Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 11:35
@janekr Możesz też wcale nie używać czytnika,...

janek.r - Epoka wyuczonej bezradności
Sun, 15 Jul 2018 08:11
Ja jestem bezradny i nie jest to bezradność wyuczona....

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 18:36
W sumie racja, to nie był najlepszy przykład. Inna...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 17:36
@Boni Ale to nie jest bezradność. Bezradnością...

Boni - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 16:38
@Bober Przykład z wczoraj czy dzisiaj - masz fajny...

Bober - Epoka wyuczonej bezradności
Sat, 14 Jul 2018 10:56
"Oczywiście, można by wypisać tu zylion anegdot w...

Boni - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 18:40
@Gatling Dzięki. Co do sprzęta, powiem tak,...

Gatling - Historie ze złomowiska
Thu, 12 Jul 2018 12:51
miło się czyta takie radosne notki, dają vicarious...

Boni - Historia jajem się toczy
Wed, 4 Jul 2018 20:18
@charliebravo IMHO może i jest jakaś tam większa...

zz_top - Historia jajem się...
Wed, 4 Jul 2018 08:48
Ależ zasada "zajmujemy się najpierw zabezpieczeniem...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-05-01, czwartek
Tagi:  przemysł, hejt, fun, namysł
___________________________________
Z życia small company:

(mła)- Bedziem w końcu ten serwer stawiać czy nie bedziem?
(szefu) - Bedziem.
- Ok. To może tak - stawiam funty przeciw orzeszkom, że zanim skończę projekt ten PeCet zginie i przepadnie...
- Tru, ukradną go razem z monitorem i ruterem. Trzeba koniecznie go w jakiś mocny zamykany szafek zapakować, zamów coś.
- A w zasadzie od kogo kupujemy takie szafencje?
- Powiedzmy od A.

(mija parę godzin znikąd, zrzucam normalnym kanałem zamówienie na leganckom miniszafkę producenta A, pod miniserwer, do kupienia online, coś koło 200 funtów, z CC do szefa)

(szefu) - Ejże, prrr szalony, na to mamy upusta, załatw je.
(mła) - Orili? No niech bedzie, da mnie namiary na jakiś nasz skorumpowany kontakt. (mogę robić za purchasera w cenie inżyniera, lotto mi to)

(wstrzymuję zamówienie, dostaję kontakt, zarzucam wędę o upust i wypust, mija tydzień znikąd bo wielkanoc; akurat jak szefuńcio se przypomniał, to w końcu spadają od jakiegoś miniona przeprosiny i oferta - tylko że DOKŁADNIE w cenie katalogowej plus 5x wyższe koszty dostawy niż sklepu online...)

(mła z rechotem) - Szefu, właśnie mi spadła oferta z upustem, wyższa niż to co wstrzymałeś, chcesz o tym porozmawiać?
(szefu z nieco podniesionym ciśnieniem) - A forłarduj mnie to natychmiast, ja im zaraz dam!

(forłarduję, szefu grzecznie pyta się dronę o oczko wyżej niż minion, co to kurwa jest; mija kolejny tydzień znikąd, spada nowa oferta z 10% upustem, tyle że koszt dostawy x4)

(szefu) - Oto jest upragniona Oferta z Upustem
(mła) - Sumaryczny upust rzędu 3 funtów tak bardzo mi zaimponował, że proponuję zmienić dostawcę na B (pierwszy z brzegu sklep online z gratami okołokomputerowymi) z ceną za taki szafek: 68 funtów...
(szefu) - Zamów to.

(kołorker który widzi te nasze rozmówki w CC zadławił się ze śmiechu gdzieś w tej okolicy - i już po 2tyg szafek zamówiony)

No dobra, pośmialiśmy się, ale tak naprawdę to smutne jak bardzo ludzie szukają "oszczędności" i ile na tym tracą czasu czy uogólnionych zasobów, a jeszcze - co w wielkich firmach żartem i znika w odmętach księgowości i marnotrawstwa, w małych kosztuje realny czas i pieniądze; a w życiu prywatnym to lepiej nie mówić...

