Jeśli ktoś szprecha po angielsku, znaczy, jest w stanie czytać napisy z filmu, choćby w stopklatce, i interesuje się minimalnie Japonią, to chciałbym ogólnie polecić
japońską telewizję narodową NHK w wersji World (idea podobna do BBC World itp.) ale w wersji "on demand", czyli są to zrzuty na stronie NHK, dostępne czasowo do odtwarzania, niczym w jakimś youtube. "Czasowo" oznacza różnie, przeważnie dostępność przez miesiące, czasem lata, czasem tygodnie.
Poziom programów jest przeważnie dosyć wysoki technicznie i merytorycznie, no ale nie będę twierdził, że tematycznie czy ideologicznie wszystko mi pasuje na 100%, oczywiście; zaledwie na jakieś 80% powiedzmy...
Na co dzień oglądamy sobie w NHK różności historyczne czy o sztuce, czasem o technologii czy po prostu o miejscówkach w Japonii (BTW mamy taką zabawę z żoną, że z głupia frant nagle rzucamy "BYŁEM TAM!!" czy "BYŁAM TAM!!", kiedy na ekranie np. w starym Top Gear jeżdżą po znajomej Szkocji, albo pokazują Stonehenge czy inny Białystok - no i tu mam duży handicap, bo może i nieczęsto przy NHK mogę rzucić "byłem tam!" ale czasem mogę, a wtedy żona od razu wygania mnie spać na kanapę, do garażu którego nie mamy). No i jeszcze sumo oglądamy, oczywiście.
Mała podpowiedź - w NHK warto klikać po tagach, bo na listach nie wszystko jest sensownie poukładane, miniaturki czy tytuły też bywają zwodnicze. Znaczy, wszystko to ma zapewne sens w pięknym japońskim umyśle, ale dla mnie nie zawsze, stąd czasem warto patrzyć na tagi i po nich "skakać".
Ale ja nie tylko o tym - z tego wszystkiego co wisi na NHK, a jest tego sporo, chciałem gorąco polecić
fenomenalny 4 częściowy dokument o Hayao Miyazakim, znanym reżyserze japońskiej animacji.

O samym Miyazakim nie będę się rozpisywał, kto chce, niech sobie poczyta
na wiki polskiej, albo lepiej angielskiej czy na stronach poświęconych animacji japońskiej czyli anime. W skrócie, to jest jeden z największych twórców anime za ostatnie 30 lat, jego są oskarowe "Ruchomy zamek Hauru", "Spirited Away: W krainie bogów" czy wspaniałe "Księżniczka Mononoke" czy "Zrywa się wiatr", czy ukochany "Mój sąsiad Totoro".
Ale rzeczony dokument nie jest tylko dla fanów Miazakiego, o nie. To jest 4 godziny wybrane z 10 LAT ŁAŻENIA GOŚCIA Z KAMERĄ ZA HAYAO MIYAZAKIM. W ogóle cud, że Miyazaki się zgodził, no na przykład ja bym się chyba nie zgodził, żeby za mną 10 lat łaził prawie codziennie gość z kamerą i nie daj boh "drążył temat", nawet jeśli delikatnie drążył i gość sympatyczny. Stąd jest to zupełnie unikalny wgląd nie tylko w pracę czołowego reżysera anime, ale w tysiąc innych tematów i problemów około-japońskich, a nawet ludzkich.
Bo widzimy nie tylko jak powstają te wspaniałe ręcznie robione japońskie filmy "od zaplecza" czy parę złotych myśli pana Reżysera - pokazano jednocześnie kruchy i artystyczny oraz ciężki i autorytarny charakter Miyazakiego; jego problemy ze sobą, z rodziną zmarłą, z rodziną żywą; problemy z ludźmi i współpracownikami; i ich problemy z introwertycznym geniuszem. Problemy ich wszystkich z japońskim etosem pracowitości, jakości i odpowiedzialności, "w obie strony", że tak powiem (oni konstruują i wymuszają ten etos siłą woli, czasem nadludzką - on ich nieodwracalnie kształtuje, czasem może niszczy). Pokazano "rzemiosło" rysownika czy animatora na poziomie, który opada szczękę nie tylko laikowi rzadko trzymającemu ołówek czy pędzel, ale zawodowcom też. Pokazano problemy twórcy z opornym materiałem, i najwspanialsze - parę razy uchwycono momenty, kiedy geniusz twórcy zwycięża opór "materii".
Polecam na 112%, nawet jeśli to miejscami dosyć ponury i ciężki film, i taakie długie, i ktoś niekoniecznie jest fanem anime. Bo po tym filmie można lepiej zrozumieć, czemu tak często Japończycy, szczególniej starsi i mający cały japoński etos w paluszku, mówią nam wszystkim, którzy też próbujemy robić swoje z pasją czy jakością, czy "własnoręcznie", mówią z półuśmiechem, jak Hayao - "Zagroźcie mojej pozycji". A jedyna nasza odpowiedź, to ta Goro Miyazakiego (syna, też reżysera) - "Jeśli pożyjesz dłużej...", to może jakimś cudem zdążymy...