(notka i komentarze są automatycznym importem z Bloxa, w razie rażących błędów proszę o info na boniWYTNIJ@clouds-forge.eu)Pieczarka drogowa - gatunek z rodzaju płaskoczapkowych, należący do rodziny mundurowych.
Charakterystyka - pieczarka drogowa to drapieżnik, przedstawiciel naczelnych, wytwarzający na powierzchni ciała stalowoszary mundur, zwieńczony mięsistym kapeluszem barwy białej lub brudnobiałej, pozbawiony hymenoforu. Porusza się nie wiadomo kiedy i gdzie, zasiedla pobocza dróg i placów, w klimacie Polski wegetacja całoroczna. Atakuje niespodziewanie użytkowników dróg, używając zarodników w kształcie lizaka o kontrastowych barwach. Wysysa z nich zasoby finansowe, używając blankietów wpłat o ostrych krawędziach. Zaczepiony w mowie czy piśmie, broni się bez opamiętania. Żyje w protokooperacji z innymi przedstawicielami rodziny mundurowych, a nawet innych rodzin podrzędu "wymiar sprawiedliwości". Jadalna, aczkolwiek niestrawna.
Cykl, do którego należy niniejszy wpis, będzie próbował wstępnie wykazać, że pieczarka drogowa, wbrew obiegowym opiniom, posiada, poza typowymi cechami rodzaju płaskoczapkowych, także poczucie humoru i zdrowy rozsądek, typowo kojarzone z odległymi taksonomicznie rodzinami rzędu naczelnych. Kolejność prezentowanych rzeczywistych badań terenowych jest z grubsza chronologiczna, na ile pamięć badacza nie zawodzi, od około 1991r do dziś, w nawiasach podany typ zaatakowanego przez pieczarkę drogową pojazdu.
(F126p) Drobna naprawa fiacika, kontrolny wyjazd poza osiedle na szosę krajową, pół kilosa, powrót. Dość leniwy zjazd na teren zabudowany (ówczesny limit to 60km/h), nagle - pieczarka z lizakiem i radarem. Zatrzymanie - "bla,bla,bla, przekroczył kierowca prędkość" - "WTF???" - "72km/h" (okazane na radarze) - "WTF WTF??? To ma być przekroczenie prędkości???" - "Faktycznie, rekordu odcinka pan nie pobiłeś, ale 50zł mandatu się należy..."
(F126p) Noc głucha, zjazd do domu przez centrum miasteczka, wyskakuje znudzona pieczarka - "Kontrol, dokumenty pliz" - "Dobra, dobra" - dokumenty mam w ciasnej tylnej kieszeni. Próbowaliście kiedyś wyjąć w maluchu portfel z ciasnej tylnej kieszeni? Ja wcześniej też nie próbowałem. Zaczynam szarpać się wk... z ręką na dupie, jak baletnica na siedząco, i szarpię, i motam się. W końcu bluzgając pod nosem otwieram drzwi maluszka na oścież, w tym samym momencie kieszeń puszcza portfel. Ale, co to? Gdzie jest pieczarka, która stała pod drzwiami? Otóż, pieczarka wyraźnie przestraszona wygląda delikatnie zza pieczarkowozu-vana, tak przestraszona, że musiałem ją zwabić z powrotem delikatnym "nic, nic" i łagodnym "już dobrze". Co sugeruje jej zdrowy rozsądek i znaczną wyobraźnię - nie bardzo wiedziała, co wyjmę zza pleców i jakiego będzie kalibru, a na swoja obronę miała tylko notatnik. Hint - tydzień wcześniej w powiecie odstrzelono policjanta po "zabawie", czy w podobnych okolicznościa przyrody.
(F126p) Zdezelowany bardzo autek, szosa krajowa, teren niezbudowany, pieczarka atakuje za górką, ale leniwie i bez przekonania. Jednak, w miarę kontroli rozkręca się, i wsiada na miejsce kierowcy, aby sprawdzić to i owo (wtedy jeszcze normalna praktyka). I nagle zaciąga ręczny, wystawia trzon, znaczy nogę, i zaczyna kontrolnie się odpychać - no przecież wiadomo, że stoczy się z górki na pazurki, jaki, kufa, ręczny... Próbowaliście nonszalancko powstrzymać, jedną ręką, położoną na ramce drzwi kierowcy, mały samochód przed stoczeniem, kiedy ktoś go odpycha z kopyta? Nie? No to powiem, że jest to cokolwiek trudne i wymaga zręczności i siły. Popatrzyliśmy ciężko po sobie z pieczarką, siłując się na rękę/nogę, ale rozeszliśmy się w zgodzie...
(F126p) z badań terenowych kolegi - zdezelowany autek, atak pieczarki wyraźnie celuje nie w porfel, ale w dowód rejestracyjny w celu odebrania. Kwadrans kłótni, machania rękami, pieniaczenia, dowodzenia, że przedłużająca kontrola zatrzyma zakład, do którego kolega jedzie do pracy, skwasi mleko w gminie, i wywoła koklusz i gradobicie. Nagle pieczarka zmienia linię ataku ze "zderzak nie może być przywiązany do pojazdu wyłącznie drutem na okrętkę" na "piłeś pan coś?". Tu koledze wychodzą żyły, i strzela megafocha na sugestie, że prowadzi po pijaku, i to do pracy, i w ogóle. Pieczarka naciska "ale piłeś pan coś??" - "NIE!!!" - "To pij pan, bo się pan odwodnisz..."
(ciąg dalszy)