NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2026-05-21, czwartek
Tagi:  varia, fun, hejt     
___________________________________

Trójdzielny wpis o sprawach, załóżmy, bieżących.


1. Złe

Olga Tokarczuk jest zachwycona, jak to papugi-LLMki pomagają jej pisać książki.

"Wykupiłam sobie najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego i bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne. Równocześnie mam w sobie dojmujący, bardzo ludzki żal nad epoką, która znika bezpowrotnie. Serce boli, że odchodzi tradycyjna literatura, pisana miesiącami w samotności. [...] Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: 'kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?'"

Po backlashu noblistka już te zachwyty odkręca i dementuje, ale pod moim kamieniem "królowa nie jest zachwycona". Nie żebym czytał Tokarczuk, ale teraz jeszcze bardziej nie będę jej czytał!


Jacek Dukaj na starość skręca coraz bardziej w prawo i w dół, np. lansuje się w "Kanale Zero" Stanowskiego. Niby "a co nowego", ale gorzej, że połowa wypowiedzi to bzdety, a -639 punktów przyznaję za denializm klimatyczny podpierany (nie)zdrowym chłopskim rozumem "paniee, dziurom ozonowom straszyli a żadnej dziury nie ma". Wietrzę syndrom późnego Lema, przecież popularny pisarz-erudyta MUSI znać się na wszystkim, tylko że nie. I jakże przyspieszył ten świat, Lemowi peron zaczął odjeżdżać dobrze po 60, a Dukajowi po 50.


Dead Can Dance wydaje nową muzykę po pięcioletniej przerwie, ale w formacie "utwór co miesiąc" (This will be the first in a series of songs to be released on a regular monthly basis throughout 2026). Nie wiem skąd ta spi... moda wypełzła, jakie daje profity i komu, ale nie daję lajka. Ze trzy lata temu wkurzył mnie takim wydawaniem Roykksop, a teraz DCD...


2. Dobre

Widzieliśmy nad Heraklion egzotyczny samolot, Lockheed T-33, absurdalnie "stary" odrzutowiec szkolny (prototyp 1948 wywodzący się z myśliwca 1gen, Lockheeda Shooting Star). Grecy mieli ich trochę, ale wszystkie miały być dawno wycofane. A tu nagle! wystartował taki z lotniska międzynarodowego Heraklion.


Wizyta córki z UK była fajna, wizyta gości z Polski też będzie fajna. Kiedyś może wrzucę coś z wycieczkingu, bo przy takich okazja zwiedzamy Kretę, także: nowe dla nas miejsca.


Dead Can Dance wydaje nową muzykę po pięcioletniej przerwie.


3. Zapomniane

Dwa blogi, które mam w Fullerze, "poszły w jubileusz": Xpil z okazji piętnastolecia bloga, Borys z okazji 900 wpisu. Gratulacje obu dzielnym blogerom! Ale nagle - zacząłem się zastanawiać, że chyba przeoczyłem 15 rocznicę mojego bloga... Ale usto mnie drgnęło w półuśmiechu zdumienia dopiero kiedy przy okazji sprawdzania, że dobrze mi się wydaje, że około połowy maja 2011 zaczynałem na bloxie, zorientowałem się też, że ostatni wpis ma numer 905. Czyli mam starszego i większego! Bloga, oczywiście.





Fri, 22 May 2026 08:59:06
> ...Czyli mam starszego i większego!

Właśnie się zorientowałem, że w listopadzie zeszłego roku licznik wpisów na moim spłachetku internetów przeskoczył 3000. Bo, panie Kolego, ilość się liczy a nie jakaś tam jakość.

Tak że tak.

