Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 10 Dec 2018 15:46
Wpadło mi dzisiaj coś takiego. Może nie jest to coś...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 13:35
@zz_top Tak szczerze, to nie ogarniam i nie wnikam,...

zz_top - Premium
Wed, 14 Nov 2018 08:52
Ej, ale czemu ty jako premium szukasz w Audi A7 czy...

Boni - Premium
Wed, 14 Nov 2018 03:11
Obejrzałem sobie różności i powiedzmy, chyba...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:24
@zz_top A to faktycznie porażka. Powiedzmy, dalsze...

zz_top - Premium
Tue, 13 Nov 2018 20:07
Nawet mnie zaciekawiłeś tą germańską trójcą i...

Boni - Premium
Tue, 13 Nov 2018 19:47
@zz_top Zapewne masz rację, tyle że z merolami ze...

zz_top - Premium
Mon, 12 Nov 2018 16:29
Na fali oglądania nowego nabytku znajomego (Mercedes E...

Boni - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 09:32
@Gammon Pewnie tak, gdzieś tam były używane....

Gammon No.82 - Historie renesansowe
Mon, 5 Nov 2018 06:11
Czy mi się śni, czy morskie armaty z brązu bywały w...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2017-02-14, wtorek
Tagi:  przemysł, hejt, Alba
___________________________________
... czyli o robocie i okolicach, bo spiętrzyło się ostatnio, więc może se uleję troszeczkę. Niestety, bez nazwisk, firm i zdjęć, no bo wiecie rozumiecie, klauzule i biznesy. Ale tak troszeczkę, czemu nie.

Najpierw może tło - istotnym kawałkiem biznesu, w którym dłubię w pracy w Szkocji, są farmy wiatrowe. Co do opłacalności energetycznej, ekonomicznej, ekologicznej, itd. na poziomie społeczno-politycznym, to może innym razem i jest o czym porozmawiać; natomiast co pewne, to że dostawcom elementów, hardware i software, od turbin, przez rozdzielnie i infrastrukturę, po ogrodzenia i drogi, krzywda się nie dzieje. Jak zresztą w całej energetyce.

A przynajmniej tak było w UK do zeszłego roku, kiedy rząd zassał se z kciuka nowe pomysły i zmienił politykę dotowania wiatraków, co wygenerowało pewne spiętrzenia i panikę pod koniec roku, bo wszyscy chcieli i musieli a to zacząć projekt, a to go skończyć, a to podłączyć się, itd. itp. A nie są to przecież drobne maszyny czy urządzenia, to jednak elektrownie rzędu 50-100MW, wewnętrznie na 33kV, w stronę sieci 133kV; tu niewiele rzeczy jest łatwe czy tanie.

Stąd nadludzkim wysiłkiem i przy braku odpowiednich zasobów (bo nikt nie będzie rozwijał firm czy zatrudnienia na pół roku) usiłowaliśmy, jak zresztą większość podwykonawców, ogarnąć ze 3x więcej obiektów i problemów, niż normalnie; z czego wynikło sporo fakapów, kwasów, nerwów i wkurzenia. Mnie też wrobiono i np. zamiast dłubać swoje trzy czy cztery "skromne" projekciki, musiałem latać po połowie Szkocji i udawać, że kumam projekty kolegów i próbować robić odbiory z klientami. No była z tego kupa pociechy z przewagą kupy. A moje wąsaczowe i obce kulturowo podejście do problemów i tematów nie pomagało (np. dygresja - co robi kupka Szkotów na odbiorze, jeśli ktoś zgubił klucze do 6 szaf sterowników, więc odbiór jest praktycznie niemożliwy? Narzeka. Co ja na to? W 10min. wyrywam wszystkie zamki, uszkadzając bodaj dwa tylko. Nie uwierzycie ile z tego było szoku, niedowierzania, emaili, no i dyskusji o zamkach za 60 funtów, kiedy dniówka (ludzie*godziny) odbioru to jakieś 1600, a dzień opóźnienia w podłączeniu do sieci, to tak bliżej 16000 albo i lepiej).

Moje 3 "wiatrakownie" były planowane nieco później, i dopiero po Nowym Roku rozwinęły się na dobre. Nie są to tak duże i skomplikowane obiekty (choć mają pewne nietypowe haczyki i chyba właśnie dlatego mnie szefu w nie wrzucił) i u znacznie mniej upierdliwych klientów, niż to, co trenowali koledzy, przy moim skromnym współudziale; ale też trzeba to planować i ogarniać, a nawet - zrobić. A bonusowo, 2 z 3 leżą w Highlands, a nie, jak większość z końcówki zeszłego roku, o (większy) rzut beretem od Glasgow, stąd logistyka, transport, itd. są pewnym wyzwaniem. I warunki meteo też.

Winter Windfarm

Jednak kwestie techniczne, wszelkie niuanse przekombinowanych i osieciowanych jak głupie systemów kontroli i sterowania, czy logistyki i organizacji kilku projektów, w kilku miejscach odległych o setki km, bledną przy temacie moich klientów, czyli projektantów i wykonawców infrastruktury wysokiego napięcia, ew. klientów klientów, czyli głównych graczy - dostawców turbin i ich systemów, czy operatorów sieci, czy głównych wykonawców.

Czyli, ogólnie, dlaczego spotyka mnie menażeria zamiast inżynierii.

