(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)A nawet, kto łeb urwie hydrze chytrze, czego wieszcz zapomniał dopisać. Jaka hydra przemyka się tu i ówdzie przez interenetsy, a nawet przez real life, i jej łby odrastają szybciej, niż ludzie dobrzy i mądrzy mogą je obcinać? Naiwny neoliberalizm czy leseferyzm spod znaku Korwina-Mikke w wersji nastolatków; czasem nawet takich już całkiem dorosłych, no ale niekoniecznie mentalnie. Jest to zespół poglądów tak oderwanych od rzeczywistość XXIw., że po prostu odechciewa się dyskusji, a jednocześnie, jest tak naturalny dla niedojrzałych homo sapiens-a-może-i-nie-sapiens, że ciągle i ciągle odrasta wśród gimbusów (aż, jak słyszałem ostatnio, JKM znowu pomyliły się zupełnie przyczyny i skutki, i uznał że jest tak wpływowy, że generuje pierdololo neoliberalne, zamiast pojąć, że podpiął się ze swoim pierdololo pod populistyczną najgłupszą dziecinną logikę i ekonomię Kalego).
Żeby mieć gdzie odsyłać ludzi naiwnych, a czasem - kłamliwych buców, wypału..., tfu, wypunktuję sobie tutaj główne łby tej hydry, i będę przypalał kikuty żywym ogniem:
1) Podatki w ogóle, a szczególnie podatki progresywne, tłumią przedsiębiorczość, niesprawiedliwie zabierają nam naszą krwawicę, pracodawcy i finansiści itp się wyprowadzą, benzyna jest za droga, i w ogóle laboga. Nieprawda. Sprawdź historię prosperit i podatków (income tax) USA. Dla analfabetów - np. 1950 i okolice - najwyższy wzrost PKB USA, i podatek progresywny od 38% do 91%; albo cała dekada prosperity, czyli 60, obłożona od 26% do 89%. O progresji podatkowej czy opodatkowaniu bogaczy, co to się obrażą i sobie pójdą, tylko, że niekoniecznie, napisano już dość, i jeśli ktoś to jeszcze chce dyskutować z pozycji monetarystycznych czy antykeynesowskich w 2011, po całej serii kryzysów i bailoutów, to won na drzewo. Et caeterum censeo - czy w twoim świecie ludzie emigrują do czy ze Skandynawii?
2) Ubezpieczenia zdrowotne to rozbój i marnotrawienie naszej krwawicy przez aparat państwowy czy w typie ZUS, wolimy leczyć się sami. Nieprawda, a wolicie, bo jesteście młodzi i zdrowi. Bo za "swoje" w PL 2011, to możesz se kupić, czy w formie usługi as is, czy ubezpieczenia, dentystę albo poród, ale nie onkologię czy wycięcie Czegoś Ważnego, o Wszczepieniu Czegoś W To Nagle Puste Miejsce nie mówiąc. A w korwinlandach pod tym względem, jak USA, gdzie naprawdę kupuje się "za swoje", system nie jest ani wydajniejszy (jak widać tu i tu) ani tańszy, niż np. w Szwecji. Co gorsza, wydaje się niewiele wydajniejszy i znacznie droższy niż w Polsce. A IMHO dodawanie do raka w rodzinie, bankructwa tejże rodziny, co dość typowe w USA, w imię pierdololo leseferyzmu i niewidzialnej ręki rynku, jest tak nieetyczne, że nie mieści się dyskursie ludzi cywilizowanych.
