętu, w kabinach pozostałych oficerów itp. czyli z trudem skompresować się bezstratnie, bo ani przejść ani miejsca z tyłu w nadmiarze nie ma.

„Kajuta” oficerska jest następna – łóżeczka szefa-mechanika i pierwszego oficera rozdziela przejście, no bo to już „zapracowana” część okrętu. Żeby spać w takim łóżku np. pierwszego oficera, wymagane jest obycie i „pewna finezja” - łóżko jest za krótkie, żeby spać na plecach; trzeba się dobrze zaklinować na boku między wręgą a szafką, żeby nie wypaść przy kołysaniu; no i trzeba uważać, co się robi ze stopami, gdyż w nogach jest skrzynka bezpieczników z której wiecznie spada pokrywka i łatwo w nie wsadzić stopę i zrobić zwarcie. Oczywiście, wszystkim w czasie snu przeszkadza kapiąca na twarz woda, skraplająca się wszędzie powyżej. Tudzież wszędzie śpi się na bateriach - kwasiakach, grożących wybuchem wodoru, ale to już zdaje się wisieć całej załodze kalafiorem...

„Kajuta” oficerska jest też mesą – to akurat wygląda jak w serialu „Das Boot”, czyli może i kapitan z oficerami mogą se zjeść posiłek jak w kamperze, ale jeśli ktoś przechodzi środkiem, trzeba złożyć stoliczek itd.

Dalej za wręgą wodoszczelną jest przedział załogi, z elektryczną kuchenką z piekarnikiem, wiecznie grożącą zwarciem. Wydawanie z niej 100 posiłków na dobę jest czystą SF, więc przeważnie na powierzchni używa się na pokładzie kuchenki turystycznej „heavy duty”, w typie powszechnym na norweskich trawlerach itp. działającej nawet przy silnym wietrze.

W ogóle żywność jest na początku patrolu upchnięta wszędzie gdzie się da, w każdej wolnej przestrzeni, łącznie z toaletą itp. I w warunkach technologii 1914 i w wilgotnej piwnicy jw. psuje się błyskawicznie.

Załoga ma do dyspozycji parę łóżeczek, plus trochę hamaków, śpią, oczywiście, na zmiany. Za pomieszczeniem załogi jest przedział sterowania, potem przedział wentylatorów, kompresorów itp. do zanurzania i balastowania okrętu. W jego rogu jest toaleta, oddzielona parawanem; jak powiedział nasz człowiek na Ubocie – kiedy ją pierwszy raz zobaczył, zrozumiał, czemu doświadczeni koledzy zalecali opium w sporych dawkach (laudanum, ówczesny lek przeciwbiegunkowy), przed każdym patrolem dłuższym niż 12h...

Potem mamy maszynownię, z 4 silnikami na naftę (której smród, pomieszany ze spalinami, przenika cały okręt, bo nafta na łodzi ma swoje własne prawa, co tak pięknie opisał J.K. Jerome w „Trzech panach w łódce”), i 2 silniko-generatorami i 2 silnikami elektrycznymi. Wszystko tworzy dwa zestawy napędzające dwie śruby.

Za maszynownią są dwie załadowane wyrzutnie torped, bez zapasowych.

Wróćmy na „mostek” – w wieży jest przedział dowodzenia, mieszczący trzech ludzi (dowódcę, pierwszego oficera i sternika), dwa peryskopy, dwa „pianina” z 24 dźwigniami każde do kontroli zbiorników balastowych na obu burtach, trochę zegarów i wskaźników i zaworów, elektryczne stery głębokości, rury głosowe, no i urządzenia do odpalania torped.

Control from U-110, 1916Wygląda to wszystko trochę podobnie jak widywane po okrętach muzealnych z IIWŚ czy z „Das Boot”, tyle, że jest tego nieco mniej, prostsze i bardziej chaotyczne, i nikt za bardzo nie wierzy w te wszystkie zegarki i wskaźniki – kto w tym fachu ufał technice roku 1910 zbyt mocno, umierał młodo. Np. najpewniejszą metodą oceny czy zbiornik balastowy jest napełniany czy pełny, jest obserwacja przez okienka „mostka”, czy idą z niego bąbelki, albo czy już przestały...

Powyżej stacji dowodzenia jest mostek zewnętrzny, obsadzony tylko jeśli nie ma gotowości do zanurzenia. Bo składa się głównie z solidnej gumowej barierki, którą trzeba zwinąć przed zanurzeniem, włazy pouszczelniać (a najpierw złożyć komin) itd. itp. A jeśli nie rozwinie się relingu, itd. grozi wyrzucenie lub zmycie za burtę nawet przy niewielkim stanie morza. Obsadę stanowi wachtowy siedzący na włazie, podwachtowy siedzący w otworze włazu (a 4 silniki spalinowe, w sumie coś koło 1000 koni, wsysają mu powietrze w kroku, gdyż główny właz jest jedynym chwytem powietrza do silników) oraz marynarz „na oku”, czyli stojący na trójkątnym „stołku” powyżej - przeważnie przywiązany dla bezpieczeństwa.

Sterowanie okrętem jest trochę „jak zeppelinem”, i nie jest to jakaś natchniona alegoria czy romantyka – raczej należy to czytać „jest równie ch...owe”. W poziomie jest niezgorzej, kadłub i stery są w miarę ok, ale w pionie to są zagadki i zgadywanki, często z gatunku „czy Bóg istnieje? przekonamy się w następnej minucie naszego programu!”, kiedy okręt nagle nurkuje ostrzej niż planowano, przekraczając dopuszczalną głębokość konstrukcyjną. Zabawy zbiornikami i sprężonym powietrzem, przy gównianych wskaźnikach i zaworach, i malutkim okręcie, powodują wszelkie nieprzewidziane ruchy - jest to tak trudne, że czasem próbuje się kompensować pochylenia i balastować częścią załogi, biegającą w długiej osi okrętu...

Ten przydługi opis techniki i warunków na U-9 i podobnych z epoki, przyciągnąłem w kilku celach – żeby niektórzy niedouczeni fani zrozumieli gdzie robią błąd, postulując anachroniczną budowę setek okrętów podwodnych w 1910, zamiast dziesiątek pancerników. Żebyśmy lepiej zrozumieli, czemu wielkie admiralicje, brytyjska, niemiecka, amerykańska, rosyjska itd. przyglądały się okrętom podwodnym z pewną nadzieją na skuteczne działanie, ale głównie z obrzydzeniem i niewiarą, że to już dojrzała technologia – w przeciwieństwie do ówczesnych okrętów nawodnych, które weszły właśnie w fazę pt. drednot (pancernik), czyli całkiem dojrzałą. No i żeby naszkicować tło dla człowieka, gdyż ten cykl jest bardziej o ludziach, niż o okrętach.

Otto Eduard Weddigen pochodził z szacownej rodziny kupieckiej z Herford (miasto w obecnej Północnej Nadrenii – Westfalii, kiedyś Ravensberger), był jedenastym, najmłodszym synem. Rodzina była i jest bogata i nadal ma duże biznesy tekstylne; w jej szeregach było wielu literatów, duchownych, naukowców, przemysłowców. Po szkole średniej Otto poszedł do podchorążówki morskiej – w armii około 1900 nie było sensownych ścieżek kariery dla nie-junkra, tylko potomka kupców z ambicjami. W 1904 został podporucznikiem, w 1906 służył na kanonierkach w niemieckich koloniach w Chinach. Po powrocie do Niemiec w 1908 trafił na szkolenia podwodniackie, służył na kilku pierwszych Ubootach. W 1911 objął tymczasowe dowództwo na nóweczce U-9 opisanej powyżej, komandorem został w 1912 (dygresja – angielska wikipedia i niektóre źródła podają jakieś dziwne daty nt. temat, jakoś bardziej wierzę w niemieckie dane), już w 1913 prowadził skutecznie ćwiczenia-manewry przeciwko własnym trzem pancernikom.

W momencie wybuchu wojny w 1914 był chyba jednym z najlepszych ekspertów – dowódców broni podwodnej w Niemczech, jeśli nie na świecie.

