Logo
"Labirynt" tom 1 (2022)

Moja powieść SF z okazji 100-lecia urodzin S.Lema
Labirynt 1
"Lekkość" (2025)

Moja powieść techno-fantasy
(tom 2 cyklu "Urocza)"
Urocza 2 - Lekkość

Ostatnie wpisy:


Ostatnie komentarze:

Boni - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną
Sun, 9 Aug 2026 14:23
Dorzuciłem do notki byle jaką makietę okładki. Może i...

Boni - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną
Sat, 8 Aug 2026 10:46
@Gammon Dzięki za dobre słowo. BTW pod twoim i nie...

Gammon No.82 - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną
Sat, 8 Aug 2026 09:28
Obiecujący wstęp do CZEGOŚ. Bardzo piękna rozmowa o...

Boni - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną
Fri, 7 Aug 2026 14:08
@zz_top 1. Mylisz się w "drobiazgach" istotnych...

zz_top - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną
Fri, 7 Aug 2026 08:51
No to może po kolei: 1. To prezentyzm Nie. Co do zasady...

Boni - Jak rozpętałem drugą wojnę magiczną
Thu, 6 Aug 2026 15:01
@zz_top IMHO nie tyle prezentujesz w tym kawałku bujną...


Tagi:

Alba DIY Hellas MotH bibliotheca blogorg doniesienia film fun geannaire gogika hejt kwestia-ceny labirynt lekkość lemiana lewałki marynata motocyk muza namysł nazakupy nieznośna nostalgia okolice pieczarki prawałki przemysł rapiery redukcja streszcz striptyz szort szrot triptrop unrealpolitik urocza varia wydaje-się zagrywka zen Éire

Fuller
Strona-agregator dla kontentu, który wchłaniam na co dzień


Inne własności:

Cegielnia
Logos - wygryw w słówka
inSitu - pudełko z obrazkami
Eat me. Drink me.
Szrot nasz codzienny
EVA prawdé ci powié
PolitMap


Valid HTML 4.01 Strict

Valid CSS

powered by PHP

    NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2026-08-03, poniedziałek
Tagi:  szort     
___________________________________

2Wojna pre-coverŁamek dzielnie próbował nie dać się zbudzić brzęczącemu sygnałowi, ale nie był w stanie zignorować kolejnego kopniaka w stopę, która wystawała mu spod koca. Jakoś rozkleił zaspane oczy.

- ŁAMEK ODBIERZ W KOŃCU! - żona stała w nogach łoża i wymierzyła mu kolejnego kopniaka, ale udało mu się zabrać stopę.
- Idę, idę... - wymamrotał, gramoląc się z pościeli i człapiąc do stolika, gdzie na lusterku brzęczało i błyskało jakieś połączenie.

Żona pokręciła głową i poszła z powrotem do łaziebnej, wróciła do porannej toalety, była w połowie zaplatania brody w misterne warkoczyki.

Przeciągnął palcem po szkle, lustro ożyło.

- Kto tam? - jeszcze przecierał oczy, ale kiedy dojrzał dzwoniącego, zbystrzał i wyprostował się.
- Darz, Łamiskał! Nie obudziłem aby? - zadrwił malutki obraz Petra, pod pogodnym porannym niebem. Petr Piroklast, zwany "Pyro", największy rębajło na całym Zarzeczu; bez hełmu, za to z brudnym opatrunkiem wkoło głowy.
- Witam, Pyro - otrzeźwiał natychmiast - Co jest?!
- Jest interes do zrobienia, oczywiście - uśmiechnął się Petr, co poznawało się po zmrużeniu ciemnych oczu i nastroszeniu smoliście czarnych wąsów i brody. W tle dochodziły z lusterka jakieś zawodzenia.
- Mamy tu kupę towaru do opchnięcia - kontynuował Pyro, patrząc gdzieś w bok - To znaczy, złom i podobne, bo co lepsze graty już podzieliliśmy. Popatrz sobie...

Obraz obrócił się i Łamek dojrzał stertę złomu, dymiącą w paru miejscach. Zdał sobie sprawę, że to jakieś cielsko, truposz, wyjątkowo wielki.

- Poznaj najnowszą wersję trolla-rajdera, od Czarnoksiężnika... - Pyro przesuwał obraz, żeby objąć cały zewłok, przypominający pagórek, leżący na pagórku - Zapiszesz się?
- Pewnie tak... Czy on ma nawet nagolenniki?!
- Mhm. Pełen kirys trzy cale, reszta dwa cale - Pyro pokazał się znowu - Masz dwie godziny, żeby się tu pojawić, z workiem złota. Albo zadzwonię do kogoś innego.
- Pyro, bądźmy poważni! - Łamek uśmiechnął się nieco - Po pierwsze, do kogo niby zadzwonisz? Po drugie, z woreczkiem złota, i to tylko jeśli będzie naprawdę dobra płyta. Po trzecie, gdzie jesteś i co tam tak zawodzi?!
- Jesteśmy... MAKS, GDZIE MY JESTEŚMY!? - Pyro zawołał poza ekran; Łamek wiedział, że jedyny Maks, którego Petr może pytać w takich okolicznościach przyrody, to Maksymilian III Arcymburski, równie znany jak Pyro, ale nie rębajło, tylko mag-najemnik. Nie usłyszał odpowiedzi spoza lustra.

- Podobno jesteśmy czternaście mil na południe-południe-zachód od Zwiernika. A zawodzi nasz bard... - Pyro skrzywił się - Rozumiesz, leczy Gienka... Ale można dostać pierdolca od tego zawodzenia.
- Czyli jesteście z Eugeniuszem? - zdziwił się Łamek - A zarzekałeś się, że już z nim nigdzie nie pójdziesz!
- Tylko elfy nie zmieniają zdania - pokręcił głową Pyro, pieśń w tle wznosiła się w niebezpiecznie kakofoniczne rejony - Na Topór, zaraz uciszę go...
- Ciężko o dobrego barda, jeśli się ich nie szanuje! - Łamek był coraz bardziej rozbudzony i coraz pewniejszy siebie - Może Maks mógłby mnie podrzucić na miejsce?
- Maks, podrzucisz złomiarza tutaj, z Alanty? - Pyro zawołał poza ekran - Mówi, że nie stać cię, a tak w ogóle nie da rady, wyprztykał się.
- Widzę, że was to sporo kosztowało - Łamek wskazał swoją skroń, mając na myśli opatrunek Petra - Będę najszybciej, jak się da.
- Darz łom.
- Darz łom...

Łamiskał zebrał się w pół godziny. Żona słyszała rozmowę, wiedziała, co się święci; rozmawiali półsłówkami, kiedy mył się i ubierał. Zaraz poleciała pakować mu zapasy, plecak zawsze miał w pogotowiu, wystarczyło dorzucić jedzenie i trochę ciuchów. W tym czasie zaczął wydzwaniać i wstępnie stawiać na nogi swoich ludzi i nieludzi, większość musiał wyciągać z łóżek, barłogów i gniazd, było o wiele za wcześnie na robotę. Ale w tym fachu się nie wybiera, jeśli jest towar, trzeba go natychmiast przejąć i przerobić. I zarobić.

Pocałowali się z Oliwką na pożegnanie i poszedł, ale nie na górę, do miasta, tylko najpierw wąskim korytarzem w bok, po pieniądze. Po otwarciu paru wymyślnych zamków i odsunięciu jeszcze bardziej wymyślnych zasuw, wszedł do maleńkiej komory, w której jedynym oświetleniem były mocno fosforyzujące lamperie i zawijasy na beczkowym sklepieniu.

