Było na blogu parę razy o
pojazdach elektrycznych, przeważnie
krytycznie, co ja poradzę - ale niestety, przychodzi wrócić do tematu, gdyż z siłą nagłej smutku kotwicy trafiły mnie nieprawidłowe rozważania ludzi normalnie całkiem kumatych, jak znajomych komentatorów w
Wielkiej Elektrycznej Dygresji u WO (wyszukiwać na stronie "elektr", jeśli kogoś polityka nie interesuje), ale też np. Jamesa Maya z TopGear czy podobnych celebrytanów pop-nauki.
Samochód elektryczny jaki jest, każdy widzi, ale nagle odnoszę wrażenie, że mnóstwo ludzie nie rozumie co widzi i o jakich problemach rozmawia. Więc może jednak przedstawię to, co mi się wydawało tak oczywiste, że chyba nie poruszałem nigdy wprost.
"Pojazdy elektryczne", tak jak je dyskutują komcionauci czy dziennikarze czy celebryci, w sensie inżynierii wprost ale też "inżynierii społecznej", składają się (a raczej "składają"), z trzech wielkich zagadnień, i
trzeba je odróżniać, a nie wrzucać do jednego wora, bo Tesla czy Melex cośtam cośtam ma fajne a coś niefajne.
Te zagadnienia to:
1) Napęd elektryczny (w sensie "jakoś sterowany silnik coś tam napędza"). Rzecz znana (w sensie np. obecnej gen-technologii innej nanotechnologii)
od prawie 180 lat - ludzie dopiero odkrywali Antarktydę, strzelali do królowej Wiktorii, robili pierwsze parowce pływające transatlantycko wg. rozkładu, a ktoś inny w tym samym czasie pływał se
motorówką z napędem elektrycznym. Skumaj to i zapamiętaj, jedna z drugim, to był ekwiwalent roadstera Tesli w 1840r. W normalnym przemyśle i trakcji pojazdów elektryka jest od 100 lat.
Więc co się stało, że nagle mamy hype "na napęd elektryczny", hype większy niż w 1880? Prozaicznie, silniki stopniowo wyewoluowały w znacznie mniejsze, sprawniejsze, tańsze. A jak skończy się parę patentów, to w ogóle będzie cud, miód i orzeszki. No i bezpośrednio "obok" napędu, w ostatnich dekadach staniały rozwiązania elektroniki siłowej dla rzeczonych silników, stąd
tanio i wzg. prosto możliwe są rzeczy, które dawniej były nieopłacalne albo niemożliwe w praktyce (no bo na IGBT i odpowiednich wysokosprawnych przetwornicach elektronicznych można osiągnąć znacznie fajniejsze i lepsze rozwiązania, niż na elektromechanicznych stycznikach, czy przetwornicach nie-elektronicznych).
I to jest git, napęd elektryczny, w tym pojazdów, od wielkiej łodzi podwodnej i niszczyciela po moped, jest już i na przyszłość jedyny rozsądny i fajny.
2) Zasilanie lokalne dla pkt 1). Rozwiązania tego
upierdliwego problemu są najróżniejsze, od braku lokalnego zasilania (i może nie traktujmy jako ąę innowacji TIRów-trolejbusów na niemieckiej autostradzie na testach w 2018r, może jednak pamiętajmy, że metro i trolejbusy itp. rozwiązania "zewnętrznego zasilania" mają już grubo ponad 100 lat...), przez najróżniejsze baterie i akumulatory, po ogniwa paliwowe, rozwiązania "hybrydowe", tj. silniki innego rodzaju napędzające jakieś generatory elektryczne, no i jakieś totalne egzotyki, np. typu ogniwa RTG czy reaktor jądrowy.
Co się stało, że mamy hype na elektryki, większy niż w początku XXw., kiedy też elektryków było do wyboru do koloru? Akumulatory woolno ale są udoskonalane, i doszły do poziomu, że Zenon Musk, pragnący władzy nad światem, mógł w końcu zapakować zylion ogniw od notebooka w samochód, dostając fajne osiągi i zasięgi, a przy okazji cenę rozwiązania wyjętą z dupy. Ogniwa paliwowe woolno, ale doszły do poziomu, że np. Honda oferuje
rzeczywisty przełom w elektrykach a nie jakieś pierdololo muskowe, czyli hondę clarity i pokrewne, tj. zupełnie dojrzały samochód elektryczny na ogniwach wodorowych (ale nie rajcujemy się
samym wodorem, bo pkt 3). Baterie (nie - akumulatory) woolno, ale ewoluują, i są moim zdaniem dosko pomysłem na tanie i dobre elektryki, ale kosztem upierdliwości (a w komfortowym pierwszym świecie nikt się na upierdliwości nie godzi) i pozornej nieekologiczności (pozornej, bo będzie pkt.3). No i trzeba poczekać, aż parę patentów się skończy, jak zwykle.