Nawet nie idzie o przymioty osobiste czy jakieś waleczności, które przypisuje ludziom jak on propaganda, ale o taką techniczną, „niemiecką” solidność i po prostu zaangażowanie w swoją pracę – np. nikomu się nie chciało ćwiczyć przeładowania torped na morzu, na okrętach wczesnych serii, tak bardzo było to upierdliwe. Otto Weddigenowi się chciało, przeszkolił solidnie załogę w operacjach rutynowych, awaryjnych i w ogóle wydaje się, że metodycznie „robił swoje”.

Weddigen and his wifeJak pisał w pamiętniku w końcu 1914: Mam 32 lata i jestem przydzielony do flotylli podwodnej i jest to najbardziej mnie interesujący rodzaj floty. W momencie wybuchu wojny nasze łodzie zostały rozmieszczone w różnych portach Morza Północnego. Ożeniłem się 16 sierpnia 1914 w domu mojego brata w Wilhelmshaven z moją chłopięcą miłością, panną Prete z Hamburga. Musieliśmy pobrać się dokładnie w tym miejscu i czasie, i zrobiliśmy to - w ciągu 24h po tym musiałem odejść na spotkanie wyzwań, które niosły znaczne szanse, że moja nowa żona zostanie wdową.

Po 6 tygodniach wojny niemieckie Ubooty miały na koncie zero wyników, pomimo znacznych wysiłków i zaangażowania, i utraty dwu okrętów. Co po obu walczących stronach utwierdzało opinię, że okrętom podwodnym daleko do operacyjnej i taktycznej gotowości, jako narzędzia nowoczesnej wojny. W patrolach na Morzu Północnym Otto Weddigen starał się to zmienić, przepuszczając drobnicę i nawet małe torpedowce itp. szukając „big game”, jak mawiają myśliwi.

Po stronie angielskiej, Morze Północne patrolowało trochę niszczycieli i krążowników, tzw. Siły Południowe; okrętów nieco „drugiej świeżości”, tj. trochę starszych i wyjętych z naftaliny, stąd z obsadą rezerwistów raczej – bo na tym etapie polityką Churchilla i admiralicji było trzymanie trzonu Grand Fleet „przy klacie”, w Scapa Flow i na północy. Siódmy dywizjon, złożony z 4+1 starszych krążowników pancernych typu Cressy (plus ze dwie flotylle niszczycieli), patrolujący wahadłowo południe Morza Pn. mniej więcej od Holandii na zachód, nie bez powodu miał ksywkę „żywa przynęta” – obawiano się, że w razie czego znacznie nowocześniejsze krążowniki niemieckie zjedzą 7 dywizjon raz dwa trzy. Ale ktoś i tak musiał patrolować południe Morza Pn. i wejście do Kanału, więc uznano, że co za różnica...

HMS EuryalusOkoło 20 września z patrolu zszedł flagowy krążownik Euryalus, z braku paliwa, oraz odesłano niszczyciele, z powodu zagrażającego im sztormu. Na patrolu zostały trzy krążowniki, Aboukir, Hogue i Cressy, operowały w odstępie paru mil od siebie.

22 września Otto Weddigen i jego U-9 wracał z nieudanej wyprawy na Ostendę – ten sam sztorm, który odesłał niszczyciele osłaniające 7 dywizjon, uniemożliwił mu sensowne działania zaczepne.

O 06:10 rano, w poprawiającej się pogodzie, idący w półzanurzeniu U-9 dostrzegł krążowniki w szyku czołowym. Na krążownikach, pomimo wystawienia obserwatorów i częściowej gotowości bojowej, nie zauważono Uboota czy, później, peryskopu.

(Dygresja – istnieje kilka wersji akcji z 22 września, także w wersjach książkowych, różniących się w szczegółach, i zaprawdę, nie wiem w którą wierzyć – ale to tylko szczegóły)

Otto zanurzył U-9 i poszedł centralnie, na przechwycenie środkowego krążownika; wyszedł na doskonałą pozycję i wsadził Aboukir torpedę „z przyłożenia”, z jakichś 500m, w śródokręcie z prawej burty. Wybuch torpedy i magazynów (w wersji angielskiej – kotłowni) spowodował szybkie zatonięcie krążownika – w 20 czy 25 minut nic nie zostało na powierzchni, poza jedną szalupą... jak opisywał Otto: jego załoga była odważna i nawet kiedy śmierć zaglądała im w oczy, do końca utrzymała swoje pozycje, wypatrując celów dla bezużytecznych dział.

Wobec niezauważenia peryskopu, angielscy dowódcy przyjęli, że Aboukir wszedł na minę i oba pozostałe krążowniki ruszyły nieść pomoc i ratunek, czyli pełną parą weszły pod wyrzutnie Weddigena.

Otto odpalił w zbliżający się krążownik Hogue kolejną torpedę (w wersji wiki itp. – dwie, ale jakoś wątpię, prędzej był zdwojony wybuch np. magazynów itp.), zaledwie z 270m; przy odpaleniu ciężkiej torpedy kiepsko wytrymowany U-9 „wyskoczył” na powierzchnię, załoga krążownika podniosła alarm i kilka dział Hogue otwarło chaotyczny ogień, ale nie trafiło U-9, który zdołał z powrotem schować się pod wodę. A krążownik „wyskoczył z wody najmniej sześć cali” i zaraz poszedł na dno.

Jedyny pozostający na chodzie HMS Cressy już wiedział, że to nie miny i że to Uboot, ale to nie powstrzymało go przed próbami podjęcia rozbitków tudzież strzelaniem do czego popadnie (w ogóle opisy akcji Cressy są najbardziej zagmatwane i z czapy – że widzieli Uboota, jednego, drugiego; strzelali, próbowali taranować, że jedna torpeda trafiła a druga minęła, ale potem dostali trzecią z drugiej burty, itd itd – nie bardzo się to wszystko klei z pozycjami okrętów, wspomnieniami Otto i innych, itp.).

Może też nie przerywali akcji ratunkowej, bo liczyli na to, że po „wyskoczeniu” i ostrzelaniu Uboot zaszył się w głębi i ma dosyć. Zresztą, to nie były jeszcze czasy, kiedy uprawiano nieograniczoną wojnę podwodną czy nawodną, nie było w modzie „rzucić połowę tratw i kół ratunkowych i płynąć dalej”; imperatyw ratowania na morzu, nawet wrogów, był mocno zakorzeniony; Niemcy przy peryskopach U-9 też głęboko przeżywali walkę o życie setek ludzi, na tonących krążownikach.

Na Cressy przeliczyli się mocno, że Uboot już odpuścił - Otto wyprowadził U-9 na kolejną pozycję do strzału i wystrzelił pozostałe mu dwie torpedy, pierwszą z dalszej odległości, około 1000m, nie ryzykując podejścia do rozsierdzonego przeciwnika. Obie trafiły, Cressy w ciągu 10-15 minut wywrócił się do góry dnem, i zaraz zatonął. A jego załoga nawet jeśli zdołała opuścić okręt, znalazła się w rozpaczliwym położeniu i w wodzie, bo ich łodzie były już pełne rozbitków z dwu siostrzanych krążowników.

W ciągu mniej niż godziny cała wojna morska została zdefiniowana na nowo. Jak skomentował oficjalny historyk Royal Navy „Żadna bitwa w historii nie ogłosiła równie dobitnie zmiany sposobu prowadzenia działań na morzu, jak akcja 22 września”.

Weddigen odprowadził U-9 poza pole walki, wiedząc, że zaraz mu spadnie na głowę wszystko co Royal Navy ma w rejonie, a na resztkach baterii i z 8 węzłami musi zacząć uciekać wcześniej niż później.

Sygnały tonących krążowników i chmury dymu ściągnęły na miejsce walki trochę holenderskich parowców i trawlerów, które wyłowiły w ciągu paru godzin około 830 rozbitków – wkrótce przybyłe niszczyciele angielskie próbowały zlokalizować Uboota, ale było o wiele za późno. Około 1460 ludzi zginęło razem z trzema krążownikami.

Dygresja o unikalności – wydaje się, że jedyny przypadek przeżycia trzech torpedowań trzech różnych „własnych” okrętów jednego dnia, to marynarz Wenman Humfrey "Kit" Wykeham-Musgrave, który, zgadliście, pływał se wpław jak szalony z krążownika na krążownik i wyraźnie przynosił ze sobą pecha gorzej jak Jonasz; skończył tracąc przytomność na kawałku drewna, podjął go holenderski trawler. W czasie drugiej wojny dosłużył rangi komandora.