Boni avatar Boni
Fri, 22 May 2026 09:18:47
@xpil

Jak skomentowała młażona już wczoraj, przy liczbach wpisów rzędu 900, "wy nienormalni jesteście!"; może nie będę ją pytał, co myśli o 3000... ;D

Borys
Fri, 22 May 2026 09:21:27
Moja żona to w ogóle myśli, że ja wieczorami sprawdzam matury, a nie nabijam licznik bloga. :-)

Boni avatar Boni
Fri, 22 May 2026 14:18:01
Taa, moja żona myśli, że pracy szukam, a ja tu notki dłubię ;P

zz_top
Fri, 22 May 2026 22:15:28
@LLM & Tokarczuk
Nie żebym chciał tu na blogu rozpoczynać koleją gównoburzę, których mnóstwo rozlało się po necie. Wytłumaczcie mi jedno dobrzy ludzie: Czy jest o co się perlić, czy autor sztuk dowolnych używa LLM czy nie? Rozumiem, że jak podobał mi się obraz "Théâtre D'opéra Spatial", to ma mi się odpodobać? Bo ja prosty chłopak z Podlasia jakoś nie do końca kumam w jaki sposób narzędzia (tradycyjne bądź AI), sekretarze żywi czy martwi, substancje jakie zażywa autor, oraz czy bija on żonę czasami, mają mi zepsuć smak jakiegoś dzieła...

rozie
Sat, 23 May 2026 09:03:25
O psuciu smaku dzieł było już tu na blogu przy okazji muzyki. Choć przyznaję, że też raczej oddzielam dzieło od twórcy.
W tym przypadku pewnie mamy do czynienia ze "zwykłym" antyAI (o którego motywacji i ortodoksji pewnie całe notki, jeśli nie książki można pisać), podlanych oczekiwaniami w stosunku do twórcy...
Dobre podsumowanie, które widziałem, to że pisarze będą używać AI w procesie twórczym, ale niekoniecznie wypada się tym chwalić.

Boni avatar Boni
Sat, 23 May 2026 12:58:07
Ja też przeważnie nie wnikam w te różne strukturalistyczne czy fanbojskie rzeczy, bo dzieło, jakie jest, każdy widzi/słyszy itd. ale jednak, jeśli istnieje dla mnie (cz w ogóle istnieje obiektywnie) autor, to jak najbardziej może on/ona/onu powodować dodatkowy smak albo niesmak w odbiorze dzieła. Miałem o tym notki oraz "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia", np. łatwo nam pieprzyć "nie psuje mi smaku dzieła jeśli autor czasami bija żonę", ale mam silne wrażenie, że twoja czy moja opinia zmieniła by się, gdyby tenże autor czasami bijał NASZE żony, nespa? A przecież w tym kontekście ani dzieło się nie zmieniło, ani wrażenia jakiejś bitej żony.

W kwestii użycia dowolnego AI w sztuce dowolnej, to ja widzę dwa ogólne problemy:

Na ile sztuka traci na wielostronnej wartości, jeśli "narzędzia" robią ją coraz bardziej, a "ludzie" coraz mniej? Wartości dowolnej poza emocjonalną, skoro uważamy, że "i tak nam się podoba". Jeśli mogę w okienku obok wygenerować takie "Théâtre D'opéra Spatial" or compatible w tempie 10 na minutę, to po prostu: ile taka sztuka jest warta?

Dwa, dlaczego mielibyśmy w takich okolicznościach nadal pieścić się z ludzkimi twórcami, dawać im celebrytozę i noble, fejm i copyrajty. Bo w granicy to jak "Tokarczuk dostała Nobla za powieść napisaną przez ghostwritera" (albo i jeszcze gorzej moralnie, jeśli ghostwriter splagiatował innych ludzi...) i może jednak coś w tym obrazku jest nie w porządku.