A "hybrydy", wykorzystujące jakieś silniki chemiczne, nawet normalne spalinowe, nie są wcale takie złe - bo naturalne czy syntetyczne węglowodory, od CNG przez LPG po lekkie benzyny to rozwiązania bardzo bardzo dobre jako podręczne magazyny energii, a bezpieczeństwem, niską upierdliwością, ekologią itd. wyrównują nieco kompleksowo mniejszą sprawność wzg. np. upierdliwego wodoru czy ekologicznych i bezpiecznych aku litowo-jonowych made in samsung.
3) Zasilanie globalne, czyli skąd się bierze energię dla miliona rozwiązań pkt 1) plus 2). Jak zwykle, ogólnie z trzech dostępnych źródeł - Słońca, kopalnych węgla/węglowodorów i (termo)jądrowych. Plus wtórne od Słońca, jak wiatraki, falowanie, hydro, itp. Co ważne, sensowne rozwiązania "elektrowni"
zawsze będą znacznie sprawniejsze i bardziej opłacalne jako wielkie i wielkoskalowe, więc do tematu generowania energii dochodzi temat jej transmisji z "elektrowni" do zyliona odbiorców np. posiadających pkt 2).
Słońce i pochodne są okej, jeśli się zainwestuje i zmieni strukturę, budowaną przez pół wieku. Kopalne są passe jak coś średniowiecznego. Jądrowe są niepoprawne polityczne, termojądrowe nadal raczkują. Tak czy owak wszystkie wymagają zainwestowania miliardów monetek.
Skąd się wziął nagły hype na elektryki? Z ignorancji obecnego społeczeństwa. Bo prawie wszyscy nie mają pojęcia o generacji, transmisji, itd. i mają podejście "stoliczku nakryj się" tj., że prąd pochodzi głównie z gniazdka. Pozostali, ci którzy kumają jak sprawy się mają, albo wyparli "dopóki nie będzie milionów elektrycznych wózków, jakoś to będzie", albo ściemniają "dopóki akcje nam rosną, jakoś to będzie". Generalnie, jak nie raz pisałem, g... będzie, bo ani w sieci, ani w elektrownie (a mówimy o grubych
gigawatach, i grubych dziesiątkach procent obecnej podaży) nikt, a już na pewno nie sprywatyzowani operatorzy sektora energetycznego, nie zainwestuje w odpowiednim tempie, żeby temat elektryków nie potknął się i zaraz przewalił o własne ignoranckie nogi. Przy okazji generując sporo dodatkowego cierpienia i wykluczenia, jak zwykle biedniejszych i mniej cwanych, przez bogatych cwaniaków, kiedy ceny prądu poszybują w górę albo sieć energetyczna zacznie na serio przysiadać.
A rozwiązania omijające niekonwencjonalnie powyższy klasyczny problem "elektrownia + sieć", są albo jeszcze SF, albo bardzo trudne, albo kłócą się z ekologią i polityką, albo potrzebują, żeby się parę patentów skończyło.
Podsumowując, proszę, dyskutując tematy jak elektryczne wozidupki, czy nieco podobne (np. energetykę i ekologię domów, transportu, kawałków przemysłu), pamiętajcie, że to są naprawdę szerokie i różne zagadnienia i obszary, w których centrum może i naocznie stoi jakiś samochód czy chałupa, ale nie jest on/ona ani początkiem, ani końcem zagadnienia.
Morał poboczny - od całkiem dawna mam wrażenie, że system patentowy już dawno, znacznie przed nowomodnym patentowaniem genomów, koła, procesów przemysłowych, pierdółek Appla, itp. bredni, stał się patologią, hamującą rozwój technologiczny, zamiast go wspierać przez jakieś tam stymulacje i ochronę R&D. Ale to oddzielny temat.