Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Zakazane piosenki
Tue, 23 Oct 2018 00:06
@Hellk Ok, to jest nawet fajna muza (IIRC kiedyś to...

Fumiko - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:52
Z ładujących bateryjki to ja tylko to tutaj...

Codiac - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 15:44
@Punjabi Boni, jak znajdziesz więcej to podziel się...

Hellk - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 14:52
Jak juz wymysla auto ruszajace na trietyloboranie, to...

Boni - Zakazane piosenki
Mon, 22 Oct 2018 13:19
@Gatling No z rapem i dubstepem to faktycznie, zły...

Gatling - Zakazane piosenki
Sun, 21 Oct 2018 14:03
oj, nawet się nie będę pchać z moim...

Boni - Zakazane piosenki
Sat, 20 Oct 2018 01:57
@cmos, Blind Guardian Kiedyś już polecałeś,...

Codiac - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 18:25
@Hadouken - nie no, jasne, ja też nie jestem jakimś...

cmos - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 14:50
Ja bym zaproponował Blind Guardiana "Wheel of Time" (...

Boni - Zakazane piosenki
Fri, 19 Oct 2018 08:47
@Codiac @Hadouken mam trochę problem jak z innym...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-10-08, środa
Tagi:  varia
___________________________________
Nie pamiętam czy wspominałem, ale od mniej więcej roku, czyli po paru miesiącach w tzw. pierwszym świecie, do moich wirtualnych drzwi zaczęli dobijać się XXIw. handlarze niewolników. Znaczy, różne rekrutingi czy konsultanci spamują mnie co miesiąc-dwa ofertami pracy.

Oczywiście, w pierwszym podejściu, zdumiało mnie to. Bo w PL jednak HRy czy rekruterzy nie byli aż tak zdesperowani, żeby kołatać za byle automatykiem, nawet jeśli doświadczonym itd. itp. A tutaj, jakby owszem (no dobra, "tutaj" jest pojęciem rozciągliwym, aż do krainy kiwi; i nie mam na myśli rośliny).

W drugim podejściu, oczywiście, pomasowało mi minimalnie próżność, ale rozchodziłem to konstatacją, że jak się nie kształci inżynierów, a nawet - w ogóle słabo się kształci kogokolwiek, muszą być takie konsekwencje na rynku pracy, że za byle polaczkiem uganiają się pracodawcy; bo podaż-popyt, krzywa Laffera, trójpalczasta dłoń z ciasta (1) czy jakaś inna niewidzialna ręka rynku, i tak dalej.

Większość oferentów grzecznie spławiam, jednemu udało się mnie zainteresować na tyle, że ze dwa etapy rekrutacji odwaliliśmy, po czym kontakt się urwał - na pewno za mało entuzjastyczny byłem (bo fabryka duża i okrutnie przestarzała, a w ramach bonusa wypasione związki zawodowe z megakonfliktem z właścicielem, plus okolica niesprzyjająca, powiedzmy, kulturze i sztuce, w promieniu wielu mil), choć oczywiście, przyczyn odrzucenia pewnie było więcej.

Ale przy okazji uderzyła mnie inna dziwna okoliczność - ci konkretni szukali poważnego automatyka pół roku, w momencie kiedy kontakt się urwał; i z pewnych objawów wnosząc, mieli straszliwe problemy z zatrudnieniem kogokolwiek.

Podobnie zresztą wygląda to u mojego obecnego pracodawcy - dla młodych albo niedoświadczonych można zainstalować drzwi obrotowe; nieco doświadczonych szuka się, i szuka, i szuka, i nie bardzo znajduje; bardzo doświadczonych nikt już nie próbuje szukać, nie te pieniążki i waruny.

I zaraz mi się przypomniało, że dość podobnie wygądało to u poprzedniego pracodawcy - niby PL to bezrobocie i nie takie braki kadr jak w UK, ale jakoś doświadczonych inżynierów nie za bardzo dawało się znaleźć, ba, nawet z technikami bywało ciężko.

A dzisiaj dobił mi do emaila następny mały rekruting, z ofertą, którą inny mały rekruting zanęcał mnie prawie pół roku temu (bez powodzenia, bo kasa i waruny może i ok, ale firma i branża jednak nie do końca).

