Jakaś przerwa w blogowaniu tu nastąpiła? Trudno powiedzieć czemu. Najprawdopodobniej dlatego, że ostatnio zaspokajam potrzebę tłuczenia w klawiaturę znacznie bardziej pisaniem książek, niż notek na blogu.
Może podsumuję ostatnie ciekawe czasy w stylu tego, czego namiastką miały być blogi, czyli "dziennika", tu raczej "miesięcznika".
1. Politycznie: wszyscy oczywiście kręcą z niedowierzaniem głową, jak szybko ohydni amerykańscy oligarchowie demontują poprzedni porządek świata, ale w moim przypadku to, co najwyżej, zdumienie tempem i szczegółami, które jak zwykle inne niż mi się wydawało (podobnie było z brexitem, czy Rosją przed wojną na Ukrainie, itp.), niż samymi faktami. Kto koniecznie chce, może sobie poczytać notki pod tagiem
"unrealpolitik", żeby wiedzieć, co myślę o świecie polityki, globalizacji, przekupnych mediów, mega-chciwych właścicieli, dobrze dogadujących się imperializmów ponad głowami 80% społeczeństwa prawie-analfabetów. Albo pod tagiem
"gogika", co myślę o wychowaniu i edukacji, i jak daleko od tego leżą socjopatyczni chłopcy, nawet jeśli w wieku Trumpa czy Muska. Pożytki z bloga: przez lata napisałem już wszystko.
Co będzie dalej? pożyjemy, zobaczymy, jak zwykle. Bardziej mnie interesuje tak szybkie odwinięcie wahadła inkluzywności, czy zaoranie resztek prywatności w sieci przez GAFA, przy okazji politycznego wzmożenia tech-bros, niż ich nieudolność, czy chciwość, czy odpadnięcie im z szyldu kawałka "krypto" z "kryptofaszyzm", bo "hasztag a-co-nowego". Czy niż globalna polityka, na którą niewiele mogę poradzić.
2. Kreta: Zima na Krecie była zaskakująco paskudna momentami. To znaczy względnie oczywiście, żadnych przymrozków czy śniegu nie było, nawet u nas na 450m we wsi (górki >1200 to inna kwestia), ale czasami wiatry i ulewy były naprawdę nieprzyjemne; odczuwalna parę stopni Celsjusza, trzeba palić w piecu. Skądinąd np. krótka wizyta córki wstrzeliła się w drugi najpaskudniejszy tydzień tej zimy, brr.
Już jest lepiej, słonecznie, wiosna się robi, motylki latają, pierwsze róże rozwinęły się, i przynajmniej wszystko jest nawodnione.
2A. Media: Przy okazji wizyty córki stała się rzecz niezwykła, obejrzałem dwa sezony
"Arcane" (serial animowany Netflixa, na bazie postaci/świata gry "League of Legend"), graficznie 9.99/10, fabularnie i postacie 6/10 ALE niektóre momenty 9/10, w sumie polecam uwadze.
3. Tfurczość: W dobrym tempie smaruję powieść, w zamierzeniu techno-fantasy, która mi nieco skręca w nieplanowanych kierunkach. To znaczy, na pewno jest to i będzie fantastyka, z "magią" ale też z techniką, militariami, szczyptą (miską?...) romansu i powieści awanturniczej, na razie w skali globalnej i w realiach końca XXw (fragmenty były
tutaj i
tutaj). Plan jest co najmniej na 3 tomy, po tych paru latach przy klawiaturze wiadomo, że nie potrafię pisać bez planu, researchu i konsekwencji w świecie przedstawionym i bohaterach (oczywiście jestem Team Dukaj, jakby kto pytał). Ale też nic mnie nie pogania, nikt mi tfurczości nie redaguje, nie mam dedlajnów, może to niektórych nadal dziwi czy drażni, ale zaprawdę, powiadam wam, mam wolność niczym najlepsi pisarze, tyle że z innych powodów.
W czym jest problem: tempo mam dobre, zużywam na to kolosalne ilości mojego czasu, mam wielką frajdę ze zmyślania, researchu, pisaniny. Niestety jw. na przykład powieść mocno skręciła w motywy marynistycznie (chyba wiadomo czemu:
"marynata"). Albo wolę pisać 2 tom, niż pierwszy.
Stąd, zamiast mieć skończony pierwszy tom, mam 3/4 pierwszego i 1/3 drugiego. Nie do końca taki był plan... Ale jak zwykle, pożyjemy, zobaczymy.