News 23 Sep 1914W UK rozlała się fala zgrozy i żalu, nie tyle do Niemców, co do Royal Navy i Admiralicji, która ewidentnie dała dupy. Oczywiście, wysokie rangi zrzuciły odpowiedzialność za katastrofę na dowódców krążowników, że nie zygzakowali, że wszystko robili źle, na wodach ewidentnie zagrożonych atakami Ubootów, no i proszę. Ale prywatnie i rzeczywiście, wysoka kadra RN, a co ciekawe także Kaiserliche Marine, z trudem otrząsała się z szoku, że łódź podwodna to już nie jest kosztowna acz niewygodna zabawka – w rękach zdeterminowanego specjalisty to już bardzo groźna broń na morzu.

Otto doprowadził bezpiecznie U-9 na przyjazne wody wieczorem 23 września, 24 osiągnął Wilhelmshaven, żeby dowiedzieć się, co dokładnie zatopił i że właśnie został bohaterem narodowym oraz celebrytą, i że cesarz jest zachwycony. A jego okręt i cała dzielna załoga dostała Krzyże Żelazne drugiej klasy; on sam dodatkowo Krzyż pierwszej klasy, jako dowódca.

Wydawał się trochę zaskoczony, uważał, że robił swoje, i że miał dużo szczęścia. Zawsze też podnosił męstwo marynarzy RN, którzy nie mieli w starciu z nim szans, ale walczyli do końca.

Nie bardzo miał czas gwiazdorzyć, nadal służył na okrętach podwodnych, za trzy tygodnie zatopił starszy krążownik HMS Hawke pod Aberdeen (to w ogóle był pokaz indolencji RN w stylu „twit of the year” – krążownik podejmował pocztę z parowca, więc zszedł z widoku eskadry; po czym śpieszył się zająć miejsce w szyku, więc nie zygzakował... Otto skorzystał i wsadził mu jedną acz skuteczną torpedę, i dopiero po naprawdę dłuższej chwili eskadra zorientowała się, że drogi Watsonie, chyba nam ktoś podpierdolił krążownik. Kosztowało to RN nieco ponad 500 ludzi, może i dobrze, że z kapitanem włącznie, bo powinno się go na rei obwiesić...)

Potem Otto miał malutki urlop z przyczyn zdrowotnych na początku 1915, ale już w lutym objął nowy U-29, trochę lepszy niż U-9; przede wszystkim – silniki Diesla, a nie benzynowe/naftowe. Czyli inne zasięgi i możliwości, na pierwszy patrol U-29 wyszedł aż na Morze Irlandzkie, o tu niedaleko nas, i zaraz zatopił ze cztery statki. A wracając wkoło Brytanii 18 marca 1915, w przesmyku między Orkadami a Szkocją, trafił na wracającą z ćwiczeń Grand Fleet.

Otto wyszedł na pozycję i wymierzył do drednota HMS Neptune, całkiem solidnego, jedynego pancernika tego typu, jeszcze całkiem „nowego” i sensownego – np. był to pierwszy okręt RN z wieżami głównej artylerii (305mm) jedna nad drugą, i już z dalmierzami na wszystkich wieżach, i pierwszym centralnym dalocelownikiem, prototypem, no ale jednak. Przełomowy unikat, zdaje się.

Weddigen nie trafił dwiema torpedami, za to stało się to samo co w bitwie 22 września – po zmianie wyważenia po strzale Uboot „wyskoczył” na powierzchnię bardziej niż przewidziano i został zauważony przez pancernik HMS Dreadnought. Tak, przez TEGO Dreadnoughta, pierwszego nowożytnego pancernika, w 1915 już przestarzałego - ale wiecie rozumiecie, to ten unikalny okręt, który swoimi „all big guns” + turbiny + pancerz przedefiniował wojnę morską i wyścigi zbrojeń początku XXw. i dał nazwę „drednotom”.

Dreadnought przyspieszył i rozjechał próbującego zanurzyć się U-29, przecinając go na pół. Nic nie zostało, wszyscy zginęli.

Jest to jedyny pewny przypadek zatopienia okrętu podwodnego przez pancernik w całej historii.

I jedyna akcja bojowa HMS Dreadnought w czasie jego całej służby.

Otto Weddigen stał się niemieckim bohaterem pierwszej wojny i międzywojnia porównywalnym tylko z Czerwonym Baronem. W całej I wojnie, poza jego U-9, tylko rajder SMS Emden (słynni piraci z Malajów, o których może inną razą) dostał Krzyż Żelazny dla okrętu i całej załogi. Odwoływali się do tradycji Weddigena naziści, odbudowując flotę podwodną; potem został nieco zapomniany, ale nadal nazywa się jego imieniem ulice i okręty.

Chyba nie sposób stwierdzić, czy był wyjątkowym i unikalnym bohaterem wojennym, czy tylko geekiem, zafascynowanym technologią, który „robił swoje” najlepiej jak potrafił - jak tysiące innych mu podobnych; przypadkowo w czasie, kiedy technologia całkowicie zmieniała sposób prowadzenia wojen.



PS.

Głównym źródłem co do realiów życia i walki na U-9, itp. są wspomnienia wydane w latach '20, "Sechs Jahre U-bootfahrten", autor Johannes Spiess - który był pierwszym oficerem Weddigena na U-9 i przejął po nim okręt. Tłumaczone i publikowane były tu i ówdzie; miało być ładne nowe rozszerzone i bogate wydanie angielskie, zapowiadane rok czy dwa temu, ale chyba nic z tego nie wyszło.

O bitwach i okrętach można poczytać na wiki itp. byle gdzie, wersje niemieckie deko się różnią; kawałki pamiętników Weddigena postawione w sieci tu czy tam, mówią czasem jeszcze coś innego, ale nie mam pojęcia z czego je ktoś tłumaczył, nie udało mi się zidentyfikować źródeł czy wydawnictwa. Chociaż nie wykluczam ich autentyczności, bo ludzie miewają bardzo ciekawe "dojścia" i wrzucają czasem perełki - np. przypadkiem znalazłem wzmiankę o dalszych losach J. Spiessa, który przeszedł do rezerwy w 1922 z przyczyn zdrowotnych i nie ma go w drugowojennych wykazach Kriegsmarine - ale ktoś wynorał w jakichś wpisach pamiątkowych po albumach kadetów itp., że Spiess został jednak powołany w czasie IIWŚ do działań "marynistycznych" pod egidą Abwehry o_O na terenie okupowanej Francji i okolic, i przeszedł na właściwą emeryturę dopiero w 1944r. Czego to się człowiek nie dowie z netu...





Mon, 15 May 2017 10:09:36
Że pancernik rozciął na pół łódź podwodną, to całkiem możliwe.

Ale dawno temu oglądałem film z II w.ś, w którym często gęsto jedna łódź podwodna taranowała drugą (w wynurzeniu).
Mam obawy, że to skrajnie niebezpieczne było dla obu stron?

Boni avatar Boni
Mon, 15 May 2017 10:47:48
@janekr
Że pancernik rozciął na pół łódź podwodną, to całkiem możliwe.

No ja myślę, może i drednoty nie miały już dziobów-taranów, jak poprzednia generacja z końca XIXw, ale miały wystarczająco mocne dzioby, kadłuby i napędy, żeby zmasakrować niszczyciel czy podwodniaka itp., jeśli wjechały na niego przypadkiem. Albo celowo...

Ale dawno temu oglądałem film z II w.ś, w którym często gęsto jedna łódź podwodna taranowała drugą (w wynurzeniu).
Mam obawy, że to skrajnie niebezpieczne było dla obu stron?


Zapewne. Może filmy były inspirowane akcją fińskiego okrętu podw. Vetehinen, który rozjechał i zatopił radziecki SzCz-305 nocą 5 listopada 1942, skończył z uszkodzeniami i przeciekami, ale przetrwał to.

krwawykrolik
Mon, 15 May 2017 13:11:21
No dobra, to jest wszystko bardzo rycerskie i efektowne, ale wszyscy wiemy, ze glowna rola U-bootow bylo zatapianie statkow handlowych (co prawie rzucilo Wielka Brytanie na kolana w 1917 roku) a najwazniejszym z zatopionych przez nie statkow w czasie WW1 nie byl jakis tam stary pancernik, ale pasazerska "Lusitania" plywajaca pod flaga neutralnych (do tego momentu) Stanow Zjednoczonych. Reszta jest historia tak pieknie opisana przez Roberta K. Massie w "Castles of Steel".