Jak można szukać inżyniera automatyka, bez języków obcych czy jakchś super-certyfikatów, w branży która nie grozi skażeniem promieniotwórczym czy całego Morza Północnego, przez PÓŁ ROKU??? No przecież w tym trybie, to konklawe wymarłoby zanim wybrałoby papieża, a na dyrechtorów czy menagerosów, to trzeba by polowania z nagonką urządzać.

Jak wielu znajomych i nieznajomych, zwalałem winę za powyższy stan rzeczy na zbyt niskie "osiągi" kandydatów i za wysokie wymagania pracodawców. Ale dzisiaj mi się coś nagle rozjaśniło w mojej ciężkiej tępocie.

Przeważnie rozważałem wszystko powyższe w kategorii rynku pracodawców i pracowników. Ale przecież jest trzeci, wielce istotny gracz w tej całej zabawie - rekruterzy. Bo, głównie z lenistwa właściwych pracodawców, ich zadania przesiewania i filtrowania i POZNAWANIA potencjalnych pracowników i rynku pracy outsorcowano POWSZECHNIE na sztucznych "rekruterów", nie ważne nawet, czy wewnętrznych czy zewnętrznych. Rekruterów niekompetentnych, toksycznie motywowanych, dziwnie/nisko wynagradzanych, używających nieadekwatnych narzędzi, metod i całego tego HRowego mambo-dżambo, mających postawione i rzeczywiste cele zupełnie inne, niż rekrutowani czy pracodawcy.

Rekruterzy nie są w żadnym sensie pracodawcami. Większość potencjalnych pracowników wcale z właściwymi pracodawcami się nie styka, i vice versa.

Stąd obie strony mają, coraz powszechniej, fałszywy obraz rynku pracy i jego okoliczności, z obu stron klasycznej marksowskiej barykady - bo na środku leniwi czy oszczędni inaczej pracodawcy ustawili sobie dwustronne lustro rekrutingu. Od strony rekrutowanych widać rekruterów=pracodawców jako taki sam niekompetentny niskozmotywowany ludek, przeważnie prekariat, jak prawie wszędzie w pracach okołobiurowych. Od strony decydentów i managerów lustro pokazuje im "profesjonalny" HR, będący ich odbiciem, z całym zestawem fadów i przytakiwaniem głupim wymaganiom tudzież fałszywymi obietnicami.

A na zbicie lustra mało kogo stać, zarówno w sensie zasobów (czasu, kasy, itp.) ale też mentalnie.


(1) jeśli ktoś nie pamięta - to jest z Wilq'a





gszczepa
Wed, 8 Oct 2014 23:13:16
To nie jest tak że po prostu outsourcowano, raczej wrzucono do jakośtam działającego systemu trochę prekariatu z zadaniem wyrywania ochłapów. Podobnie jest przede wszystkim do rynku telekomunikacyjnego albo finansowego, które sprzedają prawa do dzwonienia i wciśkania kitu swoim abonentom dla rozmaitych firm zewnętrznych.

Boni avatar Boni
Thu, 9 Oct 2014 01:20:34
@gszczepa

Nie mam tu na myśli tylko normalnego outsorcowania, ale raczej "outsourcowanie" a może bardziej "delegowanie" (cudzysłowia istotne). Czyli IMHO nie jest bardzo ważne czy rekrutuje podwładny, wewnętrzny rekruter, jakiś HR, czy outsourcuje się to rzeczywiście na zewnętrzne podmioty, profi albo prekari - ważne, że nie rekrutuje ten, kto płaci i wymaga.

gszczepa
Thu, 9 Oct 2014 08:29:27
Mi zaś przede wszystkim chodzi o to że jest grupa "zbędnego" prekariatu, która zajmuje się rekrutacją, finansowana z ludzi którzy zgodzą się pracować poniżej rynkowej stawki, generująca koszt zewnętrzny dla wszystkich w postaci straty czasu.

Podobnie jest z tymi wszystkimi call center, które dzwonią i proponują wyższy abonament (itp), niektórzy się zgadzają co finansuje przedsięwzięcie, a wszyscy ponoszą koszty.