Żebyśmy się rozumieli - nie mówię, że wszyscy są pieprznięci i jak dzieci we mgle, a ja jeden Porządny Inż. (TM). Oczywiście, że trafiają się, nawet w nawale i zadymie, ludzie ogarnięci i na poziomie, prezentujący porządną inżynierię, albo usiłujący nie zdechnąć, próbując nadal uprawiać porządną inżynierię.

Ale obok mam okazy, że proszę wstać. Np. półoficjalna (bo sprzedałem ją kołorkerom i poszła w świat) metafora moich obecnych 3 klientów "wiatraków" (to są 2 firmy, ale 3 niezależne zespoły) jest mniej więcej taka: to jest ogólnie przedszkole i oni są w temacie systemów kontroli i IT, jak te dziatki we mgle, stąd zespół B) z którym znamy się mniej więcej od roku, to jest taki sympatyczny chłopczyk z lekkim ADHD, który lata w koło i robi więcej zamieszania niż roboty, ale przynajmniej sympatycznie i nie sposób się na niego gniewać; zespół A) to ten mały okularnik, który kiedy pani czyta czytankę, siedzi i tylko się patrzy, i nie bardzo wiadomo, czy w ogóle kuma, ale jak przychodzi co do czego, okazuje się, że kuma na jakieś 70%; no a zespół C) to ten maluch co się zawieruszył w kącie za pudłem z klockami, zeżarł tam kredki świecowe, i jedyne co pewne, że nic nie kuma.

I tak się nieco miotam od półtora miesiąca miedzy nimi (plus dyscyplina dodatkowa - 4 projekt, fikuśny upgrade, uwaga, średnia SCADA z (c) 1998 chodząca na Windows NT. Tak, nadal, w 2017r. Ale to inna przezabawna historia.).

Może jutro skończymy temat klienta A), który przez tydzień ogarniał mini-fakapy na mini-projekcie, bo to tylko 6 turbin (rozszerzenie starej farmy), ale nie uwierzycie ile można spitolić na nowych 6 turbinach (ale też - gratulacje moim kołorkerom, którzy niezbyt się popisali programując drobiazgi, oraz dostawcom hardware, np. zasilaczy i UPSów, pręt im w zwieracz) i w starej małej SCADA (a tu mnie możecie pogratulować nieco nieogaru, bo czemu nie).

Zaczynając od tego, że kiedy dwa tygodnie temu weszliśmy do starej rozdzielni-serwerowni, rack ze SCADA, co to ją mam rozwijać, był wyłączony. Ręcznie. Z "hebla". Bo tak o, i jak wyjaśnił operator - bo lepiej go nie dotykać, się czasem sam resetuje. CO DO K...? Przyszło poprawić-naprawić nieco zabytkowy rack z Windows XP, miejmy nadzieję, że nadal działa... Jutro się okaże. Przynajmniej ta farma jest blisko, kawałek za Edynburgiem.

Zespół B) może ogarnę na dobre pod koniec tygodnia, niestety, kawałek za Inverness. Tak naprawdę to jest z nimi nieźle, szczególniej ładnie układa się współpraca z klientem klienta, który się stara (znaczy szef projektu i jakiś jego konsultant) i przejął zadania mojego klienta, i próbują ogarnąć i pojąć tę czarną magię (bo to elektrycy - wysokonapięciowcy, przeważnie) systemów sterowania, SCADA i sieci. Jw. udaje się im, na jakieś 70%. A mój klient, słynny i zabawny P., przynajmniej nie przeszkadza za bardzo.

Mają o tyle trudniej, że ktoś se wymyślił, że cały przepływ danych i I/O zapewnia dostawca wiatraków, Znana Firma kojarząca się z elektryką i generalicją (pewnie ktoś ładnie uzasadniał, że tak będzie taniej i mniej się zdubluje), ale z drugiej strony ktoś sobie zażyczył na rozdzielni "naszej" SCADA, która zrobiła się przez ostatnie lata nieoficjalnym standardem w połowie Szkocji i nie tylko. Stąd powstało kuriozum, jak nasza SCADA, normalnie "umocowana" na "naszych" sterownikach, nieźle zintegrowanych z rozdzielniami średniego napięcia i czasem z interfejsami dołożonymi do turbin (tak jest np. u klienta A) i C) ), ale tym razem "fizycznie" nie połączona z niczym, tylko osieciowana razem z systemami bazodanowymi wiatraków i "wkładkami" od dostawcy turbin.

A rozmowy i praca z nim, to jest jakbyście próbowali uzyskać pomoc czy info od niemieckiego helpdesku Microsoftu, bo wam się polski Windows krzaczy. Fakt, że dosłownie usiłujemy rozmawiać i uzgadniać holajzy i lochbajtle z niemieckim oddziałem Firmy i jego programistami, to zupełny przypadek, niezwiązany, oczywiście.