Boni avatar Boni
Mon, 15 May 2017 13:33:19
@krwawy

Tak, tak, a królowa Bona nie żyje. Jak widać, można i sto razy powtórzyć, że to co wiecie w 2017 jest mało relewantne dla historii z 1907 a nawet, być może, 1917 roku, ale kogo to obchodzi, skoro "wszyscy wiemy".

I ostrożnie z Massie, "tak pięknie pisze", no bo profi dziennikarz i pisarz, ale jego wersje i szczegóły różności i teorie niekoniecznie kleją się z innymi źródłami.

krwawykrolik
Mon, 15 May 2017 13:55:20
"I ostrożnie z Massie, "tak pięknie pisze", no bo profi dziennikarz i pisarz, ale jego wersje i szczegóły różności i teorie niekoniecznie kleją się z innymi źródłami."

Ktorymi? Ciekawym.

Gatling
Mon, 15 May 2017 14:20:15
Kurczę, jak historia i #rapiery zwykle odstraszają mnie błyskawicznie, tak Twoje notki historyczne [i tego nerda-neurologa - http://drgrumpyinthehouse.blogspot.com/p/dr-grumpys-history-lectures.html ] czytam z przyjemnością. Zacni gawędziarze są zacni.

Boni avatar Boni
Mon, 15 May 2017 18:00:22
@krwawy

Ktorymi? Ciekawym.

Tak jakbym miał Castle of Steel pod ręką, no nie wskażę ci stron i paragrafów w najbliższym czasie; ale trafiałem na różne dziwne kawałki, zresztą, nie tyle może "z winy" Massiego, co przepisał różności ze średnio wiarygodnych innych źródeł (jak na przykład te powtarzane w wielu miejscach, w tym na wiki, cudeńka o akcji z notki, bo przecież Anglicy i zaraz po akcji i jeszcze w międzywojniu w oficjalnej historii Corbetta, widzieli 22 września mnustfo okrętów podwodnych i zyliony torped).

Ale skądinąd, np. powtarzasz IIRC jego tezę (no, nie tylko jego), jakoby "zatopienie Lusitanii popchnęło do wojny neutralne (do tego momentu) Stany Zjednoczone" - no to jakieś długie te "momenty", ponad dwa lata to nie moment, na wojnie to epoka raczej. Lusitania popchnęła co najwyżej Preparedness, ale i tak rozeszło się to po kościach zaraz.

IMHO tak naprawdę dopiero hiobowe wieści z wojny totalnej w Europie, telegram Zimmermanna i ogólne stopniowe obrzydzenie do Niemców i podniesienie nacjonalizmu w US (w sensie - że nie ważne kto wygra w EU, US może być po wojnie zmarginalizowane, a to się kłóci z Wizją i Misją Błogosławionych, Demokratycznych, Moralnych i Wielcemocnych USA) zrobiło swoje w 1917, ale wtedy o Lusitanii już mało kto pamiętał. Przecież nawet po podniesieniu (znowu) nieograniczonej wojny morskiej przez KM w styczniu 1917 i to na serio i na środku Atlantyku i zatopieniu więcej niż paru statków amerykańskich (nie pamiętam ilu dokładnie), zajęło US przejście od gadania do wypowiedzenia wojny ze trzy miesiące.

zz_top
Mon, 15 May 2017 22:07:39
Kurde szacun brachu! Za ten wpis i za całą "marynatę"...

red.grzeg
Mon, 15 May 2017 23:03:09
Z akcją U-9 zawsze mi się kojarzy drugowojenna akcja Luftwaffe/RN z 11 maja 1942 r.

Brytyjski dywizjon 4 niszczycieli (HMS Kipling, HMS Jackal, HMS Lively, HMS Jervis) na Morzu Śródziemnym, na południe od Krety, został zaatakowany w trzech nalotach przez niemiecką eskadrę dowodzoną przez Joachima Helbiga*, tracąc kolejno trzy niszczyciele.

Wśród rozbitków którzy wrócili na Jervisie do portu, był niejeden który przeżył los podobny nieco jak Wenman Wykeham-Musgrave.

*przeżył wojnę i żył długo i szczęśliwie;

hellk
Tue, 16 May 2017 08:56:04
Bardzo ciekawe, dzięki za wysiłek włożony w notkę. Znalazłem kilka fotek z wnętrza tego smoka:

http://flashbak.com/hell-sea-inside-first-world-war-german-u-boat-57614/

Boni avatar Boni
Tue, 16 May 2017 10:02:14
@all

Dzięki za dobre słowo

@hellk

Tia, stamtąd pożyczyłem najbardziej pogięte zdjęcie, stanowiska kontrolnego, do notki. Ale to już 1916, w 1910 było jeszcze nieco gorzej.

Skądinąd U-1 jest do obejrzenia i to w formie przekroju, w Deutsches Museum w Monachium, ale to znowu nieco zbyt wczesna i jeszcze niedojrzała technika, w porównaniu z U-9.

Gammon No.82
Tue, 16 May 2017 19:17:33
Pancernik U-Boota dziobem? To chyba jak Curacoa trzepnięty dziobem przez Queen Mary?
A to laudanum to po co? Żeby w ogóle nie srać?

Boni avatar Boni
Tue, 16 May 2017 21:51:47
@Gammon

Pancernik U-Boota dziobem? To chyba jak Curacoa trzepnięty dziobem przez Queen Mary?

No tak jakby; duże krypy załatwiły trochę niszczycieli i lekkich krążowników, przeważnie swoich (geograficznie zabawny przykład - zdarzyło się, że Poznań rozjechał Elbląg, czyli pancernik Posen rozpruł krążownik Elbing, szalona nocka po bitwie Jutlandzkiej). A historyjka Hipper kontra Glowworm do dzisiaj chyba ma dwie wersje, kto kogo taranował - zależnie kto opowiada.

W podobnej skali okrętów jak w notce, to Olympic (bliźniak Titanica) załatwił U-103, tylko Niemcy byli już nieco głębiej a duża łódka nie trafiła ich dokładnie dziobem, raczej - przejechała solidnie po kadłubie no i śrubą im otwarła puszkę; Niemcy musieli bardzo szybciutko się przestawić z awaryjnego zanurzenia na awaryjne wynurzenie.

A to laudanum to po co? Żeby w ogóle nie srać?

Jak zrozumiałem, żeby srać znacznie mniej, ew. w formie liofilizowanej, bo to był lek na biegunkę wtedy... ale nie znam się.

Gammon No.82
Tue, 16 May 2017 21:56:20
to był lek na biegunkę wtedy

Do dziś jest w lekospisie w USA (laudanum), poza tym teraz jest loperamid - nieczapiąca (niestety) i nieuzależniająca pochodna morfiny. Wszystko to (oidp) działa w ten sposób, że spowalnia perystaltykę. No ale zatwardzenie na pokładzie U-Boota to też kłopot.

Boni avatar Boni
Tue, 16 May 2017 22:14:44
@Gammon

@rozważania o perystaltyce

Mam wrażenie, że to (coś przeciwbiegunkowego) mogło nieźle działać w sprzężeniu z faktem, że oni chyba raczej niedużo jedli na tych patrolach, bo nie za bardzo mieli jak przygotować, no i niewiele tego zdatnego jedzenia mieli.

Gammon No.82
Wed, 17 May 2017 07:05:02
niewiele tego zdatnego jedzenia mieli

Pewnie wszystko apertyzowane albo pasteryzowane (chleb w puszkach też da się zrobić, inaczej tego zresztą nie widzę, bo na trzeci dzień pieczywko zamieniłoby się w grzybnię bez chujni).
Ale że poza ładowaniem torped niewiele mieli gimnastyki, to i potrzeby żarciowe chyba też niewielkie.

