NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2014-09-29, poniedziałek
Tagi:  Alba, triptrop, varia, fun     
___________________________________

Grażyna lubi dreptać. Przedreptała w swoim czasie całą Warszawę. Przedreptała prawie całą okolicę wioski, w której pomieszkujemy. Przedreptała całe Rothes i okolicę (wioskę na północy), gdzie pracuję czasem i ją zabierałem - na pewno zna miejscówkę lepiej niż ja. Przedreptała całe Kilmarnock, gdzie ze dwa razy negocjowałem robotę. Przedreptaliśmy kawał Skye. Przedreptaliśmy kawał górek w okolicy (Whangie i dziwne ścieżki w koło - nie uwierzycie jakie tu zagajniki paprociowe mają).

Ponieważ łazimy na ogół zygzakiem, po swojemu i na skos, przeważnie są z tego pewne problemy. Jeszcze za narzeczeństwa wyszliśmy, zupełnie niechcący, w Tatrach na Myślenickie Turnie zza tabliczki "Zabrania się schodzenia ze szlaków Tatrzańskiego Parku" itd itp. i tak jakoś nam zostało na wieki wieków. Np. ze dwa tygodnie temu wyszliśmy po okrężnej dziwnej trasie po górkach, ze ściany lasu w typie Pajęcza Puszcza, prosto na czyjś trawnik pod domem - mocno zdziwiliśmy się, ale miejscowi bardziej. Mam wrażenie, że nagle tematem dnia zrobiło im się ogrodzenie od strony lasu.

Takie jest przeważnie nasze wspólne dreptanie. Ale Grażyny jest nawet bardziej zabawne, bo przejawia dwie cechy których wspólne łażenie nie ma - po pierwsze, Grażyna drepcząc ma formę (w sensie arystotelesowsko-dukajowskim) zbliżoną do wiedźm z książek Pratchetta czy postaci z anegdot D.Adamsa czy przypowiastek o mistrzach zen. Czyli nieduża kobietka dziarsko maszerująca w sobie wiadomym kierunku, sprawia uderzające wrażenie, że wie gdzie jest, skąd przychodzi a nawet dokąd zmierza; no i nie gubi się na mocy definicji - co najwyżej dochodzi do celu ciekawszą trasą, albo dochodzi może nie tam, gdzie planowano, ale tam, gdzie powinna się znaleźć. Forma ta powoduje, że jest bezustannie i ciągle zagadywana przez ludzi mylących ją z miejscowymi, tudzież pytających o drogę. Co dosyć zabawne, bo w 90% wypadków jest obca w obcym miejscu.

Druga, nieco mniej zabawna cecha jej dreptania, to że ma wyjątkowy talent do przypadkowego przemierzania lokalnych Mroków, Targówków i podobnych "crap town". Co potem podnosi mi resztki włosów na głowie, kiedy komentuje, że tylu najaranych w biały dzień na mieście jeszcze nie widziała (mroki Kilmarnock, znanego jako jedno z najgorszych do życia miejsc w całej Szkocji), albo, że ta dzielnica niby niedaleko centrum, ale była jakaś dziwnie syfna, pełno żuli a przy tym prawie wszędzie po polsku, nawet polskie sklepy (w piątek maleństwo poszło se na skróty przez niesławne The Calton - w ogóle motyw jak bardzo Glasgow i niektóre jego kawałki nie sprzyjają inteligentnemu życiu, a nawet jakiemukolwiek życiu, to wielka zagadka i temat na inną notkę).

A jej komentarz do w/w jest też nieco z Pratchetta - "nie moja wina, że ludzie robią takie rzeczy na mojej drodze".

Jedyna pociecha, że chyba ze zbiegu z punktem pierwszym, lokalne ziomale, żulerka czy nedsy też jakoś nie widzą w niej potencjalnego celu czy zagrożenia, ot, drepcze se gdzieś na pewniaka, ma zen-wyjebane, czyli pewnie miejscowa.

Odpukać, oby tak nadal.








 

Engine: Anvil 1.08   BS