Jest z tego sporo pociechy, z przewagą sporów, błędów i wypaczeń. Jak na przykład, kiedy okazuje się miesiąc temu, że może i dostałem listę adresów IP interfejsów do ethernetu, które zabudowano w turbiny na potrzeby naszej SCADA (najprostsze zdalne I/O, normalnie my jakieś dostarczamy i klient je "dostawia" do turbin; tym razem są Zupełnie Inne i Elektryczny Generał miał je zabudować), ale jakoś nic tam nie gada ani nie pinga. No to się grzecznie pytam, gdzie te interfejsy, bo może ktoś zasilanie zapomniał im włączyć czy coś - a nie mam pojęcia, co jest po drugiej stronie tego kabla. Na co następuje konsternacja i pewna niedogodność, gdyż nie jest łatwo się dostać do mini-rozdzielni 33kV pod pracującą turbiną, ale już kilka godzin później wiadomo, że owszem, interfejsy se siedzą w szafach, ale zupełnie i dokładnie niezaprogramowane. No kudos, kudos.

A potem jest zabawniej i zabawniej - przy okazji pytam się o mapping I/O z tych interfejsów, bo w sumie nikt nie raczył się podzielić tą informacją, co tam w tych paru bajtach ma latać i na co te bity, a na zgadywanie czy wnikanie w nie swoje schematy nie mam ochoty. Na co konsultant (ma chłop pamięć!) wyciągnął po dłuższej chwili ze sterty papierów jakiś zapomniany świstek, gdzie ktoś z Firmy napomknął, że interfejsy mają mapować I/O na rejestrze nr.21 Modbus'a. Tak, na pewno tylko na tym jednym rejestrze.

I wiecie, ja chciałbym być miły i staram się rozumieć tę menażerię, że połowa tych ludzi nie kuma o co cho, bo wrobiono ich w cudze role; a druga ma jak ja, żonglerkę 4 projektami na raz i usiłuje nie zwariować od trzymania tego w jednej łepetynie, ale czasem zaprawdę trudno być zen.

Jak na przykład jw. kiedy gość, na oko opłacony dwa razy lepiej niż ja, bredzi, sprzedając info od niemieckiego Dipl.Ing., też pewnie opłaconego dwa razy lepiej niż ja, o trzy razy większym mniemaniu o sobie nie mówiąc, że interfejs ma na 16 bitach rejestru 21 pokazać 18 sygnałów I/O.

Ale przyznaję, nie musiałem długo mu tłumaczyć, że ktoś tu p... jak potłuczony, szybko skumał.

Myślicie, że to koniec tego kawałka? "Ależ z was naiwne łosie", dzisiaj, po ok. miesiącu, uzgadniając wypad do nich na koniec tygodnia, mimochodem zapytałem, czy ktoś zaprogramował te interfejsy i czy adresacja danych po Modbusie jest w końcu ustalona. W odpowiedzi nastąpił wybuch paniki emailowo - technicznej i próbują ustalić jak jest. Mają parę dni, pożyjemy, zobaczymy.

A co do klienta C), tego co kuma tyle, co dziecko żujące świecówkę, to cóż mogę powiedzieć - jak siedzę w branży coś ponad 25 lat, to chyba jeszcze takiej ignorancji i nieogaru, szczególniej projektanta, nie widziałem. A zaprawdę powiadam wam, wiele widziałem.

Za pierwszym razem kiedy zamówili nasz odbiór, to się okazało, że nie tylko nie ma okablowania sterowań i kontroli, ale nawet ethernetu między "moimi" szafami (SCADA i PLC). Ale zaraz dorzucili to, jak im eRJotek parę dałem, no bo kabel mieli, ale wtyczki niekoniecznie.

Potem, jak już się trochę ogarnęli, w podejściu nr.2 postawiłem SCADA i PLC, pokazałem operatorowi farmy (klientowi klienta), który nawet wydał się zadowolony i wyglądało, że będzie git, i uda się niebawem skończyć - jak tylko połączą ostatnie interfejsy (dla ustalenia uwagi, przedszkole klasy on/off i analogowe 4-20mA, ze dwadzieścia sygnałów).

Ale wtedy projektant zaczął robić poprawki i zmiany (o część z nich założyłbym się, że zapomniał po prostu) i mieszać w interfejsach, a szef projektu naciskać, żeby natychmiast to wdrożyć, gdyż opóźnienie i jego klient/operator się piekli. Też bym się pieklił, jakby farma na 32 wielkie wiatraki stała prawie gotowa, i nie można było jej podłączyć do sieci, bo parę sygnałów nie bangla, gdyż kabelki trafiają w złe miejsca, albo nie tak jak powinny, albo nie uzgodniono czegoś pół roku wcześniej. Co niesie stratę, powiedzmy, 50000 funtów dziennie.

A główna bieda w tym, że część tych zagubionych w czasie i przestrzeni I/O idzie do operatora sieci WN na poziomie wojewódzkim/krajowym, który życzy(ł) sobie widzieć kluczowe parametry farmy w jakimś centrum operacyjnym cholera wie gdzie i po co - ale punkt w tym, że jeśli nie widzi, no to nie ma zgody na testy pełnej mocy itp., o podłączeniu "na stałe" nie mówiąc.

Staramy się robić klientom, wróć, iść klientom na rękę (szczególniej, jeśli ekstra płacą za dodatkowe dni uruchomienia, gdyż zużyli wszystko z zakontraktowanych w projekcie), stąd pognałem tydzień temu, we wtorek, na jeden dzień, żeby nieco ogarnąć, gdyż nie wydawało się nam (mnie i szefowi projektu), że w piątek uda się wszystko przekrosować, oprogramować, przetestować i przetestować z operatorem sieci. Ogarnąłem co się dało, wyglądało to nieźle.