Oczywiście, to spektrum, ale zauważalne nie tylko przy literaturze i noblach, czy obrazach ręcznych vs. wydrukach z midjourney, ale, powiedzmy, już nawet przy rzemiośle. Na jednym końcu jest jakiś prze-konserwatywny Japończyk czy inny Neostradivarius, który zaczyna lutnictwo od odłożenia sobie drewna na kupkę, po czym po 30 latach właściwą pracę od zrobienia sobie samemu dłuta i hebla, po czym robi w lutnictwie zupełnie ręcznie stradivariusy czy shamiseny. Na drugim końcu jest facet z laboratorium chemicznym i akustycznym, zrobotyzowanym CNC i autoklawem, itd. też robiący stradivariusy czy gitary. A pośrodku, "normalny" lutnik, robiący instrumenty "z głowy i z ręki", ale jednak z profi grubościówką, piłą, frezarką, i współczesną chemią klejową i lakierniczą. I teraz, załóżmy, że te ich "wytwory" czy "utwory" są porównywalne, czy na pewno należy wspierać i popierać właśnie tych, których stać na najdroższe najlepsze narzędzia? A nawet zakładając, że ci z lepszymi narzędziami dostarczają intersubiektywnie "lepsze" "wytwory" (albo prozaicznie: tańsze...), czy mamy im społecznie dawać taką samą ochronę prawną, ekonomiczną, wsparcie, itd. jak osiągającym nieco gorsze wyniki, ale w bardziej LUDZKIEJ wersji? Ew. odwrotnie, czy skoro lepsze narzędzia rulez, to wszelkie akcje afirmacyjne dla sztuki/rzemiosła niszowego, tradycyjnego, etnicznego, te wszystkie japońskie tytuły (i renty) Living National Treasure czy Krzyże Zasługi w PL, stypendia i kasę na kulturę, na jakieś koncerty chórów z Azerbejdżanu w polskim Ciechanowcu itd. itp. to należy zapomnieć i zaorać, i tańcować wkoło ogniska przed najnowszym datacenter, na które powinniśmy przekierować kasę i uwagę, bo przecież "DC dostarczajom!" najfajniejszą muzykę, obrazki, niebawem literaturę. Albo pasjonować się starciami koparek zamiast sumo, skoro nawet najlepszy zawodnik sumo nie wygra z zupełnie przeciętną koparką. Itd. itp.

rozie
Sat, 23 May 2026 15:37:45
Przez narzędzia sztuka traci, czy zyskuje? Bo wszelkiego typu narzędzia to ułatwiacze. I można się spierać, czy autor piszący na maszynie do pisania tworzył naprawdę, bo miał to w głowie i nie mógł łatwo zmieniać, a jak jest komputer, autokorekta, sprawdzanie długości zdań, powtórzeń, tezaurusy i można sobie rozdział zmienić/przenieść to już nie jest Prawdziwa Twórczość.

Nie znam całej wypowiedzi i sprostowań Tokarczuk[1], ale, po pierwsze, z tego co kojarzę, używa sobie AI jedynie jako sparring partnera w myśleniu i źródła inspiracji. Tradycyjnie byliby to inni ludzie (choćby beta readerzy, choć to raczej późne stadium pisania). I co, jak ktoś coś podpowie autorowi, to też "to nie jest dzieło autora"? Po drugie, brałbym poprawkę na okoliczności. Na tym wydarzeniu był silny lobbing AI, więc miałbym zero zdziwnienia, gdyby trafiła tam na zasadzie "znane nazwisko mówi laikom pozytywnie o X, w zamian za wynagrodzenie". Bo mając nieco do czynienia z AI to co usłyszałem brzmi trochę jak zachwyty osoby, która używała krótko. Na dłuższą metę spodziewałbym się raczej wtórnych i niezbyt odkrywczych pomysłów ze strony LLMów. To może być wygodne (bo dostępne w każdej chwili), szybkie i czerpiące z dużej przestrzeni rozwiązań, ale na tym koniec zalet.

W ogóle nie kojarzę jej wypowiedzi, z których by wynikało, że AI jej pisze. Wydaje mi się, że to już dośpiewali sobie AI-hejterzy, którzy zainteresowali się sprawą jeszcze mniej, niż ja. No ale wiadomo, że jak ktoś coś powiedział pozytywnie o AI, to musowo "AI pisze zamiast niego".