- Ej?! - przezornie nie wchodził do środka, tylko rozglądał się po kątach - A tego gdzie znowu wcięło...
- Witaj, panie - głucho odezwał się demon ognia, majestatycznie wynurzający się z kamiennej podłogi. Robiłby większe wrażenie, gdyby miał więcej niż dwie stopy wzrostu.
- Demek, gdzie ty się szlajasz??
- Jestem nieskończenie daleko i nieskończenie blisko - prawie zaintonował demon, ale zaraz zmienił ton i wzruszył ognistym ramieniem - Nie płacisz mi tyle, żeby jeszcze narzekać...
- Dobra, dobra, rozumiem, że sejf bezpieczny?
- Oczywiście.
- Mogę przejść?
- Naturalnie, panie - znudzony demon wydmuchał pod sufit efektowny snop iskier.

Łamek ostrożnie obszedł Demka, niby tylko małego demona, spętanego zaklęciem i niebezpiecznego tylko dla obcych, ale jednak - zawsze straszliwie niebezpiecznego dla zwykłych śmiertelników. Co potwierdzały referencje demona, jak też jego lista "osiągnięć" w ochronie sejfu Łamka. Po ostatnich nastolatkach próbujących podkopu, upieczonych na chrupko w sosie własnym, kapitan Straży gromko i publicznie zrugał krasnoluda. A po cichu zaznaczył, że jeśli Łamiskał chce utrzymywać trzeci najniebezpieczniejszy sejf w mieście, to musi znacznie wyżej opłacać "koszta administracyjne" sprzątania po Demku.

Wziął z sejfu dwie małe kalety z denarami, jedną zapakował za prawą pazuchę, drugą do cholewy wysokiego buta. Po czym ostrożnie otworzył ozdobne puzdro, z płaskorzeźbą smoka na pokrywie, i wyjął ciężką trzylufową pistolę, zapakował ją za lewą pazuchę, do pustej kabury.

Kiedy wrócił do komory-przedsionka, demon unosił się w połowie wysokości pomieszczenia i z nabożnym skupieniem wpatrywał się pod jego lewą pachę.
- Widzę, panie, że czekają cię ważne sprawy... - mruknął Demek.
- Owszem - Łamek obchodził ostrożnie demona, który miał wyraz ognistej twarzyczki niczym kot rozmarzony nad miską ryb - Kusi cię, co?
- Taka jest moja natura - odparł demon, otrząsając się z uroku - Powodzenia, panie... - i powoli zapadł się pod ziemię.

Wyszedł na górę, przez poziom normalnej piwnicy swojej kamienicy, niezależną klatką schodową. Przejście do nadziemnej części domu, wynajmowanej Trynczom, było zamknięte na głucho; nie zaglądali do siebie nawzajem prawie nigdy. Wrzucali mu czynsz do skrzynki pocztowej koło jego drzwi, przez mag-judasza których rozglądał się teraz po uliczce. Był piękny ranek, pusto, nikogo, poza dwoma strażnikami na dalszym rogu. Poprawił kaburę pod pachą, toporek na pasie i plecak na ramieniu, i pomaszerował na Dworzec.

***

Było bardzo wcześnie; pomimo, że była otwarta tylko jedna kasa, prawie nie było kolejki. Ale na jej czole jakiś kapłan Pioruna wykłócał się o rezerwację, której ktoś nie dopatrzył, czy nie opłacił. Pannicy za kontuarem, zmęczonej po nocnej zmianie, było bardzo wszystko jedno, i zdawkowo acz grzecznie odpowiadała na tyradę kapłana, machającego coraz bardziej rękami. Ale kolejce nie było wszystko jedno, Łamek spojrzał na tatuaż, prawie ósma, jeśli spóźni się, Pyro naprawdę może próbować znaleźć innego złomiarza...

Kolejka, paru ludzi i półelf, zaczęła szemrać pod nosami, kapłan ignorował ich doskonale.
- Panie, inni też chcą gdzieś polecieć! - Łamek nie wytrzymał, nadal był ostatni w kolejce - Nie mamy całego dnia!
Wszyscy jak jeden mąż obrócili się, i Łamiskał nagle spoglądał w sześć par wrogich oczu. Zagotował się wewnętrznie i odruchowo położył dłoń na toporku przy pasie.
- Ty ziemniak lepiej się nie wpier... - największy facet, w błękitnych barwach Tessem, drugi w kolejce za kapłanem, wycelował palec w krasnoluda, ale przerwał w pół słowa. Wszyscy zapatrzyli się gdzieś za plecy Łamka, szeroko otwartymi oczami.

Łamiskał błyskawicznie zerknął, czy gapią się na to, na co miał nadzieję, że się gapią; owszem, zagapili się na Szczerbę, która właśnie dotarła na koniec kolejki.

- Cośś nie taa, ssieffie? - zapytała ukraka, uśmiechając się zębato, jak tylko ukraki potrafią. Nieważne, że była słabą żeńską formą, i słabego zdrowia, nadal regenerującą się po obrażeniach sprzed wielu miesięcy - siedem stóp wzrostu, samych ścięgien i mięśni, w szaroburym workowatym stroju, z wielką szczerbą na spiczastej czaszce, z pazurzastymi łapami prawie do ziemi i "uśmiechem" rekina pod pałającymi zielenią ślepiami, spowodowało błyskawiczną zmianę nastawienia kolejki, z otwartej wrogości, w otwarte przerażenie. Tylko kasjerka niezbyt zmieniła się na twarzy, albo była zbyt zmęczona, albo dobrze wiedziała, jakiej klasy ochronę i ubezpieczenie ma Dworzec.

- Kiedyś to było nie do pomyślenia... - wysapał kapłan, nadal w swojej idiotycznej roli ważniaka, ale zanim palnął jakąś większą głupotę, która mogła go kosztować urwaną rękę, albo twarz, zależnie od nastroju Szczerby, Łamek wszedł mu w słowo.
- Proszę państwa, nie ma co kłócić się, czy denerwować - rozłożył puste ręce i uśmiechał się przyjaźnie; miał nadzieję, że zauważą to przez jego bujną rudą brodę - Spieszę, spieszymy się. Pan, ojczulku, może spróbuje u kierownika, zamiast kłócić się przy kasie? A pan od Tessem, za ile pan się zamieni miejscami ze mną? Za półgrosz? Wielkie dzięki! Wszystkim!

W trakcie przemowy Łamek przepchnął się na przód, kolejka rozstąpiła się magicznie przed nim. A raczej przed Szczerbą. Wcisnął drągalowi w błękicie półgrosz; kapłan cofał się aż do rogu pawilonu, najwyraźniej przed ukraką, która darzyła go wyjątkowym zainteresowaniem i "uśmiechem".

- Witamy na Dworcu polecamy w promocji wycieczki do Puszczy Zielonej czym mogę służyć - zmęczonym głosem zapytała panna za kasą, na oko zwykła mieszczka.
- Mapę poproszę. I zważyć nas - obejrzał się na Szczerbę, która nadal była skupiona na kapłanie, usiłującym zapaść się w kąt pomieszczenia - Szczerbatka, choć no tu bliżej!
- Taa jes, ssiefie.

Kasjerka podsunęła mu kunsztowny pulpit, samoodwzorowującą się mapę połowy kontynentu. Kiedy szybko przewijał trójwymiarowy obraz i szukał punktu podanego przez Pyro, dziewczyna otworzyła oburącz przyrząd o kształcie wachlarza, Łamka i Szczerbę oświetliło dziwne żółte światło.
- To będzie cztery - powiedziała kasjerka.
- Nie trzy? - zdziwił się, ale nie odrywał się od pulpitu, wyostrzał mapę na celu, a przynajmniej miał nadzieję, że to ich cel.
- Pokazuje mi cztery - wzruszyła ramieniem i pokazała mu wachlarz, na którym wzory układały się w "4".
- Przytyłaś, Szczerba? - zażartował do ukraki, jednocześnie popukał w obraz na mapie i zatwierdził cel - Niech będzie cztery, na tę lokację.
- Oczywiście - panna położyła ręce na swoim terminalu - To będzie 42 grosze.
- Ale rozumiem, że zaraz? - wyjął z kalety drobne.
- Tak, panie, jeszcze nie ma ruchu. Miłej podróży życzę.
- Dziękuję.
- Darz łom... - powiedziała cichutko, nie podnosząc oczu znad terminala.
- Bardzo dziękuję! - Łamek zdziwił się, pokręcił głową. Obejrzał się na skupioną kolejkę, obserwującą ich trójkę z bezpiecznej odległości - Państwu też dziękuję! Do zobaczenia!