W środę projektant dorzucił 9 analogowych i parę cyfrowych I/O, "przelatujących" przez moje szafy.

W piątek skoczyłem jak umówiono, żeby może dokończyć, jednak. Zastałem szafę rozgrzebaną i dopchać się nie mogłem, bo dwu elektryków, z kurwikami w oczach, usiłowało rozplątać dobrze poukładane kable i przekrosować sporo, bo nowe sygnały wyznaczono w zapasowych żyłach "poprzednich" kabli, niekoniecznie zgodnie z logiką czy dobrą praktyką czy fizycznymi możliwościami.

Czy wspomniałem, że listy połączeń i schematy ich elektrycy dostali w godzinie magicznej, w czwartek o czwartej?

Oczywiście, nie udało im się skończyć w piątek. Ja swoje zrobiłem, na ile się dało, ale np. po sygnałach analogowych se mogłem tylko testerem podzwonić, dzyńdzyń, oraz dumnie podłączyć czujnik ciśnienia atmosferycznego, bo mi go wepchnęli do szafy, to nic że bez uzgodnień, akurat był pod ręką.

A najlepsze, taka wisienka na klocu w kiblu, postawiona przez projektanta mistrzowskim opanowaniem zwieracza, nastąpiła na sam koniec, kiedy zaczepiłem klienta brygadzistę-elektryka (skądinąd nieźle kumatego i jedynego, który trzyma inwestycję w kupie, wobec ignorancji i meganieogaru projektanta, i tylko nieco mniejszego, lidera projektu), czy ma jakieś dane na temat skalowania tych analogów, bo projektant nie był łaskawy zdradzić tego fragmentu puzla. T. stwierdził, że przecież to gdzieś było i w ogóle jest jasne, i już 15min. później znalazł jakiegoś emaila na telefonie i mogłem spisać se skalowanie.

Niestety, jestem tak zdolny i kumaty, że już w parę sekund zauważyłem, że stara lista T. ma 11 pozycji, a świeże schematy i listy od projektanta 10. I niestety, ten jedenasty sygnał obu nam, mnie i T., wydał się ważny i na 99.9% operator sieci zechce go zobaczyć."No to se trochę poczeka".

I tak mi upływają w pracy dni, tygodnie, miesiące.

Winter Windfarm

PS. Ale nie narzekam tak naprawdę, bo przynajmniej co se pojeżdżę po ślicznych Highlands, jak wyżej, na koszt pracodawcy i klientów, to moje. Zresztą, o tym, o podróżach i samochodach w nich używanych, może inną razą, bo i tak już za dużo bredzę; na zajawkę, jedna z najśmieszniejszych rzeczy na świecie, szczególniej jeśli wkoło więcej pickupów i koparek, czyli nasz zabytkowy lexi na budowie:

Lexi budowlaniec





Tue, 14 Feb 2017 10:57:55
Co mi tak przypomniało - będziesz przelatywać może przez PL? :)

zz_top
Tue, 14 Feb 2017 11:21:17
Nie mam tej skali co ty brachu, ale znam ten typ nieogarniętych klientów aż za dobrze. Jeszcze ze 3 lata temu zależało mi, żeby zmienić coś, zaprowadzić choć odrobinę (jakiejś) logiki we współpracy z klientami, ale teraz już mi to wisi. Chcącemu nie dzieje się krzywda, jak ktoś na swoje życzenie trwoni forsę i czas to co mi do tego...
Przykład: olbrzymi, globalny producent chemii gospodarczej. Jak przychodzi do wdrożenia nowego produktu zawsze pojawia się temat specyfikacji tegoż. Oczywiście okazuje się, że specyfikacje mają generowane systemowo, dokładne w najdrobniejszych szczegółach, tylko niekoniecznie przemyślane i sprawdzone. Dość powiedzieć, że zazwyczaj to ja muszę robić za "recenzenta" radosnej "tfurczości" (przez duże TFU). Szlag jasny mnie trafiał zawsze jak dostałem dokument niesprawdzony, niespójny. W końcu jak nic nie pomagało, zacząłem podpisywać te dokumenty w takiej postaci jak mi je dostarczono - wychodząc z założenia, że to ICH dokument i my nie mamy nic do tego co sobie tam wypisują. A my i tak zrobimy to według naszych standardów, czyli na ogół żeby było dobrze i bezpiecznie. Już po kilkunastu tak podpisanych specyfikacjach nasza i ich firma usiadły do negocjacji wszystkich zapisów w specyfikacjach. Spędziłem na nich cały dzień, a potem jeszcze kilka tygodni na przezabawnych dyskusjach w stylu:
- "Jaką metodą zamierzacie badać ten parametr?
- oni na to "Mamy własną metodę"
- ja "Super! Poproszę do wglądu, żebyśmy wiedzieli co mierzycie i jak dostarczyć Wam wyrób, który spełnia te oczekiwania".
Tu następuje dłuższa chwila konsternacji, wymiana zyliona maili (jestem załączony do wiadomości, więc widzę, że zaczynają zdawać sobie sprawę, że są w czarnej dupie. W końcu ich szef R&D postanawia zamieść sprawę pod dywan i wysłać do mnie ich cudną metodę pomiaru jednego z istotnych parametrów wyrobu "as is". Czytam i oczom nie wierzę. Zaczynają się dialogi w stylu:
- "Czy na pewno przesłaliście mi właściwą metodę pomiaru siły potrzebnej do uwolnienia etykiety samoprzylepnej od podkładu?"
- "Tak to jest aktualna metoda badań tego parametru."
- "Hmmm... Nie chcę się wymądrzać, ale moim zdaniem ta metoda mierzy coś zupełnie innego, a mianowicie siłę potrzebną do oderwania naszej etykiety z klejem o znanych parametrach od bliżej nie określonej taśmy klejącej o nieznanych parametrach."
- "Hmmm... No tak..."
- "Czy w zaistniałej sytuacji mogę zaproponować metodę FINAT'owską? Uprościła by ona znacznie naszą dalszą dyskusję."
- "Prosimy o przesłanie tej metody, nie znamy jej"
- "TO WY NIE ZNACIE NORM FINAT?????"
I tak ciągnie się to punkt po punkcie... A na deser posłali mnie na deski jednym celnym sierpowym: "Wy to jacyś dziwni jesteście, inni dostawcy podpisują wszystko jak leci i się nie czepiają".