[1] Mignęło mi, że twierdzi, że używa AI do sprawdzania faktów. To chyba nawet gorzej, więc mam nadzieję, że to skrót myślowy...

igor
Sat, 23 May 2026 16:37:44
Jakby powiedziała "pytam LLMa: poszukaj wiarygodnych źródeł na temat jakiejśtam siedemnastowiecznej sekty, streść, ale podaj linki", to by nie było się o co czepiać. Ale było "kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?". Antropomorfizacja + zachwyt + niezrozumienie jak to działa. Reakcja była łatwa do przewidzenia.

Nałożyło się też to, że Tokarczuk ma prawicowy antyfandom, który co prawda nie czytał jej książek, ale wie, że szkalują Polaków. To teraz im dołożyła gotowy argument.

janek.r
Sat, 23 May 2026 18:24:59
Rozsądne użycie Sztucznej to pytanie - jak akcja powinna dalej się rozwinąć i zrobić INACZEJ.
A ja przy projektowaniu serwisu wykorzystywałem przegląd AI od google w taki sposób, że pytałem jak zrobić to i owo (np. w php bieżącą datę zamienić na sformatowany string), a potem już sprawdzałem w dokumentacji szczegóły wszystkich zaproponować metod.
Ale bez tego przeglądu utonąłbym w dokumentacji, bo temat czasu i daty w php i sql to morze różnych typów danych i konwersji w rózne strony.

BTW czy w fullerze nie można by oprócz linku do rss dać linku statycznego do strony z ostatnimi zmianami?

Boni avatar Boni
Sat, 23 May 2026 19:49:13
@rozie, igor

Uwielbiam, kiedy komentator pisze, że nie kojarzy dyskutowanej wypowiedzi, a następny mu cytuje dyskutowaną wypowiedź, kiedy wszystko to wprost było na samym początku mojej notki. Zaprawdę, tak bardzo zwiększa mi to wiarę w inteligencję homo sapiens i w możliwości rzeczowej dyskusji w sieci, co najmniej o pierdyliard procent. EoT z mojej strony w temacie Tokarczuk.

@Okiem maniaka vs Fuller

Pewnie można byłoby, ale idea jest taka, że RSS podaje na tacy moment publikacji / okres oraz szczegóły, a statyczna strona nie, więc wolę RSSy (or compatible). Chyba że w ogóle zrezygnowałeś z RSSa?

BTW obserwuję w Fullerze dziwne mambodżambo w RSSas "zaszytych" w youtubie (nie wiem na ile oficjalnie istniejących) - tak normalnie wszystko działa, tylko, że gdzieś tam nad ranem CET wszystkie przestają działać i wystawiają 404 czy coś w podobie, ale rano wracają jak gdyby nigdy nic. Jakby ktoś wyciągał na jakiś czas wtyczkę z dedykowanego serwera, bo kawę trzeba zrobić (albo backup, albo CHGW co). I to chyba nie jest problem po stronie mojego serwera, ani gdzieś pośrednio, tylko po stronie YT. Nowożytny internet: "śmieszy, tumani, przestrasza".

zz_top
Sat, 23 May 2026 21:20:03
@ile taka sztuka jest warta?
Dokładnie tyle ile konsumenci chcą za nią zapłacić. Wartość nie jest obiektywna przy żadnym produkcie, a już przy czymś, co z definicji nie ma żadnej funkcji poza wywoływaniem emocji i przemyśleń, to już nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej niż za pomocą przykładu: Wiecie, że powstały całe konsorcja naukowe badające, czy aby na pewno dany obraz wyszedł spod ręki samego Rembrandta, czy z jego "fabryki obrazów". Sponsorują te badania oczywiście ci, którym zalega na ścianie taki obraz i jest to dla nich ważne chyba ile on jest wart. Dla mnie nie...