Wyniesienie rekrutacji do rozmaitych HRów to jest inne zagadnienie, ale troche obok i podobnie.

Codiac
Thu, 9 Oct 2014 16:29:24
Jednego nie rozumiem. Skoro dalej szukają tego automatyka i go znaleźć nie mogą, a przecież potrzebują - bo zakładam, że bez tego jednak sprzęt im chodzi słabo, z usuwaniem awarii są problemy, pojawiają się przestoje i straty pieniędzy - to w którym momencie ten management stuknie w stół i zapyta HR gdzie ich zamówiony automatyk?

Moje doświadczenie z pracy w korpo jest takie, że są to organizacje rozbuchane w pionie, których managerowie od pewnego stopnia tracą kontakt z rzeczywistością, a oszczędności szukają nie tam gdzie trzeba. Ich wykorzystanie zasobów, często kończy się tak, jak w tym dowcipie o trzech muzykalnych w wojsku.

Boni avatar Boni
Thu, 9 Oct 2014 17:08:03
@Codiac

A myślisz, że ja rozumiem. O ile pamiętam poprzednie podchody, to zdaje się wygląda na to, że dołożyli nieco do ofertowego wynagrodzenia no i zmienili rekrutującą agencję. I chyba na tym się ich zasoby inicjatywy w tym półroczu wyczerpały.

I to jest rzeczywiście mały oddział średniej dywizji wielkiego amerykańskiego korpo... Może tak - w korpo itp. poza odrywaniem się managemend od rzeczywistości jest też taki myk, że powiedzmy, brak automatyka przez pół roku spoko się załatwi outsorcowniem, przerzucaniem z innego działu/dywizji, ściągnięciem kogoś dorywczo z innego kraju, albo poprzedniego automatyka, itp. ruchami i wrzuci się to spokojnie w koszta. W małej firmie czy u integratora tak by nie przeszło, no bo przecież kosztuje to razy dwa - ale w korpo? pewnie x2 nie jest czynnikiem, który szefowi 100 osobowego oddziału UK, wielkiego gracza przemysłu ciężkiego USA, spędzałby sen z powiek czy zmuszał go do realistycznego rekrutingu.

Thu, 9 Oct 2014 18:01:35
@boni
Tak na marginesie to ty się weź i tak w ogóle ciesz, że dostajesz oferty z grubsza odpowiadające swojej specjalności. Ja regularnie miewam propozycje (bywały i telefoniczne, na szczęście razem ze zmianą pracy numer telefonu się zmienił), które wspólnego ze mną mają tyle, że "komputery":
- Proszę pana, proszę pana, ja tu na stanowisko chirurga szczękowego szukam i chciałam panu zaproponować!
- Ale ja się tym nie zajmuję przecież!
- Jest pan przecież lekarzem?
- Ale od koni, nie od ludzi! W CV mam wpisane: "we-te-ry-narz".
- Proszę pana, ale warunki są doskonałe!


Boni avatar Boni
Thu, 9 Oct 2014 19:30:25
@Aniou

No faktycznie, słyszałem że w IT jest kabaret jw. w mojej niszy jest jednak przytomniej.

Codiac
Thu, 9 Oct 2014 19:43:13
Tego co się w korporacjach opłaca a co nie, to ja się nie podejmuję oceniać.
U nas wydanie paruset złotych na dofinansowanie pracownikom wyjścia socjalizującego (które przydałoby się również po to, żeby się mogli odprężyć i zregenerować siły) to problem, bo to przecież kilkaset PLN. Tymczasem jeden z managierów lata oddanym do jego dyspozycji odrzutowcem.
Albo taka kwestia - wiele firm szkoleniowych zachęca do brania ich ofert dorzucając np. jakiś prosty tablet czy innego xboxa. Ale my tego nie dostajemy - firma załatwia tańsze szkolenie. I nieważne, że szkolenia są od czapy. Jest na nie budżet, to trzeba wydać. Ale nakupić jak najwięcej (w większości niepotrzebnych) szkoleń jak najtaniej.

Boni avatar Boni
Thu, 9 Oct 2014 20:08:58
@Codiac

Patologie "kosztów" korpo i podobnych to temat rzeka.

