Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2016-03-22, wtorek
Tagi:  varia, DIY, fun
___________________________________
Trochę na tle naprawiania tego, co się w nieco opuszczonym i zapuszczonym domu w PL zepsuło przez rok i po zimie, a trochę na tle jaki fajny jednak jest (był) ten domek, przychodzi mi chęć na zabawę w Wujka Dobra Rada, tym razem w temacie budowania sobie chałup.

Bo jakieś tam doświadczenie w temacie posiadam, co nie; swoje dwa domy wydłubałem, mniej więcej, a parę innych ludziom zepsułem albo wręcz przeciwnie. Więc może do starego kawału "pierwszy dom buduj dla wroga, drugi dla przyjaciela, trzeci dla siebie" jeszcze mi nieco brakuje, ale tak jakby już niewiele.

Więc mały poradnik będzie, ale pamiętamy - BAWIĄC uczy. I raczej ludzi, dla których dom jednorodzinny jest, powiedzmy, życiową inwestycją, acz jeszcze do pomyślenia i wyobrażenia - jeśli ktoś kupuje sobie domy jak ja szrotwageny, albo zarabia płacę minimalną, to oczywiście reguły gry są "nieco" inne.

0) Pierwsze i najważniejsze - a na cholerę ci/wam dom? Zanim utoniecie w rozważaniach o tym jaki, gdzie, za co, i tak dalej, należy sobie odpowiedzieć na najprostsze kwestie: ile pogłowia liczy wasze stado? jakie macie ogólnie potrzeby? jak spędzacie czas wolny? co was najbardziej wkurza w obecnych i przeszłych miejscach pomieszkiwania? (a nie - co wam się podobało!). I najtrudniejsze - jak powyższe będzie się zmieniać w czasie, powiedzmy, 10-20 lat? bo na mniej nie warto budować sobie czegokolwiek.

Pewnie, że nikt nie jest w stanie na powyższe dać 100% spójnych i sensownych odpowiedzi, szczególniej dla całej rodziny, szczególniej "w czasie" dekad, ale trzeba próbować. Serio. Bo inaczej, nie będzie piękna i dobra, będzie loteria, z przewagą losów pustych, a w temacie - losów ludzi wkurwionych i sfrustrowanych, zamieniających spore zasoby monetek w kupę. Mało komu tępemu jak tłuczek, jak pańcia z anegdoty o projektowaniu domów ("po godzinie oglądania katalogów gotowców, i podejściach od strony małych, dużych, fajnych, reprezentacyjnych, itd. klientka ciągle na nie i coraz bardziej sfrustrowana, więc pytam, jaki ten jej domek wymarzony miałby być, że może jednak zrobimy nie "z gotowca", nieco drożej ale wg. potrzeb, a ona mi na to - "Wie pan, chciałabym niebieski, niebieski jest modny...""), udaje się przypadkiem trafić na tyle blisko nieuświadomionych potrzeb i rozwiązań, że jest z nimi szczęśliwy. Albo inaczej - zdarza się to, ale raczej po zylionie zmian, poprawek i spalonych niepotrzebnie wagonach kapusty.

Więc trzeba siąść i przedyskutować ze sobą czy w rodzinie te podstawowe tematy. I serio, moim zdaniem łatwiejsza jest redukcja negatywna rozwiązań, cech i potrzeb, niż pozytywna. Bo pozytywnie, to jak przy każdym projektowaniu - projekt ma tendencję puchnąć rozwiązaniami, jakością i kosztami do nieskończoności, jak rasowym niemieckim inżynierom starszej daty. I pewnie, że tak można - jeśli się ma takie zasoby, jak niemieccy inżynierowie dawnymi czasy. Ale w tzw. realnym świecie, nie ma tak dobrze, więc znacznie łatwiej i szybciej można ścinać cechy i rozwiązania negatywnie i ustalać na tej podstawie ograniczenia projektu, także domku, niż wymyślać co by tu jeszcze należało dołożyć, bo "nam się podobało", bo "niebieski jest modny", bo "tysiąc słoni do tego".

Jakieś przykłady może. Nie lubimy socjalizacji, ludzi, zgiełku miasta? No to wcale nie przymierzamy się do domku w mieście czy na gęstym osiedlu. Nie przepadamy za przyrodą, robale są przereklamowane, my jesteśmy zwierzęta miejskie? No to nie planujemy domku na pustkowiu w Bieszczadach. Nie lubimy ciasnoty i graciarni? Więc nie dla nas małe pomieszczenia i tysiąc zakamarków. Nienawidzimy schodów? No to wcale nie rozważamy piętrowych chałup. W dupie mamy wydumaną estetykę i reprezentacyjność architektury? No to nie projektujemy pałaców czy tych nowopolskich dworków od czapy. Nie lubimy dojazdów, zbiorkomu, samochodów? Znowu, nie wyprowadzamy się na zadupia totalne. Itd itp.

Aha, wszelkich doradców w rodzinie i znajomych, którzy próbują pocisnąć nam swoje dobre rady w temacie jw. ogólnych potrzeb, tudzież, później, szczegółów i rozwiązań, odsyłamy mniej lub bardziej grzecznie w tzw. pizdu. Chyba, że wiemy, że mają naprawdę podobny styl bycia i życia i wielkość i historię rodziny itd. itp. i widzimy, że są z ogólnego lub szczególnego rozwiązania zadowoleni - wtedy BARDZO OSTROŻNIE bierzemy ich uwagi pod uwagę. I to się tyczy również tej notki.

Jak już wypiszemy sobie ostre ograniczenia negatywne, wpisujemy pozytywy i potrzeby - że lubimy trzymać duże psy. Albo konie. Albo amerykańskie V8. Albo urządzać przyjęcia. Albo malować obrazy. Albo nagrywać muzykę. Czy jej słuchać. Albo uprawiać trekking. Albo shopping. Itd itp. I tak dla całej rodziny.

Jak już ustalimy kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, sprawdzamy jeszcze raz, czy nie spełnia dosko naszego projektu odpowiednie mieszkanie w bloku. Bo po co nam ta cała przygoda z domem, jeśli ogólnie niepotrzebna.

Jeśli jednak wychodzi domek, próbujemy z tych ograniczeń i potrzeb sklecić kompromis bez rozwodu i rozpadu rodziny. To będzie podstawa projektu.