@czy pieścić celebrytów czy nie?
Ja nie daję złamanego grosza za to, że taki celebryta jak Puccini cierpiał męki twórcze, musiał brać grzybki, czy ogólnie miał pod górkę pisząc Toscę. Za arię Cavaradossiego z 3 aktu ma u mnie pomnik z łez wzruszenia. Ale za całą operę już niekoniecznie cokolwiek. Aha! I nic nie poradzę, że dziełka piszących "za pomocą" wielu wyrobników celebrytów takich jak Dumas czy Verne mi się nawet podobają momentami.

@rzemiosło artystyczne
Tego bym nie mieszał. Rzemiosło artystyczne wytwarza obiekty mające jakąś funkcję użytkową oprócz artystycznej. Wszędzie tam gdzie taka funkcja użytkowa musi być zaspokojona za chwilę mamy sztab inżynierów Yamahy, z wypasionymi projektami, zrobotyzowanymi fabrykami oferującymi zaspokojenie tej funkcji w stopniu NIEOSIĄGALNYM dla rzemieślnika. A już na pewno nieosiągalnym W TYM BUDŻECIE. Choć oczywiście Yamaha usłużnie dostarczy rzemiosło artystyczne za 500zł i za 50k zł - to już w sumie dla nich niewielka różnica... Jeśli ktoś chce zapłacić za coś innego niż funkcja użytkowa, proszę bardzo - jako się rzekło wartość jest względna. Ale funkcji użytkowej raczej nie dostanie "więcej" czy "lepiej". A już na pewno nie "równiej" czy "przewidywalniej".

@wspierać czy nie wspierać i kogo?
Wszędzie tam, gdzie jedynym słusznym celem jest wygenerowanie WE MNIE emocji czy przemyśleń, nie daję złamanego grosza ani wsparcia za cokolwiek poza tym celem. Nie dopłacę za to, że mój ulubiony gitarzysta mało nie popuszcza w gacie grając solówkę na scenie. Nie interesuje mnie też to, że jakiś tfurca przez duże TFU potrzebuje licencji na LLM, podobnie jak nie interesuje mnie to, że inny musi płacić ciężki chajs za kokę, bo bez niej nie da rady tworzyć. Celebrytozie nie daję złamanego grosza za ich celebryckość. A wspomniani powyżej inżynierowie Yamahy wsparcia nie potrzebują, dają sobie sami radę.

janek.r
Sat, 23 May 2026 21:37:39
"Chyba że w ogóle zrezygnowałeś z RSSa?"
Nie, dalej działa, ale w RSS nie potrafię umieścić informacji "do strony takiej a takiej dodano dwa razy tyle nowych zdjęć".
Więc RSS informuje o nowych stron, a statyczna strona "zmiany" po kliknięciu poda daty ostatnich zmian w istniejących stronach.

rozie
Sat, 23 May 2026 22:44:27
Ten fragment z początku notki (plus jeszcze trochę z portali) oczywiście widziałem, ale założyłem, że całe wystąpienie było jednak trochę dłuższe. Bo tylko przy tym co jest napisane, trzeba się naprawdę postarać, czyli wyciągać tak daleko idące wnioski, żeby zrobić z tego "pisanie książek przez AI". W tym co widziałem, nie było nawet śladu, że ona te pomysły bezpośrednio wykorzystuje...

@igor
I cóż złego w antropomorfizacji? Może być wygodniej określić rolę i zrobić sobie w stałej części prompta założenia i styl odpowiedzi, żeby się wygodniej rozmawiało. Większość użytkowników w jakimś stopniu "antropomorfizuje" LLMa, np. potrafi poprosić o coś (znaczy: napisać "proszę"). Przecież maszyn się nie prosi, maszynom się wydaje polecenia. Co nie znaczy od razu, że ci ludzie zapominają, że to tylko maszyna.