Boni avatar Boni
Tue, 14 Feb 2017 22:02:00
@Aniou

Nie planujemy na razie, pewnie późniejszą wiosną wpadniemy do PL, ale nic pewnego.

@zz_top

Tia, jakbyś zamienił duperele drukarsko-samoprzylepne na elektryczno-maszynowo-sterownicze, to byłby obrazek z mojego życia jakieś 15-10 lat temu. Potem dorosłem ;)


A w tematach z notki, zdaje się udało zakończyć klienta A)
czyli tego co mało kontaktowy był i wydawał się tępawy, ale okazało się, że sporo kuma i najsolidniej robił. BTW rack PC oczywiście był zwalony i zawieszony na dzień dobry, i to gorzej niż poprzednio, zasilacz wstał dopiero po paru kopach, i chyba w ogóle zaczyna się rozkładać (raz wywalił się w trakcie testów, w obecności odbiorcy...), dobrze, że WinXP znoszą zjebany hardware ze stoickim spokojem i wstają za każdym razem jakby nic się nie zdarzyło, mam wrażenie, że na wyższych Win już by wszystko (system i SCADA) poszło w pizdu.

A klient B) wysyła mi "FYI" jak to germańskim oprawcom wydaje się, że interfejsy powinny być zaprogramowane i jest jakiś spec, tylko dziwnym trafem nadal nikomu nie udaje się z nimi zapinglać czy pogadać zdalnie... Tiaa, zobaczymy pojutrze.

I jeszcze, co do aktualnie używanego szrotu - Skoda Yeti 4x4 2013 OBSYSA. Howgh.

rozie
Wed, 15 Feb 2017 06:44:23
Z tymi zamkami to szok i niedowierzanie jak się rozkładały między "ośmielił się wyrwać" a "było zamknąć na skobelek za 2 funty, efekt ten sam"?

Zastanawia mnie też przyczyna braku standardu. Szczególnie, że - jak wynika z notki - rozwiązania w kwestii sterowania tkwią w jakiejś drastycznej prehistorii, więc parę lat minęło, ogólne zasady takie same (33/133kV) a branża niebiedna. Podejrzewam, że taki generał elektryk mógłby dorzucać referencyjne schematy swoich gratów w folderach.

Boni avatar Boni
Wed, 15 Feb 2017 22:40:16
@rozie

Bardziej "ośmielił się wyrwać", bo to jednak elektrycy z wdrukowanym, że wyrywanie zamków i przecinanie kłódek itp. może kosztować wybuchy na WN albo zwęglone zwłoki. A w sensie skobelka, przemycam gdzie tylko mogę zwykłe zamki na spec-klucz, rittal albo trójkątny, no ale niektórzy koledzy i klienci upierają się na jakieś odmiany yeti, ch... wie po co.

@braki standardu

Długo by opowiadać, ogólnie jest pewien zbieg sprzeczności (zarówno interesów jak i założeń) oraz, sorki, jak zwykle prezentujesz naiwność co do tego, jak działa przemysł i korposy.

rozie
Thu, 16 Feb 2017 07:27:40
Naiwność to może nie, ale jakoś tak sobie zwizualizowałem z Twojego opisu (może błędnie, bo jednak piszesz "tu niewiele rzeczy jest łatwe czy tanie"), że to dość powtarzalne/podobne graty, ze sterowaniem z długą tradycją, a z niewielkich doświadczeń z elektrykami (kolokacje głównie) wynika, że mają podejście raczej konserwatywne, uporządkowane i z respektem do prądu, więc na tyle na ile mogłem stwierdzić, było to podobne wszystko i dalekie od - powiedzmy - programistów. Skala też raczej powinna sprzyjać odsianiu rzeźbiarzy. No chyba, że mimo skali ogarniają to firemki będące odpowiednikiem pojedynczego programisty tworzącego serwis, który dodatkowo stawia system, robi frontend itd.

zz_top
Thu, 16 Feb 2017 08:41:31
@"Potem dorosłem ;)"
A te "dorośnięcie" to u Ciebie jak się objawia? Tym, ze masz zen-wyjebane na nieogarnięcie klientów? Interesuje mnie to troszeczkę, bo tej strategii ogólnie nie akceptują "władcy tego świata" i oczekują, że "coś" zrobię i "popchnę sprawy do przodu". Oczywiście nie służą równocześnie żadną podpowiedzią co konkretnie można zrobić dla/z klientem, który nie ogarnia podstaw swojego biznesu...