***

Spadali płaską parabolą do celu, Łamek wypatrywał błysku Oka - zadzwonił przed samym lotem do Petra, że już lecą i żeby ktoś ich nie zestrzelił przypadkiem. Pyro potwierdził i stwierdził, że Maks będzie miał ich na Oku, niemaskowanym, na wszelki wypadek.

Zauważył błysk na wzgórzach, parę mil przed nimi, ale sporo po prawej. Skrzywił się i spróbował sterowania ręcznego, widmowy konstrukt w którym siedzieli miał symboliczne sterowanie - jak twierdzili zawodowcy, tylko po to, żeby pasażerowie lepiej się czuli, i że nie są tylko przesyłką.

Próbował obracać symboliczną czarną różę, którą ściskał w garści; nie poddawała się, jakby była zawieszona w jakiejś lepkiej niewidzialnej galarecie, niezależnej od jego dłoni. Ale ich trajektoria nieco zmieniała się, odchylała się w stronę błysku na wzgórzach.

- Daleko będzie, ssiefie? - odezwała się z tyłu Szczerba, w lekkim poszumie czarów klarujących i oporowych, bo konstrukt zaczynał operację lądowania.
- Jakieś ćwierć mili... - stwierdził przez ramię. Siedzieli w tandemie, pozostałe dwa miejsca pasażerskie magicznego konstruktu, przeznaczonego dla czterech ludzi, nie rozwinęły się za Szczerbą, pozostawały w powidokach pogmatwanej potencjalności, niczym stulone kwiaty.
- Daleko.
- Nie przejmuj się - odparł, obserwując jak konstrukt rozwija dwa wiry, małe przeciwbieżne tornada, spowalniające ich upadek na ziemię - Pójdę przodem, dogonisz mnie swoim tempem.
- Taa jes, ssiefie.

Szczerbatka zawsze starała się ambitnie nadążać za krasnoludem, choć sprawiało jej to wielką trudność i wiele bólu. Za przeciętnym człowiekiem w biegu, na dłuższym dystansie, nie mówiąc o wspomaganych czy elfach, nie była w stanie nadążyć; metabolizm ukraki, a jeszcze: sponiewieranej przez los, był o wiele za wolny. Ale nie na dystansach sprinterskich - w promieniu kilkudziesięciu łokci i przez parę sekst, mało co było szybsze niż ukraka, chyba tylko najszybsze bestie wojenne, albo silnie wspomagani magicznie. Od jednych i drugich Szczerba była znacznie tańsza i, wbrew pozorom, mniej kłopotliwa.

Wylądowali bez problemu. Oporowe tornada podniosły sporo kurzu i ziemi, z garbu porośniętego wątłą trawą, ale w ułamku sekundy po przyziemieniu konstrukt postawił ich łagodnie na nogach, po czym planowo wybuchł wszechkierunkowo ciepłym podmuchem, rozwiewając kurz. Było pogodnie, tak samo, jak w mieście, piękny letni poranek; lekki wiatr zwiał na nich część kurzawy z powrotem.

Widzieli na sąsiednim wzgórzu, nieco powyżej, dymiące obozowisko i dymiący zewłok trolla, ich cel.
- Ruszam, Szczerba - poprawił plecak na ramionach - Dogoń mnie, ale zatrzymaj się jakieś 30 kroków od obozu, okop się i odpocznij. W razie czego, sygnały i akcja jak zwykle.
- Jassne ssiefie.
Pobiegł przodem.

***

W centrum obozowiska rozstawiono większy namiot, dla Eugeniusza, który wylegiwał się przed nim, na leżance. Obok stanęły mniejsze namioty, Maksa i Iskry, i czwarty, na cenniejsze zapasy. Tylko Petr, jak zwykle, nie bawił się w namioty, siedział przy jednym z czterech dużych wozów, gdzieś dzwonił.

Służba oprawiała prosię na obiad, przepędzała woły na wypas w inne miejsce, kopała grób dla paru poległych.

Przed samym obozowiskiem Łamek zwolnił, szedł miarowo, uspokajając oddech i sprawdzając, czy pistola dobrze leży w kaburze pod pachą. Najemnicy obejrzeli go z daleka, ale byli uprzedzeni, wrócili do swoich zajęć. Tyczkowaty Maks, stojący po drugiej stronie obozowiska, machnął mu ręką; Iskry nie było nigdzie widać. Eugeniusz, zajęty jakąś dziwką i rozmową z nieznanym bardem, nie raczył go zaszczycić spojrzeniem.

Poszedł prosto do Pyro, który na jego widok szybko zakończył rozmowę przez lusterko, w vockim.
- Darz.
- Darz. No i proszę, przybyłeś zgodnie z planem.
- Zawsze dotrzymuję obietnic.
- Jaaasne. Chodź, pogadamy z Gienkiem i innymi.
- Może najpierw zobaczę trolla... - Łamek obejrzał się ponad wozem, na szczyt pagórka, gdzie wielkie truchło już prawie nie dymiło.
- Może najpierw pokłonisz się im - skrzywił się Pyro.
- Jeśli płyta jest do niczego, to może nie będę się nikomu kłaniał, tylko od razu się zmyję - odparł Łamek.
- Jeśli nie będziesz zachowywał się "porządnie", to się źle skończy, niezależnie od stanu i wyposażenia trolla - ponuro zauważył Petr.
- Racja...

Poszli pod namioty, gdzie zabawiał się Gienek, czyli Eugeniusz II Wypędzony, herbu Trzybór. Był paladynem wysokiego rodu i jak wskazywał jego przydomek, wyrzuconym ze skoligaconej rodziny na zbitą mordę, przez własnych stryjów, zaraz po śmierci zbyt wyrozumiałego ojca. Poza niespotykaną tężyzną fizyczną, podkręconą znacznie przez naturalną i nabytą magię, i poza wysokiej klasy umiejętnościami walki wręcz, był zupełnym psychopatą.

Cała ta legendarna ekipa była porąbana.

Chudy Maks był magiem Ziemi, który kiedyś, dla zemsty, porzucił stateczne morfowanie górek i dołków, i przestawił się na magię bojową, odnosząc niespodziewane sukcesy. Nosił się zupełnie jak nie mag, w manierze dworskiej, i ogólnie nie życzył sobie, by przypominano mu o Porządkach, czy Kapitułach. Od czasu do czasu dostawał napadów depresji albo przemocy, do wyboru do koloru.

Petr był krasnoludem, który nie chciał mieszkać pod ziemią, ani mieć cokolwiek wspólnego z typowymi zajęciami krasnoludów, czy w ogóle pobratymcami. Spał pod gołym niebem, szlajał się z najemnikami i typami jak Eugeniusz i spółka, nie miał domu. Ale jednak nosił się jak wzorcowy krasnolud i dwoma toporami sprawnie podtrzymywał legendę Rębajły.

Łuczna Iskra, pół-elfka, była normalna jak na pół-elfa, czyli była prawie taką psychopatką, jak Gienek. Jedna z najszybszych łuczniczek na kontynencie, dopalana magicznie, na ile tylko było ją stać; wyklęta przez elfy za spalenie jednego z Lasów, wyklęta przez ludzi za kilka zabójstw, tych, których jej nie darowano.

"Co ja tu robię?" pomyślał Łamiskał, wolno maszerując za Pyro w stronę namiotów. "A, no tak, kupuję za bezcen najlepszą stal pancerną w okolicy...".