3) Ubezpieczenia społeczne, socjal, i temu podobne, to rozbój i marnotrawienie naszej krwawicy przez aparat państwowy czy w typie ZUS, wolimy naskładać se emerytury sami. Wolicie, bo nic nie składacie tak naprawdę, a emerytura nie mieści sie jeszcze wcale w waszym biznesplanie, jest odległa jak lot na Marsa. Ale co gorsza, renta też. Ba, nawet ciąża, cudza czy własna, też. Albo wypadek dzieciaka. Więc przemyśl jenu z drugum, co się stanie jak JUTRO będziesz miału 100% inwalidztwa, albo tylko ciążę, i czy masz na to wykupione autocasco, poza systemowymi zdobyczami socjalnymi, bo raczej wątpię. Et caeterum censeo - czy w twoim świecie ludzie emigrują do czy ze Skandynawii?
4) Pracodawcy wcale tak bardzo nie wyzyskują, jest przeciez wolność umów i w ogóle dorośli jesteśmy, praca i narzuty na nią są za drogie, pracownik to generalnie koszt, i niech nie fika bo [tu zylion megagłupot]. Pracodawca z definicji wyzyskuje pracownika. Jakby sam pracodawca, nie ważne jakie bajki opowiada, i nie ważne jaki jest koszt pracy, nie widział zysku generowanego przez pracownika, to by jutro pracownika zwolnił, pomimo wszelkich obwarowań. Więc nie róbcie innym i sobie wody z mózgu bredniami, jak to pracownik jest kosztem, albo jak to pracodawcy się obrażą i zlikwidują biznesy i położą forsę na fundusze czy giełdę, "bo tam mają 15% zwrotu" (ciekawe, gdzie są takie fundusze, i dlaczego ktokolwiek inwestuje w cokolwiek poza nimi, skoto to takie łatwe i przyjemne). Po 150 latach walki i umów o zabezpieczenie socjalne i przed wyzyskiem każdy, nawet młody i głupi, powinien widzieć, że w rozwiniętym kapitalizmie praca najemna, KAŻDA, to wyzysk, że pracodawcy en masse nie mają żadnych hamulców przed podkręcaniem wyzysku/maksymalizacją zysków z cudzej pracy, czyli rąbaniem pracownika na kasie, czasie, przestrzeni, zdrowiu, bezpieczeństwie, i innych parametrach, aż do punktu równowagi jak w Wielkim Kryzysie albo w połowie XIXw. na Zachodzie, albo jak w Trzecim świecie obecnie, i jedyne co ich powstrzymuje, to prawo, państwo i umowy społeczne. A jeśli pracodawcy uważają, że praca jest w PL za droga, to niech sami wezmą się za robotę, albo zwiną biznes do Somalii czy innych Indii, albo i całkiem, i ogólnie nie zawracają dupy.
5) Samozatrudnienie jest fajne, a etat to ZUO, bo punkty 1-3. Samozatrudnienie jest dla wszystkich da best. Samozatrudnionym należy się, bo są "99%". Nieprawda. Samozatrudnionych i podobnych w PL jest 3,3mln, i to już razem z w miarę legalnymi utrzymankami i pomocnikami (żony, dzieci, itp), a ludzi na etatach jakieś 11mln (z czego 3,6 to budżetówka, a 6,7 to etaty w prywatnym, dane za GUS 2009). Więc nie, nie jesteś, drogi młody zdrowy, rzutki, mobilny, singlowy/dinksowy frilancerze, tym "oburzonym 99%", jesteś niszą niszy, i nie projektuj swojego kącika na gospodarkę narodową, czy ogół pracujacych. A sugerowanie wszystkim samozatrudnienia jako 8 cudu świata, jest jak sugerowanie "niech jedzą ciastka" przez wiadomą personę i rozważ jak skończyła.
6) Lepsze obecne zarobki i zmniejszyć podatki, niż wieksze zarobki i większe podatki. Co jest zgrabną kombinacją punktów 1-3 w pigułce z psychologicznie trywialnym "lepszy wróbel w garści", i zgrabną odpowiedzią jest niestety nudne: et caeterum censeo - czy w twoim świecie ludzie emigrują do czy ze Skandynawii? Żeby nie było całkiem nudne - pewnie, że można w zamieszaniu przesadzić, i stracić konkurencyjność względem hipotetycznych Chin, ale po pierwsze daleko nam do tego, po drugie, podyskutujmy w takim razie o wydajności pracy, tak, także twojej, drogi korwinoidzie, i dlaczego statystycznie jest dwa razy niższa niż w krajach rozwiniętych.