1) Jak już ustalimy, że jednak, kurna, chata, to idziemy gdzieś w teren, ukopać na nią kasy. Temat ten jest szeroki i głęboki, niczym cały system społeczno-ekonomiczny, więc nie do ogarnięcia w notce, stąd tylko parę uwag - nie dajemy się zaczarować, że dom od dewelopera będzie tańszy i lepszy, niż systemem gospodarczym - będzie w tym sensie tańszy i lepszy, jak renault jest lepsze od bentleya. Bo dla przeciętnego śmiertelnika Kowalskiego, tak jest. Ale nie w jakichkolwiek miarach subiektywnych, co nie. Dwa, nie dajemy się zaczarować, że mieszkanie zamiast byłoby jednak tańsze - gdyby tak było w sensie ogólnym, budowano by w większości mieszkania. A ponieważ rynek nowych mieszkań i domków w PL i podobnych krainach rozkłada się w grubym przybliżeniu 50/50, można przyjąć, że rozwiązania są porównywalne i wynikają głównie z potrzeb i możliwości, a nie kosztów. Trzy - żeby nie było tak różowo - tak, to prawda, że do kosztorysu uczciwie naliczonego należy dodać 50% "od ręki", i jeszcze 50% na nieprzewidziane wypadki albo dopięcie projektu na czas i pod klucz, w zależności od pecha/szczęścia. Z czwartej strony - budżet zależy mocno od stanu w jakim chcemy zamieszkać. Dla twardzieli i bardzo mocno zmotywowanych, możliwe jest zamieszkanie i w 50% domu w 50% wykończonych, czyli gdzieś w okolicach 60-70% normalnego kosztorysu. Ale nie radzę tego testować na sobie i rodzinie, w pierwszym w życiu domu, bez uczciwej zaprawy wcześniej wszystkich zainteresowanych (więc np. małe dzieci nie będą zaprawione, i nie będą miały dzieciństwa jak inne dzieci z "normalnych" warunków).

2) Są w praktyce trzy sposoby "budowania" sobie domu (czwarty to po prostu kupienie sobie jakiegoś gotowego pod klucz), nawet niezależnie od nówka-używka - system deweloperski, system gospodarczy, system prawdziwie gospodarczy. (Niezależnie, czy używka, no bo jak się kupi używkę, przeważnie trzeba ją wyremontować lub przerobić pod swoje potrzeby, nadal jednym z tych trzech sposobów.)

2a) System deweloperski wymaga zdolności marketingowo - organizacyjno - menadżerskich, w tym dużo interpersonalnych. Twardych łokci, odrobiny tupetu, nieco wiedzy. Przy brakach w powyższych, zaufanego pełnomocnika czy doradcy, posiadającego powyższe i czas i chęci na ich użycie w naszej sprawie. Oraz dużej kasy i dużych zasobów cierpliwości. Bo dla przypomnienia - to nie jest zwykły handel, jak SERYJNYMI samochodami, jak telewizorami, to budowa unikalnego domu pod klucz, wymagająca kolosalnego NADZORU, a każda złotówka jaką deweloper zaoszczędzi, czy na kruczkach w umowach i formalno-prawnych, czy na fizycznym wykonawstwie, jest jego czystym zyskiem. A wszelkie gwarancje i dobre imię firmy, itp. bzdety, typowy polski deweloper ma w dupie - dobrze wie, że dom wam sprzeda raz, gwarancje na niego to iluzja; a ponieważ idzie o dużą kasę, ma przeważnie do dyspozycji w razie czego sztab specjalistów i prawników od wykręcania takich numerów, że wam oko zbieleje. I ma w tym doświadczenie. I czas. I kasę. Których my, jego klienci, przeważnie nie mamy - a ch... ci z tego, panie kolego, że odprocesujesz se satysfakcję za lat np. sześć (o kosztach nie wspominajmy lepiej). Więc raczej nie poleca się, jeszcze przy mieszkaniach w blokach i bloczkach, czy jakiejś sklonowanej typowej szeregówce, no może, choć zaleca się maksymalną ostrożność; ale przy domach w miarę oryginalnych i pod zamówienie, no chyba wolałbym po polu minowym łazić, niż z deweloperem się o to układać i egzekwować te układy.

2b) System gospodarczy, to jest wtedy, kiedy sami robimy za dewelopera, czyli planujemy kosztorysy i prace, zatrudniamy podwykonawców, nadzorujemy, robimy odbiory, płacimy, itd itp. Czyli musimy mieć wszystkie cechy jak w punkcie powyżej plus znacznie więcej wiedzy formalno-prawno-budowlanej (albo pełnomocnika/nadzorcę/kierownika jak powyżej). Zalety są takie, że mamy przeważnie większą siłę przebicia w negocjacjach z wykonawcami w temacie robót, kosztów, itp. no bo to my jesteśmy Człowiek z Kasą, a oni nie mają przeważnie siły, zasobów i fachowców od robienia nas w bambuko, jak deweloper (a przypadki jak najęcie se na budowę domku firmy klasy budimex czy inny strabag czy nawet o parę rzędów wielkości mniejszych, ale znacznie większych niż nasz pierwszolevelowy skill i zasoby, odrzucam jak niezorganizowane i nie rozmawiam o głupkach, którzy myślą, że budują systemem gospodarczym, a tak naprawdę z zupełnie bezkarnym deweloperem). I ogólnie powinno być nieco taniej, bo nie dorzucamy się deweloperowi na opony do jego mondeo i na lepsze do merola jego prezia. No i pierwsze zalety autarkii - zaczynamy panować nad jakością tego, za co płacimy (albo przynajmniej wydaje nam się, że panujemy).

Ale są też wady - potrzeba dużo cierpliwości i uporu, ew. zen-wyjebki, ew. doświadczenia w branży, żeby nie odpuścić sobie całego tego bałaganu i nie obwiesić się na lejcach, albo nie zatłuc kogoś młotkiem w międzyczasie. Gdyż w 90% przypadków to jest jazda od fuszerki do większej fuszerki i od fakapu do większego fakapu. Aha, i nie radzę myśleć, że nauczycie się tego sportu w trakcie swojej pierwszej w życiu budowy czy dużego remontu, albo, że to wszystko się potem poprawi.

Dosko przykładem i zabawnym, w temacie, była kategoria "doniesienia z frontu walki z kaflem" u kol. Radkowieckiego, poleca się. A to tylko średni remont mieszkania. Przy budowie domku od zera pomnóżcie to sobie przez 10.

Też mógłbym sporo anegdot w temacie systemu gospodarczego popełnić, bo tak postawiliśmy pierwszy domek, tudzież miewałem doświadczenia przy innych domach itp. i to z obu stron barykady (tj. jako nadzór i jako wykonawca). Tyle, że to dosyć słabe i nie wnoszące, co najwyżej do pośmiacia. Może lepiej garść ogólnych uwag: Nie wierzymy w gołe zapewnienia wykonawców, że coś tam umieją czy jakąś technologię znają - żądamy referencji, albo okazania przykładów. Nie zdradzamy naszych zasobów, stanu konta, ile mamy na daną rzecz/kawałek domu - nie mówię, żeby aż udawać dziada i jeździć na budowę starym fordem, zamiast nową BMW, itp. ale jednak coś jest na rzeczy, że wykonawcy wyliczają prace także wg. "wyglądu" klienta.