(Testy w temacie "Czy trudno pisze się coś na skrzyżowaniu RPG + "Wiedźmina" + "Ruchu Generała", szczególniej - przy konsekwencji w świecie przedstawionym a la "Ruch Generała" i postulaty Jacka Dukaja z eseju "Filozofii fantasy" (Nowa Fantastyka, 8/1997)?". Piszę się łatwo, ale niestety, Wasz Ulubiony Autor ma tendencje do jeszcze łatwiejszego skrętu po spirali w dół, tj. miało być coś jak Pratchett w pierwszych satyryczno-komicznych tomach, ale błyskawicznie zjeżdża mi w krew, pot i łzy, gdzieś na dnie "Wiedźmina" a może "Gry o tron" (ale skądinąd nie znam GoT). Więc chyba nie uda mi się zrobić z tego nic fajnego.)





igor
Tue, 4 Aug 2026 09:55:39
Jak dla mnie wyszło super. Najwięcej tu widzę Ruchu Generała właśnie, potem Arcanum. Wiedźmina - dopiero o nim wspomniałeś. GoT i Pratchetta najmniej.

Tue, 4 Aug 2026 17:59:38
Daje radę! Krótkie trochę, ale łyknąłem jak gęś kluskę.

Boni avatar Boni
Tue, 4 Aug 2026 21:20:30
Dzięki za dobre słowo.

Krótkie, bo to połowa albo i mniej pierwszego rozdziału. A już w drugiej połowie tegoż miałem (bo jakś czas temu to ćwiczyłem) dylemat w którą stronę ciągnąć, Rincewinda w "Kolorze magii" czy Wiedźmina w "Kwestii ceny".

Problem jest też, że tak konsekwentna fantasy jak "Ruch generała" or compatible, wymaga mniej więcej tyle samo planowania i world-buildingu, co w miarę sensowna SF. A ja a) wolę SF, b) niewiele jest tu dla mnie jako autora ułatwienia czy "wartości" dodanej, no może poza ułatwieniem, że pożyczając setup z Tolkiena i naśladowców nie trzeba tłumaczyć kto to krasnolud czy elf, ich "cywilizacji" itd. (chyba, że chce się robić jakieś extra twisty po-mo, ale to nie ja).

zz_top
Wed, 5 Aug 2026 07:38:52
Ty mi tu prędziutko "Uroczą" kończ, a nie zaczynasz kolejne książki pisać! Co to ma być! Pani, kiedyś tego nie było! Co za brak dyscypliny...

A tak na serio to super wyszedł ten kawałek. Jakieś takie fajne wymieszanie fantasy z nowoczesnością (smartfony, hehehe) i z jakimiś elementami post apo (jak rozumiem recycling zacnych płyt pancernych).

Boni avatar Boni
Wed, 5 Aug 2026 12:11:21
@zz_top

Chyba nie znasz inspiracji, jak w "posłowiu" i jak Igor w komciu zaznaczył: opowiadanie "Ruch generała", Jacek Dukaj (pierwsze wydanie w zbiorze "W kraju niewiernych", 2000). Jest w RG o wiele więcej w podobnej atmosferze jw., a "lusterka" a la videotelefon to wprost pożyczka z tego bardzo dobrego opowiadania. Po zastanowieniu, inna, znacznie odleglejsza inspiracja to "Inne pieśni"; chociaż to chyba konwergencja RG i IP z powodu nieco podobnych założeń "fantasy" i upartego wyciągania z nich konsekwencji, nieważne czy u samego Jacka, czy u innego autora.

Akurat recykling w powyższym fragmencie itd. to nie kierunek post-apo, ale, cóż, po prostu recykling. No przecież dobra stal pancerna nie może się marnować! BTW miałem kiedyś pomysł na opowiastkę o zbieraczach złomu - kowalach po wielkich bitwach Tolkiena, przecież po 10tys Uruk-hai tych ciężkich zbroi itp. byłyby setki ton do recyklingu; ale rozchodziłem to, ani Tolkien, ani jego czyste fanfiki aż tak mnie nie zwilżają.

W tym momencie "Urocza" 3 niestety jest w limbo, w zasadzie nie ma jej. W ogóle mało piszę czy nawet szkicuję/planuję, choć niby mam dużo wolnego czasu; trzeba mieć jeszcze wolę i wenę.

Gammon No.82
Wed, 5 Aug 2026 20:20:43
Na razie to ci powiem, że przy ewidentnie dużej sprawności językowej nadużywasz cudzysłowów. Treść mnie jak zawsze chwilami zachwyca, a chwilami przyprawia o zadziwienie "ale czemu?". <3

Boni avatar Boni
Thu, 6 Aug 2026 04:01:01
@Gammon

Co do cudzysłowów, kiedyś już tłumaczyłem, stoi za tym pewna idea, nawet jeśli niezbyt zgodna z polską ortografią (oczywiście, część na pewno jest nadmiarowa); ale mniejsza, szkoda bajcików.

Niestety, nie rozumiem, co oznaczna "zadziwienie" i czym, w kontekście mojej pisaniny; i w ogóle czy to dobrze, czy źle.

zz_top
Thu, 6 Aug 2026 07:53:52
@Ruch generała
Ależ oczywiście, że znam i skojarzenia były od razu. A nawet "dla jaj" momentalnie odświeżyłem sobie to opowiadanie. Sęk w tym, że Twoje inspirowanie jest raczej nie tyle samym "Ruchem" co (jak sam poruszyłeś) głębiej i ogólniej Dukajem (Inne pieśni wspomniane na pewno, Perfekcyjna niedoskonałość też może). Ale śmieszy mnie to trochę, bo jakoś chęci czy wyobraźni nie starcza zwykle autorom "ubierającym" powszechnie dostępne współczesne komunikację i IT w kostium magii, by pociągnąć tą analogię dalej, aż po "opisanie w świecie magicznym tego co mamy w IT, AI i co za tym idzie w komunikacji dziś, albo będziemy mieli za chwilę".
Mam też olbrzymi problem z tym opowiadaniem Dukaja, bo jego smak psują mi "dwie mowy końcowe" - Brudy i Birzinniego. Tam wypluwają z siebie potoki słów, ale po co? Tacy głupi, że nie zauważyli, nie zrozumieli z kim mają do czynienia? Ale to może taka konwencja. A może dlatego, że (postawię tu ryzykowną tezę) mimo cudownego i przebogatego kostiumu językowego, oraz olbrzymich pokładów wyobraźni Jacka, jego książki i opowiadania są "wciąż o tym samym". A przynajmniej można by wyróżnić jakiś "rdzeń" wokół (za pomocą różnych środków) krąży treść jego każdej książki. Obcość i warunki jej powstawania, niemożliwość zrozumienia tej obcości, często z perspektywy transformacji samego podmiotu (głównego bohatera). Jacek to dla mnie bardziej filozof prowadzący serię eksperymentów "na tym podobnym zakresie danych" a nie pisarz, który za każdym razem opowiada zupełnie inną historię. Ale co ja się tam znam...

Boni avatar Boni
Thu, 6 Aug 2026 11:39:10
@zz_top

OK, bo tak napisałeś poprzednio, jakby te "lusterka" to był mój istotny pomysł.

Akurat dość zabawne, bo po poprzednim moim komciu a przed twoim, odświeżyłem sobie RG, ostatni raz pewnie ponad dekadę temu czytałem. I uderzyły mnie dwie rzeczy, pal diabli pomysły, ale nieświadomie całe frazy zapamiętałem i użyłem jw. w notce, nieco zdumiewające a nawet niepokojące. Dwa, pamiętałem, że to było w "W kraju niewiernych", ale pod RG jest nota 1996-1997, jak powszechnie wiadomo lata '90 były 10 lat temu, ale kurde, 30 lat??