7) Krzywa Laffera uber alles. Nieprawda. Tak ogólnie, to zależność między daną aktywnością gospodarczą (ilościowo) a kosztami dodatkowymi (podatkami, cłami, mytami, itp) tej aktywności jest najoczywiściej znana od wieków i od starożytności, i nie od gościa co mazał po serwetce tłumacząc to debilowi Chenneyowi, tylko przez stulecia rozważań i negocjacji, odkąd są cła i podatki. BTW najbardziej spektakularny efekt obniżenia ciężarów dodatkowych w czasach nowożytnych to IMHO nie reagonomika lat '80 w USA, która kosztowała deficyt i grzybnię lat późniejszych, tylko na przykład cła na herbatę w UK za Pelhama, efektowne zmniejszenie cła z 119% na 12% bez zmiany przychodu Korony, plus utrata "pracy" przez coś koło 40000 przemytników herbaty plus utrata pracy przez ścigające ich służby. Fajnie, nie? JKM klaszcze się oburącz po łysinie. Ale teraz uważaj, jeden z drugim leseferysto - to, że zależność w typie Laffera ISTNIEJE, nie znaczy, że ktokolwiek ją ZNA dla danego mechanizmu gospodarczego, w szczególe - gdzie jest punkt równowagi i jak zmienia się krzywa w czasie. Bo ekonomia nie jest nauką tylko paranauką, i ok, można badać se krzywą Laffera eksperymentalnie, ale to dość słabe (bo nie wyodrębnisz układu badanego) i może być dość kosztowne, także społecznie. I ponieważ nie można tego modelu używac do jakichkolwiek predykcji, w ogóle czegokolwiek poza tłumaczeniem prostych zależności tępawym politykom, NIE ARGUMENTUJEMY Z KRZYWEJ LAFFERA.
8) Płaca minimalna to ZUO. Podniesienie płacy minimalnej razy dwa, to absurd. Ej, czemu żałujecie tym najbiedniejszym i wykluczonym paru stówek, albo trochę więcej? Niech zgadnę - z ignorancji? Bo kogo obchodzi, że w PL jest pracowników na minimalnej zaledwie 5%, gdzie np. w takiej Francji 15%. Albo że jak pokazały solidne badania np. przy wprowadzaniu płacy minimalnej w UK, prawdziwi i realni pracodawcy, a nie ci zmyśleni przez gimbusów, mają płacę minimalną centralnie w dupie, bo i tak płacą znacznie więcej przeciętnym pracownikom, i po prostu kalkuluja właściwie koszta pracy, i jadą dalej. I w zasadzie wszystkim jest lepiej, no dobra, prezio big korpo wymieni se learjeta, a wąsacz z PPHU mercedesa, co 4 a nie co 3 lata. O, tu mi łza spływa z tego powodu.
Podsumowując, teraz w drugą stronę - oczywiście, że marksizm, czy keynesizm, czy ich ponowoczesne odmiany, też nie tłumaczą świata i nie działają tak doskonale jak je "sprzedawano" w ich czasach, ale jednak tłumaczą znacznie wiecej i lepiej pasują do ogólnie dostępnych danych ekonomicznych, gospodarczych i społecznych. Do neoliberalizmu i leseferyzmu, pasuje wyjątkowo dobrze Somalia czy jakieś inne pogranicze Kongo, i tam sugerowałbym emigrację zdrowych, rzutkich i rumianych zwolenników indywidualizmu, wolnego rynku, i uogólnionego zarabiania na siebie i na swoim, bez oglądania się na społeczeństwo, prawa ludzkie i boskie. Szerokiej drogi życzę.