Thu, 16 Feb 2017 10:48:05
@"że mają podejście raczej konserwatywne, uporządkowane i z respektem do prądu"

Z moich obserwacji wynika, że jest literalnie tak jak mówisz. Do prądu jest i respekt i są normy i jak podwykonawca wykona instalację to ona się będzie zgadzać (a przynajmniej tego oczekuje i wymaga zamawiający) we wszystkich aspektach.

Tyle że sterowanie się na to nie łapie i nie zdziwiłbym się gdyby było tak, że na pięciu różnych obiektach jest ośmiu różnych dostawców systemów sterowania (jeśli obiekty nie powstały w paczce tylko mają swoją historię).

Boni avatar Boni
Thu, 16 Feb 2017 11:25:59
@rozie

W skrócie - nie ma dwu identycznych obiektów, nawet na poziomie osprzętu; zmienność komponentów/dostawców nadal znaczna i nie mają interesu w unifikacji (problem jak "wtyczka komórki i kto wymusił USB"); komplikacja systemów od czasów "konserwatywnej elektryki" wzrosła o rząd, albo i dwa, wielkości (w końcu na tym zarabiam na chlebuś, że oni już tego nie ogarniają). Niby powstają semi-standardy, na poziomie operatorów sieci itp. dużych struktur z jednej, no i na poziomie wielkich dostawców z drugiej strony, to co sugerowałeś, ale z naciskiem na "semi-"; obie strony cierpią typowo obecnie, na rozdrobnienie, outsourcing, konkurencję (od)działów, braki w zarządzaniu i wizji dłuższej niż rok czy dwa.

@zz_top

Bo ja wiem, po prostu staram się dokładnie sprawdzać co chcą, jak mam dobry dzień, to RAZ sugeruję, że to czy tamto można zrobić lepiej czy prościej czy taniej, czy że jest na to norma, czy że tego się nie da zrobić bez specyfikacji; jak delikwent jest otwarty i słucha, to rozwijam do poziomu luźnej propozycji (ale już nikogo nie chce mi się uczyć czy projektować za niego, przynajmniej za darmo); jak delikwent się opancerza czy ma wąty czy ignoruje, albo mam zły dzień, to olewam i przygotowuję wszystko zgodnie z IMHO dobrą praktyką i ich specem, i tyle. Jak dla mnie, mogę zamiast 5 dni, siedzieć na uruchomieniu 15, z czego 10 będziemy tak naprawdę wszystko ustalać i projektować; wisi mi to jak kilo kitu u sufitu.

Oczywiście, zawsze staram się być kryty od strony papierkowo-emailowej, a własne pomysły i dobrą praktykę robię na poziomie 10-20% tego co bym mógł, czy należałoby. Plus wiesz jak gadatliwy jestem, na uruchomieniu w godzinę potrafię zmęczyć na śmierć dowolnego senior inżyniera czy super-konsultanta w temacie co jest zrobione, dlaczego tak, co można lepiej następnym razem.

Kiedyś więcej wcinałem się w projektowanie i R&D, i robiłem dobrą praktykę (znaczy, przekonywanie do i wdrażanie, czasem nawet podstaw fizyki czy statystyki), na jakieś 50-80%, coś jakby z twojego komcia; ale ileż można i przecież to jak grochem o ścianę. Więc mi przeszło, i chyba obecna strategia to "wypełnić wymagania klienta, ew. przekroczyć tylko o tyle, żeby był zadowolony". I chyba działa, nie miałem ostatnimi laty bardzo niezadowolonego klienta, nawet przy technicznych porażkach czy opóźnieniach.

Zresztą, jak się zastanowić, wewnętrznie w firmie mam podobnie, jak słyszę jednym uchem wyjętą z dupy dyskusję kolegów na jakiś temat, załóżmy, pomiarowy, to mogę się obrócić i im RAZ I W 5min. wytłumaczyć, że na 5 zdań rozmowy popełnili 3 błędy, ale nie mam zamiaru nikogo szkolić czy robić za niego projektu, przynajmniej bez oficjalnego polecenia i planu. I tak przeważnie wszyscy wiedzą lepiej, więc kończy się, powiedzmy, miesiąc później moim "a nie mówiłem?", jak już siedzą w szambie po usta, bo ktoś tam usiłuje na 16 bitach pokazać 99999, już nie mówiąc, że mierzy szumy a nie wartość mierzoną.

bzyk
Thu, 16 Feb 2017 21:39:47
No, i na taką (branżową) notkę warto było czekać :-)
To ja jeszcze poproszę o tej starej scadzie z lat '90tych... Co to jest? Jakieś autorskie rozwiązanie?

BTW: Robiłeś kiedyś coś w LabView?

