Będę snuł chaotyczne i nudne przemyślenia i dygresje związane z płciami, różnicami między nimi i innymi takimi głupotami - zostaliście ostrzeżeni.
O tym że kobiety i mężczyźni różnią się od siebie, dowiedziałem się, jak większość dzieci, gdzieś w wieku przedszkolnym. O tym, na czym polegają szczegółowe różnice fizyczne i te wszystkie -rzędowe cechy płciowe, tudzież kto i jak rodzi dzieci, a kto nie bardzo, dowiedziałem się w wieku szkolnym. O tym, że istnieją różnice mentalne i w zakresie zdolności umysłowych i fizycznych, to chyba gdzieś tak w późnoszkolnym - generalnie, kiedy wszyscy w koło zaczęli dojrzewać i te różnice dało się zaobserwować dynamicznie i w sensach umysłowych, a nie tylko na kolorowych obrazkach przemycanych z Zachodu.
Oczywiście, otoczenie jak zawsze ochoczo posypywało nasze, dzieci i młodych ludzi, głowy solidną dawką stereotypów i zdroworosądkowych łże-tłumaczeń w temacie płci i ich różnic, i to przeważnie w wersji polsko-katolickiej, więc raczej niskiego lotu.
Potem naczytałem się różności i sporo z neurologii, filozofii, trochę o (neuro)biologii, psychologii, trochę o perspektywie ewolucyjnej, więc sporo mi się przejaśniło i wyjaśniło, tudzież temat wydał mi się średnio ciekawy, bo po odrzuceniu popularnych stereotypów a przyjęciu w miarę empirycznego podejścia, różnice płci, ich ról, funkcji i zdolności, robią się może nie aż trywialne, ale w miarę oczywiste i normalne. A historia i socjologia wykorzystania i wzmacniania tych różnic, ich sensownego lub nie, podnoszenia i stereotypizowania, "penalizowania" lub wynoszenia, jest cóż, tylko historią i socjologią. No i czasem polityką.
Dużo później dowiedziałem się, że te różnice lub ich zaprzeczanie lub dziwne metody ich kompensowania mogą być podstawą postulatów społeczno-politycznych. Co wydało mi się wyjątkowo durne, szczególniej w wersji zaprzeczania lub kompensowania, kiedy dochodzi do kuriozalnego "równość = brak różnic (nawet jeśli narzucony)". Zdarzało mi się dawać memu zdumieniu wyraz, także na blogu (
dawniej i
dawno).
W międzyczasie niewiele się zmieniło w polityce, ideologii czy, co za niespodzianka, sytuacji czy rolach płci. Jedyne co się zmieniło, to że przybywa badań opisujących różnice płci i dostarczających coś na kształt tłumaczeń czy przesłanek.
Na przykład coraz bardziej zaawansowane
badania funkcjonalności mózgu i zmian w jego połączeniach, pokazują coraz dokładniej, jak i w jaki sposób, "hardware" mózgów dziewczynek i chłopców różni się nie tylko genetycznie, ale też zmnienia się w okresie pokwitania, podobnie jak zmnienia się zylion innych cech i procesów w ich ciałach. I że może to nieźle tłumaczyć różnice ról i cech płci, zbadane generację wcześniej (że kobiety mają lepszą pamięć i zdolności werbalne, rozpoznawanie empatii, holistyczną intuicję itd a faceci lepszą koordynację ruchową, rozwiązywanie problemu w miejsce intuicji, itd).
Na przykład badania nad hormonami i szczegółami ich działania jakoś nie potwierdzają stereotypów (jak testosteron vs. agresja) albo dają stereotypom pewne wyjaśnienia (jak prolaktyna vs. emocje i płacz).
Na przykład badania psychologiczne (z zastrzeżeniem na ile psychologia w ogóle bada przedmiot badania a na ile coś obok, np. badaczy i ich sposoby myślenia) pokazują różnice między płciami w zakresie rozpoznawania emocji u innych i empatii (znane wcześniej) w kontekście agresji i wzburzenia własnego - że u kobiet empatia i zdolność rozpoznawania emocji
zwiększa się w konfliktowej sytuacji, kiedy u mężczyzn
zmniejsza się (o tym muszę kiedyś większą notkę, bo intuicję jw. miałem od dawna, także w zakresie historyczno-literackim, tudzież to jest ciekawy kamyczek w temacie tożsamości płciowej i jej samoopisu).
I tak dalej i tak dalej.
Więc coraz trudniej mi zrozumieć nadal popularną postawę "równość = brak różnic" albo wychowanie unisex (bo "wszystkie dzieci są takie same i precz-ze-stereotypami", no może w kwestii bardzo małych dzieci, ale już niekoniecznie w kwestii nastolatków czy dorosłych kobiet i mężczyzn) albo administracyjne handicapy wyrównujące realne deficyty czy różnice płci w imię ideologii czy lepszego samopoczucia jednostek.
Żebyśmy się rozumieli - daleko mi do naturalizmu czy argumentacji "z sawanny", ale uważam, że różnice w funkcjonowaniu i "budowie" płci, mniej czy bardziej obiektywne i ich empirię, jednak należy brać pod uwagę, także przy planowaniu czy projektowaniu ideologii czy polityki. A nawet może w dowolnym działaniu, jak przy wychowaniu dzieci mających płcie, czy byciu w związkach z inną płcią. Ew. można planować zmianę fizykalnego fundamentu czy bazy tych różnic, metodami fizykalnymi a nie religijnymi czy administracyjnymi, czemu nie, zawsze popieram wdrażanie SF w domu i zagrodzie.
Odwrotna postawa "jeśli fakty (tu - w temacie płci i ich różnic) sprzeczne z ideolo, tym gorzej dla faktów" kojarzy mi się bardzo źle, z ideologiami i instytucjami innych, znacznie gorszych, czasów i miejsc.