Codiac
Sun, 24 May 2026 08:11:43
O Tokarczuk i LLMach nie będę pisał, bo i co? LLMy mają swoje zastosowania, ale takie zachwyty zazwyczaj towarzyszą podejściu bezkrytycznemu. A my właśnie potrzebujemy jego przeciwieństwa, porządnej krytyki i zastanowienia się do czego warto ich używać, a do czego nie. Hype już mamy.
Na szczęście może IPO Muska wymusi IPO OpenAI i Anthropic, dane finansowe wyjdą na jaw (te od SpaceX są... ciekawe) i będzie widać ile to wszystko kosztuje.

Ale co do Dukaja - teraz odpływa, ale prawicowy to on był od dawna, nawet przemycał swoje poglądy do książek. Tylko bardziej subtelnie, oraz przy tym pisał jednak o porządnej fizyce, metafizyce i naukowo podpartych pomysłach, więc się nad tym przeskakiwało.
Dla mnie takim młotkiem była obrona Komudy w imię "walki z cenzurą" i zupełne ignorowanie, że to sami czytelnicy się oburzyli na słaby tekst i oczekiwali od redakcji tego, co redakcja ma robić, czyli porządnej selekcji. I wtedy sobie uzmysłowiłem, że przecież już w Czarnych Oceanach - tylko za młody byłem żeby to zauważyć i zaklasyfikować - pojawiają się wizje z mokrych snów prawicy, czyli kontrakty na seks, bo ktoś nie ogarnia jak działa aktywna zgoda, a mężczyźni muszą się zabezpieczyć przed oskarżeniami.

Ale cieszmy się dobrymi rzeczami, jak Lockheed T-33 czy zwiedzanie. Ja z kolei właśnie zabukowałem hotel i samolot do pewnego miejsca, w którym jeszcze nie byłem. Jakoś tak wychodzi, że co dziesięć lat mam okazję się wybrać i zobaczyć kawałeczek świata. Rzadko, ale dobre i to.

SpeX
Sun, 24 May 2026 20:14:12
@zz_top @ile taka sztuka jest warta?

Już nie wspominając to tej bańce na obrazkowe bitcointy czy jak to się tam nazywało.

Borys
Sun, 24 May 2026 20:21:03
@Boni:
> BTW obserwuję w Fullerze dziwne mambodżambo w RSSas
> "zaszytych" w youtubie (nie wiem na ile oficjalnie
> istniejących) - tak normalnie wszystko działa, tylko,
> że gdzieś tam nad ranem CET

Tak, na Hacker News też to niedawno ze zdziwieniem komentowali. Jutubowe RSS-y od czasu do czasu się wyłączają i włączają ponownie.

Swoją drogą, na HN odkryli, że jeżeli weźmie się ów ukryty link RSS-owy do jutubowego kanału, zamieni "channel_id" na "playlist_id", i zamieni początkowe „UC” w identyfikatorze na „UULF” – to wtedy RSS będzie pokazywał tylko normalne filmiki, bez shortów. Takie czary, panie, wspaniale udokumentowane API.

Przykładowo, ten URL:
https://www.youtube.com/feeds/videos.xml?channel_id=UCxSGC9B...
trzeba zamienić na:
https://www.youtube.com/feeds/videos.xml?playlist_id=UULFxSG...

JoP332
Tue, 2 Jun 2026 13:32:37
@ Tokarczuk i AI (tak, wiem, gospodarz EOT-nął, ale jednak spróbuję, najwyżej wytnie)

Poza oczywistą oczywistością, że w obecnym klimacie trzeba albo być kompletnie oderwaną od reala, albo przejawiać arogancję Level Master, żeby będąc słynną pisarką chwalić się używaniem ejaja, używanie LLM-mów zmienia ostateczny rezultat. I nie, nie jest tak, że „przeczytałam to, podoba mi się, więc to tak jakbym to sam napisała”, bo nie. Jako osoba obcująca z proto-AI w postaci NMT od 2017 roku doskonale wiem, że NIE, kurna, NIE i koniec. Zatem mamy istotnie problem: kupując książkę napisaną z użyciem AI kupuję książkę jakby częściowo napisaną przez ghostwritera, tylko pani pisarka mnie gaslightuje, że ten ghostwriter jest super i sama by tego nie zrobiła lepiej, więc o co całe to halo. Tylko że nie.