Boni avatar Boni
Thu, 16 Feb 2017 22:02:21
@bzyk

@SCADA (c) 1998

Nie, to jest Cimplicity wersja 4 cośtam, ori 1998, na obiekcie pewnie około 2000; pecety i WinNT po kanibalizacjach itd. gdzieś tak z 2001-2002. Nie mam pojęcia kto był matką a kto ojcem Cimplicity wtedy, czy bardziej GE czy Fanuc. Ciekawe, że wersja bodaj 9.5 na którą to przesuwam, jest nadal dosyć podobna... i importuje stare HMI bardzo zacnie w porównaniu z tym jak niekompatybilny wstecz jest pomiot szatana od Schneidera, Simensa czy Wonderware (czyli Schneidera ;) ).

@LabView

Otarłem się ze dwa razy, ale bardzo uważałem żeby zachować bezpieczną odległość i się nie pokaleczyć. Zresztą, nikt normalny tego nie kupował do przemysłu, było za drogie i wyspecjalizowane, trafiało się tylko jak np. cwany dostawca w ch... zrobił jakichś ludzi z R&D czy z zarządzania projektami i wmówił im LabView.

Boni avatar Boni
Wed, 22 Feb 2017 21:40:29
Małe podsumowanie - klient A) załatwiony i chyba wszystko gra (poza tym, że operator obiektu powinien wymienić pół sieci i rack PC jeśli chce tego używać); klient B) okazało się, że jednak nie bardzo ogarnia i tylko nieźle udaje, no ale jakoś tam popychamy ten wózek pod górkę, nie bez problemów po "naszej" stronie (et caeterum censeo OPC delendam esse, przynajmniej w niektórych wykonaniach); klient C) już nie żuje świecówki, przerzucił się na mydło, jutro jadę dalej im pomagać, bo błagają i twierdzą że tym razem będzie git. Mhm.

A trudny upgrade z NT i 2000r. wygląda nieco lepiej, ale jeszcze dużo pracy, na obiekcie od poniedziałku.

I tak lecą dni i mile.

rozie
Wed, 1 Mar 2017 08:52:44
Odnośnie standaryzacji - o ile przy komórkach producent mógł się łudzić, że własna wersja skłoni klienta do pozostania przy marce czy też pozwoli zarobić dodatkowo na sprzedaży ładowarek, to tu tego nie widzę. I czemu łudzić? Ano klient ignorant IMO nie patrzy na ładowarkę kupując nowy sprzęt, a ładowarkę (albo adapter) może kupić od myfriendów, nie od producenta. Ale OK, jakiś procent wybierze firmowe.

Tylko zasadnicza różnica jest taka, że ładowarka do telefonu jest tania, a klient nie ma skilla w zakresie przerabiania. W przypadku sterowania tym osprzętem wizualizuję sobie, że przynajmniej 70% obsługi ma wykształcenie w kierunku, a z 20% umie zaprojektować i złożyć stosowne adaptery (sprawdzić, czy nie musi być obsmarowane certami od A do Z, sądząc po opisach platform chyba jednak nie). No i sprzęt pewnie kosztuje tyle, że opłacałoby się posadzić gościa do zrobienia tych adapterów, bo tańsze to, niż bujanie się z nowym wspaniałym rozwiązaniem i jego błędami.

krwawykrolik
Thu, 2 Mar 2017 16:30:44
O rany, jaka fajna notka! Przy okazji podrzuce 2 pytania na tematy energetyczno-inzynierskie.

1. (energetyka) Czy mowi Ci cos "Abundance Investments"? biora od ludzi kase i ponoc inwestuja w takie projekty energii odnawialnej jak te przy ktorych Ty pracujesz. Czy wiesz moze, jak czesto takie projekty wiatrakowe plajtuja?

2. (inzynieria) Zdaje sie ze bede kupowal mieszkanie bezposrednio od dewelopera w Ladku (new build). Jak bardzo mam sie bac?

Boni avatar Boni
Thu, 2 Mar 2017 17:26:58
@krwawy

@opłacalność wiatraków

Nie mam pojęcia, ale mam silne wrażenie, że pytasz o wróżenie z fusów. Takie uwalenie dotacji jak UK w zeszłym roku zmienia przecież cały plan gry, więc niby jak można racjonalnie rozmawiać o, w skali nawet paru lat?

@mieszkanie

Nie doradzam w takich sprawach, poza durnymi i szkodliwymi notkami, jak np. "Domek"

krwawykrolik
Thu, 2 Mar 2017 17:38:58
Czyli dotacje decyduja. Tak myslalem.

charliebravo
Tue, 14 Mar 2017 09:53:06
@Niemiecka inżynieria
Robiłem niedawno dla znajomych trochę systemu do oczyszczania ścieków. Wymagania były takie, że ma być jednego z czołowych niemieckich producentów, trzech ich proponowali, w tym E+H. Zrobiliśmy sobie spotkania z "inżynierami sprzedaży", wyszło nam że najfajniejszy E+H (bo nasze konfiguracje najtaniej wychodziły, ale też obsługuje Modbusa, etc). No pięknie. To siedzę sobie i próbuję się z tym Endresem dogadać. W instrukcji pięknie opisane oba warianty Modbusa, skonfigurować można który się chce, wybrałem ASCII żeby "gołym okiem" widzieć co tam lata. No ale nie trybi. A trzeba dodać, że ze mnie żaden automatyk, tylko programista który trochę automatyki widział, i trochę siedzał przy fachowcach.

