(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)I nie, nie mam na myśli samochodów marki ford, nie tym razem; ale Henryego Forda i jego masową produkcję.
Myślę o ludziach, którzy uprawiają chory kult "oryginalności" w sensie oryginalności typu, oryginalności produktu masowego, zamiast cenić oryginalności egzemplarza. Czyli "oryginały", puryści, kolekcjonerzy kontra "kundle", "druciarze", tunerzy.
Jest to jedna z rzeczy, których fundamentalnie nie rozumiem - tej estymy, wagi, no i chorych cen, jakie niektórzy ludzie wiążą z "oryginalnością" jakiegoś starawego samochodu czy samolotu czy sprzętu RTV czy co tam ludzie akurat zbierają, czy ich kręci. Rozumiem kult dzieła rzemiosła czy sztuki; że grzechem jest poprawianie zabytkowej rzeźby istniejącej w jednym egzemplarzu, czy jakiegoś zabytku technologicznego, szczególniej pojedynczego czy naprawdę małoseryjnego.
Ale rajcowanie się "oryginalnością" jakiegoś malucha czy syrenki, czy forda czy chevroleta, czy innego telewizora Elektron, czy magnetofonu Aria, czy znaczka pocztowego, tłuczonego czasem w setkach tysięcy, ba, w seriach zupełnie identycznych (kolor, wypas, itp) egzemplarzy, liczonych w tysiącach? Nou fakin łej.
Na widok ostatniego "oryginalnego" malucha na świecie nie zrobi mi się banan, nie będę podziwiał, tylko się skrzywię i splunę na maskę "podskakującego, grzechoczącego, karłowatego PIERDZIELA". Jeśli będzie naprawdę ostatni, postawcie go w Muzeum Techniki i zapomnijmy o nim. Skądinąd, o całym Muzeum, też pewnie zapomnimy niebawem.
Ale silenie się na "oryginalność" w żywym urządzeniu, nawet youngtimerze, dostarczanym przez pazerny, i po ludzku omylny, przemysł, i używanym zgodnie z funkcją, a nie - pełniącym funkcje eksponatu muzeum, czy póki co, czekającego na swój czas eksponatu w naftalinie? Zapomnijmy o tak debilnych propozycjach. Bo każdy produkt przemysłu można a) poprawić w sensie ogólnym b) dostosować do szczególnych potrzeb użytkownika c) utrzymać w ruchu nieoryginalnymi częściami, metodami, itp. I np. z samochodami robię to zupełnie odruchowo i ekspresowo - wywalam, zmieniam, przerabiam to, co skopane przez księgowych, normy, kompromisy; to co mi się nie podoba, czy może dla mnie być wygodniejsze czy ładniejsze czy inne; bez oglądania się na "oryginalność" typu czy części.
Co powoduje zdumiewające mnie reakcje wyznawców św. Forda, od przerażenia i niedowierzania, przez przezwiska i wyzwiska, po furię i wyrzuty. Serio. I serio zaskakuje mnie to za każdym razem; zresztą, nawet jak tylko widzę jakieś chore dyskusje o oryginalności klocków hamulcowych czy reflektorów do youngtimera, to mi się robi WTF. Bo w moim świecie - a co mnie to obchodzi, klocki czy reflektory mają być dobre i tanie, a czy oryginalne czy zamiennik czy od innego samochodu czy wystrugane na kolanie, to nieważne, ważne czy pasują, spełniają wymagania i ile to kosztuje.
Skądinąd, stąd nawet się nie zbliżam do koncepcji przerejestrowania swoich wózków na "zabytki" i żółte tablice, choć jeden pasował/-uje, a drugi zaraz będzie - i nie idzie nawet o koszt, czy że musiałbym je przywrócić do oryginału - raczej odrzuca mnie sam pomysł o "zabytkowości" samochodu, i to, że jakiś kustosz z rzeczoznawcą będzie mi mówił co mogę, a co nie, z moim szrotwagenem zrobić.
Ponieważ rzadko który mój samochód przetrwał w "oryginale" zewnątrz i/lub wewnątrz, niby już się przyzwyczaiłem do sytuacji - ale jednak zaskakuje mnie to ciągle, jak niektórzy reagują na wieść, że mając "świeży" samochód tydzień, zdążyłem zrobić ze sześć czy siedem drobnych zmian (i nie, nie liczę napraw i przywracania funkcji, które się gdzieś w odmętach ostatniej dekady użytkowania i "serwisowania" zmyły, tego było drugie tyle i to nie koniec). Dla mnie liczy się, że poprawiłem komfort i wygodę pewnych rzeczy, pewnie, że ociupinkę dumny jestem z tempa prac (no ale po 10 samochodzie to już idzie z górki, także w sensie logistyczno-technicznym) czy z oryginalności we właściwym sensie (bo nikt nie ma takiego camaro jak my - tyle, że słaby ego-boost z tego wynika, bo nikt tego nie zauważy i nie wie ;) ).
A że teraz już jest nieoryginalny, i niefabryczny stuningowany kundel, i laboga? Wypłaczcie mi tako rzeke, i żegnam ozięble z domieszką pogardy. Może zacznijcie zbierać oryginalne gwoździe polskiej produkcji z 1984 roku, bo jak je wszystkie ktoś wbije, to nie będzie już żadnego "oryginalnego" i "mint" i w stanie fabrycznym, i co za strata.
A camaro jest moje i zrobię z nim, co zechcę. Rzekłem.
