Poważniejsze czy ciekawsze notki nie chcą się napisać; wrzucam przegląd tzw. spraw bieżących.


1. Oczywiście wolałbym zajmować się zmyślonymi robotami, obrazkami, opowieściami, zabawami i grami, jak po lewej, czy
jak w niedawnej notce, ale niestety, na chlebuś i coś do chlebusia w ten sposób się nie zarobi, więc muszę zajmować się w nowej pracy m.in. robotami zupełnie i całkowicie nie-zmyślonymi, jak po prawej. Nowa praca jest z jednej strony dosyć prosta, w sensie programów, automatyki, itd. w porównaniu z tym, co trafiało się przez ostatnie dekady - firma była dawno temu oddziałem korpo, potem niezależnym średnim graczem lokalnym w produkcji elementów z tworzyw sztucznych, który przez dekady wyrósł na organizację międzynarodową. Mili ludzie, kasa zgodna z umową, niby wszystko się zgadza... ale jest dojmujące wrażenie, że "organizacja" to nie jest właściwe słowo, stan rzeczy lepiej oddaje nastawienie "chaotic neutral", rodem z "Dungeons and Dragons". Oraz, jak to mówią, "diabeł siedzi w szczegółach", tudzież perspektywa w skali lat jest moim zdaniem niepewna. I jeszcze - dojazd do pracy mam przykry, około 70km w jedną stronę, z czego połowa po zadupiach irlandzkich, więc jest to marnowanie 2h dziennie i jeziorka paliwa. Może i lubię jeździć wygodną V8, słuchać muzyczki, itd. itp. ale nie wiem, czy aż tak bardzo lubię. Zanim ktoś coś - o przeprowadzce bliżej firmy, w realiach TEGO irlandzkiego rynku nieruchomości, i TEGO stanu rzeczy w początkach nowej pracy, na razie nie ma mowy.
2. Na tle dojazdów jw. i wskazówek z kalendarza, wyciągnąłem z formalno-prawnej i technicznej naftaliny
toyotę oraz jest to czas przeglądów itd.
lexusa. 21 letni lexi przeszedł badania techniczne śpiewająco, z maluśką "usterką" do poprawki (kto ma dwa kciuki i zapomniał założyć mocowanie akumulatora?). Ogólnie, gra i bucy, lata nisko, ale szybko. Natomiast tojka okazała się wymownym przykładem na znaną tezę "stare samochody muszą jeździć, bo jeśli dłużej stoją, to już nie pojadą" - po paru miesiącach postoju, poprzedzonymi paru miesiącami prawie-postoju, rozlazły się jej hamulce i tłumiki. Pewnie pójdzie na złom, bo na grzebanie w zardzewiałych zakamarkach czy usterkach nie mam ochoty, ani nie ma to za bardzo sensu ekonomicznego. Inna sprawa, że wyraźnie spadła jakość wszystkiego, i toyoty też; dyskutowane drobiazgi pod spodem 18 letniego irlandzko-niesolonego avensisa AD2024 bardzo przypominają mi 25 letnie polsko-zasolone amerykany AD2010, ale #aconowego.
3. Poza przemykającym się chyłkiem-boczkiem w tle pytaniem "ciekawe, ile wytrzymam w tej pracy?", pojawia się też znacznie poważniejsze i coraz bardziej serio, zamiast żarcików, jak dwa lata czy rok temu: "ile wytrzymamy w tym kraju?". Gdyż nie da się ukryć, jesteśmy Irlandią raczej rozczarowani; ludzie są mili, kraina, historia, zabytki, etc. wporzo i na miejscu, ale jednak jest to PAŃSTWO niedbale poskręcane, jakby z najgorszych elementów brytolskich i polackich, pod zarządem powierniczym karteli różnych, przeważnie wzorowanych na korpo amerykańskich (plus pomnożone przez "maniana włoska czy grecka to nic w porównaniu z "maniana" irlandzką" oraz "dostawy czegokolwiek na krawędź świata są drogie i bolesne"). Stąd kraj jest bardzo biedny ORAZ kosztowny "na dole", pomimo fenomenalnych wskaźników ekonomicznych oraz pomimo postępów, demokracji, digitalizacji wszelakich. A czasami jest dojmujące wrażenie, że to jest państwo skonstruowane przeciwko obywatelom, jakby odziedziczyło "ustrój" Brytyjczyków trzymających za twarz Irlandczyków (ew. analogia z dawnej PL - jak Polska przedwojenna wyglądała i kto kogo trzymał za mordę; ew. z nowszej PL - końcówkę PRL pamiętam, i było nieco podobne wrażenie socjologiczno-polityczne). Można by długi esej wypisać, jak to wygląda, a drugi - hipotez, dlaczego tak to wygląda, ale mniejsza z tym. A główny problem w powyższym temacie, to nie tyle Zielona Wyspa, bo nie takie ojczyzny opuszczaliśmy, trzaskając drzwiami, ale raczej ten, że jakoś nie mamy zdecydowanej kandydatury dla następnej przeprowadzki, najchętniej w cieplejszy klimat...
[edit 29-02-2024]
Dorzucam jakiś scatter nt. zagadnień ekonomii kosztów/siły nabywczej różnych krajów EU, jako ilustrację próżnych żalów na Irlandię oraz pomoc dla dyskusji w komciach. Mam wrażenie, że skleciłem to z danych 2023, w pionie "koszt życia" wg jakiegoś tam koszyka, w poziomie "lokalna siła nabywcza" wg jakiegoś tam koszyka; wyrzuciłem jakieś Luksemburgi czy inne Jerseye. Ogólnie widać, czemu PL nie jest taka bardzo zła, oraz że IE jest popi... z kosztami na poziomie lepszej połówki Skandynawii, a siłą nabywczą na poziomie Hiszpanii. Oczywiście, to nie jedyna istotna metryka, liczy się też ilość i jakość przemysłu, bezrobocie, godność i kultura osobista, itd. itp. no i klimat. I właśnie ze względu na klimat ;) ostatnio przyglądamy się raczej lewej stronie tego wykresu...