W kwestii braku kreatywności autorów, przepisujących obecną i bliskozasięgową SF technologię na fantasy, itp. braki i "łatwizny" - IMHO to jest kłamstwo założycielskie większości sztuki masowej, że ktokolwiek w tych rejonach szuka czy ceni prawdziwą oryginalność czy kreatywność. IMHO czytelnicy pop-literatury wcale nie cenią bardzo odległych bytów, wymagających WYSIŁKU w zrozumieniu czy odbiorze, czy eksperymentów kreatywnych, czy nie daj boh formalnych. A jak ktoś uważa inaczej, no to niekoniecznie "rodzina i przyjaciele" (tzn. empatyczni i uważni beta-czytelnicy) zrozumieją i docenią Dzieło, o wydawcach, krytykach czy normalnych czytelnikach zapomnij. A niestety, jeśli ktoś pisze nieco poza szufladę, czy próbuje się z pisania utrzymać, musi to brać pod uwagę.

Taki przykład z mojego podwóreczka pod kamyczkiem - w "Uroczej" poszedłem w techno - mil - fantasy inną niż normalna, na jakieś 10cm "w bok" od standardów urban fantasy. Mógłbym kreatywnie pójść o metr dalej (a taki Jacek pewnie o dwa). Efekty: ludzie nie wiedzą, co to za gatunek, o co chodzi, zainteresowanie 10x mniejsze, niż "Labiryntem", czyli popłuczynami po Lemie, ale za to jakże znajomymi. Albo w temacie Dukaja: od zawsze mówi się o realizacji filmowej "Ruchu Generała", nikt nie daje centa ani faka za realizację znacznie bardziej kreatywnych "Szkoły" czy "Aguerre w świcie", zgadnij czemu. A "Baśń" czy "Perfekcyjną..." Jacek porzucił może właśnie dlatego, że wyszedł za daleko "przed szereg" kreatywności, odpowiednio, fantasy i SF.

Żebyśmy się rozumieli, ja nie narzekam, mnie najwyżej nieco bawią próżne narzekania na małą kreatywność pomysłów popularnej SF/fantasy, w świecie zasranym od dołu do góry "kulturą serialu" i franczyzami pop-kulturowymi, gdzie prawie każdy biega w kółeczko szukając czegoś nowego, ale najlepiej żeby było znajome i dało się wciągnąć bez nadmiernego wysiłku.

W kwestii zakończenia RG, pewnie, było i jest słabsze przez te dwa info-dumpy, zamaskowane jako przemowy. Ale mogę wybaczyć, bo reszta mniam.

W kwestii "centralnych problemów autorskich", to przecież powszechne; akurat może u Jacka widzę nieco/także inne niż wypisałeś, ale to szczegół. Ogólnie, niby kto z solidnych (żeby warto było badać) i piszących sporo (żeby było co badać) pisarzy tak nie ma? Ba, IMHO prawie każdy człowiek tak ma, tyle, że niekoniecznie przelewa to na papier, taśmę filmową czy w inną sztukę.

A jeśli nawet jakiś autor cudem nie ma "wciąż o tym samym", to mu domorośli i zawodowi krytycy coś znajdą, nie bój żaby, nie po to bozia nam dała te rozpoznawanie wzorców, nieważne czy prawdziwych, czy fałszywych, żebyśmy mieli go nagle przestać używać.

zz_top
Thu, 6 Aug 2026 12:05:32
@przepisywanie obecnej i bliskozasięgowej SF technologii na fantasy
Ja wiem, ja wiem... Czepiam się trochę. Ale jeśli czarodzieje mają dostęp do informacji "jak internet", czy mogą tworzyć "byty jak AI", czary działają jak programowanie, ale MIMO TO bohaterowie nadal myślą jak ludzie z epoki przedinternetowej, to się trochę poczepiam. Przecież powinno zmienić się pojęcie autorytetu, relacja między pamięcią jednostki a pamięcią zewnętrzną, mechanizmy tworzenia wspólnot, sposób powstawania opinii, granica między prywatnym a publicznym, itp, itd... A jeśli istnieje "coś jak magiczne AI" to zmiany powinny pójść jeszcze dalej, bo to uderza w pojęcie autorstwa, kompetencji, twórczości i komunikacji. Nie wystarczy powiedzieć: "mamy golema, który odpowiada na pytania". Jak zmienia się edukacja, skoro każdy ma dostęp do osobistego wyrocznego bytu? Co jest dowodem wiedzy? Jak wygląda polityka, jeśli część decyzji podejmują systemy pozaludzkie? Co to w ogóle znaczy "myśleć samodzielnie", jeśli można w każdej chwili skonsultować się z czymś mądrzejszym? A na deser te wszsytkie moje głupawe zastrzerzenia o tym co zmienił Internet i AI to pomnóżmy x2 albo i x3 dodając walor KLASY SPOŁECZNEJ. Zupełnie inaczej zmieniły się pod wpływem IT i AI biedota, klasa średnia i prawdziwa arystokracja.
A konkretny problem jaki mam z "Ruchem generała" to ja mam mniej więcej taki: uważam, że w wielu miejscach jego kostium "trzeszczy" i nie jest w stanie udźwignąć zmian w ontologii czy technologii jakie sobie Jacek założył. Bo skąd niby miały by się w Ruchu Generała zachować KLASY SPOŁECZNE w takim kształcie, jeśli wszystko podporządkowane jest permanentnemu KONFLIKTOWI (i to najczęściej zbrojnemu) i dodatkowo MAGIA RZĄDZI. Toż to w pokolenie czy dwa mieli byśmy takich Żelaznych Generałów tuziny, którzy rządziliby twardą ręką całymi krainami a nie pozwalali na istnienie jakiejś klasycznie pojętej arystokracji. Skoro MAGIA RZĄDZI i "kto się bardziej zupgradował, ten ma przewagę", to wyścig zbrojeń dawno, kilkaset lat temu, przeniósł by się na upgrade potęgi magicznej zaklętej w istotach władających tym światem. Żelazny Genarał ma ile? 800 lat? To dawno powinniśmy mieć takich "żelaznych" dziesiątki, może tysiące pomniejszych. I to oni rządziliby światem OD DAWNA. Bez utrzymywania marionetkowych arystokracji, królewiąt, feudalnego sztafażu.

Boni avatar Boni
Thu, 6 Aug 2026 13:05:50
@zz_top

Mam wrażenie, że w RG przeoczyłeś parę rzeczy, które Jacek słusznie zastrzegł, żeby mu krytycy nie smędzili jak ty ;) a) magia nie jest nauką, ale nadal sztuką "a Żelazny Generał był jej niekwestionowanym arcymistrzem", tj. fachowcy nawet WIDZĄ co i jak Generał "czaruje" a nie potrafią tego odtworzyć (już nie mówiąc jak niewiele widzą...) b) ludzie powszechnie używają magii, ale wcale nie są powszechnie magami (coś jak: miliony ludzi używa tu i teraz samochodów, ilu ludzi potrafi ZROBIĆ SAMOCHÓD?) c) zupełnie nie widzę analogii "magia a wiedza i społeczeństwo" RG z naszym internetem jako SIECIĄ i jej problemami, także społecznymi; gdzie niby jest w RG, że jest magiczno-automatyczna POWSZECHNA i/lub TRANSFERUJĄCA sieć obiegu informacji/wiedzy? wszystko wydaje się lokalne albo w topologii gwiazdy, albo peer-to-peer ale nie TRANSFER peer-to-peer. Można postulować i tupać nóżką, że już powinni mieć magiczne internety i to za darmo, ale bo ja wiem, może akurat w tym temacie są jeszcze w równoważniku naszego 1960, tępawi tacy.