I w ogóle, nie radzę liczyć, że zaoszczędzicie jakieś olbrzymie kokosy na wykonawcach, czy to negocjując itp., czy jak ch... ostatnie, po prostu nie płacąc. Tak normalnie, to wykonawca budowlanki, jeśli nie jest zupełnie zielony, bardzo bardzo rzadko myli się w kalkulacjach "na swoją niekorzyść" i nie ma takiej opcji, żebyście go jakimiś sprytnymi manewrami wymanewrowali (jak powiedział kiedyś stary hydraulik "i na ch... ci ta wiedza, po ile punkt taki czy owaki - ja te punkty i wszystko tak policzę, żeby mi wyszło X dniówki, pomocnikowi 50% X, choćby nie wiem co") - a pomysły klasy "nawet jak zrobią tiptop to i tak urwę/nie zapłacę/przegonię" są dla debili albo mafiozów - bo dla normalnych ludzi są zbyt kosztowne, po prostu jeszcze nie wiecie, ale się dowiecie, na jak wiele sposobów i jak bardzo kosztownie dla was wykonawcy mogą się zemścić i gówno im zrobicie (no chyba, że jw. macie własną mafię do dyspozycji - ale nawet silnoręcy nie poprawią wam domu, co najwyżej samopoczucie...).

Dyscyplina dodatkowa, w obu systemach gospodarczych, to użeranie się z urzędami itp. bo jesteśmy inwestorem-deweloperem i nikt tego za nas nie zrobi - ale po 2000r. było to już w miarę cywilizowane i przy minimalnym ogarnięciu i doświadczeniu oraz nie robieniu z siebie buca, a z prawa i urzędników - wała, wszystko było do ogarnięcia i załatwienia. No może prawie wszystko.

2c) System prawdziwie gospodarczy - czyli poza wszystkim z punktów powyższych, robimy jeszcze za wykonawcę; sami, ew. w jakiejś spółdzielni rodzinnej czy koleżeńskiej. Ew. wynajmujemy co najwyżej zupełnie podstawową "siłę fizyczną" czy szeregowych budowlańców z jakimś doświadczeniem, a nie fachowców czy firmy. Zalety - teoretycznie najtaniej. Największa autarkia, więc w pewnym sensie "najspokojniej" - nikt nam się nie wpierdala w robotę, i w jej tempo, i sami dbamy o jakość, na odpowiadającym nam poziomie. Wady - również jak każdej autarkii - musimy mieć sami (albo dobry i bliski nadzór) we wcholerę wiedzy i najlepiej doświadczenia, bo jak to w autarkii, za fakapy organizacyjne i techniczno-fizyczne też odpowiadamy głównie my sami, no bo tu przeważnie nie ma już na kogo zwalić winy. Inna wada - praca na, w porywach, trzy etaty, wymaga znacznej odporności i zasobów zdrowia, po prostu.

W ogóle pod rozwagę poddaję w tym punkcie zagadnienia szarostrefowego prawa i bezprawia pracy, szczególniej w kontekście wypadków na budowach, które są częste i jak najbardziej możliwe. Bo nawet jeśli mamy jakieś umowy o dzieło z pracownikami, czy kierownika na papierze, może być mega-fakap, jeśli ktoś sobie coś poważniejszego zrobi. Albo, dla ustalenia uwagi, jeśli my sami sobie coś zrobimy - co stanie się z całym biznesplanem i okolicami? Mamy na to jakieś ubezpieczenie w ogóle?

Akurat w tym systemie postawiliśmy drugi domek i było to niezgorsze doświadczenie, a chata wyszła tanio, prosto i prosto, ekspresowo. A jakbyśmy mieli jakieś 20-30% więcej kasy, niż mieliśmy, byłaby nawet tiptop (ale nie było takich możliwości na początku, a wielkich chęci w dekadzie późniejszej). I nadal trzyma się nie najgorzej, pomimo zapuszczenia przez ostatnie lata.

Skądinąd - to prawda, że "prowizorki są wieczne", a tak naprawdę, po prostu bardzo trudno prowadzić większe prace wykończeniowe czy budowlane w domu już zamieszkanym.

Inna nieoczywista uwaga z doświadczenia z oboma domami - dom należy planować (bo mieszkanie jednak mniej) nie tylko "jak tu mieszkać", ale też "a co, jeśli nikt tu nie będzie mieszkał". Zaoszczędzi wam to sporo kasy w razie zawirowań i konieczności zostawienia chaty opuszczonej na miesiące czy lata, a szczególniej zimy. Zaoszczędzi w przeciwieństwie do nas; choć i tak nie byłem ostatnim idiotą i parę rzeczy przewidziałem słusznie (ale parę innych - nie).

3) Tu miały być różne porady i uwagi stricte techniczne i szczegółowe, ale chyba innym razem.

Na razie starczy.





cmos
Tue, 22 Mar 2016 07:33:40
Ja bym dodał ostrzeżenie przed typową pułapką "Teraz mieszkam z rodziną za granicą, więc postawie sobie w kraju domek i będę w nim mieszkał na emeryturze". Widziałem takie akcje wielokrotnie, również w wariancie "on Portugalczyk, ona Polka, jeden domek w Portugalii drugi w Polsce".
Nawet nie słyszałem o kimś, kto by potem w tak postawionym domku mieszkał.


Boni avatar Boni
Tue, 22 Mar 2016 12:02:18
@cmos

Tak, to jest pewna pułapka, pokrewna "nie buduję domu dla siebie, ale dla dzieci i wnuków" (ilu z nas chciałoby mieszkać dosłownie w domu naszych dziadków? ile dzieci w ogóle chce mieszkać tam, gdzie rodzice? albo, gasp, z rodzicami?) - bo z jednej strony, jak w notce, dom wypadałoby planować na te minimum 10-20 lat w przyszłość, z drugiej strony moim zdaniem planowanie czegokolwiek, nie tylko domu, "na pokolenia" czy "na emeryturę", jest ogólnie durne jak coś durnego.

cmos
Tue, 22 Mar 2016 16:15:26
"dom wypadałoby planować na te minimum 10-20 lat w przyszłość"

10-20 lat w przyszłość od momentu zamieszkania. Zamieszkam za 20 lat -> zacznę planować za 15, a budować jeszcze później. Inaczej fail gwarantowany.