Wed, 17 May 2017 07:46:42
"poza ładowaniem torped niewiele mieli gimnastyki"

Jeśli dobrze zrozumiałem, w tym okręcie mieli 4 torpedy w wyrzutniach i 2 zapasowe, więc tego ładowania to niewiele było.
Jedna - uciążliwa - akcja na cały rejs (zakładam, że zapasowe torpedy ładowano po wystrzeleniu obu przednich)
Ale dobry sierżant zawsze jakąś gimnastykę wymyśli chyba???

Boni avatar Boni
Wed, 17 May 2017 10:58:23
@Gammon

Pewnie wszystko apertyzowane albo pasteryzowane (chleb w puszkach też da się zrobić, inaczej tego zresztą nie widzę, bo na trzeci dzień pieczywko zamieniłoby się w grzybnię bez chujni).

I zmieniało się, IIRC Spiess opisywał, jak pięknie i szybciutko chleb zmieniał się w pleśniowe króliczki. Ogólniej, IMHO z tego, że jakaś tam technologia pakowania i przechowywania żywności istniała na świecie w 1914, nie wynika jeszcze, że ją ktoś stosował na Uboocie w Wilhelmshaven.

@janekr

Jedna - uciążliwa - akcja na cały rejs (zakładam, że zapasowe torpedy ładowano po wystrzeleniu obu przednich)

Dwie torpedy, więc dwie "uciążliwe akcje". No i nie wiem, nie wiem... kiedy ostatnio próbowałeś manewrować 800kg obiektem z poważnym ładunkiem wybuchowym, wewnątrz kołyszącego się zbiornika średnicy 3m? Bo IMHO nieco za lekko się wypowiadasz o tym.

BTW patrząc w te torpedy wychwyciłem kolejną niezgodność i poprawkę do notki - U-9 miał torpedy 45cm, a nie 50cm, takie miały nieco późniejsze Ubooty.

Wed, 17 May 2017 11:24:27
Ja nie mówię, że ładowanie zapasowych torped było mało uciążliwe.
OK, było potwornie trudne, ale robiono to tylko dwa razy w czasie całego kilkunastodniowego rejsu.

Poza tym chodziło mi o okoliczności towarzyszące - skoro do załadowania torped należało opróżnić dwie kabiny, zapewne starano się to robić raz a dobrze, dla obu zapasowych torped jednocześnie.

Boni avatar Boni
Wed, 17 May 2017 11:49:47
@janekr

"Kilkudniowego", nie "kilkunastodniowego", myślę że na początku 2WŚ to góra tydzień, ale raczej 4-5 dni.

Torpedy były zbyt cenne, żeby pykać je po dwie do byle czego, no a jak wystrzelono jedną, to chyba wolałbym ją przeładować "zaraz", a nie czekać np. dwa dni, aż zużyję drugą. Bo może nagle będę potrzebował wszystkich czterech, jak Otto.

rozie
Thu, 18 May 2017 06:47:58
@Torpedy - możesz od razu na wiki poprawić, jak znajdziesz źródło, bo piszą raz tak, raz siak.

"Kilkudniowego", nie "kilkunastodniowego", myślę że na początku 2WŚ to góra tydzień, ale raczej 4-5 dni.
Wiki podaje zasięg 3300 km przy 26 km/h (wynurzenie; wiki pewnie kłamie, dla maksymalnej by podawali zasięg?) oraz 150 km przy 9,3km/h (zanurzenie), czyli do 6 dni gołego pływania. Początek 2WŚ to już chyba zupełnie inna bajka (type VIIx)?

Boni avatar Boni
Thu, 18 May 2017 10:19:27
@rozie

@poprawianie wiki

Thanx, but no, thanx.

@czas patrolu

Na początku wojny osiągali zasięgi rzędu 1200 mil na pewno (no bo z Heligolandu pod Szetlandy dopływali i często z powrotem). Nie chce mi się szukać wiarygodnych źródeł i logów ile im to zajmowało, ale to jest rzędu 5 dni, licząc średnią 10 węzłów. Która nie jest nieprawdopodobna, a raczej zaniżona - i raczej zależna od stanu morza i akcji po drodze, niż silników; w sensie - te złomy dwusuwowe praktycznie nie miały regulacji prędkości (stąd pierwsza i może druga? serie U miały regulację skoku śrub, witajcie w świecie przekombinowanej mechaniki); to nie jest jak z okrętami parowymi z epoki, szczególniej turbinowymi, że są prędkości ekonomiczne, krążownicze, maksymalne, itd. Ubooty na naftę IIRC pływały raczej "cała naprzód - coś kombinujemy nadludzkim wysiłkiem - pływamy se wolniej i z regulacją na elektryce, no ale tylko przez chwilę - stoimy".

BTW był słynny wyścig parowca z Ubootem, wygrany przez parowca, ale m.in. o tym pewnie będzie kiedyś inna notka. Bardzo bardzo smutna notka.

cmos
Thu, 18 May 2017 12:45:49
@witajcie w świecie przekombinowanej mechaniki

Zaraz, a nikomu nie przyszło do głowy, że jak już mamy silnik spalinowy, prądnicę, akumulatory i silnik elektryczny, to prościej będzie zrobić napęd elektryczny z range extenderem? W samochodzie zrobiono to już sporo wcześniej (Lohner-Porsche Mixte 1900)

Boni avatar Boni
Thu, 18 May 2017 13:48:10
@cmos

Pewnie przyszło, ale chyba nie było to realne na niemieckim okręcie około 1910, turbo-elektryczne (czy ogólnej zestawiane "jakiś_silnik + prądnice + silniki_el_trakcji") to dopiero pod koniec 1WŚ i międzywojnie, itd.; Amerykanie narobili tego sporo na różnych okrętach w tamtej epoce i nawet działało (jeśli akurat nie strzelił rozrząd elektryki, czy jakieś bezpieczniki ;).

Ale OIMW przeważnie chodzi(ło) o poważne oszczędności na mechanice i przekładaniach (i ew. dodatkowych generatorach) przy naprawdę niedopasowanych silnikach do obciążeń, jak turbina na okręcie czy spalinowy w lokomotywie, a nie, że jakiemuś silnikowi trochę regulacji obrotów brakowało.

mgr Sianko
Fri, 19 May 2017 08:00:35
Jako niedouczony fan nadal uważam, że gdyby skierowano wyysiłki R&D na rozwój Unterseeflotte zamiast na Hochseeflotee, wyniki wojny byłyby inne.
Zróbmy eksperyment profesora Gedankena i załóżmy, że zamiast U-29 jest całe "wilcze stado". "Dreadnought" pewnie stałby się sztuczną rafą.

cmos
Fri, 19 May 2017 09:32:23
@mgr Sianko
"Jako niedouczony fan nadal uważam, że gdyby skierowano wyysiłki R&D na rozwój Unterseeflotte zamiast na Hochseeflotee, wyniki wojny byłyby inne."

Jednak to trochę nie ta skala czasowa. Doprowadzenie tak młodej technologii działającej na granicy możliwości technicznych do przyzwoitej sprawności to są jednak długie lata i nie wierzę żeby dało się to znacząco przyspieszyć.

Chociażby to nieoczekiwane wyskakiwanie okrętu na powierzchnię - widziałem w TV jakąś dokumentację o (bodajże) angielskim okręcie z WWI operującym w Dardanelach, który przy alarmowym zanurzeniu odbił się od zimniejszej i bardziej zasolonej warstwy wody i mimo wysiłków załogi wyrzuciło go na powierzchnię, wprost pod lufy. Samo poznanie takich problemów i ustalenie ich przyczyn musi trwać, tego się nie da skrócić.

Boni avatar Boni
Fri, 19 May 2017 10:07:28
@mgr Sianko
"Jako niedouczony fan nadal uważam, że gdyby skierowano wyysiłki R&D na rozwój Unterseeflotte zamiast na Hochseeflotee, wyniki wojny byłyby inne.

A ja nadal uważam, że każdy kto postuluje takie rzeczy ("standardowe" okręty podwodne z roku 1943, z całą ich techniką i taktyką, budowane w 1910-1914) jest słaby z historii, w tym historii techniki i postuluje anachroniczne bajędy. Bo to jest jak postulowanie Spitfire czy Me109 w 1920 albo T-34 pod koniec pierwszej wojny. Tam wszędzie w 1900-1910 to pewnie lenie były, przyłożyliby się bardziej i szybciej wystrugali naukę, technikę, doktryny, taktykę, to by tak pięknie było; no wtedy to już na pewno mielibyśmy teraz latające samochody zamiast kotków na smartfonach.