Jak też z powodu tej tępoty przejście od feudalizmu od kapitalizmu zajęło im 800 lat (jednak nieudane przejście, bo przecież o tym jest opowiadanie). Zupełnie inaczej, niż historia Rosji w naszym świecie, oh, wait... ;P

Oraz jak zwykle: nie mylimy recenzji (co napisano) z redakcją (co chcielibyśmy, żeby napisano).

zz_top
Thu, 6 Aug 2026 13:52:41
No to ja może mam zbyt bujną wyobraźnię, bo jednak jeżeli Żelazny Generał jest możliwy, to nie jest to dla mnie tylko wybitna jednostka (przez 800 lat), tylko momentalnie staje się technologią władzy. Więc za chwilkę mamy naśladowców, konkurentów, szkoły, herezje, ulepszenia, instytucje kontrolujące dostęp. Wystarczy wynaleźć broń palną, kryptografię, energię jądrową czy informatykę. Jeżeli istnieje coś, co daje przewagę, ludzie mający środki i władzę nie zostawiają tego w jednym egzemplarzu na 800 lat! Za chwilę byliby generałowie drugiej generacji, "niedoskonałe" kopie, szkoły ulepszania, organizacje produkujące takie egzemplarze "na zamówienie", całe ruchy społeczne wokół nich, przeciwnicy próbujący ich ograniczyć, co tylko zechcesz... Bo nawet jeśli nie da się "wyprodukować" drugiego Generała, sam fakt jego istnienia powinien zmienić całą kulturę. To jest trochę jak z Mozartem. Może i nie da się "wyprodukować" drugiego Mozarta, ale po Mozarcie muzyka już nigdy nie była taka sama. Albo jak z Newtonem. Nie wszyscy zostali Newtonami, ale cała cywilizacja została zmieniona przez to, że Newton istniał.

A co do magii: Skoro w tym świecie magia istnieje i ma tak przemożny wpływ na cały świat, to jakaś analogia do internetu, informacji i sieci moim zdaniem powinna się pojawić. Bo tu nie chodzi, że "magia jest sztuką i jest zarezerwowana dla mistrzów", bo przecież w opowiadaniu ludzie dość powszechnie jej doświadczają i używają, nawet jeśli się nią tylko "ułomnie posługują" a nawet jej "zupełnie nie rozumieją". Analogie dla mnie są oczywiste. Bo internet też nie jest tylko "magią, którą ludzie mają". Internet jest strukturą dystrybucji wiedzy i relacji między ludźmi. I dlatego trochę marudzę, że jakoś niewiele się tu zmienia w strukturach społecznych i kulturze. To tak jakby powiedzieć, że Gutenberg wynalazł czcionkę, druk się upowszechnił, ale nic a nic w przekazie i transformacji wiedzy (a co za tym w kulturze) się nie zmieniło. Dziwne...

Boni avatar Boni
Thu, 6 Aug 2026 15:01:39
@zz_top

IMHO nie tyle prezentujesz w tym kawałku bujną wyobraźnię (bo przecież nie wychodzisz poza historię i teraźniejszość, niby czemu zatrzymujesz się po 800 latach w krytyce "tu i teraz", a nie w SF jak w "Perfekcyjnej..." na przykład?), co przykładasz specyficzny "anachronizm" czy prezentyzm, który powszechnie ludzie przykładają do historii, do dawnych społeczeństw; ale jak widać do społeczeństw zmyślonych też można.

A przy szczegółowych rewolucjach/przełomach jeszcze mnożysz to przez błąd przeżywalności, widzisz Newtona czy Gutenberga, ale oczywiście nie widzisz tych, którym rewolucje nauk-tech nie wypaliły, albo społeczeństwa nie były gotowe, albo zapomniano ich i tylko odpisali od nich pomysły jacyś Darwinowie pokolenie później, zapominając podać w bibliografii itd. Ty pa, proch czy druk był w Chinach kilkaset lat przed EU, a jakoś względnie niewiele się zmieniło od tego... ;P

A co jeśli, znacznie bardziej w zgodzie z tekstem, Generał na początku po prostu był fundziakiem - konserwatystą - patriotą, wiernym królom, a przy tym przypadkiem Mozartem i Newtonem wojny i magii? Stąd w sztukach "uważanych wtedy za bardzo ciemne" zyskał ze 100 lat handicapu na starcie, stąd nikt nie jest w stanie go dogonić w "wyścigu zbrojeń", czy zniszczyć (no przecież kurde o tym jest RG...), a jego życiowym celem (a potem - "życiowym" celem mag-homeostatu) jest właśnie konserwatywne zachowanie feudalizmu z jego młodości, teatru feudalnej arystokracji, honoru, wojny, a nie jakiś twoje zmiany, czy "postęp", zupełnie nieważne, jak sobie go zdefiniujesz, i za jak bardzo nieuchronne uważasz? I po prostu mu się to ciągle i ciągle udaje, może świat zmienia się w lekko kapitalistyczny nie pierwszy raz, może wielu ludzi i magów próbowało znieść teatr feudalizmu czy zmienić ustroje, tylko zawsze zderzali się i przegrywali z Generałem, który w międzyczasie stał się karykaturą "prawa historii" z marksizmu. Może w RG mamy tylko kolejny efektowny etap tego, co on robi od wieków, bo jego meta-celem, zaszytym w magicznym konstrukcie o mocy dyspozycyjnej "implodującej kwazary, eksplodującej pulsary" jest specyficznie rozumiany "koniec historii"?

IMHO to jest najprostsze i wręcz trywialne wytłumaczenia RG, a że nieprawdopodobne czy wadliwe z twojego punktu widzenia? A czemuż to punkt widzenia anomalii statystycznej, nawet tylko na tle ostatnich 10k lat historii ludzkości, czyli 200-300 lat wykładniczego postępu i "postępu", czy powszechnego obiegu wiedzy i idei, itp. miałyby być Przedustawną Miarą Wszechrzeczy, szczególniej w literaturze fantastycznej.

I przecież właśnie o tym są oba polemiczne monologi na końcu, po co to powtarzamy?

BTW ćwiczeniem z twórczej wyobraźni, to wymyślić sequel "Ruchu Generała" - sensowną opowieść i okoliczności w tym świecie, że TAKI Generał jednak w końcu PRZEGRYWA i zamrożona historia znowu zaczyna działać... I może żeby to nie było max post-apo, "potem odkryto wąskie gardło genetyczne, ludzkość cudem odrodziła się z 1200 osobników".

BTW miałem kiedyś wrażenie, że może Jacek znał historyczny wzór Generała: jakby słynny sir William Marshall, pierwszy Earl Pembroke, lojalny marszałek i doradca 5 królów Anglii, został nieśmiertelnym konserwatywnym pół-boskim rycerzem-magiem nieco ponad 800 lat temu, to byśmy inaczej pogadali, a najpewniej w innym języku...