Boni avatar Boni
Tue, 22 Mar 2016 19:25:09
@cmos

Aha. Ale to uważam za jasne i oczywiste, zresztą, obecnie cykl wydawniczy domków, że tak powiem, to góra jakieś 2, no może 3 sezony budowlane (do zamieszkania; a jeśli komuś budowa domu jednorodzinnego "do zamieszkania" zabiera więcej niż 3 sezony, niech może se zmieni hobby, czy coś) - więc nie jest to specjalnie krytyczne w kontekście planowania na 10-20 lat w przód. A jeśli masz na myśli, że ktoś planuje, nie wiem, zaraz po pobraniu się po szkole wymarzony domek, który se zacznie stawiać w wieku średnim i przy nim później się upiera, pomimo być może mocno zmienionych warunków i potrzeb, no cóż, głupich nie sieją, sami rosną.

Skądinąd, projekt przyszłego pierwszego domu zrobiliśmy se z przyszłym teściem znacznie przed przyszłym ślubem a nawet pretekstem przyszłego ślubu. Czyli może i ten ślub był, jak to mówią, z konieczności, ale przypadkiem tak zupełnie jednak nie był, skoro jakiś tam dom i okoliczności był już w planach (zatwierdzonych na teściów, bo działka była jeszcze ich, ale normalnie zatwierdzonych, z pozwoleniem na budowę itd.). A zaraz przed czy po ślubie, o ile mnie pamięć nie zwodzi, fundament przyszło wykopać i zalać.

Co sugeruje, żeby albo: nie słuchać moich wywodów, bo pierdzieli jak potłuczony z innych czasów i miejsc (NO JAKŻE TO TAK ZROBIĆ PROJEKT DOMU BEZ PIENIĘDZY I BEZ ŚLUBU!11 lub NO JAKŻE TO TAK WYKOPAĆ I ZALAĆ WŁASNORĘCZNIE FUNDAMENT POD 160m2 CHAŁUPY ?!11 lub JAKI DEBIL BIERZE SIĘ ZA BUDOWĘ DOMU BEZ DOŚWIADCZENIA W WIEKU LAT 20???) albo: każdy w miarę zdrowy człowiek może prawie wszystko, wystarczy się nie opierdalać. Wybór zostawiam czytelnikom.

cmos
Wed, 23 Mar 2016 07:25:34
@boni

Mi chodzi o sytuację, którą widziałem już X razy. Ktoś wyjeżdża z rodziną do Niemiec (or compatible), zaczyna jako tako zarabiać i zaraz zaczyna budować w kraju pochodzenia domek, z motywacją że jak pojedzie do kraju na święta to będzie tam mieszkał, a jak wróci na emeryturze to już będzie miał.

Zapytanie "rili siur że w ogóle wrócisz?", "czy luksusowy hotel z pełnym wyżywieniem i basenem na przyjazd na święta nie wyjdzie znacznie taniej?", "nikt się nie włamie jak będzie stało 20 lat puste?", "jak dopilnujesz budowy siedząc w Niemczech?" albo "czy po 20 latach nie będzie trzeba zrobić remontu kapitalnego tego domu z pełną aktualizacją prawie wszystkiego do aktualnych standardów i potrzeb?" kończy się najczęściej nieprzyjemnie.

A potem w 99% wypadków budowa w ogóle nie zostaje ukończona a mnóstwo wtopionej kasy nie daje się odzyskać.

Boni avatar Boni
Wed, 23 Mar 2016 10:08:26
@cmos

Ok. Ogólniej, mam wrażenie, że (parafrazując Townsenda) - budowanie domu "zdalnie", w innej części kraju, podnosi kłopoty i koszty w kwadracie, budowanie "zdalnie" w innym kraju - w sześcianie. Dlatego, jeśli już, to raczej po prostu - kupić sobie dom w innym kraju, jeśli kogoś stać i potrzebuje koniecznie, a nie bawić się z jakimś budowaniem.

Codiac
Wed, 23 Mar 2016 12:36:15
Zgadzam się z wami w znacznej części, budowanie na zasadzie "Jak kiedyś wrócę to będę miał" to wtapianie pieniędzy, może gdzieś tam żyją jakieś pojedyncze przypadki którym się to sprawdziło, ale ja nie znam. Muszę się jednak do tego odnieść:

"ile dzieci w ogóle chce mieszkać tam, gdzie rodzice? albo, gasp, z rodzicami?"

Całkiem sporo, mam wrażenie że zwłaszcza w Polsce, gdzie mamy jeszcze trochę inne modele wychowania i dorastania niż na zachodzie. Co się zmienia i za kolejne 20-30 lat może już tak nie być, ale póki co bywa dość często.
Nie zdarzyło wam się słyszeć o tym że po ślubie młodzi się wprowadzają do rodziców jednego z nich - nie dlatego że nie stać ich na własne mieszkanie, bo mogłoby ich być stać, tylko dlatego że tak jest im wygodniej albo któreś z nich nie umie odciąć pępowiny a drugie się postawić twardo?
Ja znam przypadki gdzie rodzina ma dom, jedno piętro zajmują rodzice, drugie jakaś siostra czy brat, a gdy druga siostra wyszła za mąż to podnieśli dach i dobudowali piętro dla niej i jej męża.
Oczywiście mój przebieg może wariować, ale znam takich przypadków trochę, słyszałem o różnych, one często bynajmniej nie są z przyczyn ekonomicznych czy przynajmniej stricte ekonomicznych (bo że tak jest taniej i się oszczędza to oczywiste, więc ciężko powiedzieć że to w ogóle się nie liczy).

Wed, 23 Mar 2016 16:42:24
@"Wybór zostawiam czytelnikom"
Jest jeszcze szansa, że jak człowiek ma 20 lat, dużo wiary i zero doświadczenia, to śmiało mierzy siły na zamiary, a nie na odwrót. I że w razie nieuniknionych problemów ma jeszcze rezerwę energii i zapału, oraz życzliwsze i nadal sporomogące otoczenie rodzinne. Których to bonusów nie ma już zwykle nieco sterany 40-latek, z dziećmi i rodzicami-emerytami na karku.

JoP332
Wed, 23 Mar 2016 19:23:27
Nie wiem, czy mieliśmy te zdolności marketingowo - organizacyjno - menadżerskie, czy po prostu fciul szczęścia, ale gdyby ewentualnie coś jeszcze kiedyś, to kolejny dom też buduję systemem deweloperskim i nie ma innej opcji.

@Codiac
Serio? Nie znam ani jednego przypadku mieszkania z rodzicami z wyboru, najwyżej racjonalizowanie sobie w stylu „muszę znosić koszmar mieszkania u kogoś (bo nas nie stać/odkładamy na własne), ale przynajmniej teściowa się dzieckiem zajmie”.