Np. IMHO fajną analogią jest obecne przejście z wojny "załogowej" na "bezzałogową". Weź wytłumacz, na ch... ktokolwiek w miarę przytomny inwestuje w ostatnich 15 latach jakiekolwiek pieniądze w R&D dla i nowe załogowe samoloty czy nawet czołgi. I pokolenie twoich wnuków będzie dyskutować "Ja nadal uważam, że jakby skierowali w 2007 wysiłki R&D na drony, to Polska (or compatible) by się obroniła znacznie lepiej", i co im powiesz na początek, poza tym, że bredzą ahistorycznie?

@wilcze stada

To jest nawet ciekawe jak bardzo ci się wszystko poplątało. W 1915 wilcze stado nikomu do niczego nie było potrzebne, szczególniej pod Orkadami, ale przecież nie przeszkadza ci to przynieść tego "wytrycha" jako panaceum "na wszystko" - w 1915 Otto potrzebował lepszych torped i okrętów (prozaicznie - silników, żyroskopów, peryskopów, zaworów, itd itp.), a nie wilczego stada. Jakby miał nieco lepszy okręt i lepsze torpedy, to może posłałby na dno i Neptune i Dreadnought i wrócił do żony.

Wilcze stada stały się ogólnie potrzebne kiedy zaczęto formować porządne konwoje. Zgadnij kiedy to było i dlaczego Doenitz wymyślił strategię wilczego stada jednak nieco później (podobno), a tak na serio zaczął sprzedawać ją dopiero w latach '30, kiedy w ogóle zaświtała szansa na te grube dziesiątki Ubootów na środku Atlantyku. I przebicie się z nią jeszcze zajęło mu jakieś 10 lat.

rozie
Fri, 19 May 2017 11:13:36
Ja tylko zauważę, że poplątaniu sprzyja wiele czynników:
1. Wzmianka o U-96 na półce (i polecam książkę, jednak).
2. Nakładająca się numeracja U-bootów https://en.wikipedia.org/wiki/SM_U-9 vs https://en.wikipedia.org/wiki/German_submarine_U-9_(1935)

Boni avatar Boni
Fri, 19 May 2017 11:26:07
@rozie

@wzmianka o U-96

Aleeossochoziii?

@numeracja Ubotów

No można się pomylić, jak ktoś jest zdolny, nawet z U-9 typu 205 z lat 1960. Ale "trzeba było uważać".

rozie
Fri, 19 May 2017 16:52:32
Aleeossochoziii?
No... film. Das boot jest o U-96 przecież? Chociaż bardziej z grupą muzyczną kojarzę (teledysk z filmu) i pomieszałem.

Boni avatar Boni
Fri, 19 May 2017 19:03:10
@rozie

(jeżu, jakoś trudno się dogadać...)

To, że das Boot to wiem, ale jeśli ty serio sugerujesz, że ta wzmianka o das Boot "sprzyja poplątaniu" co do techniki i taktyki z 1914 i 1943 i ktoś tutaj to poplątał, to a) hańba ci - obrażasz mi czytelników b) cięta riposta - może niech taki ktoś nie czyta tego bloga, to się może źle skończyć, ja napiszę "silnik diesla obsysa" i zaraz ktoś se wkręci ch... w pasek klinowy c) serio - przestań zmyślać uwagi redakcyjne.

gszczepa
Fri, 19 May 2017 21:24:15
@mgr Sianko
"Jako niedouczony fan nadal uważam, że gdyby skierowano wyysiłki R&D na rozwój Unterseeflotte zamiast na Hochseeflotee, wyniki wojny byłyby inne."

Wyniki wojny byłyby zupełnie inne gdyby zamiast kierować wysiłków na dowolne "flotte" zainwestować w siły lądowe.

Boni avatar Boni
Fri, 19 May 2017 23:40:44
@gszczepa

Wyniki wojny byłyby zupełnie inne gdyby zamiast kierować wysiłków na dowolne "flotte" zainwestować w siły lądowe.

Ok, to wydaje się znacznie mniej ahistoryczne, ale mam wrażenie, że zainwestowali całkiem wystarczająco. Że może wystarczyło nie być aż tak zadufanym, żeby fikać na dwa fronty jak na dwa uda, "albo się uda, albo się nie uda", no tylko, że się nie udało i nad Marną "Wasza wysokość, przegraliśmy wojnę". Ale nie znam się.

krwawy_krolik
Sat, 20 May 2017 14:33:41
Niemcom w podboju Europy zawsze przeszkadzalo najbardziej cos na co nie mieli wplywu, czyli centralne polozenie geograficzne ich kraju + fakt ze "Anglia jest wyspa". The only winning move is not to play.

charliebravo
Sat, 20 May 2017 17:10:25
@Notka
Kolejna bardzo udana i ciekawa. Muszę się douczyć z I WŚ, dotychczas pominąłem jako mniej ciekawą.
@przeniesienie napędu
Pierwsze konstrukcje spalinowo-elektryczne to jedno, a dojrzała technologia to drugie. Spalinowo-elektryczny napęd miały bodaj Elefanty-Ferdynandy czy jakiś inny pomiot nieudanego Tygrysa Porsche i była z tym kupa problemów - niemal trzydzieści lat później.

Zresztą, Porsche to najbardziej przereklamowany inżynier ever, nazista i megaloman na dodatek.

@Śruby o zmiennym skoku
Ok, a jak to inaczej rozwiązać wtedy? Jeśli niebałdzo dało się normalnie sterować silnikiem? Nie podając paliwa/iskry do części cylindrów? Jakąś skrzynią biegów, jak w Fordzie T? Bo takie wynalazki jak fluid flywheel to jednak chwilkę później? Zreszta na HMS Belfast (tym z Londynu) widziałem bodaj trzy turbiny: marszową, bojową i wsteczną. Wiem, ze turbiny mniejsze ale tez nie powala elegancją. Pytam bo się nie znam.

charliebravo
Sat, 20 May 2017 17:20:41
@Niemcy i podbój Europy
No przecież im się udał. Została Wielka Brytania, ledwie zdolna do obrony za wodą, w gruncie rzeczy bez znaczenia. Gdyby a) nie wkroczyli do takiej Rosji czy Ukrainy jak nadludzie i oprawcy, tylko wyzwoliciele i b) nie wypowiedzieli "honorowo" wojny USA to mogło być bardzo różnie. Byli tuż od zajęcia Egiptu z Kanałem Sueskim i blisko odcięcia ZSRR od kaukaskiej ropy. To się mogło inaczej skończyć.

Boni avatar Boni
Sat, 20 May 2017 22:04:43
@silniki

No właśnie chyba nie za bardzo mieli dobre rozwiązanie, ale nie wnikałem dalej niż "silniki miały bardzo wąski zakres użytecznych obrotów, co próbowano rozwiązać przy pomocy zmiennego skoku śrub". I jw. transmisja elektryczna na okrętach była w miarę spoko, ale gdzieś tak od 1916 i później w USA, a nie już w 1910 w Niemczech.

@1WŚ

Ja na stare lata odkryłem jak bardzo ciekawa i pouczająca była 1WŚ w porównaniu z 2, chyba stąd notki w tym kierunku - może tak: dwójeczka była fascynująca skalą POSTĘPU technologicznego, wojskowego i skuteczności w mordowaniu nie-bliźnich, jedynka jest fascynująca PRZEŁOMAMI technologicznymi w technologii, wojskowości i tendencjach mordowania bliźnich.

Kiedyś 1WŚ wydawała mi się nudną ramotą, tyle, że przez twits w dowodzeniu po obu stronach zabili w bezsensownych bitwach rekordowe ilość ludzi, ale to jest znacznie ciekawsze i więcej.

