Kiedyś naszła mnie myśl i miałem o tym grube eseje popisać, ale rozchodziłem to, więc podzielę się może ino w skrócie, bo jednak wraca do mnie jak bumerang; obecnie na tle
teh dramy, a nawet problemu, poruszonego w
wiodących mediach - szczegółowy problem sprowadza się w skrócie do trywialnego "nie jesteś klientem, jesteś półproduktem" (bo nawet nie produktem...), które powinno być w nagłówku licencji albo i strony facebooka itp. ale czemuś zapomnieli tego dopisać.
Te dramy i napinki są oczywiście tylko smutno-śmieszne, ale to symptomy głębszych zjawisk, podobnie jak myśl ma jest głębsza, głęboka niczym Valles Marineris. I mam rację.
("Wódz nie zdradził szczegółów...")
Myśl jest o social mediach in all, nawet niezależnie od nośnika (smsy, teksy, zdjęcia, itd). W skrócie, IMO na nazwę social media zasługiwał usenet, fora, grupy itp. Obecne wiodące środki komunikacji "grupowej" w necie powinny nazywać się
simian media. Sytuację różni tylko i aż to, że w mediach nastawionych na komunikację i socjalizowanie ludzi, nie było narzędzi, dostępnych szeregowemu userowi, do mierzenia swojej pozycji w stadzie - można było nadawać, można było rozmawiać, można było nawet zaobserwować jakiś szerszy feedback i interakcję, ale były to prawie-tradycyjne media, jakby upowszechnienie (oczywiście, z obniżeniem standardów, ale jednak) dziennikarstwa czy, gasp, pisarstwa, ew. upublicznianie pamiętnikarstwa.
W mediach nastawionych na komunikację małp naczelnych pozostała rydymentarna komunikacja, na poziomie improwizowanych przez szympanse tam-tamów i nawoływań do zabaw w terenie, albo do zajęć o znamionach czynności seksualnych, ale rdzeniem i napędem jest co innego - to ciągła ocena pozycji w stadzie, wszystkich przez wszystkich; i aktualizacja i wizualizacja jej publicznie online (IIRC taki zresztą był pierwszy pomysł Cukiera i stąd mamy facebooka a nie thinkbooka).
A ponieważ na świecie jest niezbyt wiele ludzi chcących rozmawiać czy komunikować się, za to miliardy małp naczelnych, potrzebujących stada, hierarchii, zmian samooceny, itd itp. sukces simian mediów był praktycznie gwarantowany. Podobnie jak gwarantowane są wszelkie "patologie" fejsbuków itp., te wszystkie głupie czy groźne mody, napinki, błędy poznawcze, dylematy, tragedie czy komedie, nad którymi jajogłowi czy tradycyjne media czy nawet politycy pochylają się z troską - przecież to są typowe i trywialne problemy stada małp, co najwyżej pomnożone przez stada liczone w tysiącach i milionach sztuk i wyjatkową chytrość homosapiensów, no i efektywność nowoczesnej technologii.
Morałów z powyższego jest wiele i raczej smutnych, ale nie są bardzo ciekawe czy odkrywcze, jeden tylko wydaje mi się istotny - różnica w podejściu ludzi do zagadnienia, więc i do social / simian media, dzieli ich bardzo głęboko i pierwotnie; to znacznie głębsze niż przekomarzania się, niż moda na facebooka albo antymoda "na przekór - nie będę miał facebooka", itd. Pod spodem jest różnica pomiędzy "komunikuję X, ale nie obchodzi mnie wasze stado; mogę z wami rozmawiać, nawet dyskutować czy przekonywać/dać się przekonać, ale zwisa mi wasza opinia o mnie, nie jest mi do niczego potrzebna" a "komunikuję X, więc lajkujcie, kto nie lajkuje, ten pedał; no dlaczego nikt nie lajkuje, zabiję się, nie, podpalę się może, lajkujcie!".
Czyli tak naprawdę i jak zwykle, wszystko zbiega się w problemie samooceny i pokrewnych.