BTW szukania/zastępowania pracownika i outsourcowania - ja jestem teraz po tej stronie barykady, którą się ew. wynajmuje zamiast zatrudnić kogoś do rzeczy. I czasem nie jest to serwis z doskoku, tylko długie kontrakty outsourcowe. Widuję tu cuda, jak podnajęcie od nas inż-auto w cenie mniej więcej x3 normalnego pracownika, na kontrakty wielomiesięczne, bo ktoś tam chory czy zagubiony czy cokolwiek. A nasz rekordzista siedzi na takim kontrakcie OD PARU LAT. Jak pytam się, jakim cudem ONI naszego Harry'ego jeszcze nie zwerbowali, bo przecież zarabia X, jakby mu dali 2X to by przeszedł do nich w podskokach i byliby jeszcze X do przodu (a my ok. 2X do tyłu...), następuje ogólne wzruszenie ramion i niezręczna cisza.

cmos
Thu, 9 Oct 2014 21:02:18
@boni
"A nasz rekordzista siedzi na takim kontrakcie OD PARU LAT"

To ja już jestem na tej zasadzie rok czwarty, a rekordziści siedzą powyżej lat dziesięciu.

A dlaczego nie przewerbują? Bo to inne konto kosztowe, na zatrudnionych na etat nie ma środków.
Mnie raz kierownik projektu próbował przewerbować, ale skończyło się na tym że rozmawiałem w HR z trzema kierownikami innych projektów którzy może by coś tam potencjalnie mieli, ale ten który sprawę zainicjował usłyszał że nie ma budżetu.

Boni avatar Boni
Thu, 9 Oct 2014 23:15:27
@cmos

Przebijasz. Chociaż u ciebie to pewnie projekty i to jeszcze idzie zrozumieć (podobnie cudeńka z R&D czy konsultingami). Ale szeregowi automatycy utrzymania ruchu? No jak to są inne konta niż "etaty" to ja widocznie nie znam się na kreatywnej księgowości i zarządzaniu.

Jedyne tak naprawdę, co mnie nieco dziwi, to beztroska na poziomie o dwa oczka wyżej niż decydenci "wrzucimy ich w projekt, a etety tniemy bo kryzys" czy w ogóle właścicieli. No jakbym się zorientował po 4 latach, że cały R&D czy inny indżyniering przepłaciłem trzykrotnie, bo mi menago jedną rąsią zaciemniał o kryzysach i redukcjach etatów a drugą outsorcował to wszystko na słone fakturki, to jednak bym poszczuł go tak prawnikami, że spłacałyby odszkodowania jeszcze jego dzieci.

Ale o czym ja gadam, wysocy CEO i właściciele łykają bycze gówno o outsourcingu jak ja sernik.

cmos
Fri, 10 Oct 2014 07:24:23
@boni
"bo mi menago jedną rąsią zaciemniał o kryzysach i redukcjach etatów a drugą outsorcował to wszystko na słone fakturki, to jednak bym poszczuł go tak prawnikami, że spłacałyby odszkodowania jeszcze jego dzieci."

Zapominasz o takim istotnym graczu jak "akcjonariusze". Puszczenie informacji "outsourcujemy" jest natychmiastowo i technicznie nagradzane wzrostem kursu, "zatrudniamy" karane spadkiem. Fundamentalne koszty i skutki obu giną w globalnym wyniku firmy.
Więc nie ma się co dziwić, że budżet jest podzielony tak, żeby nagradzał outsourcing a karał za etaty.

Boni avatar Boni
Fri, 10 Oct 2014 09:43:33
@cmos

"Puszczenie informacji "outsourcujemy" jest natychmiastowo i technicznie nagradzane wzrostem kursu, "zatrudniamy" karane spadkiem."

Dokładnie to miałem na myśli w ostatnim zdaniu poprzedniego komcia.

JoP332
Wed, 15 Oct 2014 14:34:20
Outsourcing? I will tell you about my outsourcing.

Pod hasłem redukcji kosztów stałych wyoutsourceowano robotę związaną z jednym kluczowym klientem.

Po wyoutsourceowaniu "okazało się", że jest to nieprzytomnie drogie, bo robota jest kijowa, dłubali w tym dotąd nieprzesadnie drogo opłacani etatowcy, a podwykonawcy zaczęli liczyć za to jak za zboże.