Codiac
Thu, 24 Mar 2016 01:25:04
Akurat Boni pisał najpierw o "mieszkaniu tam gdzie rodzice". No to ja jestem dobrym przykładem, bo mieszkam tam gdzie się wychowałem. Raz że sentyment do mieszkania w którym dorastałem, dwa że spore i komunikacyjnie ładnie umiejscowione. A rodzice i tak chcieli sprzedać i przeprowadzić się gdzieś dalej od centrum, to zamiast kupować sobie wolałem kupić im i się zamienić. Rezultat jest taki, że ja mieszkam tam gdzie oni dawniej, oni w moim mieszkaniu na bardziej zielonych terenach (sami sobie wybrali), kredyt spłacam ja. :-)

Znam też parę osób które mieszkają z rodzicami czy to na zasadzie "dobudowane piętro" czy w bloku "o klatkę dalej" i to oczywiście wynika z jakichś tam wyborów życiowych, zazwyczaj wychodzi taniej, ale nie jest tak że te osoby nie miały wyboru w ogóle.
Pomijam oczywiście kwestię "młodych nie stać, siedzą z rodzicami na małych dwóch pokojach z kuchnią aż się jakoś dorobią", bo to też znam z autopsji, ale wtedy wyboru nie ma, tylko trzeba sobie radzić. Niemniej przypadki gdy ktoś się specjalnie nie wyprowadza daleko bywają. A o motywacjach takich ludzi to można długo oczywiście :-)

JoP332
Thu, 24 Mar 2016 10:02:26
@Codiac
„Mieszkanie z rodzicami”, „mieszkanie w pobliżu rodziców” i „mieszkanie w domu/mieszkaniu, które kiedyś było rodziców” to są 3 różne sprawy.

O ile wariant pierwszy jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia, to drugi bywa z korzyścią dla obu stron, a w trzecim też nie widzę niczego dziwnego.

JoP332
Thu, 24 Mar 2016 11:58:31
A jeszcze parę uwag do powyższego:

1. Dla wziętego wykonawcy jako inwestor budujący dom jednorodzinny nie jesteś żadnym Człowiekiem z Kasą, jesteś uciążliwym detalistą, zrobi, jak akurat nie będzie miał nic lepszego, może i rzeczywiście ma mniejsze możliwości robienia Cię w xuja, ale za to będzie zwodził, jeśli w międzyczasie trafi mu się coś lepszego; oczywiście możesz go wypieprzyć przy pierwszych oznakach zwodzenia (i należy tak robić), ale już czasowo jesteś w plecy (a jak zrobi numer typu „rozgrzebie robotę i oddali się do lepszego klienta”, to już w ogóle jesteś w czarnej de).

2. Każdy deweloper wie, że pierwszą rzeczą, jaką zrobią jego następni potencjalni klienci, będzie odszukanie obecnych klientów i wzięcie ich na spytki. Więc jak u nas pękła szyba w oknie, to w ciągu godziny mieliśmy w domu dewelopera, szefa firmy budowlanej i kolesia od dostawcy okien, a po 3 dniach wymienioną szybę, za darmo i już to po upływie gwarancji na dom.

Boni avatar Boni
Fri, 25 Mar 2016 10:57:35
@kuba_wu

Otóż to, dlatego zastrzegam się, co do moich gupich porad.

@Codiac

Ale zauważ, że jesteś raczej wyjątkiem niż regułą, dziedzicząc po rodzicach dużą i fajną miejscówkę, a oni wyprowadzają się dalej od centrum - ile jest takich przypadków w PL, 1%? Bo przeważnie, w sensie budowlanym, to nawet jeśli się coś dziedziczy, to odwrotnie (jakiś domek na zadupiu/suburbiach w standardzie sprzed paru dekad, po rodzicach którzy już nie są w stanie się nim i "okolicą" (ogródkami, dojazdami, itp) zajmować. A jeśli się dziedziczy zwykłe mieszkanie w bloku a nie superfajne i fajnie skomunikowane, no to jednak jakoś sporo ludzi usiłuje je zamienić na jakiś domek - do tych kieruję uwagi o solidnym rozważeniu potrzeb.

@JoP
@zdolności
IMHO oczywiście że macie odpowiednie zdolności, wiec wasz przykład z deweloperką jest być może tak adekwatny dla przeciętnego człenia, jak moje budowanie sobie domów temy rencamy.

@1
Jeśli ktoś bierze "wziętego wykonawcę" przy systemie gospodarczym, to jest moja uwaga o wzięciu sobie budimexu na budowę - sam się prosi o kłopoty, bo funduje sobie wszelkie problemy z developerem, bez sensownych narzędzi nadzoru i egzekwowania z developera.

@2
To owszem, prawda (rozszerzanie gwarancji na tanie drobiazgi czy referencje), ale wtedy jeśli developer ma zamiar być na rynku przez następne min. 20 lat. Obecnie firmy tyle nie żyją, więc trafienie na okoliczności jak wasze, szczególniej w PL (bo na Zachodzie EU czy USA może bardziej) to raczej wyjątek niż reguła.

charliebravo
Mon, 28 Mar 2016 10:40:28
@solidne rozważenie potrzeb
To zresztą szczęścia wcale nie gwarantuje, bo przy "normalnym" poziomie środków, a nawet mocnym naciąganiu się optimum i tak jest kompromisem.

Twoja notka trafia w środek moich...lęków poniekąd, bo jesteśmy na etapie po kupnie działki i zatwierdzeniu projektu (tailor-made zresztą) a przed wbiciem łopaty w ziemię. I jakkolwiek myślenia było sporo, i jesteśmy przekonani, że życie poza miastem, i że przestrzeń, i że cisza, itp...tak naprawdę nie wiem jak będę lubić dojazdy.

A i tak byliśmy w niezłej sytuacji, bo na przykład nie muszę zgadywać czy w ogóle lubię mieszkać za miastem. Miałem dość praktyki w znanej Ci okolicy nad Dunajcem, żeby wiedzieć, że wolę.

JoP332
Tue, 29 Mar 2016 15:26:14
@Boni i „wzięty wykonawca” - Niewziętego, czyli takiego, którego nikt nie chce mimo niedoboru wykonawców, bym się bała brać.

@charliebravo - Pewnie nie jesteśmy autorytetami w dziedzinie mieszkanie na wsi/dojazdy (ja jestem etatowcem pracującym zdalnie w domu, małżonek po prostu przeniósł sobie biuro tam, gdzie mu pasowało), ale w warunkach suburbiów i tak o czasie dojazdu decyduje to, co się dzieje w samym mieście.

