NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2017-07-29, sobota
Tagi:  szort, urocza, nieznośna     
___________________________________

Popołudnie robiło się nieciekawe.

Zostało mu już tylko jakieś 10 pestek w efelce. Ręka zaczynała odmawiać posłuszeństwa, już nie mówiąc, że chyba przeciekała poważniej, niż mu się wydawało. Oddychać było coraz trudniej, nie wiadomo, czy tylko z nadmiaru adrenaliny i upływu krwi, czy może kompozyt w kamizelce, który poszedł w drobny mak, jednak nie zatrzymał kuli i ma tam drugą dziurę, a nie tylko obite żebra.

A tamtych nadal było co najmniej dwu, sądząc po tym, jak sypali do niego na przemian, na dwa głosy, z kałacha i z czegoś innego. „Był skuteczny w 80%”, oto co wykują mu na nagrobku, bo co z tego, że położył ich siedmiu czy ośmiu, kiedy nie ma jak się wyrwać z tego zaułka, w który sam się genialnie zapakował. Niby oni też nie mogą podejść, bo ich skosi, jak paru poprzedników, którzy leżeli na podniszczonym asfalcie - ale jak w końcu zmądrzeją, to któryś pójdzie po niego przy ścianie i z bliska zasypią ołowiem tę jego dziuplę. Albo zamiast walić z daleka pod kątem i tylko skuwać cegły, licząc chyba na jakiś rykoszet, albo że spanikuje i spróbuje wybiec, któryś w końcu pójdzie do tej rudery naprzeciwko i rozwali go z wyższego piętra jak na strzelnicy. Bo co im zrobi z efelki, za daleko, zresztą i tak zaraz skończy mu się amunicja.

Dobrze, że to tylko amatorzy. Ale – i tak prawie go dorwali. Zresztą, zaraz mogą go tu wykończyć i tyle będzie z jego przewag profesjonalisty. Który taki zdolny, że wlazł w ślepy zaułek bez wyjścia (no dobra, kiedy biegł jak szalony, pewny, że zaraz któraś kulka z latających w koło rojów trafi go w potylicę, wydawało mu się, że to zaułek z wyjściem – metalowa sztaba przyspawana do zardzewiałych stalowych drzwi odpowiedziała „wydawało ci się”). Co z tego, że gdyby był na ich miejscu, już dawno by się odstrzelił; to nie egzaminy z taktyki MOUT, tylko prawdziwe kule i prawdziwe cegły się sypią, i prawdziwe kałachy, nawet jeśli w rękach niewyszkolonych młodocianych gangsterów.

Może im też się skończy amunicja i sobie pójdą? Ciekawe, jak mógłby to sprawdzić, nie miał ani kapelusza, ani patyka, żeby wystawić go zza rogu.

Kiedy tak rozważał, czy czekać aż zrezygnują, czy może wziąć się w międzyczasie za opatrywanie krwawiącego ramienia, czy próbować jakiegoś błyskotliwego manewru (ale jakiego?), czy wybiec z krzykiem pod ich lufy, nagle zobaczył postać przechodzącą zruinowaną ulicą od drugiej strony, nie od tej, z której gonił go pościg i szła coraz słabsza ulewa pocisków. W okamgnieniu złożył się do nowego celu, ale zanim na dobre uchwycił sylwetkę w kolimatorze, mózg mu się zlasował – to była kobieta w zielonej sukni, szła po prostu szeroką ulicą, nie zwracając uwagi na strzelaninę i leżące przed nią na zniszczonym asfalcie ciała pechowców, którzy próbowali go dorwać dziesięć minut temu.

Naraz ślepa i głucha, łazi po tych pustkach? Niemożliwe. Czyli co, zaćpana po samo ciemiączko?

Kiedy tak obserwował ją w zadziwieniu przez celownik efelki, kobieta zatrzymała się i popatrzyła wprost na niego. Nie spodobało mu się to - była trochę za daleko a zaułek trochę za ciemny, żeby stojąca na zalewanej złotym jesiennym słońcem ulicy miała prawo go w ogóle zobaczyć, skulonego nieruchomo za jakimiś resztkami pudeł i skrzyń. Ledwo widział jej twarz, po prostu stała sobie, brunetka w zielonej sukni; stała prosto, z gołymi rekami opuszczonymi luźno, i patrzyła spokojnie wprost w jego lufę. Zanim zdecydował, co ma z tym faktem począć, kanonada z prawej ucichła jak ucięta nożem. Pewnie też ją zobaczyli, czyli już po niej.

Zanim zdążył zdecydować, czy jest gotów do jakichś bohaterskich czynów, a przynajmniej jakiegoś ryzyka, żeby uratować kobietę albo przynajmniej jakoś wykorzystać taktycznie jej niespodziewane pojawienie się, znajomi-nieznajomi z prawej otwarli ponownie ogień, ale nie do jego wnęki...

Do zalewającego go strumienia adrenaliny doszedł dodatkowy minikopniak, choć wydawało mu się, że więcej nie pomieści – serce mu się skurczyło, zmrużył oczy, czekając na trafienia i kiedy kobieta padnie jak szmaciana lalka, zalana krwią i krzykiem.