Dodatkowo jakość spadła na ryj, bo wiadomo, freelancer musi se zmaksymalizować uzysk z hektara, nie będzie godzinami dopieszczał jednej duperelki. Klient zaczął się wkurzać.

Ścięto więc stawki podstawowe podwykonawcom i równocześnie próbowano wymuszać na nich lepszą jakość, no to zaczęła się istna parada, bo co chwilę ktoś mówił "p'dolę, nie robię", a na propozycje podpisywania umów o współpracy z karami za wypowiedzenie reagowali rechocząc, tarzając się i popiskując. Robota jest specyficzna, minimalny czas wdrożenia się to 3 miesiące, klient wyjątkowo wrażliwy na zmiany w ekipie i przedtem bywały już kwasy o podmianki w etatowcach. Klient zaczął się wkurzać jeszcze bardziej.

Co było dalej, na pewno wiecie sami.

Wed, 15 Oct 2014 21:02:21
Ciekaw jestem, co mówią na ten temat podręczniki, z których zakuwa się na EMBIJA.

Czy faktycznie zaleca się w nich głupoty, czy może studenci czytają te podręczniki po łebkach, tzn. tylko po wytłuszczonych nagłówkach?

laisar
Wed, 15 Oct 2014 22:08:41
@JoP332 "Co było dalej, na pewno wiecie sami"
 
Ja nie wiem - poproszę o krwawe szczegóły (:
 
(Tzn. mogę sobie wyobrazić kilka rozwiązań, ale jestem 1) optymistą i 2) freelancerem 3) nie współpracującym z korpo, więc pewnie totalnie rozmijam się z rzeczywistością).

Boni avatar Boni
Wed, 15 Oct 2014 22:17:55
@krwawe szczegóły
Stawiam, że stracili ważnego klienta.

@podręczniki mibów
Podejrzewam, że uczą ich jako prawdy objawionej, że wszelkie koszty stałe to ZUO przedwieczne, i trzeba je ciąć za wszelką cenę i tyle. BTW kiedyś rozbawiła mnie dyskusja jakichś ch... z biznescenterklubmanów czy innych mordasewiczów około 2008, którzy z ubolewaniem kiwali ceberkami nad kryzysem, i że jest tak straszny, że np. firmy tną outsourcing i wracają co autarkii. Czytałem jak kabaret jakiś.

JoP332
Thu, 16 Oct 2014 13:00:14
Na razie klient stopniowo spłynął gdzie indziej z dwoma z trzech dotąd obrabianych produktów. Oczywiście tymi najbardziej zyskownymi.

Fun facts: jak zaczął się robić dym, jako pierwszą wylano osobę, która najgłośniej krzyczała, że to się nie uda, że w outsourcing to można się bawić, ale niekoniecznie w tym przypadku. (Oczywiście wtedy ją opieprzono, że nie potrafi się odnaleźć w obliczu zmian i w ogóle jest zaplutym karłem reakcji).

Dwa tygodnie później wylano osobę, która najgorliwiej lansowała to rozwiązanie, ale potem nie zrobiono nic, żeby sytuację ratować, a wtedy jeszcze można było, zostawiono wszystko jak było.

Jak ktoś ma jakąś teorię na temat tego, co ci ludzie mają w głowach, chętnie przygarnę.

laisar
Thu, 16 Oct 2014 14:15:02
@JoP332 "ktoś ma jakąś teorię na temat tego, co ci ludzie mają w głowach"
 
Du...mę? Bo to chyba jedyne, co przychodzi na myśl w kwestii braku umiejętności wycofania się z błędu. ("To nie był błąd, to splot nieprzewidywalnych okoliczności, selawi...").

Boni avatar Boni
Thu, 16 Oct 2014 14:26:04
Żeby wycofać się z błędu albo go maskować albo nie wycofać z powodu dumy, czy cokolwiek, to najpierw trzeba rozumieć i uwierzyć, że się jakiś błąd popełniło. W historyjce jak JoP albo tych które widziałem z bliska, większość decydentów jest przekonana do samego końca, także biznesu, że wcale błędów nie popełniono, a szczególniej w decyzjach - to był splot okoliczności, inni winni a w ogóle to wrogowie podrzucili.

