Generalnie zawsze zaskakiwało mnie i nadal zaskakuje, jak to możliwe, że produkty masowe bywają tak bardzo brzydkie. Brzydkie, as is, bez metafor, po prostu. A szczególniej, kiedy mowa o produktach nie-powszechnego-użytku, deczko elitarniejszych i/lub droższych niż paskudny talerz, czy buty, czy stolik. Bo, wydawałoby się, że kiedy dochodzimy do droższego AGD, elektroniki, czy samochodów, no to wszystko powinno być przemyślane, zaprojektowane, ocenione i zatwierdzone, przynajmniej w zgodzie z jakimś kanonem i minimum estetyki, albo i wzorowane na najlepszych i estetycznie dosko. I tak bywa, owszem, tyle, że zupełnie nie wiem jak wytłumaczyć te spore wpadki, złoża i hałdy krapu, które serwują upaleni dizajnerzy, a jacyś menago to przyklepują do (kosztownej) produkcji.
Co szczególnie pocieszne na szrocie i w tym kierunku będę się poruszał w tej noci. Oczywiście, piękno i brzydota mieszczą się w sporej części "w okach biholdera" (oraz w masówce - trudno dogodzić masowym klientom) - ale jak rany, jest sporo wózków, które dostarczają żenę rurociągiem i wrażenia antyestetyczne, że aż oczy wypadają całkiem intersubiektywnie. Więc choć nadciągający ranking (wg. rosnącego współczynnika wyciskania łez cierpienia na widok) jest mój, chyba nie jest zupełnie subiektywny... Natomiast pewne, że przebierałem w wozach, której mnie interesują czy zgrzewają z jakichś słusznych powodów, a nie we wszechszrocie (stąd nie spodziewajcie się jakichś poronionych zabytków z USA czy francuzów czy kompletu pojazdów koncernu VAG, itp. nieinteresujących mnie dupereli).
15. Skoda Roomster

Sporo MPVów, szczególnie mniejszych, jest brzydkich i poskładanych z niepasujących do siebie kawałków, ale jako exemplum, roomster jest jednak wzorcowy. Bo trudno pojąć jak można aż tak spierdzielić zwyczajnego dostawczaka - moja teoria jest taka, że rysowało go dwu gości, jeden pijany od przodu, drugi ujarany od tyłu, i spotkali się w okolicy słupka B, tam pobili się, chciał ich rozdzielić projektlider, ale spuścili mu wpieprz, więc nie widział na podbite oczy, co przyklepał do produkcji.
14. Ford Scorpio >1994

Ostatnia generacja mojego "najpopularniejszego" forda, czyli tak zwany wieloryb. I jak sama nazwa wskazuje, że tak powiem. Całkiem ok. segment E z końca '80 i nadal poprawny w początku '90, udało się jednym sprawnym liftem spieprzyć generalnie i po całości (bo technikalia i wnętrze w równym stopniu, co budę), jak widać na załączonym obrazku. Miał to być oble-globalno-nowatorski trend (bo parę innych fordów też ten szlag trafił, np. taurusa), wyszło generalnie do dupy. BTW tylko dupa w tym modelu im wyszła, nieco "po amerykańsku", jak w lincolnach.
13. Jeep Compass I gen.

Czyli poprzednik mojego
obecnego służbowego, nówka crossover a może nawet jeszcze SUV. Tył i z boku względnie, ale za to ryj, od którego oczy pękają. To są skutki, gdy projektanci nie umieją pogodzić wytycznych, co do sztucznej po-mo nostalgii (tu: za klasycznym Willys'em) z aktualną estetyką i trendami. A te kierunkowskazy, hilaryczne zupełnie, no po prostu nie wyobrażam sobie, z jakiego śmietnika je wyjęli.
12. BMW seria 7 (E6x)

Wielkie, wypasione, mocarne paskudztwo. Ze stylistyką BMW jest moim zdaniem podobnie jak z Fordem - te firmy mają jakieś biometeodizajnochujwico górki-dołki czy fale projektowe i w dziwnych cyklach na przemian robią zgrabności i cudowności, normalsy oraz krapowate krapy, i tak w kółko, od dekad. Ostatnia duża beema z tymi powyginanymi bąblami i sznytami i diabli wiedzą czym, plasuje się u mnie na dnie segmentu - co, zaprawdę, powiadam wam, przy konkurencji klasy "stodoła" od audi i mercedesa, jest pewnym osiągnięciem.
11. Porsche Panamera

Niezbyt cenię porsche, a już na pewno nie za kultową stylistkę garbusa zrzuconego z 10 piętra na glebę, że aż go spłaszczyło. Ale panamera wyznaczyła zupełnie nowy poziom braku estetyki czterodrzwiowego luksusu sportowego - z przodu wygląda jak duże nudne porsze, ale z boku i/lub tyłu, o mamuśku... Widuję dosyć często taką po drodze do pracy i serio, od tej sylwetki wielkiego, srającego psa łzawią ślipie.