zz_top
Fri, 7 Aug 2026 08:51:54
No to może po kolei:
1. To prezentyzm
Nie. Co do zasady świat "zmyślony" jest prostszy niż prawdziwy. Świat powieści jest modelem, a nie rzeczywistością. Jeśli ten wymyślony jest zaskakująco podobny do naturalnego pomimo tak istotnych zmian w ontologii to ja się pytam czemu. Autor świadomie wybrał, co pokazał, a czego nie pokazał. Dlatego jako czytelnik mam pełne prawo pytać: "Dlaczego ten model działa właśnie tak?" To nie jest prezentyzm, to jest analiza modelu. A poza tym ja twierdzę tylko, że każde trwałe źródło ogromnej przewagi staje się przedmiotem rywalizacji i instytucjonalizacji. To nie jest teza o nowoczesności, to jest raczej teza o polityce. Można ją znaleźć równie dobrze w Cesarstwie Rzymskim, Chinach Han czy państwach Majów.
2. Nie widzę błędu przeżywalności
Nie. Ja twierdzę, że jeżeli przez setki lat istnieją rzeczy i zjawiska takie jak wideorozmowy online, coś na kształt AI, transmisje (w tym mass media), podróże międzygwiezdne, teleportacje, to świat nie powinien zachowywać się tak, jakby tego nie było. Powinny pojawić się jakieś oznaki, lub choćby ślady zmian społecznych na olbrzymią skalę. A tymczasem "zamrażarka, bo homeostat". Poza tym: czy to na pewno wynika z tekstu? Czy jest Twoją koniecznością interpretacyjną albo próbą ratowania spójności świata? Bo to są dwie różne rzeczy. To nie jest broń boże zarzut wobec Ciebie czy innych czytelników - to wręcz przyjemność intelektualna. Sam uwielbiam takie dyskusje.
3. Proch i druk były w Chinach wcześniej i nic wielkiego się nie wydarzyło.
W Chinach akurat wydarzyło się bardzo dużo, ale nie to samo, co w Europie. Druk wpłynął na administrację, egzaminy urzędnicze, standaryzację tekstów, biurokrację, kulturę piśmienną... Nie można powiedzieć, że "nic się nie zmieniło". Nie nastąpiła tylko europejska ścieżka rozwoju. Ale całe szczęści Dukaj opisuje coś na kształt Europy (jakby Austro-Węgry?) Więc owszem, skutki zależą od kontekstu, ale nie, że skutków gigantycznych wynalazków czy ekwiwalentnych zjawisk magicznych może nie być wcale.
4. Generał był konserwatystą i celowo utrzymywał feudalizm
To prawda i to tłumaczy bardzo wiele. Ale ma to swoją cenę. Jeżeli Generał przez 800 lat skutecznie tłumi wszystkie zmiany, to gdzie są kolejne nieudane rewolucje i pamięć po nich,
gdzie są ruchy oporu, herezje, zakazane szkoły magii, podziemne uniwersytety. Gdzie są ludzie próbujących "obejść system". Innymi słowy: świat powinien nosić cholerne blizny po 800 latach tłumienia zmian. Nawet "magicznego" tłumienia zmian. A jak przeglądam to opowiadanie jeszcze raz, to jakoś nie widzę, żeby Ruch generała dawał takie poczucie.
5. William Marshall
To jest bardzo ciekawy trop, ale raczej błędny. William Marshal, człowiek stojący między epokami, lojalny wobec instytucji, ale jednocześnie będący absolutnym mistrzem swojego fachu. Tylko, że on nie zatrzymał historii - instytucje (i cały świat) i tak ewoluowały. Można oczywiście się sprzeczać, "co by było gdyby" miał on taką przewagę i wszechmoc jak Żelazny Generał...
6. Monologi na końcu właśnie o tym są...
Tutaj mam największe wątpliwości. Moim zdaniem nie. One są raczej o bezsilności człowieka wobec czegoś, co przekroczyło ludzkie kategorie. Natomiast nie budują jakoś szczególnie obrazu ośmiuset lat zamrożonej historii "próbującej wyrwać się na wolność".

I na koniec: Ja nie rozumiem strategii samego Generała, czyli po przemyśleniu mam wąty o logikę postaci, nie o logikę historii. Bo załóżmy nawet, że przyjmuję Twoją interpretację: Generał chce zachować feudalizm, jest konserwatystą, chce zatrzymać historię. To ja się pytam: Dlaczego robi to najmniej stabilną metodą z możliwych? Jeżeli naprawdę ma przewagę, o której mówimy, to racjonalna strategia wyglądałaby mniej więcej tak: Zniszczyć lub przejąć wszystkie niezależne ośrodki badań magicznych. Ustanowić monopol na nauczanie magii. Kontrolować reprodukcję wiedzy. Zrobić z magii coś w rodzaju tajemnicy państwowej albo religijnej. Dopiero potem pozwolić ludziom bawić się w królów, hrabiów i turnieje. To jest dokładnie to, co robiły historyczne imperia z rzeczami uznawanymi za strategiczne. Nie dlatego, że były wszechmądre, tylko dlatego, że tak działa władza. Naprawdę przez 800 lat Generał bawi się w ryzyko? Jeżeli Generał jest aż tak potężny i inteligentny, to dlaczego toleruje ryzyko? Przecież on wygrał wyścig zbrojeń, zanim inni zauważyli, że wyścig istnieje. To oznacza zdolność myślenia strategicznego na poziomie nieludzkim. A potem przez osiemset lat zostawia na planszy potencjalnych rywali? To jest dziwne. Każde stulecie zwiększa prawdopodobieństwo, że ktoś przypadkiem odkryje coś podobnego, albo przechyli szalę zwycięstwa za pomocą jakiejś unikalnej kombinacji magii i przewag naturalnych. Oczywistą strategią byłoby coraz większe zamykanie systemu, a nie utrzymywanie świata, w którym wciąż istnieją inni magowie i inne mocarstwa. Generał nie może tego zrobić? Nie chce? Po co przez 800 lat grać w partię szachów, skoro już dawno mogłeś schować wszystkie figury przeciwnika? No bo pomyśl, czemu generał nie zawładnął całej magii i nie został kimś w rodzaju cesarza z perfekcyjnej niedoskonałości? Cesarza z tego co pamiętam który nie był osobą fizyczną, tylko jakby właśnie homeostatem, gwarantem status quo. Taki pomysł bym lyknął jak kaczka kluskę! Bo go łyknąlem w "Perfekcyjnej..." Nie przeszkadza mi, że Żelazny Generał jest wszechpotężny. Przeszkadza mi, że po ośmiuset latach nadal zachowuje się jak wszechpotężny człowiek, a nie jak wszechpotężny system.

Boni avatar Boni
Fri, 7 Aug 2026 14:08:51
@zz_top

1. Mylisz się w "drobiazgach" istotnych.

Światy zmyślone są prostsze niż prawdziwe, ale tylko te PRAWDZIWIE ISTNIEJĄCE. Przecież te historyczne też już nie istnieją, o ważkiej historii sprzed 1000 czy więcej lat, o zadupiach sprzed 200 lat miewamy mniej wiedzy, tekstu, danych, niż o świecie Tolkiena czy Diuny. Dlatego przyciągnąłem prezentyzm w kontekście i może żeby nie ociekać nim nadmiernie, nawet jeśli jest się tylko czytelnikiem fantastyki, a nie zawodowym historykiem czy krytykiem.

Niby w jakim sensie "światy zmyślone" są modelem? Czego modelem, stanu umysłu autora danego dnia? Przecież świat RG czy "Perfekcyjnej..." nie istnieje, poza umysłem autora a potem odbiorców. Chyba że słowo, którego szukałeś, to "analogia". Owszem, "światy zmyślone", od mitografów przez historyków po pisarzy fantasy są jakimiś analogami skomplikowanych światów znanych autorom i odbiorcom, łącznie z opowieściami poprzedników i historii, w zakresie od języka po najwyższe abstrakcje i systemy, przecież inaczej być nie może - inaczej nikt by tych "światów" nie rozumiał, a nawet jeśli ktoś rozumiał ("kawał dla trzydziestu wtajemniczonych fizyków"), to masowy odbiorca by za to nie zapłacił.

Ale nie są modelami naszego świata! Stąd IMHO analiza i krytyka w twoim stylu "bo to model feudalizmu, i za mały postęp w kierunku kapitalizmu" albo "trwałe źródło ogromnej przewagi staje się przedmiotem rywalizacji i instytucjonalizacji" albo "skoro mają wynalazki XYZ, jak my mieliśmy, i w UVW lat doszliśmy tu i teraz, to oni też powinni", itd. są dla mnie troszkę z czapy. Przecież to jest przykładanie wiedzy historycznej, a raczej - ILUZJI wiedzy historycznej, jakichś zassanych z kciuka "zasad i praw historii", DO PUZZLA, o którym Jacek wprost parę rzeczy zastrzegł, a paru zastrzeżeń można się domyślać. W rozważaniach prawdziwej historii na poziomie akademickim ludzie się kłócą o progres, o rewolucje i przełomy, o przyczyny i skutki, o braki skutków, o ten proch w Chinach a w Europie, a ty nagle wiesz lepiej, jak historia MUSI działać w RG? Serio? W świecie, gdzie nikt postronny nie potrafi kontrolować ani skopiować "trwałego źródła ogromnej przewagi" źródło to staje się przedmiotem rywalizacji i instytucjonalizacji?? W świecie o zupełnie innej kolejności odkryć (hasłowo "telefony komórkowe przed koleją"), w paradygmacie zupełnie innym niż naukowo-techniczny ("sztuka a nie nauka"), efekty społeczne powinny być takie, jak w naszej historii za ostatnie 200 lat?? (tak jakby w ogóle nasza historia za ostatnie 200 lat była jakaś wielce deterministyczna...) Itd. itp.