Moim skromnym zdaniem to po prostu mniejsza lub większa głupota, pomnożona przez racjonalizacje i błędy poznawcze, a potem jeszcze raz pomnożona przez błędy zarządzania i motywowania w ponowoczesnych biznesach/biurokracjach, szczególniej w molochach.

laisar
Thu, 16 Oct 2014 18:11:11
Jajako optymista wierzę, że Ludzie Jako Tacy są jednak inteligentniejsi od gwoździa (a zazwyczaj więcej nie trzeba), więc w głębi serduszka wiedzą, że popełnili błąd - ale to właśnie duma (głupia, a jakże) nie pozwala im się do tego przyznać, dzięki czemu mogliby potem naprawić problem.
 
...Chociaż jak teraz czytam, co napisałem, to nie wiem, czy to się aby łapie na "optymizm" - doświadczenie podpowiada, że chyba raczej łatwiej głupiego czegoś nauczyć, niż komuś upuścić dumy...

cmos
Fri, 17 Oct 2014 11:16:24
@laisar
"ale to właśnie duma (głupia, a jakże) nie pozwala im się do tego przyznać, dzięki czemu mogliby potem naprawić problem."

Ale to nie jest "duma" (no chyba że ja to słowo źle rozumiem).

To jest robienie w gacie, że jak się przyznam że zrobiłem błąd to stracę twarz (albo i całą głowę z jajcami), okażę się nieodpowiedni na to stanowisko i mnie wywalą i pójdę na zatracenie i będzie płacz i zgrzytanie zębów.
A jak pójdę w zaparte, to wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze...

laisar
Fri, 17 Oct 2014 19:15:33
@cmos "to nie jest "duma" (no chyba że ja to słowo źle rozumiem)"
 
Nie tyle źle, co może inaczej - ja tego użyłem jako etykietki, bo czy da się w ogóle z zewnątrz odróżnić czy "To nie był błąd, to splot nieprzewidywalnych okoliczności" jest efektem rzeczywistego zadufania, czy zafajdania gaci? Objawy i efekty są takie same...
 
(Ale nie mam dziś zdrowia roztrząsać jak to się ma do mojego optymizmu d; ).

cmos
Fri, 17 Oct 2014 19:20:57
@laisar
"bo czy da się w ogóle z zewnątrz odróżnić"

No i właśnie to jest moja teza - nie da się odróżnić, bo ta "duma" to sposób na maskowanie pełnych gaci.


JoP332
Sat, 18 Oct 2014 11:25:22
Problem jest trochę bardziej złożony.

Firma, którą mam na myśli, przez lata była istnym wzorcem metra, jeżeli chodzi o zarządzanie zmianami. Wtedy durne pomysły dawało się utrącać na wejściu, jak się cokolwiek zmieniało, to definiowało się kryteria sukcesu, jak się okazywało, że coś nie działa, to się z tego rezygnowało. No ale to było w czasach, kiedy zarządzali naturalnie awansowani pracownicy merytoryczni.

Potem przyszła era "prawdziwych menedżerów", wicie, rozumicie, takich, co to i fabryką długopisów, i fabryką telewizorów. Dodano ze 3 poziomy zarządzania i zatrudniono jakieś stado "menedżerów", przeważnie podkupując od (znacznie większej) konkurencji.

No i wiadomo, co się stało - w firmie o dwucyfrowej liczbie pracowników trochę nie ma miejsca na kilkunastu wizjonerów, więc zaczęło się wymyślanie pierdół, żeby tylko uzasadnić sens swojego istnienia, moja racja mojsza, jak sukces - to ja zrobiłem, jak porażka - wy spieprzyliście, mnie prezes bardziej kocha i takie tam.

Skończyło się dość szybko, bo okazało się, że nie jest to model do uciągnięcia przez średnią firmę.

Obecnie stan nieomal jak przed laty, wizjonerzy spłynęli albo zostali wylani, bo byli za drodzy. (Minus oczywiście całkowite rozpieprzenie budowanego latami zespołu, bo kto nie został wylany na fali zmian, ten sam dał nogę przy pierwszej okazji).




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018