Licencja

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Codiac - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 18:25
Skoro można dopisywać... zerkając na opis myślałem...

Boni - Zakazane piosenki
Thu, 18 Oct 2018 09:23
Dopisałem małe co nieco, które zapomniałem. Oraz...

Codiac - Na Zachodzie bez zmian
Fri, 12 Oct 2018 13:00
"Życie płynie nam mniej więcej należycie. I tyle. "...

Boni - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:58
@wyparowanie strony A tak, to też była...

Gatling - Na Zachodzie bez zmian
Mon, 1 Oct 2018 12:47
> Życie płynie nam mniej więcej...

Boni - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 12:52
@igor, Lem Może tak - rozumiałem o co mu chodzi i...

igor - Trzeba siać
Sun, 16 Sep 2018 08:36
Lem o tym pisał w latach 90. A ja (i, w zasadzie,...

Boni - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 21:01
@zz_top IĆ STOND! właśnie się dziś...

zz_top - Trzeba siać
Fri, 14 Sep 2018 12:52
@Wolałbym, żeby tzw. ludzie rozumieli a nie ślizgali...

Gatling - Dialogi
Mon, 10 Sep 2018 12:21
Koraliki, bigle/zapinki/inne komponenty, dużo metrów...


Rollka:

Blog de Bart
Ceàrdach
Co lepsze kawałki
Ekskursje w dyskursie
Inżynieria Wszechświetności
Nameste blog
Ogólna teoria
pattern recognition
Polska-NRD-Niemcy-Świat
snafu
Teklak
Utilitymon
Wrzutnia nocna

Inne:

inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap



Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

Wpisy    Losowo    Autor    Rejestracja    Zgłoś błąd
RSS blog   RSS komentarze







Autor: Boni
Kiedy: 2012-05-21, poniedziałek
Tagi:  hejt, przemysł
___________________________________
(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)

pwc


Póki jeszcze pamiętam, o co mi chodziło w części pierwszej, to może pociągnę temacik dalej. Czyli modne obecnie, albo niedawno, albo starsze, ale mające po dziś dzień konsekwencje, fady, które korzeniami sięgają hoho, albo i jeszcze dawniej. Albo nigdy nie działały. Ale odpowiednio nawiedzony mędrek od biznesu czy zarządzania nie takie starocie opublikuje jako megahit sezonu, a konsultant wam je, za odpowiednio gruby przelew, wdroży.


Będę leciał przez fady najbardziej mnie osobiście wpieniające, a niekoniecznie najgłupsze czy najstarsze. I będę zarówno śledził ich korzenie, jak i korzenie ich krytyki, bo niektóre fady obalono czy znaleziono lepsze rozwiązania sto czy pięćset lat temu, a myślicie, że to komuś z konsultantów czy autorów przeszkadza je sprzedawać? Ale z was naiwne łosie (c) Radkowiecki.


1. MBO czyli "management by objectives" czyli zombie, bo niby już trup, a się rusza. W nowożytnej formie sprzedał to gościu w latach 50, że będą se ludzie w organizacjach biznesowych, z góry na dół i z prawa na lewo, negocjować mierzalne cele cząstkowe, to wtedy będą one racjonalne, i będzie się je nawet osiągać, bo będą jasne, mierzalne, i motywacja będzie. Że to nie działa, to wiadomo, zdaje się, od zawsze. Słyszeliście kiedyś o armii, która se negocjuje na każdym poziomie taktykę? Pewnie, że słyszeliście - o pospolitym ruszeniu, które dostaje wpierdol. Bo naprawdę, to ustalać tak cele i taktyki, i jeszcze czasem odnosić sukcesy, mogą oddziały specjalne w wojsku, albo unikalne spółdzielnie itp. w biznesie - NAJPIERW bardzo silnie zmotywowane i bardzo dobrze "rzemieślniczo" przygotowane do zadania. Ale nie dywizja poborowych czy przeciętna fabryka czy organizacja biznesowa. No ale echa MBO, skrytykowanego przez 50 lat przez, like, wszystkich, kołaczą się nadal - bo przecież im bardziej ćwokowate są nowożytne managementy i konsultingi, tym bardziej kochają mierzalne albo "mierzalne" cele (nieważne, że co trzy lata, z każdym nowym konsultantem czy dyrektorem, nowe), świadomość celów od góry do dołu w całej strukturze (potrzebną większości członków organizacji jak guz na mózgu), i żeby dało się wszystko przeliczyć a przynajmniej "przeliczyć" na pieniądze. A już najnajnajzabawniejsze, że czołowe konsultingi tier one, pomimo że lansuja znacznie nowsze i modniejsze fady, uprawiają czasem wewnętrznie najwredniejsze możliwe formy MBO - na przykład umawiając się z początkującym pracownikiem na ścieżkę kariery z celami "awans o oczko wyżej co trzy lata, albo wypad z firmy" (oczywiście, oczek wyżej jest 3x mniej niż niżej...). I młodzi ludzie uważają, że to są bardzo dobrzy pracodawcy...