Aczkolwiek jeśli chodzi o analizę potrzeb i wyobrażenia, jak to wszystko wygląda, ludzie potrafią mieć naprawdę niezwykłe pomysły - znam ludzi (małżeństwo z dwójką małych dzieci, oboje z pracą w mieście, dzieci w różnych placówkach wychowawczo-edukacyjnych w mieście), którzy wybudowali dom 45 km od granic tegoż miasta. Nie wytrzymali nawet roku.

charliebravo
Wed, 30 Mar 2016 13:16:36
@JoP
My z dojazdami podobnie, bo Pani Żona będzie mieć circa 5km (i nie nine to five), ja pracuję tam, gdzie leży laptop. Tylko, że dzieci. Teraz są w fajnym miejscu (przedszkole, które ma też podstawówkę), więc byłoby dobrze ich nie przenosić. Czyli niestety 25minut jazdy w jedną stronę. Niby nie tragedia, ale zobaczymy.

45 km od Krakowa widzieliśmy stary dwór w parku. Za rozsądne pieniądze. I mając fazę na stare, ładne rzeczy. I nie pojechaliśmy oglądać, żeby nas przypadkiem nie pogięło, bo z dziećmi tak jeździć, to wariactwo.

hellk
Thu, 31 Mar 2016 08:49:42
Mieszkałem 10 lat w jednorodzinnym (dojazd krótki - 5km do centrum), teraz w mieszkaniu w centrum. To drugie wygrywa na właciwie wszystkich frontach, ale najbardziej kręcą mnie nogi: każde z nas (2+2) wszędzie, w max kwadrans na własnych nogach. Taka teleportacja, tylko zdrowsza.

Thu, 31 Mar 2016 10:34:51
@hellk
Właściwie na wszystkich frontach, poza faktem, że za cenę 62m2 z 3 pokojami, w których mieszkamy w piątkę, miałbym domek z pokojem dla każdego dzieciaka, sypialnią, pracownią, garażem, oraz mały ogródek. Niemniej, wspomniane sprawy transportowe na razie skutecznie mnie powstrzymują. A potem dzieci wyfruną...

hellk
Thu, 31 Mar 2016 12:58:43
Nie ogarniam cen mieszkań i domów - ale do domu musiałbym doliczyć całokształt 'kosztów auta' - pewnie z 1000/mc, lifelong. Oczywiście jak ktoś ma i mieszkanie i samochód, to koszty mocno mu nie wzrosną, ale z drugiej strony, po pewnych lifestylowych adjustacjach mógłby mieć ten tysiąc ot, tak - i też właściwie lifelong.

Thu, 31 Mar 2016 14:23:32
Ja samego czynszu płacę 1100 zł/mc. Według kilku znajomych utrzymanie małego domu tyle raczej nie kosztuje, choć trudno mi to zweryfikować - podejrzewam, że nie liczą mnóstwa rzeczy, a tylko koszty w miarę regularne. Może macie anecdatę?

A samochód jest wg mnie niezbędny przy trójce dzieci, w większości małych. Chyba, że kosztem wyrzeczeń, na które nie jestem gotowy. Oczywiście dom za miastem oznacza większe przebiegi. BTW koszt samochodu całkowity, włącznie z amortyzacją, paliwem, wymianami eksploatacyjnymi i naprawami, ubezpieczeniami i w ogóle wszystkim co mi się udało policzyć, wyszedł około 700zł/mc (przy 10tys.km rocznie). A KM też trochę kosztuje.

charliebravo
Thu, 31 Mar 2016 19:52:55
@miasto vs zamiasto
Prawda z dojściem, nawet z dziećmi. Moja 2.5 letnia córka pokonuje 2km z przedszkola z buta, i to jest dobre. Tylko że pozostaje kwestia, co poza tym. Na wsi obie szaleją w ogrodzie do wieczora. W mieście jest plac zabaw, nawet niezły, ale jednak nie pod domem, samych dzieci się tam nie puści.

Ale, jak to pisze Gospodarz w notce, bardziej istotne jest to, czego nie lubisz. No więc ja nie lubię zabetonowanej w 95% okolicy. Nie znoszę słuchania muzyki/imprezy losowo wybranego kretyna zza ściany albo nawet z drugiej strony ulicy. Nie mam ochoty więcej wąchać w zimnej porze roku tego świństwa, które oszczędzający na kolejną nową beemkę sąsiedzi dorzucają do pieca. Itp.

@koszty
Mam wrażenie, że to się bilansuje plus minus. Oczywiście wszystko zależy od tego jaki samochód (ale też jakie miejsce w jakim mieście).

@małe dzieci bez auta
W miejscu z dobrym zbiorkomem pod nosem, i przedszkolem/przychodnią niedaleko, to jeszcze sobie wyobrażam. Też z ograniczeniami, bo co z fotelikami dla większych dzieci w taksówce? A naprawdę nie wszędzie i nie zawsze dojeżdża autobus czy tramwaj. Styl życia - no pewnie dałoby się wyskoczyć bez auta z dwójką/trójką małych dzieci na wycieczkę w Gorce z Krakowa na przykład - pytanie czy to jeszcze byłaby przyjemność.

hellk
Fri, 1 Apr 2016 12:08:47
@kwestia, co poza tym
No to jest kwestia właśnie czasu wolnego. Mnóstwo czasu spędziłem z dzieciakami na publicznych placach zabaw, których podstawową zaletą jest socjalizacja (po ichniemu brak nudy). Przy czym własny ogród przydałby się, fakt

@zabetonowanej w 95% okolicy + słuchania muzyki/imprezy
Z pierwszym trudno dyskutować, co do imprez, w ciągu ostatnich kilku lat pamiętam dwie do białego wkurwu i kilkanaście średnio upierdliwych. Do zniesienia. Dużo bardziej bolało przestawienie z zupełnie wyciszonego domu na szumiący jednak i postukujący lokal w budownictwie wielopiętrowym.

@ wąchać w zimnej porze roku tego świństwa
To chyba kwestia miejsca – w moim miejscu zupełny spokój, ale parę ulic dalej bywa różnie, rzeczywiście.

@bilansuje plus minus
Teraz mi się przypomniało, że czytałem gdzieś wyniki badań zgodnie z którymi tak właśnie z grubsza jest.

@W miejscu z dobrym zbiorkomem pod nosem, i przedszkolem/przychodnią niedaleko
Tak właśnie mieszkam, zakładam że to cecha centrum dużego miasta ew. jego dzielnicy o starej zabudowie. Na obrzeżach rzeczywiśce gorzej, bo króluje deweloperka=brak przedszkol itd. Co do fotelików w taksówkach, wydaje mi się, że taryfiarze nie mają takiego obowiązku – czasem biorę dzieciaki taksą (3/7) i nigdy fotela nie widziałem.

@ wycieczkę w Gorce z Krakowa
To (i wszelkie wakacje letnie) jest największa wada braku auta. Z tym że u mnie nowy dworzec zainstalowali w kiblu galerii handlowej i to jest 50% utrudnień, gdzie indziej może być lepiej.

