(pozwoliłem sobie sparafrazować i uzupełnić historię z warszawskich sztolni pekabu, podobnie - luźno opartą na faktach, historią z prowincjonalnych kopalń neolibu)
1.
Jest szósta rano, jest szatnia, wymagana przez przepisy sanitarne, umieszczona wygodnie przy głównym wejściu, zaraz za bramkami z zegarami. Odbijasz swoją kartę, wkładasz w przegródkę, od tego momentu nigdzie nie wyjdziesz i nie usiądziesz, poza dwoma piętnastominutowymi przerwami na zakładowej stołówce.
Jest rano, Agnieszka pobiera strój służbowy, po pralni, wbija się w biały "garniturek", na to już nie tak biały waciak, do kompletu kiedyś białe gumiaki. Optymalizuje stare skarpety, zakładane podwójnie, żeby wytrzymać następne 10 godzin w gumiakach, w chłodni. Origami z onucy.
Jest rano, część kobiet w szatni rozgadana, poranne pogaduchy i przekomarzania, ale większość jak zombie, przebiera się mechanicznie, myślami błądząc poza zakładem, poza śmierdzącą chemią szatnią. Michalska rozgadana jak zwykle, rozdaje smaczne zielone jabłuszka z własnego sadu, ma ich zawsze za dużo. Jabłka są inne niż sklepowe, są smaczne i chrupkie, podobno niepryskane. Parę dziewczyn wgryza się w nie z chrzęstem, Agnieszka dziękuje, nie ma ochoty. Ma ochotę na dobrą kawę, ale lepiej o tym nie myśleć, bo szanse na jakąkolwiek ma dopiero wieczorem, zresztą, w domu też została już tylko lura; musi oszczędzać, żeby zapłacić w końcu ratę za lodówkę.
Obok zamyślona Milena, jej rówieśnica i znajoma z podstawówki, najprzystojniejsza chyba dziewczyna w całej szatni, zawsze wyglądająca porządnie, nawet bez makijażu i biżuterii (zakazanych na produkcji), rzuca w przestrzeń
- A słyszeliście o starej Piotrowskiej? Że zemdlała wczoraj w nocy na linii?
- Jak to zemdlała? - Michalska przerywa rozmowę o jabłkach.
- Normalnie, zwaliła się z nóg, jeszcze się uderzyła o krawędź transportera. Brygadzista ją wygonił do domu, żeby odpoczęła, syn ją zabrał. Podobno płakała, chciała zostać, bo nadgodzin nie będzie miała.
- No tak... bez nadgodzin to do dupy robota. Ale ona musi uważać, ona sercowa jest... niewiele jej zostało, ale jeszcze nie dociągnie do emerytury - Michalska zna na wyrywki życiorysy i plotki całej wsi i okolicy - No ale co poradzić, synowi próbuje pomóc, chałupę ładnie odnowił, ale zdaje się na opał już nie mają... A jak to mówią "krew ci z nosa nie leci, możesz robić".
Parę dziewczyn uśmiecha się, Agnieszka też, choć półgębkiem; większości nie do śmiechu. Milena blednie, nie wiadomo czy na żarcik Michalskiej, czy z innych powodów.
2.
Znowu jest rano, Agnieszka zaspała, nie zdążyła zjeść w domu, więc próbuje w szatni przełknąć na sucho kanapkę, porwaną przed wyjściem do pracy. Bo na linii nie będzie szans, za jedzenie przy linii jest zjebka albo i po premii, której i tak nie za wiele. Niby śniadanie regeneracyjne na stołówce będzie już koło dziewiątej, ale wie z doświadczenia, że na chłodni rano nie wytrzyma na czczo dwu godzin, ciągle na nogach - będzie jej słabo i nie będzie nadążać za linią; po południu jest łatwiej, ale rano nie... Większość dziewczyn już wyszła z szatni, kiedy wpada spóźniona Piotrowska, sucha żylasta kobieta po 60. Agnieszka przypomina sobie historyjkę omdlenia i zastanawia się, że jednak nie za długo stara dała sobie odpocząć. Blada Piotrowska.
- Słyszeliście już?
- Co?
- Milena wczoraj rzuciła się pod pociąg. Z synkiem. Podobno depresję miała...
Zapada długa cisza.
- Raczej miała długi po matce... - rzuca dobrze poinformowana Michalska.
Agnieszka zagryza wargi. Długi.
W dzień jest zebranie załogi, na którym informują o planowanym wejściu firmy na giełdę i że będą nowe inwestycje, więcej miejsc pracy, lepiej będzie. Nawet akcje mają dać jakieś pracownikom, ale tylko tym na stałych umowach. Te wieści spychają wiadomości o śmierci Mileny w niebyt (zresztą, nikt oficjalnie nie informuje i nie rozmawia o tym); tylko nieliczni znajomi umawiają się na wiązankę i pogrzeb, ale mało kto deklaruje wyjazd do miasta, na komunalny - wiadomo, że proboszcz nie pochowa jej na cementarzu we wsi, choćby nie wiem co.
Gdyby Agnieszka chciała sprawdzić, dowiedziałaby się, że firma przyniosła za czwarty kwartał 10mln czystego zysku i właśnie skończyła spłacać wszystkie długi zwiazane z budową nowoczesnego zakładu, w którym Agnieszka pracuje - co dało bardzo dobry sygnał przed wejściem na giełdę. Ale Agnieszka zupełnie nie ma do tego wszystkiego głowy, zajęta myślami o Milenie, jej małym synku i kolejnej racie za lodówkę.