@Niemcy a podboje Europy

To czy Niemcy miały dość zasobów, i jak blisko były podbicia lub nie EU, to temat rzeka, ale zawsze mam wrażenie, że najbardziej potykali się o własne nogi, tj. o narodową megalomanię i mit nadczłowieka, w dowolnej wersji, niekoniecznie aż nazi; i ciągle robili na tym tle megagłupoty jak wojna na dwa fronty, ale też głupoty "codzienne" np. czy ktoś ich zmuszał na początku 1WŚ bezsensownie wybijać w Belgii cywilów tysiącami? Robić ten durny rajd na Scarborough? Itp. ruchy? A po czymś takim, tudzież Lusitaniach itp, no jakoś coraz trudniej było tłumaczyć np. w USA, że Brytole i Niemcy to takie same ch... i jedna rodzina po Wiktorii, i niech się napierdalają w EU w megatrupa, w tej imperialistycznej "unholy war", a co nas, NFRców demokracji i moralnych spadkobierców kwakrów, to obchodzi. I nagle w mniej niż dwa lata gigant USA przestawił się z "niech się leją w EU do woli, nie damy się wciągnąć Wall Street w wojnę" i "He kept us out of war!" (hasło wyborcze Wilsona w 1916), na "no k... dość tego dobrego, tego nie da się znieść i trzeba bronić demokracji a Niemce to ch...e" i że Ameryka musi iść na wojnę ("War to end war", tego samego Wilsona w 1917).

charliebravo
Sun, 21 May 2017 20:57:35
I WŚ vs II WŚ

Pomyślałem sobie, i wychodzi mi, że racja. Znaczy, jak się porówna Etrich "Taube" do
ciężkich bombowców "R" z 1918, to wychodzi więcej różnic niż powiedzmy między Me 109 D a K. Na początku wojny czołgów w ogóle nie było, a pod koniec wojny i szybkie, i ciężkie, i transportery. I to całkiem zaawansowane rzeczy, w rodzaju planeternych dwustopniowych mechanizmów skrętu już się pokazywały. W IIgiej dla porównania jak zaczęli Niemcy na Panzer IV to kończyli na Panzer IV (a Tygrys się różnił w gruncie rzeczy skalą). Artyleria - nie znam się, ale czytałem że taki postęp jak podczas I WŚ nie dokonał się już nigdy. Itp.

Z drugiej strony - radary, bomba atomowa, w trochę mniejszym stopniu (bo to jednak nowa technologia napędu obecnych w I WŚ samolotów) silnik odrzutowy. Przechwytywanie komunikacji bezprzewodowej i Enigma chyba jeszcze mniej, bo to przecież nawet w 1920 wygrało nam wojnę.

@Potykanie się Niemców o własne nogi
Oczywiście. Ale ciężko mówić, że nie mogli podbić Europy, skoro ją podbili. Możemy
dyskutować o utrzymaniu. Ale i tu jestem przekonany, że gdyby (świadomie przekręcam termin) dokonali "finlandyzacji" Ukrainy, Czech, części Rosji - tak jak to zrobili ze Słowacją, Rumunią, Węgrami.

Stalina/komunistów za główny problem uważano jeszcze tuż przed atakiem Niemców na Francję, Anglicy z Francuzami planowali wiosną 1940 operację w Norwegii żeby walczyć z bolszewikami przecież. Kto by poszedł umierać za WKP(b) w 1942 powiedzmy, Amerykanie? No bez jaj.

Boni avatar Boni
Sun, 21 May 2017 22:48:34
@charliebravo

Dla 2WŚ za przełomy liczę chyba tylko atomówkę i radary, no może jeszcze pierwociny komputerów i kierowanych broni (czyli może ogólniej, atomówka i postęp elektroniki i okolic). Reszta to szybki, czasem znaczny, ale tylko postęp.

W 1WŚ tak z głowy, weszły na serio okr. podw., czołgi, samochody, karabiny maszynowe, gaz, samoloty, dalocelowniki, radio, krypto, plus postęp jak w 2WŚ - artylerii, materiałów wyb. i miotających, i całej reszty; w sumie tylko karabin i okop zostały bez większych zmian, no bo pm Thompson nie zdążył na wojnę.

gszczepa
Mon, 22 May 2017 10:24:10
IIWŚ (poza wcześniej wymienionymi):
1) rakiety balistyczne (V-2)
2) ręczma broń ppanc (Pancerfaust, Bazooka, itp..)
3) desant powietrzny (spadochrony/szybowce)


Boni avatar Boni
Mon, 22 May 2017 11:18:14
@gszczepa

Balistyki, tak, zapomniałem.

Bazooki itp., fakt, może nie tyle granatniki jako takie, ale ładunki kumulacyjne, weszło to w 2WŚ z przytupem, nawet jeśli dłubano niemrawo w tym temacie nieco wcześniej.

Spadochroniarze, IMHO nie - "Major Lewis H. Brereton and his superior Brigadier General Billy Mitchell suggested dropping elements of the U.S. 1st Division behind German lines near Metz. The operation was planned for February 1919 but the war ended before such an attack could be seriously planned.", a bardziej na serio to lata '30.

Boni avatar Boni
Mon, 22 May 2017 11:35:24
@gszczepa

Po zastanowieniu, niech będzie, że spadochroniarze itp. to też przełom w 2WŚ, bo w sumie to oni tak istnieli przed 2WŚ, jak okręty podwodne przed pierwszą...

gszczepa
Mon, 22 May 2017 13:13:49
Po namyśle dorzuciłbym nowoczesną broń piechoty.

Zestaw:
ukm (MG 42) + karabinek szturmowy (StG44) + karabin samopowtarzalny z celownikiem optycznym (G43+ZF4)
jest zasadniczo aktualny do dzisiaj.

Boni avatar Boni
Mon, 22 May 2017 13:49:28
@gszczepa

Też nad tym myślałem na samym początku, szczególniej o ukm i szturmowych, ale to jednak chyba liczy się za "progres i ewolucja", jak artyleria w 1WŚ, ale nie jakiś przełom, powiedzmy, jak kar.masz. w 1WŚ.

charliebravo
Mon, 22 May 2017 15:37:37
Oczywiście to jest piękno w oku widza i w ogóle, ale broń maszynowa została
wprowadzona i była użytkowana na długo przed I WŚ. Jeśli liczyć Gatlingi i podobne wynalazki, to ZTCP więcej niż pół wieku. Oczywiście koncentracja, masowe wykorzystanie, czy jakieś perwersje w rodzaju ogień pośredni ckmami to jest dopiero I WŚ, zgoda. Tylko że jeśli tak to widzimy, to bombowiec strategiczny to będzie wynalazek z II WŚ także, no bo wszystko co mogły zrobić Zeppeliny czy "R" blednie przy jednej Guernice.

Więc powiedziałbym, że wynaleziona na długo przed, a potem te wszystkie oczywiste cykle optymalizacji (jak już bronią do masowego strzelania na odległość stał się ckm, to można było odpuścić "mocne" naboje karabinowe, potem ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić pistolet maszynowy, ale okazało się że nabój pistoletowy jest "za słaby" do wielu sensownych zastosowań, więc stworzono nabój pośredni, więc okazało się...itp). Ja bym to wrzucił do worka z napisem "broń automatyczna".

@gszczepa
Racja, rakiety balistyczne to była duża rzecz. Może też takie rzeczy jak kierowane rakiety (ziemia-powietrze, powietrze-woda)/pierwsze drony (project Aphrodite).



gszczepa
Mon, 22 May 2017 20:20:21
Właśnie bombowiec strategiczny zaliczam do DWŚ. Wcześniej lotnictwo sobie latało, coś tam strzelało i bombardowało, ale wymiaru strategicznego nie miało.

