Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2014-03-01, sobota
Tagi:  varia, przemysł, Alba
___________________________________
... pytanie kto i czyją. Ale, że na chlebuś i coś do chlebusia trzeba zarobić, więc przyszło mi siedzieć parę dni na szkockich zadupiach, uruchamiając sterowanie systemu ogrzewania w Douneside House i obiektach okolicznych. Było to podejście drugie, zremisowane ze wskazaniem na mnie.

Douneside House (polecam galerie zdjęć) i cała posiadłość ma dosyć ciekawą historię, a niektóre jej elementy były popularne i głośne w swoim czasie. Posiadłość kupił około 1910r. sir Alexander MacRobert - człek, który dorobił się fortuny na indyjskiej bawełnie pod koniec XIXw. (zdaje się, że na zasadzie "od zera do milionera" - twardy Szkot, z tych o których mówiono, że przynieśli Szkocji dumę, a Wielkiej Brytanii chwałę i bogactwo). Na bazie kilku XVIIIw budynków rozbudował posiadłość do obecnego stanu, mniej więcej. W 1918r. kupił od markiza Aberdeen całą okolicę Tarland i Cromar (znaczy, wykupił długi hazardowe markiza...). W 1922 kupił sobie (no dobra, nadano mu) tytuł baroneta MacRobert. Zaraz potem mu się zmarło, ale zostawił rodzinie (wdowa MacRobert i trzech synów, urodzonych w latach 1912-17) spory majątek, m.in. posiadłości w Cromar.

W 1938 najstarszy syn zginął w wypadku lotniczym. W maju 1941 średni syn zginął na Hurricane w kampanii bliskowschodniej. W czerwcu 1941 najmłodszy syn zaginął na Blenheimie w patrolu morskim.

Można powiedzieć, że służba w lotnictwie nie była zbyt zdrowa dla rodziny MacRobert.

Historia trzech braci była dosyć głośna, może nie kręcili o nich filmów jak o szeregowcu Ryanie, ale jednak.

Pozostała wdowa lady MacRobert, z pochodzenia Amerykanka, jak się zdaje, kobieta zaradna i zdolna, o której nowomodne feministki mogłyby hymny pisać (od śmierci męża w 1922 zarządzała jako dyrektor transkontynentalną firmą). Lady, jak się zdaje, nie tylko rozpaczała nad śmiercią synów, ale też wkurzyła się nieco, i na złość faszystom i innym sukinsynom ufundowała bombowiec "MacRobert's Replay" (BTW Short Stirling kosztował 25k funtów), cztery Hawker Hurricane'y (nazwane po synach plus 4 jako wyraz solidarności z Rosją w walce z faszyzmem) i parę szybowców. Tradycja utrwaliła się na tyle, że w 15 dywizjonie zawsze jakiś samolot nazywa się "MacRobert's Replay" i nosi godło baronetii, ostatnio chyba Panavia Tornado.

Po drugiej wojnie lady MacRobert (zm. 1954) skutecznie przestawiła swoje aktywności i zasoby z biznesowych na szereg fundacji charytatywnych, mających pracować na rzecz wychowania młodzieży, agrokultury, itp. jak też wspierania członków sił zbrojnych, no i oczywiście w celu utrzymania dziedzictwa MacRobert i pamiątkę po nich, na wieki wieków.

Nie wiadomo, czy uda się na wieki, ale pomysł zdaje egzamin przez 60 lat. Po 2000r. fundacje po-rodzinne skomasowały się w MacRobert Trust, który m.in. zarządza posiadłością Douneside, czyli hotelem, szeregiem willi, centrum konferencyjnym i fitnesowym, ogrodami ze szklarnią, itd itp.

Zainteresowała mnie rentowność całego tego tworu, ale nie za bardzo da się wyłuskać, co tu jest kosztem a co zyskiem - zresztą, najprawdopodobnie jest to podstawowy cel tego ćwiczenia z księgowości, żeby się nie dało. Gdyż utrzymanie posiadłości, skądinąd częściowo na liście zabytków, jest działalnością charytatywną (dlatego jako hotel służy wyłącznie oficerom lub byłym oficerom, i ich bliskim), a nie kosztem biznesowym. A zyski jakie generuje obiekt zalicza się do przychodów jak darowizny.

Generalnie wydaje się, że sama posiadałość wychodzi na mniej więcej na zero netto (czyli już z personelem i modernizacjami na poziomie normalnego biznesu - amortyzacja środków ruchomych i budynków liczona typowo i inwestycje na czas). A cały Trust wydaje się być dosko przykładem, że monetka generuje monetkę, i mając kapitał na poziomie 80mln funtów da się znośnie utrzymać spore dziedzictwo, wymagające obrotu rzędu paru mln. funtów rocznie. Bardzo spodobała mi się też zasada, że Trust stara się mieć w kieszonce 200-300k funtów na drobne wydatki.