(Dygresja - może pierwotna przyczyna i różnica między nami leży w tym: fantastycznie jest znajdować PODOBIEŃSTWA światów zmyślonych, fantastyki, historii alternatywnej, do naszego wyobrażenia o historii, świecie, tyle satysfakcji, jakże miłe masowanie naszego wspaniałego rozpoznawania wzorców. Ale IMHO jeszcze ciekawsze jest znajdowanie gdzie świat zmyślony jest w nieoczywisty sposób RÓŻNY, czasem bardzo obcy, i to przez pozornie niewielkie "drobiazgi". Hint: dlaczego piszę TAKĄ "Uroczą", mini-wykładnia w posłowiu do "Nieznośnej".)

Wszystkim tym można się bawić, oczywiście, ja nie zabraniam, ja tylko uważam, że to płytkie. Że jeśli w ogóle oceniać puzzle FANTASY "historiozoficznie" to nie warto oceniać w kontekście puzzli serwowanych przez historyków, a szczególnie w skrzywieniu naprędce zmyślonych "praw historii", ale raczej: w zakresie puzzla wewnętrznej konstrukcji, estetyki, wyciągania konsekwencji (czy puzzle dopasowane DO SIEBIE) itp. oraz w kontekście innych puzzli fantasy czy fantastyki. Już nie mówiąc, że warto czytać uważnie i jw. brać pod uwagę te różne drobne zastrzeżenia, które autor jednak umieścił w tekście, a rzutujące na całe obszary puzzli.

Inna uwaga - wypisuję okazyjnie błędy SF, m.in. właśnie dlatego, że matematyka, fizyka, chemia, itp. mają praktycznie rzecz biorąc nieomylne prawa. Nie wyobrażam sobie nawet półserio notki "Wgląd w błąd - Gra o tron" czy "Wgląd w błąd - Inne pieśni", na podstawie omamów o historii czy "prawach historii". A jednak właśnie próbujemy! ;P

2. Z powyższego - najwyraźniej nie staje ci wyobraźni, co TAKI Generał w TAKIM świecie, mógł robić przez 800 lat, jak bardzo manipulować, nadpłacać, lobbować, niszczyć, budować, fałszować, już pomijając jego wszelkie wojny. I teraz uważaj: także w zakresie manipulowania zapisami, "mediami", mitologią, opowieścią i pamięcią. Przecież to jest w tekście, jak sobie tłumaczyłeś, że NIKT NIE WIE w czasie narracji RG, że Generał może teleportować 100% skutecznie a przecież kiedyś "teleportował całe armie"? Twoim zdaniem, ot, Jacek pierdolnął się niczym w kwestiach które podnosisz jako "błędy", i tak mu się to głupio napisało, bo przecież to niemożliwe, w naszym świecie całe armie i narody nie zapominają TAKICH faktów w pokolenie czy dwa? A może inna hipoteza, o Jacku i świecie RG jest nieco lepsza: w takim świecie, z takim Generałem, właśnie ZAPOMINAJĄ? I to nawet w widełkach: albo przez intencjonalne działania Generała, albo przez psychologiczno-socjologiczne wyparcie, bo nawet ułamek "widoku" prawdziwego Generała i jego mocy, lewiatana normalnie skrytego pod powierzchnią morza historii, wyłącza im umysły i zmienia opowieści, więc - historię, w mitologię?

W kwestii, że Generał powinien być już władcą planety albo i galaktyki, a la Diuna czy coś tam - a może właśnie jest na tej drodze, swoim tempem. Komuś 800 lat wydaje się "wolno"? Ale w kontekście czego, oczekiwanej długości życia Generała? Na pewno ją znamy? Czy zmian naszej historii, ale na przykład nie za 1800-2000, powiedzmy dla odmiany 6000-5200pne? (nie bez powodu żartowałem o anomalii statystycznej naszej bieżącej historii, z której bezpodstawnie machasz krytyką). A może wcale nie idzie w tę stronę, bo jak w Jacka "Aguerre", jak u mnie w "Labiryncie" (wszyscyśmy z Lema, "Golem", "Nowa kosmogonia"...) Generał wystartował z takich warunków początkowych i jest na takiej trajektorii autoewolucji, że akurat w Imperatora nie ma prawa trafić?

Inna rzecz - a czemuż to jakiś człowiek, a potem mageo-symulat człowieka, miałby być doskonale racjonalny? Albo mieć cele takie jak wymyślasz? Z tego, że ty byś w taki a taki "racjonalny" sposób zdobywał "władzę nad światem", niby co takiego wynika o celach czy "racjonalnych" metodach nie to, że nieśmiertelnego półboga Generała, ale byle Trumpa, Hitlera, Ghandiego, Thiela, Napoleona Bonaparte czy Putina?

Żebyśmy się rozumieli - ja tu nawet nie tyle bronię RG czy Jacka, bo przecież przekomarzamy się z nudów; raczej dziwię się, bo przy czytaniu RG czy "Innych pieśni" itp., oczywiście pierwszy "rozbiór" idzie jak ty go robisz, no ale już w trakcie czytania, czy w 5min. po, widzę to, co jw. wypisuję. Że są tu ciekawe "drobiazgi", także w niedopowiedzeniach, że Jacek umie w te puzzle, że RG czy "Inne pieśni" są bardzo si. A u innych autorów (Tolkien...) podobne pomysły w podobnym zakresie fantastycznych historiozofii - bardzo niekoniecznie.

3. William Marshall - nie rozumiem jak można czytać ze smakiem RG, a nawet fantastykę, i nie potrafić sobie wyobrazić Marshalla jako Generała IRL, "co by było, gdyby". No albo jesteś jak kol. Doxa "to wszystko głupoty", albo czytasz ze zrozumieniem fantastykę, co ty mi tu za szrodingera odstawiasz?? ;P

(ciekawe, czy przekroczyłem max długość komcia...)

Gammon No.82
Sat, 8 Aug 2026 09:28:21
Obiecujący wstęp do CZEGOŚ. Bardzo piękna rozmowa o literaturze. Współcześnie niemal nie spotykane. Pierdolę najnowsze zalecenia ortograficzne "razem czy osobno". Czytam umiarkowanie chciwie. Zaraz przeczytam ponownie.

Boni avatar Boni
Sat, 8 Aug 2026 10:46:47
@Gammon

Dzięki za dobre słowo.

BTW pod twoim i nie tylko twoim naciskiem połowa cudysłowów we fragmencie w notce poszła sobie. Inaczej mówiąc, połowa zostaje.

Boni avatar Boni
Sun, 9 Aug 2026 14:23:53
Dorzuciłem do notki byle jaką makietę okładki. Może i coś z tego będzie, bo jeśli w powieści fantasy da się użyć w jednym akapicie "kurhanik" i "orchidee", to być może warto ją napisać.

Z innej beczki, w międzyczasie wymyślił mi się w miarę sensowny sequel Ruchu Generała, to co w komciach napisałem, jak mogłaby się skończyć TAKA historia Generała, a zacząć jakaś inna Historia. Rzecz na nieduże opowiadanie, czysty fanfik Jacka Dukaja. Ale to może "inną razą".




 

Engine: Anvil 1.08   BS