Codiac
Fri, 1 Apr 2016 12:09:22
Nawet przy mieszkaniu w centrum samochód się przydaje, chociaż oczywiście daje się bez niego żyć. Akurat mam takie doświadczenia - brak samochodu, nawet prawa jazdy, brak dzieci, do pracy i wszędzie gdzie normalnie potrzebujemy możemy się dostać zbiorkomem czy ewentualnie taksówką. Może własne auto byłoby wygodniejsze ale dla mnie nie na tyle żeby uzasadnić zwiększone koszty (samochód nawet nieużywany potrzebuje chociażby ubezpieczenia i podstawowego dbania o).

Tyle że już wypad gdzieś za miasto, na jakiekolwiek wizyty u rodziny, znajomych czy wakacje, nawet dla samych dorosłych osób staje się upierdliwy. A jeśli się ma dzieci albo zwierzęta których nie bardzo można zostawić pod czyjąś opieką na dłużej, to już taki wyjazd staje się organizacyjną mordęgą. I nagle samochód zyskuje znaczące plusy.

Boni avatar Boni
Sat, 2 Apr 2016 10:21:43
(ogólnie, przestoje w komunikacji z mojej strony, bo zamieszanie wizytą w PL itd. itp.)

Jak w notce i komciach - dom vs. mieszkanie kosztowo zdaje mi się porównywalne "na zasadach ogólnych", z anecdata, z internetsów, z jakichś badań, no i z niewidzialnej ręki rynku.

W wielu aspektach jest oczywiście "coś za coś", fajny jest ogród - wymaga pracy/kasy; fajnie mieć wszędzie blisko - cena metra kwadratowego razy dwa; fajnie mieć dużą działkę, dalej od sąsiadów i od ruchliwych dróg - odśnieżanie może wyglądac jak w anegdocie o wyprowadzce w Bieszczady albo i gorzej itd.

Dzieci (i ich "infrastruktura" oraz "transport") to jest często niedoceniany współczynnik tych równań, mam wrażenie. Chociaż to już pewnie zależy od rodziny/rodziców.

Rozważania o "teleportacji na nogach" (może też czasem o rowerach?) czy że jednak fajnie mieć samochód, ale po co?, wpisują się w trochę inne rozważania - nie tyle o miejscu "do mieszkania", co o mobilności ludzi i dlaczego, o ile mi wiadomo, spada w pierwszym i drugim świecie na mordę (ok, poza transportem lotniczym), choć w PL nigdy za wysoka chyba nie była.

charliebravo
Sat, 2 Apr 2016 15:31:06
@samochód
Bez dzieci, hobby lub zawodu wymuszającego, to faktycznie się da. Ja robię sobie czasem nostalgia trip i jadę gdzieś (sam) autobusem a potem z buta. Jak się lubi własne towarzystwo, to potrafi być bardzo fajne. I można spokojnie podziwiać krajobrazy.

@place zabaw
Mają zalety, i socjalizacja jest jedną z nich. Ale wymagają jednego opiekuna, i o ile cztery godziny na placu zabaw dla dzieci są fajne, dla rodzica nie muszą być. Nie zawsze się da czytać książkę, ja mam na początku lata alergie, w ogóle nie przepadam za słońcem itpd.

@wąchanie świństwa
No, w Krakowie to bywają całe tygodnie, kiedy normy pyłów są przekroczone n-krotnie i to nawet bez sąsiadów. Spoko, że pójdę z dzieckiem do przedszkola, ale trochę strach że się jednocześnie truje...

@sąsiedzi
Dla mnie największym problemem jest chyba bezbronność. Dom (mieszkanie) jest specyficznym miejscem, powinien być azylem, jest też czymś, z czym się wiąże emocjonalnie. Jest też ekstremalnie kosztowny i niemożliwy do przeniesienia. Jeśli się coś budowało latami, to potem wyjątkowo boli zatruwanie spokoju przez debila obok.

Ja mam i tak o tyle dobrze, że mam gabaryt, więc jak przychodzę wkurzony z pretensjami, to łudzie czasem słuchają. Ale pewnych rzeczy nie przetłumaczysz....

Teraz najbliższy sąsiad będzie o 60 metrów, nie za ścianą, a najbliżej wybudują coś - jeśli w ogóle - 200 metrów dalej, bo po drodze jest albo moja łącka, albo las parku krajobrazowego. Oczywiście wszystko się może stać, ale mam nadzieję, że nie.

@foteliki
Wiem że wolno, ale strach. Nasze dzieciaki mają długo duże głowy i słabe szyje. Taka uroda. W swoim aucie wożę tyłem, w taksówce się nie da.

gszczepa
Sat, 2 Apr 2016 16:06:39
@cmos, budowa w PL zza granicy.
"nie znam nikogo"

Lem tak zrobił.
(ale to rodzina mu budowała i w latach 80-tych z dewizowymi dochodami to on był praktycznie Kulczyk w PRL warunkach).

Z tych czasów, kojarzę też z mojego osiedla emerytów z Francji którzy wrócili do Polski. Z biednych francuskich emeryturek stać ich było na sympatyczny domek i "Mercedesa". Ale te se ne vrati raczej.

Zgadzając się z wieloma rzeczami głównego wpisu, to jednak poziom deweloperki wzrósł. Anecdata, z jednak dość pokaźnego zbioru znajomych pokazuje wyraźnie tendencję wzrostową, imho źródło bierze się w pewnej profesjonalizacji: mini-deweloper bardziej ceni sobie rekomendację klienta niż niezadowolenie rzemieślnika, a rzemieślnik za bardzo ceni sobie stałe zlecenia od rzetelnie płacącego dew-a.

Inna rzecz, że 15 lat temu robiłem specyficzny remont, firmowego lokalu co prawda i co ja się wtedy nauczyłem skilli twardo/miękkich to połowy wolałbym nie przeżyć, ale przydaje sie do dzisiaj. Najwięcej dało wieczorne piwo z ekipą remontują kompletnie sp****** dom obok. Tak kompletnie że drzwi z łazienki otwierały się w połowie klatki schodowej.

gszczepa
Sat, 2 Apr 2016 16:07:18
Dorzucę tylko jeszcze że polubiłem miasto i mieszkania :D

RobertP
Sat, 2 Apr 2016 22:06:37
"czy luksusowy hotel z pełnym wyżywieniem i basenem na przyjazd na święta nie wyjdzie znacznie taniej?"

My na tej zasadzie zrezygnowaliśmy z pomysłów typu domek letniskowy, działka itd.
Sporo ludzi topi też kasę (mniejszą, ale zawsze) w czymś takim.