Zresztą, najlepsze podsumowanie wprost powyższego problemu widziałem akurat w dużej firmie - zaczęło się bodaj od tego, że ujebał się kabelek do latarni na parkingu, czy coś podobnego. Ktoś się o to upomniał, że nie świeci a miało świecić. Ktoś zamówił naprawę (outsourcowaną). Ktos wystawił fakturę. Ktoś tę fakturę wrzucił administracji. Ktoś ją przerzucił do utrzymania ruchu. I tu zaczął się festiwal ambicjonalny, oparty na filozoficzno-teologicznym dylemacie "Zaprawdę, powiadam wam, azaliż czyja jest latarnia parkingowa i dlaczego tego drugiego działu, a nie nasza". Emaile polatały se z miesiąc, outsourcing nieco się upominał o coraz bardziej nieświeżą fakturę. W końcu w nasze niskie progi utrzymania ruchu zawitał A.1) czyli ówczesny CFO polskiej dywizji (semi)korpo.

- (A) Hejka, podobno jakieś problemy są z jakąś fakturą za jakąś latarnię?
- (kolega M) Ano. Bo to jest, zaprawdę, administracji latarnia a nie moja, itd itp.
- (A) Mhm, a gdzie ta faktura w zasadzie?
- (M) A tu o.

(A czyta fakturę, nie wierzy w to co widzi, czyta jeszcze raz, jajako postronny kibic w tym momencie rozpieram się i wyciągam wirtualną kolę i popkorn)

- (A) CZTERYSTA PIĘĆDZIESIĄT ZŁOTYCH??? Myślałem, że jakieś czterdzieści pięć tysięcy... Czy was pogięło? Przecież moje zejście po schodach tutaj kosztuje więcej, o waszym czasie i zylionie emaili przez ten miesiąc nie mówiąc... Proszę nigdy więcej nie zawracać mnie i sobie dupy takimi pierdołami, bo skrzywdzę i konsekwencje wyciągnę.

I zabrał tę nieszczęsną fakturę i sobie poszedł, zostawiając mnie w zachwycie, bestia nie dzieciak.

No dobra, pośmialiśmy się po raz drugi, ale tak naprawdę, to pies jest pogrzebany zupełnie gdzie indziej. Gdyż te dosyć powszechne zachowania nie wynikają bynajmniej z tego, że ludzie są gupi tacy, tylko z tego, że są ludźmi (ok, jakaś wzorcowa tautologia mi wyszła). Wystarczy zrozumieć, co jest w powyższych sytuacjach zyskiem, żeby przestać się nabijać, a zadumać nad kondycją człowieczą, a może nawet ssaków naczelnych.

Bo przecież zyskiem nie jest 3 funty czy oszczędność w budżecie miesięcznym działu na poziomie 1%, ale zredukowanie dysonansu poznawczego przez wystarczające uzasadnienie zewnętrzne (o ile znam się kuchenno-zagrodowo na psychologii).

Co oczywiście wystawia bardzo złe świadectwo sposobom i zakresowi pracy, szeregowych albo i nie, pracowników, w nowożytnych firmach. Ale to akurat najmniejsze zdziwienie świata, że idiotyczna praca excelowo-emailowo-biurowa tak bardzo alienuje i powoduje taki dysonans, że nawet 3 funty nagrody wydają się dysonans nieco redukować i ból nieco łagodzić.


1) (pozdro dla jednego z najfajniejszych znanych mi CFO/CEO - raczej nie czyta, ale nieco obawiam się, że doniosą prezesowi)





Codiac
Fri, 2 May 2014 10:57:40
Ja mam w ogóle wrażenie, że całe to rozliczanie wewnętrzne jest najczęściej implementowane bez głowy i pokopane. Bo oczywiście dział powinien mieć jakiś budżet i umieć rozliczyć swoje własne wydatki. Ale niech to jasno będzie budżet na jego własne zadania, a firma powinna mieć też pieniądze bardziej ogólne.

Potem dochodzi do takiego absurdu, że z apteczki zużyty został plasterek, trzeba uzupełnić. I ok, tylko żeby zamówić plasterek to trzeba podać kogo za niego obciążyć, a na piętrze jest kilka różnych zespołów i żaden nie chce wykładać własnych pieniędzy. Rezultat jest taki, że zamiast współpracować te zespoły konkurują. Wewnątrz jednej firmy!

Boni avatar Boni
Fri, 2 May 2014 12:44:59
IMO to nie absurd, tylko słabsza organizacja/zarządzanie; zawsze powinien być budżecik na jw. na ogół zwany "administracja", na te apteczki, gaśnice, świetlówki, poolcars, czy co tam akurat jest przestrzenią wspólną w firmie.