No to walczę. Sprawdzam ustawienia portu, sprawdzam przejściówkę RS485/USB, sprawdzam składnię z instrukcją, wszystko gra. Może źle pytam o za duże zakresy rejestrów, może źle rozumiem numerację, no brak wprawy po prostu. Po dwóch dniach siedzę już bardzo wściekły, i jako last resort i ostatni głupi pomysł przełączam się na Modbusa RTU (drugi dialekt). Zadziałało od razu.

Od początku wszystko było dobrze, tylko niemiecki wypasiony producent ogłasza się z oboma wariantami Modbusa, ma oba opisane w instrukcji co do bajtu, można sobie w konfiguracji przyjaznej na WWW/panelu ustawić, a jakże, oba. Tylko że ASCII zapomnieli...zaimplementować. Kurtyna.

@LabView
He he, ta firma ma bardzo dobrych sellerów. Specializują się we wciskaniu kitu naukowcom, i innym takim, mniej więcej w tonie "nie umiecie programować, nie umiecie robić automatyki, ale z nami to niepotrzebne, wszystko sobie wyklikacie". No i potem takie kwiatki, że w poważnym niemieckim ośrodku fizyki eksperymentalnej nieopodal Frankfurtu do dużego projektu badawczego na akceleratorze "od strony" komputera kupili peceta z jakimś Pentium III (to było kilkanaście lat temu chyba), kartę przetworników analogowo-cyfrowych i LabView właśnie. Ilość zdarzeń, bagatela, kilkanaście tysięcy na sekundę, każde zdarzenie ma 32 bity i to trzeba rozszyć na kilka wartości po kilka-kilkanaście bitów. Na moje pytanie, jak to niby ma działać odpowiadają, że karta ma duży bufor, a LabView "przegryzie" te kilkanaście k zdarzeń na sekundę. Bardzo mnie to rozśmieszyło, i wyklikaliśmy konfigurację, która faktycznie, kilkanaście na sekundę była w stanie zrobić. Skończyło się customową DLLką ładowaną do tego LabView, która dostawała bufor raz na sekundę i wypluwała te zdarzenia gdzieś tam. No i popatrz, nadaje się, kupimy od nich więcej, powiedział mi na pożegnanie czcigodny siwy profesor, szef zespołu :-)

Boni avatar Boni
Tue, 14 Mar 2017 10:04:06
@charlie

@Modbus

W sumie od wieków nie używałem Modbusa ASCII, mniej więcej z opowiadanych przyczyn, parafrazując: "nieobyci próbują używać M.ASCII, po drugiej wpadce zyskują obycie" i zostają na wieki z Modbusem RTU, który działa. Przeważnie. Chyba żeby jednak nie (np. na serialu działa, ale "over TCP/IP" tak jakby zapomnieli zaimplementować, albo zaimplementowali z dupy - ale przecież w docach i marketingu są wszelkie opcje).

@LabView

Otóż to, dokładnie w tym stylu było w moich nielicznych spotkaniach z LabView, tyle, że aplikacje nie były aż tak krytyczne, więc wpadki nie aż tak masakryczne.

krwawykrolik
Tue, 14 Mar 2017 10:37:32
@przetwarzanie sygnalow na czas

U mnie w pracy zaczynaja sie bawic tym: https://en.wikipedia.org/wiki/Remote_direct_memory_access

Ale my mamy mniej zdarzen, za to liczy sie bardzo szybki czas reakcji (ponizej jednej mikrosekundy najlepiej).

Boni avatar Boni
Tue, 14 Mar 2017 11:49:06
@krwawy

@RDMA

Ale ci co się bawią i dyskutują wymagania na czas reakcji (czego?) rzędu 1us rozumieją, że to oznacza odległości po gołym świetle rzędu 100m, o narzutach na elektronice nie mówiąc, czy im to w zamieszaniu umknęło?

krwawykrolik
Tue, 14 Mar 2017 11:58:24
Nic im nie umknelo. Tak, chodzi o czas reakcji mierzony od momentu kiedy sygnal dojdzie do data center (albo zostanie wygenerowany wewnatrz DC). Elektronika jest na FPGA i dosc prosta, wiec narzut jest rzedu 300ns. To nie sa skomplikowane algorytmy.

charliebravo
Wed, 15 Mar 2017 09:12:28
@boni
Akurat w tym urządzeniu Modbus RTU na TCP/IP działał super, tyle że na egzemplarzu demo, z którym walczyłem, nie był włączony (w sensie, nie było licencji na to). Wszelkie próby załatwienia tego z polskimi sellerami (w końcu to ich egzemplarz demo, i mógłby mieć wszystkie ficzery) rozbijały się o mur...chyba strachu, wyglądało na to że perspektywa telefonu do centrali w Niemczech ich przeraża. Więc musiałem zmęczyć tego RSa, no bo z kolei kupować dla Uniwersytetu hardware za ileśset kilozłotych "w ciemno", to trochę słaby pomysł.

W Modbusie lubię to, że jest otwarty i o ile implementujący trzymał się standardu (ehm), nie sprawia wielkich problemów. Na dodatek tutaj robiliśmy sami trochę hardware'u, więc zrobiliśmy sobie do niego Modbusa też i wszystko ładnie działa razem. Jak już oczywiście zdebugowali ten hardware, co zajęło rok, no ale tak to jest jak się ma ciężki przypadek NIH.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018