2. TQM, SixSigma, i podobne, czyli systemowo udoskonalmy rekursywnie (kaizen) jakość produktu/procesu aż do granic, a potem je przekroczmy. Pomysł jest stary jak rzemiosło, a nowożytnie zrodził się, w poza tym całkiem zdrowym, ceberku Deminga, ale jakoś nie przyjął się od razu na Zachodzie, za to Japończycy się w nim zakochali - wszystko przez ciągłe pier... się z ryżem pałeczkami, jakbyście od dziecka łapali ziarnka w patyczki, to też by wam się spodobał pomysł na racjonalizację głupoty, i dlaczego lepiej doskonalić żonglerkę pałeczkami, niż wziąć łyżkę. A co jest łyżką? Stara strategia, co najmniej z czasów Forda i początków produkcji masowej - jakość nie jest celem, jest środkiem. Celem jest kasa klienta. Jeśli fort T ma odpowiednią cenę i zaspokaja oczekiwania klienta, po prostu SPRZEDAJE SIĘ, to nie ważne, jaką ma jakość, i że ma podłogę z desek skrzyń, w które pakowano silniki. Bo kiedy jakość staje się celem, to bardzo szybko okazuje się, że nie ma przecież górnego limitu wydatków na poprawianie jakości i górnego limitu oczekiwań klienta co do jakości, o czym przekonało się tak wiele firm w tak różnych czasach, że nie wierzę, że ktokolwiek w 2012 może twierdzić, że jakość uber alles, i zawsze są z jej podniesienia zyski. Co managementy i konsultingi zapatrzone w japońskie sukcesy jakości i udane modernizacje katastrof jakości zachodniej sprzed 30 lat, nadal ochoczo lansują.


3. Reengineering, DMAIC, Plan-Do-Check-Act, i inne głupie nazwy na praktykę inżynierską. Bo praxis jest znana co najmniej od 100 lat, a w ogóle planowanie, robota, sprawdzenie i korekta były w rzemiośle od zawsze, no ale co 20 lat ktoś to wymyśla i sprzedaje na nowo. Zaprawdę, nie wiem, jak ktokolwiek może za taką wiedzę płacić, albo postępować inaczej w rzemiośle i przemyśle. A jednak.







2012/05/22 00:08:57
Pozwolę się nie zgodzić. Celem Six Sigma nie jest jakość jako taka, tylko wyeliminowanie błędów w procesie. Czyli nie 100 wirówek w stylu starej dobrej Alfy Laval z lat 70., tylko 1000 sztuk krapu z kiepskich surowców - tylko wyprodukowane bez odpadu. Bez przestojów. Z zerowym stockiem. Trochę inna wizja niż Twoja.


Boni
2012/05/22 06:43:41
@karakachanowa

No troszeczkę skleiłeś teraz różne fady i mody. Bo "bez przestojów z zerowym stockiem" to lean, a nie sixsigma czy w ogóle jakość (zbitki jak leansixsigma odrzucam jako niezorganizowane). "Bez odpadu" to co najwyżej sprawy środowiskowe, itp. bo jeśli się zarabia na technologii z odpadem, to wcale nieoczywiste, że bez odpadu zarobi się WIĘCEJ, nie ważne co bredzą konsultanci i autorzy. Kiepskie surowce to konkurencja i globalizacja, i do fadów niewiele mają, co najwyżej - pogarszają input do technik jakości jak sixsigma czy TQM.
Jak to wszytko odrzucić, to zostaje temat jak zmniejszyć rozrzut czy zmienność danego procesu/produktu, a to jest przeważnie poprawa jakości, oczywiście, wzg. założeń czy projektu - jak masz projekt na krap, to robisz coraz "równiejszy" i mniej zmienny krap - ale to jest nadal poprawa jakości krapu. A jak masz projekt i założenia na silnik lexusa, to poprawisz jakość silnika lexusa.


2012/05/22 09:27:46
Przeliczanie na pieniądze w każdym zakątku organizacji (przez tworzenie choćby i fikcyjnych centrów zysku) propaguje Townsend w "Szklanej górze..."


2012/05/22 10:59:15
@janekr

Przy czym - nie idąc w kierunku ekstremów pt. "przede wszystkim dział ma wypracować zysk" to przeliczanie różnych rzeczy na pieniądze może być bardzo przydatnym narzędziem dla optymalizacji pracy w firmie. W znajomej budżetówce jest taka zasada, że działy wzajemnie wystawiają sobie faktury za wykonane na swoją rzecz działania. Niby wygląda to jak przepychanie pieniędzy z lewej kieszeni do prawej, ale gdy kierownik działu po raz kolejny musi tłumaczyć się z wygenerowanych kosztów to potem odechciewa mu się spychologii albo potrafi przypilnować, żeby w zleceniu znalazły się minimalne dane, które pozwolą skrócić zleceniobiorcy czas wykonania prac.

W paru prywatnych firmach popłakaliby się ze szczęścia, gdyby mieli taki mechanizm.


2012/05/22 13:48:07
@ aniou

Te same mechanizmy są na niektórych uczelniach zachodnich np. w Holandii. Żadnego robienia badań po znajomości (chyba, że testowe - eksperymentalnie), na wszystko jest kwitek ze źródłem finansowania.

Bardzo to ułatwia rozliczenia między wydziałami - albo kasa za usługę albo współautorstwo. W PL to na ogół bardziej mętnie wygląda - jakieś przysługi, obietnice, kizi, mizi a operatorowi czas na doktoracie leci.


Boni
2012/05/22 18:14:23
@all

Mhm, superos, że kapitalizm mamy, i musi być zwrot z inwestycji, i tak ładnie się rozlicza wszystko w pieniądzach, po to je Fenicjanie w końcu wymyślili. Ale teraz, kochani, powiedzcie mi, ale tak rzetelnie, między nami, ile zysku daje wyszkolenie 15 inżynierów 4 dniowym kursem na temat dyrektywy maszynowej, oceny ryzyka i wystawiania CE. Koszta tego kursu, z niejakim trudem, ale można policzyć - a zyski?





Engine: Anvil 0.88   BS 2012-2018