(powiedzmy, w pewnym związku z powyższym dzisiejszym obrazkiem)
- Ten PLC niewidzialny taki na łączach, bo to jest stary serwer, stare windowsy i drajwery do bani, zresetujemu go i będzie git, łączność zagada.
Po resecie serwer staje dęba na etapie BIOSu z jakimś zabytkowym SCSI, po następnym również, naczelny koordynator-resetowacz wybył gdzieś z telefonem przy uchu, kiwamy się luźno, bo to nie nasz problem; serwer stoi se jak wmurowany z black screenem; w końcu rzucamy pytanie do zalegającego po kątach personelu:
- Ej, ludziska, a jak wam ten serwer tak utyka przy starcie z DOS-screenem, to coś naciskacie, wchodzicie w jakiś magiczne opcje czy BIOSy, czy jak?
Ludziska patrzą po sobie, skrobią się w główkę, skrob, skrob, po czym odpowiadają:
- Tak w zasadzie, nie pamiętamy, żeby ktokolwiek ten komputer wyłączał...