Błysnęło tak, że stracił wzrok.

Zastanawiał się, czy właśnie umarł, a jeśli tak, to konkretnie z jakiego powodu. Zatoczył się na ścianę, przydzwonił rannym ramieniem i łokciem w mur, aż mu zęby zadzwoniły i chyba popuścił trochę. Czyli może jeszcze nie umarł, nikt nigdy nie wspominał, żeby umarli mieli kłopoty ze zwieraczami czy dziurami po kulkach.

Wzrok wracał powoli, jak po błysku silnego flesza prosto w oczy. Przez chwilę nie był pewien, czy stracił też słuch, czy po prostu zapadła cisza. A nie, w porządku, dyszał jak lokomotywa, więc to tylko cisza, nikt nie strzela. Zaraz, to nie jest w porządku...

Zanim na dobre wrócił mu wzrok, o wiele więcej rzeczy zaczęło mu się wydawać nie w porządku. Karabinek FL leżał mu w rękach jakoś inaczej, ręce wydawały mu się jakieś takie... potrzaskana kamizelka kuloodporna leżała na nim źle, wszystko było źle.

Nieznajoma stała jak gdyby nigdy nic, promiennie słoneczna, przed samym wejściem do jego zaułka, patrzyła na niego uważnie. Blada twarz, ciemnooka brunetka przeciętnej urody, w niebieskiej prostej sukni z długimi rękawami.

Podniósł wyżej broń, na poły zasłaniając się, na poły mierząc do niej.

To co miał w rękach, TO NIE BYŁA JEGO EFELKA.

Kobieta, która była kobietą w zielonej sukni, rzuciła beztroskim tonem

- A co tu się odpierdala?






Trykpa
Wed, 18 Oct 2023 14:05:09
Czy można poprosić o więcej?

Boni avatar Boni
Thu, 19 Oct 2023 03:55:17
@Trykpa

Jakże miła uwaga w ten deszczoberfest! i że w ogóle ktoś zagląda w stare wpisy...

Tak szczerze, pomysły/szkic z notki jest tak dawną i głęboką wyściółką mojej cyberszuflady do której piszę, że nie poznałem po tytule notki, przy komciu w RSS, o które pomysły chodzi...

Licząc na palcach, obecna lista z cyberszuflady idzie jakoś tak:

- skończyć "Labirynt"
- (całkiem świeże) pomysły na sensacje-kryminałki, realia PL z '90 (LUDZIE, JAK TO SIĘ ŁATWO PISZE!1! nagle zrozumiałem taśmowe produkcje jak Kinga czy Mroza...)
- ta space-opera, która młażonie się podobała (Mam duży zapas szkiców space-oper, ale przeważnie słabych oraz smutnych jak coś smutnego. Ale jakiś ubogi kuzyn Takeshi Kovacs'a około 2009r. miał się nieźle przez 350k znaków, czyli pół powieści, i żonie się podobało. BTW niewiarygodne, jak bardzo może się "technologicznie" i "polityczno-poprawnościowo" zestarzeć szkic pop-mil-SF przez drobne 15 lat...)
- jakieś podróbki Parnickiego
- to z notki powyżej...
- jeszcze głębsze wyściółki

Więc nie mówię, że nie ma szansy na więcej, szczególnie, że pomysły jak z notki wpisują się w mojego "centralnego zajoba autorskiego", tzn. są tam motywy, które mi zawsze wyłażą zza klawiatury, niczym anioły Gaimanowi, czy Tichy Lemowi, ale czy i kiedy, to jest zupełnie inna kwestia.

Trykpa
Tue, 25 Jun 2024 15:05:38
Labirynt skończony, poproszę o więcej.
Kojarzy się trochę jak Battle Dust (nie wiedzieć dlaczego), którego niekontynuowania nie mogę Sapkowskiemu darować.
Zatem uprzejmie proszę i zachęcam.

Boni avatar Boni
Tue, 25 Jun 2024 18:44:36
Dzięki za dobre słowo.

Zupełnie nie kojarzyłem tego Sapka, aż musiałem poszperać i przeczytać, i albo tego nie czytałem, albo doskonale zapomniałem (bo mam wrażenie, że zbiory opowiadań Sapka czytałem, no ale jednak dekady temu). W szczególe ten szort powyżej, to jednak w zamierzeniu ma być inna bajka, techno-fantasy współczesne, a nie space-opera militarna jak "Pył bitewny".

Ale mil-space-operę też mam w cyberszufladzie, od prawie 20 lat... i żonie się podobała ;) Przez ciebie wyciągnąłem to z czeluści, jak zwierzę, z plików RTF... No jest tego z pół tomu i miało PALN, wróć, jakiś plan, w przeciwieństwie do zalążków jw. "Nieznośnej lekkości niebytu". Może zaraz wrzucę jakiś kawałek na bloga, bo czemu nie.




 

Engine: Anvil 1.08   BS