Mon, 4 Apr 2016 13:12:06
@zabetonowana okolica
W tym miejscy nie mogę się nie pochwalić, bo właśnie miałem kiedyś taką zabetonowaną, ale z niej uciekłem. Teraz mieszkam co prawda w środku sporej aglomeracji i blisko jej centralnej osi komunikacyjnej, ale jednocześnie 10 minut na piechotę od plaży i 50 m od lasu, i to nie byle jakiego, tylko sporego, malowniczego parku krajobrazowego. Po tym opisie, patrząc na mapę Polski, można chyba wskazać miejsce mojego zamieszkania z dokładnością do kilkuset metrów :) I tylko ten metraż boli, a dom w najbliższej okolicy, to minimum milion...

JoP332
Thu, 7 Apr 2016 08:57:41
@ kuba_wu Coś koło tego kosztuje. Nie chce mi się przeliczać na średnią roczną, ale wygląda to z grubsza tak: 100 PLN woda, 200 PLN prąd, gaz w sezonie grzewczym 700 PLN (poza sezonem koło 200), ochrona 40 PLN, internet 50 PLN, do tego należy dorzucić parę stówek na drewno do kominka, 200 PLN dla firmy odśnieżającej rocznie.

@charliebravo Moja anecdata jest taka, że w domach z dokuczliwością sąsiadów spotykasz się jednak rzadziej. A - odległość, nie słyszysz, jak sąsiad ogląda telewizję albo spuszcza wodę w kiblu, w bloku słychać nawet imprezę „siedzi kilkanaście osób i gada”, w przypadku domów słychać dopiero imprezy typu „ktoś wystawił bumboksa na parapet”. B - domów się raczej nie wynajmuje (a jak się wynajmuje, to klientom premium), a głównym źródłem problemu są wynajęte mieszkania (ogólnie jako wynajmujący mam o użytkownikach wynajmujących mieszkania w Polsce jak najgorsze zdanie, soraski). C - ludzie w domach są mniej jednak anonimowi.

charliebravo
Thu, 7 Apr 2016 10:03:23
@JoP
No właśnie, dlatego mam nadzieję na ciszę i spokój i ogólnie to chyba był dobry wybór, aczkolwiek obawy są i będą, póki nie sprawdzimy. Na razie spałem na działce w namiocie i głośniejszy od imprezy dwa domy dalej (czyli 200m) był pociąg 3km dalej i za górą. Zza ściany pewnie nie słyszałbym już nic...

Wynajmujący...no cóż, kiedyś wyprowadzałem się z wynajmowanego mieszkania w bloku. Taka "staruszkowa" okolica, bo blok z 70tych. Nagle okazało się, że sąsiedzi w promieniu dwóch pięter będą za mną płakać, bo "nigdy nie było tak cicho". Sęk w tym, że ja prowadziłem normalne życie, bez imprez w mieszkaniu czy muzyki po 22, ale też bez specjalnego skradania się. Ergo, norma faktycznie musi być niefajna.

Ale właściciele mieszkań też bywają bardzo nie w porządku. Dopiekli mi na tyle mocno, że po jakimś czasie kupiłem własne mieszkanie. Czego w kontekście notki trochę żałuję (bo dodatkowa komplikacja sprzedawania z kredytem) a jeszcze bardziej nie - bo, mam nadzieję, kilka kosztownych błędów już popełniłem, w skali mniejszej niż dom mimo wszystko.

Pytanie, na ile to jest użyteczna wiedza, a na ile jestem naiwnym uosiem...

gszczepa
Sun, 10 Apr 2016 14:11:43
Sąsiad w domu/bloku jest zupełnie inną skalą uciążliwości.

Stan rynku najmu to z kolei temat na odrębną opowieść.

JoP332
Mon, 11 Apr 2016 12:45:40
@charliebravo i norma na rynku najmu

Norma jest istotnie dość niefajna. W ciągu zeszłego roku musieliśmy się pozbyć lokatorów z jednego mieszkania w trybie przyspieszonym (ale my się specjalnie nie obcyndalamy, mamy do tego podejście "macie tydzień i wynocha, a jak się nie podoba, to sosumi"), a w drugim niby z grubsza było OK - ale obecnie usiłujemy doprowadzić to mieszkanie do porządku po wyniesieniu się lokatorów i momentami nie możemy się nadziwić. Np. w ogóle nie wymieniali spalonych żarówek, żadnych, przez cały okres mieszkania (a trochę tam mieszkali). Jeśli spaliła się jedna z dwóch żarówek w kloszu łazience i zrobiło się nieco ciemnawo, to zadawali sobie trud zdjęcia klosza, dzięki czemu było trochę jaśniej, ale żarówki nie wymienili. Na litość, ile kosztuje żarówka?! Do tego mnóstwo drobnych, ale denerwujących zniszczeń. Jak można uszkodzić metalowy korek od zlewu (takie sitko), urywając ten dynks, za który się go wyjmuje? Toż to jak z opowieści o zepsutej stalowej kulce.

charliebravo
Tue, 12 Apr 2016 22:06:33
@żarówki
Hmm, albo wymieniali, tylko pamiętali które, i na koniec wymienili z powrotem, żeby "krwiopijcom nie dokładać". Ogólnie, to społeczeństwo jest suabe, i to się przekłada na wszystkie końce wszystkiego. Nieważne, czy wynajmujący czy najemca, czy kierowca czy pieszy...




Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Muza (48)
Sat, 21 Apr 2018 01:06
Moim skromnym zdaniem, wrażliwość na skomplikowanie,...

zz_top - Muza (48)
Fri, 20 Apr 2018 08:52
W ucho wpada, tekst fajny, ale macki mi opadają, gdy...

hellk - Film (8)
Sat, 14 Apr 2018 12:02
Nie będę przesadnie bronił, bo widziałem to...

janekr - Za co mi płacą
Fri, 13 Apr 2018 08:08
Ponieważ ORACLE wypiął się na użytkowników i...

rozie - Za co mi płacą
Fri, 13 Apr 2018 07:08
@tyz_Aniou No dla mnie SDNy to też trochę pic na...

janek.r - Za co mi płacą
Thu, 12 Apr 2018 21:01
Byłem na szkoleniu, w którym przedstawiano jakąś...

Codiac - Za co mi płacą
Thu, 12 Apr 2018 15:24
Co do samoograniczania i tego że może ktoś na tym...

tyz_Aniou - Za co mi płacą
Thu, 12 Apr 2018 09:41
@rozie, re SDN Ty weź, nawet mi o tym nie...

rozie - Za co mi płacą
Thu, 12 Apr 2018 07:15
@tyz_Aniou Wiesz, na te bibliotekowe zależności to...

Boni - Za co mi płacą
Thu, 12 Apr 2018 01:47
@Bober @Stack IMHO się robi nie tyle wyższy, co...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.87   BS 2012-2017