... wśród kurdli i ośmiołów, czyli tyle już zalegam w Szkocji.
Mało - wiele. 5% mojego życia to dużo czy mało? W porównaniu z czym?
Z jednej strony, tak niewiele się u nas zmienia "w sednie", że mógłbym tu wkleić
notkę sprzed półtora roku, i zgadzałoby się prawie co do joty, ew. inne wycieczki obecnie.
Z drugiej, oczywiście, świat i czas przyspiesza (tak naprawdę - zwalniamy na starość), jest robota, jest tzw. życie, dnie zlewają się w miesiące, Nowy Rok był przecież przed chwilą.
Szkocja jest cały czas w tle, nadal fajna i piękna, ale nienachalna, ludzie fajni, kraina skonstruowana wygodnie i ok. Odcięcie od większości mediów skutkuje, że mamy ogólnie wyjebane na jakieś 90% rzeczy, którymi wydają się przejmować tzw. normalni ludzie. Oczywiście, przez to nie ma o czym z nimi gadać - np. w pracy, kiedy zaczepiają mnie o jakiś mecz bokserski, czy futboll czy że królewski penis działa (drugie royal baby niedawno), czy że wybory do parlamentu, uśmiecham się przepraszająco i że nie mam pojęcia, a nawet nie daję latającego faka. No dobra, akurat o wyborach jakieś mikrunie pojęcie i zainteresowanie miałem (nie głosujemy, bo to dla obywateli; ale są istotne, mikroanaliza: wygrana torysów wygraną neolibu, wzg. wygrana SNP ma niewiele wspólnego ze Szkocją itp., to raczej wygrana przeciw Londynowi i torysom, no i przegrana lejbużystów i ogólnie lewicy, która się przesunęła przed dekady w prawo, goniąc neolib. A czy coś się na serio zmieni? pożyjemy, zobaczymy, jak będzie z UK vs. EU na przykład). Ale to się niewiele zmienia od dekad, w PL też nie miałem pojęcia o boksie, futbolu, czy że penis jakiegoś celebryty działa i przyzerowe o polityce.
Z wycieczek w obecnej opóźniono-wiosennej fazie szkockiego praktykowania szczęścia, ostatnio zaliczyliśmy fajną galerię w Glasgow,
The Burrell Collection, czyli dosyć dużą kolekcję sztuki i sztuki użytkowej, przekazaną przez bogatego zbieracza w 1944. Obecnie jest to wrzucone w ciekawy budynek (acz - jakościowo zdaje się kiepski, zamknięto kawałek, bo przeciekają fikuśne dachy i w skali paru lat będzie wielka przebudowa całości), a budynek wrzucony w jeden z większych i bardziej malowniczych parków nie tylko w UK ale i EU, Pollok Country Park, też całkiem fajny. Galeria jest troszeczkę miszmaszem, bo pan Burrell miewał fazy a to na Persję, a to na Chiny, a to na dywany, a to na zbroje, itd. ale jest sporo ciekawych eksponatów, w efektownych wnętrzach. Z "normalnej" sztuki jest Rembrandt (ale taki se), jest sporo Degas (ale z niskiej półki), sporo Rodina, nawet jeden z coś bodaj 20 "myślicieli" (ale generalnie nie są to najlepsze Rodiny jakie widziano), ale jest też trochę bardzo fajnych obrazów, np. impresjoniści, Glasgow Boys, renesans; duża i ciekawa (jeśli kogoś kręci) kolekcja starych witraży; no i sporo sztuki użytkowej i drobiazgów od dawnego (w sensie - 2500pne) Egiptu przez Grecję/Rzym, Chiny, Persję i okolice, średniowiecze europejskie, po okolice XVIIIw. Bardzo pouczające, niektóre eksponaty takie, że proszę wstać - porobiłem trochę zdjęć, bo jestem czuły na to, co i jak doskonale rzemieślnicy potrafili zrobić 300 albo i 1300 albo i 3300 lat temu, i kiedyś będzie o tym notka.
Ogólnie, poleca się na wypadek wizytowania muzeów/galerii w Glasgow, podobnie jak
Kelvingrove, a nawet bardziej, bo Kelvingrove jest znacznie bardziej "muzeum naturalnym" (fuj) i miszmaszem, a Burrell znacznie bardziej muzeum i galerią. Wejście darmo, są jakieś parkingi w parku i okolicy. BTW w parku jest jeszcze Pollok House, inna mniejsza galeria, w starym dworze/pałacu; nie daliśmy rady obskoczyć obu.
Konkluzja - jeśli parę następnych lat miałoby upłynąć jak te dwa, na takich aktywnościach, wycieczkach, grach i zabawach, nawet, ech, na tej pracy - nie narzekałbym.