@karabiny maszynowe;
Teoretycznie były dostępne, ale w praktyce nie były na tyle dojrzałymi i powszechnymi konstrukcjami żeby odgrywać znaczącą rolę. Jeśli się zerknie na daty wprowadzenia udanych, dojrzałych wzorów, to wszędzie jest to tuż przed PWŚ (np. Austro-Węgry, Schwarzlose M.7/12 - 1912; Rosja, Maxim wz. 1910 - 1912; Wielka Brytania, Vickers - 1912)
to można lepiej zrozumieć zaskoczenie że siła ognia nagle tak wzrosła że może stopować natarcie.

charliebravo
Tue, 23 May 2017 12:58:49
@przełomy w II WŚ
Transport lotniczy. Bo o ile w pierwszej to sobie mogli co najwyżej worek poczty, a szczytowym wysiłkiem była jakaś tam tona bomb, o tyle w drugiej przerzucano już
naprawdę istotne ilości towarów.

mgr Sianko
Tue, 23 May 2017 15:07:32
To jest nawet ciekawe jak bardzo ci się wszystko poplątało. W 1915 wilcze stado nikomu do niczego nie było potrzebne, szczególniej pod Orkadami, ale przecież nie przeszkadza ci to przynieść tego "wytrycha" jako panaceum "na wszystko" - w 1915 Otto potrzebował lepszych torped i okrętów (prozaicznie - silników, żyroskopów, peryskopów, zaworów, itd itp.), a nie wilczego stada. Jakby miał nieco lepszy okręt i lepsze torpedy, to może posłałby na dno i Neptune i Dreadnought i wrócił do żony.

Mógłby mieć lepszy okręt i torpedy, gdyby R&D skupione było właśnie na tym, nie na pancernikach. A gdyby takich lepszych okrętów było pod Orkadami więcej, Home Fleet siedziałaby w Scapa Flow.

krwawy_krolik
Tue, 23 May 2017 16:22:06
Po stronie Zachodniej przelomem w II w.sw. nie byly innowacje w uzbrojeniu, ale wprowadzenie nowoczesnych metod planowania i logistyki do wojskowosci.

janek.r
Tue, 23 May 2017 16:47:04
Tak przy okazji - czy nie można by organizować survivalowych wycieczek na łodziach podwodnych?
Powiedzmy na tych lepszych, z II WŚ.

Program mógłby przewidywać ugotowanie czegoś w zanurzeniu, zjedzenie tego i skorzystanie z wychodka bez zatopienia całości...

Przypuszczam, że byłby na to popyt, nawet za grube pieniądze, ale nie wiem, czy jakikolwiek ubezpieczyciel zgodziłby się ubezpieczać uczestników.

charliebravo
Tue, 23 May 2017 20:15:37
@krolik
To nawet ciekawe, że ktoś z Twoim wykształceniem uważa, że naukowo-naukowe zarządzanie było ważniejsze niż bomba atomowa czy rakieta balistyczna. :P

A tak serio, mam wrażenie że ten aspekt II WŚ jest przereklamowany. Sporo czytałem o ludziach, którzy robili to planowanie dla na przykład Anglików, i dosyć mocno podkreśla się ich sukcesy, za to o porażkach cisza.

Z drugiej strony, logistyka i planowanie w I WŚ też musiały zupełnie nieźle działać, jeśli wziąć pod uwagę "przemysłowy" aspekt wojny i na przykład takie rzeczy.

gszczepa
Tue, 23 May 2017 20:27:28
Na Taiwanie nawet mają takie dwie na chodzie...

Boni avatar Boni
Wed, 24 May 2017 10:58:33
@transport lotniczy

No faktycznie, mostów powietrznych w 1WŚ nie bywało. Ale waham się, czy to rewolucja, bo poza Berlinem, to co niby tak bardzo zmieniły te wielkie transporty powietrzne? Niewiele. Zresztą, można się przecież spierać, czy te przełomowe bombardowania strategiczne miały sens.

@mgr.Sianko

Tak w ogóle, to Grand Fleet nie siedziała w Scapa na początku 1WŚ, nie myl solidnie bronionego i obstawionego Scapa Flow, ze Scapa 1914. A po pierwszej akcji paru Ubootów, średnio udanej (IIRC nikogo, czy coś tam nieistotnego zatopili, plus nieco kuriozalnie stracili jeden IIRC, też staranowany), ale "Niemce pokazali się pod Scapa", GFleet była rozproszona po całej północy.

Co do "mogliby zainwestować w OP, zamiast", zapewne, mogliby. Wszyscy mogliby wszystko, bo wszystko wiadomo po 100 latach, albo przynajmniej tak się wydaje. Równo dobrze możesz przekonać Macierewicza z Kaczyńskim do przestania inwestowania samoloty, zamiast tego w R&D ciężkich dron; może i łatwiej niż można było przekonać Tirpitza i Kaisera, żeby nie inwestować w pancerniki, tylko w OP. Go, mgr, go!

No i moglibyśmy mieć te tanie latające samochody, do cholery, zamiast kotków na cyckach w internecie. Co poszło nie tak?

@turystyczne OP z 2WŚ

Wątpię. Bo zaraz by się okazało, że coś jak z "prawdziwymi" dużymi żaglowcami pod turystykę, no każdy chce się sprawdzić na fregacie, aye, aye, i nawet może deczko pomóc jakieś żagle zwinąć czy linę, ale jakżetotak, bez miłych podwójnych kabin, bez prywatnej łazienki, z limitem wody, no i fregata naprawdę zależna od wiatrów i pogody (a nie że w razie czego na silniku se pływamy zgodnie z rozkładem)? A w życiu, może jacyś porąbani kadeci, ale nie turyści za ciężki szmal. IMHO tak samo byłoby z OP, że kibel i łazienka ma być zgodna z normą, no i wycieczka to tak góra 16h, bo więcej to lepiej nie.

@osiągnięcia logistyczne 2WŚ

Też mam za przereklamowane - ale nie znam się zbytnio. Może nieco na styku logistyki z inżynierią (unifikacja, kooperacja, planowanie zdecydowanie "w przód",) był jakiś postęp, ale też bez przesady, bo wszystko to "już było", np. jak super-prototypowy HMS Dreadnought został zrobiony i kiedy.

Inna sprawa, że właśnie w okolicy 2WŚ i zaraz po IMHO guru zarządzania i menadżmętów odkryli, że wcale nie trzeba mieć jakichś mierzalnych sukcesów w zarządzaniu i menadżmąceniu, wystarczy przekonać władców, że się je miało i ma, i Bob jest twoim wujem.

charliebravo
Wed, 24 May 2017 14:12:12
@mosty powietrzne
Wojsko dla generała Franco przerzucili Niemcy powietrzem z Afryki. A potem było coraz weselej, raz się udawało (Eben Emael), raz nie (most powietrzny do Stalingradu czy "flying the Hump"), ale "powietrzna" logistyka została.

@logistyka 2WŚ
Ci sami ludzie, którzy planowali lądowanie w Normandii zużyli mnóstwo czasu i środków na planowanie wymyślnych środków technicznych w rodzaju zwijanych (bo elastycznych) pływających pomostów, żeby się dało ciężarówką prosto na plażę z okrętu zjechać nawet przy stanie morza ileśtam. Czy jakiśtam pływających falochronów. Czy wymyślnych kombinacji pt. jak wjechać czołgiem Churchill na wysoki mur przy użyciu innego czołgu Churchill.

W praktyce to wszystko na nic się nie przydało, i wszystko zrobiono po staremu - barki desantowe, kadłuby starych okrętów/statków jako falochrony.





Licencja:
Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Rewolucja będzie...
Thu, 21 Sep 2017 07:54
@mgr Sianko Zapewne, ale analogicznie -...

mgr Sianko - Rewolucja będzie...
Wed, 20 Sep 2017 20:17
@nacjonalizacja Przedsiębiorstwa państwowe to...

Boni - Rewolucja będzie...
Wed, 20 Sep 2017 19:12
@zbrojeniówka No może, chociaż wolałbym ją...

mgr Sianko - Rewolucja będzie...
Wed, 20 Sep 2017 14:50
Ale po co nacjonalizować?

korba - Rewolucja będzie...
Tue, 19 Sep 2017 22:41
@ bombardowanie Nissana i Vauxhalla Wyrażasz w...

Red.grzeg - Rewolucja będzie...
Tue, 19 Sep 2017 09:26
Przemysl zbrojeniowy.

Boni - Rewolucja będzie...
Mon, 18 Sep 2017 20:07
@cmos Może i prawda. Na pewno z poprawką, że...

cmos - Rewolucja będzie...
Mon, 18 Sep 2017 15:04
@boni "Co by znacjonalizować?" ...

Boni - Gogika
Thu, 14 Sep 2017 00:15
@cmos Kumam, czyli jednak nietrafione trochę...

Maciuś - Gogika
Thu, 14 Sep 2017 00:05
@telemach W drugą stronę. To nie dziecko jest...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.80   BS 2012-2017