Oczywiście, to się dopracowuje w tzw. trakcie, jak w przykładzie w noci, po którym ustalono dobitniej, że nie wszystko co ma kabelek z prądem wpada w utrzymanie ruchu, bo np. latarnia parkingowa wpada razem z krawężnikami, nawierzchnią itp. rzeczami okołoparkingowymi w koszta administracji; a np. UPSy mające całkiem spore kabelki z prądem, jednak wpadają w IT, itd itp.

BTW podobne brechty jak w noci powoduje mi zapatrzenie w a czasem próby rozliczania, tudzież "produktywność", tych wszystkich zebrań i meetingów, w mniejszych i większych firmach. No ale potem jak zwykle mam opinię chama i hamulcowego, gdy podsumowuję, że właśnie rozwiązaliśmy 20 funtowy problem spotkaniem kosztującym min. 100, opti 150, max. 240 funtów (zależy dla kogo ten wywiad)...

cmos
Fri, 2 May 2014 20:12:45
"że właśnie rozwiązaliśmy 20 funtowy problem spotkaniem kosztującym min. 100, opti 150, max. 240 funtów"

Widziałem już taki wyświetlacz do sali konferencyjnej, gdzie wpisywało się stawki godzinowe brutto wszystkich obecnych, a na displayu leciał dynamicznie w górę dotychczasowy koszt zebrania. Bardzo pouczające.

A co do głównego tematu to mnie najbardziej osłabia wynoszenie części prac projektowych do krajów, gdzie inżynierowie sa tańsi. Bo to podobno taniej. A wielotygodniowe delegacje, latanie biznesklasą (powyżej iluś godzin lotu biznesklasa przynależy się jak psu buda), załatwianie byle drobiazgu tygodniami (różnica czasu i trudności w komunikacji) itd. itd. to inne konto i się nie liczy.

Boni avatar Boni
Fri, 2 May 2014 23:58:41
Wyświetlacz pouczający, tru, tyle że to smutne, że ludzie nie potrafią tego liczyć w pamięci...

O translokacji biznesu to imo najlepiej pisał Towsend, filia w innej części kraju podnosi koszty w kwadracie, międzynarodowo w sześcianie. Może bywają nieco tańsze przypadki, ale ogólnie święta prawda. Oczywiście, zyski też mogą być tego rzędu, ale raczej nie dla inżynierii czy IT czy usług...

Codiac
Sat, 3 May 2014 08:59:55
Dlatego mówię, że wychodzą absurdy, bo ktoś bezwładność dużej organizacji + słabe zarządzanie do nich doprowadzają.

Słyszałem też kiedyś, jak to zebrało się paru wysokich managerów i ustaliło na zebraniu, że od tej pory na zebraniach nie będzie już dostępnych ciasteczek, co pozwoli oszczędzić x zielonych rocznie. Tyle że skoro to tacy wysocy managierowie, to w trakcie spotkania załatwiono im catering, cygara, etc i kosztowało to więcej niż nieszczęsne ciasteczka. Ale może to tylko urban legend.

Co do wyświetlacza - niektórzy pewnie potrafią, ale raz że nie każdy będzie znał stawki godzinowe wszystkich, dwa że upływ czasu bywa trudno odczuwalny, trzy że przy wielu uczestnikach nawet ci co liczą w głowie mogą zacząć się gubić.

A, jeszcze historyjka, tym razem bardziej pozytywna.
Znajomy pracuje w firmie, która powstała na Białorusi, ale że odniosła nieoczekiwany a spory sukces, musiała otworzyć wsparcie na całą Europę i utworzyła biuro we Francji. Niedawno miał okazję słuchać takiej rozmowy między szefami z Francji i paroma ważnymi ludźmi z Białorusi, w trakcie której wyszło, że CEO ma aż pięcioro asystentów osobistych. Najpierw oczywiście zdziwienie i myśl że "Musi się pokazać", ale dalsza część rozmowy szła tak.
- I nie żal wam pieniędzy? Przecież każdy z nich zarabia ile? 5-6k euro?
- Nie mogę powiedzieć, ale ten rząd wielkości, owszem.
- To naprawdę wam nie żal wydawać?
- Ostatnio zrobiliśmy porządne wyliczenia i wyszło nam, że godzina pracy Wiktora (CEO) jest warta jakieś 5k euro właśnie. Więc jeśli każdy z nich załatwiając za niego pomniejsze sprawy oszczędzi mu tylko godzinę czy dwie miesięcznie, zwraca się.