Elementem utrzymania na wieki wieków posiadłości Douneside była wymiana systemu centralnego ogrzewania (tej bardziej centralnej części) - zmodernizowano kotłownię (dwa duże piece na "chipsy" drewniane, więc silos i podajniki spore; plus piec olejowy jako rezerwa), węzeł cieplny hotelu, podejścia do willi, itd itp. Plus 10 osieciowanych liczników ciepła tu i ówdzie, no i nowe sterowanie całości (to my jako podwykonawca, PLC w House, plus zdalny ekspander w kotłowni i SCADA w biurze). Wszystko raczej z górnej półki, choć widać, że starali się zrobić modernizację sensownie i oszczędnie.

Stąd przesiedziałem parę dni po kotłowniach i piwnicach tudzież biurach; zrobiłem grube mile spacerkiem (bo miedzy budynkami parędziesiąt metrów jest) w pięknych okolicznościach przyrody i wczesnej szkockiej wiosny; zrobiłem swoje, zrobiłem sporo za matołków-wykonawców; generalnie udało mi się nie wyjść z zen-wyjebki, nikt nie został zajebany młotkiem, nawet jeśli zasłużył, a od administratorów obiektu dostałem kawę i ciastko. Inaczej mówiąc, gdyby obiekt i instalacje były zaprojektowane, przygotowane i zrobione przez ludzi na poziomie, wyrobiłbym się w dwa dni a potem podziwiał widoki i wcierał się w układy i sfery. Ale że w kwestii projektu i wykonania było "nieco" inaczej, zużyłem 4 dni, wyrwałem się późnym wieczorem, a lista niezgodności i cudeniek ma 20 punktów plus sugestię do szefów, że od teraz, to ciule-wykonawcy powinni płacić za każde nasze kiwnięcie palcem i ruszenie dupy. No i będzie o czym w "osiongach" pisać...

A zupełnie na deser, wracając wieczorem przez środek Cairngorms czyli górki (pogoda i trasa była przednia - zimno, przejrzyście, droga prawie sucha i wszędzie tyczki śniegowo-odblaskowe jak slalom bardzo-gigant), jak zwykle, dałem dowód swej nieskończonej ignorancji i tępoty, gdyż kiedy na zakręcie zobaczyłem poświatę zza górek, pomyślałem że jakoś nisko ten księżyc i poleciałem se dalej. A to była, zdaje się, zorza polarna, widoczna w Szkocji wyjątkowo w tym tygodniu (poprzednio coś 20 lat temu). Czyli jestę debilę.





ziembor
Wed, 5 Mar 2014 21:40:11
A jak z gadatliwymi weteranami?

Boni avatar Boni
Wed, 5 Mar 2014 21:48:17
@ziembor

Zerowo, ośrodek raczej świecił pustkami, poza jakąś jednodniową imprezą masową (nie doszedłem czy to była bardziej sekta czy bardziej marketoidy). A ja raczej zalatany byłem i tylko w przelocie się mijałem z nielicznymi rezydentami. Zdaje się, że dopiero wiosną się biznes rozkręca, do czego czynią przygotowania (np. ogrodnicy, których jest tam sporo, ostro działali).




Licencja:

Creative Commons License

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

rozie - Elektrycerze
Fri, 19 Jan 2018 07:31
@Boni Hint - rozmawiasz na blogu człowieka,...

red.grzeg - Wielki brat paczy
Mon, 15 Jan 2018 08:24
Tak, teraz (od 2 lat?) da się założyć firmę bez...

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 20:33
@księgowy DG (księgowy jest za 3-4 stówki, widzę...

Boni - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:46
@charliebravo Primo, dlatego nawiązałem do...

Codiac - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 19:36
'Tutejsze banki, tak, śmierdzą na milę XIXw' ...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:56
@czyli czego, 206sw? skoda fabia kombi. ...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 18:14
@Janek Ok, chodziło mi o „uogólniony za duży...

janek.r - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 17:42
@ilu ludzi wozi kombiakiem bądź SUVem jedno dziecko....

charliebravo - Wielki brat paczy
Sun, 14 Jan 2018 15:49
@Prowadzenie firmy w PL No wiec ja mam wrażenie (DG...

charliebravo - Elektrycerze
Sun, 14 Jan 2018 15:35
@„Hint - rozmawiasz na blogu człowieka, który...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP


Engine: Anvil 0.84   BS 2012-2017