Boni avatar Boni
Sat, 3 May 2014 10:21:14
Hipokryzja przy cięciach i oszczędnościach to nieco inny temat, owszem, na hejtksiążkę

Co do asystentów itp. to nawet mi/nam udawało się przekonać szefów że asystent dla działu się opłaci - trzeba być bardzo tępym żeby nie rozumieć że jeśli 8 inż. spędza 1h dziennie na papierologii faxach fakturach itp to opłaci się zrzucić to na kogokolwiek w koszcie "stawka inż. - epsilon". Bo bywali/bywają oczywiście osobniki "nowy etat=NOPE", ale to nie porządni szefowie , ale raczej materiał do badań, nad nimi albo chorą organizacją.

cmos
Sat, 3 May 2014 14:09:43
"filia w innej części kraju podnosi koszty w kwadracie, międzynarodowo w sześcianie"

Z własnego doświadczenia: Już jak połowa zespołu siedzi na parterze, a druga połowa na piątym piętrze, daje to wymierne straty na tle komunikacji.

cmos
Sat, 3 May 2014 14:16:02
"Wyświetlacz pouczający, tru, tyle że to smutne, że ludzie nie potrafią tego liczyć w pamięci..."

Liczba w pamięci to jedno, wizualizacja tempa przyrostu drugie.

Boni avatar Boni
Sun, 4 May 2014 13:51:20
@koszta decyzji
"Liczba w pamięci to jedno, wizualizacja tempa przyrostu drugie."

Prawda, ale wiesz, mnie wystarcza odwrotnie - jeśli dyskusja dotyczy LEDów za 20 funtów, no to w założeniach jak w noci, bardzo łatwo mi się liczy, że jako gremium mamy na tę decyzję od 5 do 12 minut, zależy dla kogo ten wywiad ;)

cmos
Sun, 4 May 2014 15:56:30
"jeśli dyskusja dotyczy LEDów za 20 funtów"

I tu jest chyba hund pogrzebany, bo u nas nawet jak chodzi o centy, to się je potem mnoży nawet przez jakieś pięć milionów sztuk rocznie.

Boni avatar Boni
Sun, 4 May 2014 16:02:58
Prawda, ja w 99% robię przy maszynach i instalacjach, ew. ich R&D, a nie przy R&D masówki.

rozie
Sun, 4 May 2014 20:35:51
@Codiac 5k euro za godzinę wyszło? Trochę nie wierzę. Musiałby dostawać 800k euro miesięcznie, czyli ok. 10 mln euro rocznie. Są co prawda tacy, co mają 10 razy tyle, ale nie pensji, a dochodów ogółem (akcje firmy itp.).

OTOH zawsze mnie bawi, ile kosztuje pracodawcę pójście takiego gościa do toalety. Przy 5k euro na godzinę, klocek (10 min) to ok. 1k euro. :-D

Co do stałych dostawców, to czasem dochodzą czynniki dodatkowe, typu bezproblemowa gwarancja, wypożyczanie sprzętu na testy czy ktoś, kto w razie draki załatwi, żeby sprzęt został wysłany natychmiast. Więc czasem jest to w sumie więcej, niż te 3 funty (chociaż w tym przypadku pewnie nie).

Co do zebrań, to jest jeszcze jeden aspekt: czy na pewno muszą być obecni wszyscy, tj. aż tyle osób? Bo wydaje mi się, że czasem jest tak, że pewne sprawy taniej dograć z danymi ludźmi oddzielnie wcześniej/później, niż mają siedzieć 1h po to, żeby mieć swoje... nawet nie 5 minut czasem. A jak mniej ludzi to i taniej, i łatwiej gadać.

Codiac
Wed, 7 May 2014 09:53:59
Powtarzam co usłyszałem :-)

Ale to że tyle jest warta godzina jego pracy według wyliczeń nie oznacza, że on musi tyle zarabiać, tylko że tyle na tym ma zysku firma. Dlaczego nie odejdzie gdzie indziej? Bo to jego firma.

Akurat wiem o nich trochę więcej niż publicznie wiadomo. Są to goście którzy stworzyli produkt, o którym mieli nadzieje że trafi do jakichś 100k klientów na świecie. Okazało się, że bardzo szybko zyskali kilkanaście razy więcej zainteresowanych. Rozwój był dla nich błyskawiczny, na niektórych stanowiskach mieli zdecydowanie za mało ludzi i ciągle się rozwijają.

rozie
Sat, 10 May 2014 14:04:57
Ahm, OK, zredukowałem "jego praca jest warta" do kosztu firmy. Mój błąd.




Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018