Ponadto (nienawidzę pierniczenia o przywileju, ale tu jednak się narzuca) pani pisarka przemówiła z pozycji przywileju, czyli osoby, która z AI może korzystać, ale nie musi, może sobie wybrać taką, jaka jej pasuje, stać ją na dowolny płatny model. Dla niej jest to coś pomiędzy miłą rozrywką albo czymś rzeczywiście przydatnym w pracy, ale na jej warunkach. Nic więc dziwnego, że Biurowa Klasa Średnia, której wciska się AI do gardła niczym ogon Obcego, i dla której jest to realne zagrożenie (gdzieś od roku na początku każdego miesiąca wymieniamy się z kolegą z branży na Telegramie komunikatem w stylu „znów sukces, nadal żyjemy, jeszcze w tym miesiącu się udało”) albo elektroniczny karbowy zmuszający do funkcjonowania w oparach absurdu (Token Maxxing połączony z wyrzucaniem rezultatów AI do kosza i zwiększanie wydajności poprzez czysto białkowy zapierd*l) trochę się wkurzyła.

@ I cóż złego w antropomorfizacji?
Normalizowanie. Tokarczuk pewnie nie grozi zakochanie się w AI ani popełnienie samobójstwa z powodu LLM-a powtarzającego „tak, masz rację, życie jest do d*py”, ale to nie jest luksus dany całej ludzkości.

Boni avatar Boni
Wed, 3 Jun 2026 07:41:42
@JoP

Ogólna uwaga: Jeśli nawet ogłaszam EoT, to nie znaczy, że zabraniam o tym rozmawiać w komentarzach czy będę wycinał; raczej, że temat dla mnie się wyczerpał, albo nie chce MI się o tym (już) gadać więc nie oczekujcie moich odpowiedzi, czy że w ogóle będę śledził rozmowę itd. Szczególnie, jeśli piszę "EoT dla mnie". Kiedy zabraniam o czymś gadać, albo rozglądam się za plonkownicą czy nożyczkami, piszę o tym wprost (ale to raz na pięć lat, może).

W szczególe, dostajesz może nie stanowisko, ale tytuł mojego rzecznika prasowego; nie pierwszy raz rozwijasz albo dopowiadasz to, co mi się nie chciało albo nie miałem czasu czy nie potrafiłem wyklarować w komciach. Gratulacje i podziękowania. A nawet jakiś powrót w szczęśliwe czasy dzieciństwa w usenetach.

zz_top
Wed, 3 Jun 2026 08:00:39
@"...kupując książkę napisaną z użyciem AI kupuję książkę jakby częściowo napisaną przez ghostwritera, tylko pani pisarka mnie gaslightuje, że ten ghostwriter jest super i sama by tego nie zrobiła lepiej, więc o co całe to halo..."

Dokładnie tak samo jak zrobili to wspomniani przeze mnie Rembrandt, Rubens, Verne, Dumas i inni... Aha! A takiemu Augustowi Renoir hańba, bo się jeszcze zachwycał i inspirował takim "fabrycznym produktem ghostpainterów", czyli Rubensem...

Dla mnie ta analogia jest praktycznie pełna...

Boni avatar Boni
Wed, 3 Jun 2026 12:04:22
@zz_top

Taa, bardzo wygodna "pełna analogia", kiedy my o AI w literaturze, a ty o malarzach mających całe warsztaty praktykantów itp. (czy zaraz będzie o muzykach, że ktoś tam ma orkiestrę, a Zimmer ma ścianę samplerów, więc "to zupełnie jak AI!1!"). Masz jakieś przykłady, kiedy w historii ktoś używał ghostwriterów jw. w poważnej i dobrej/uznanej literaturze?

Codiac
Wed, 3 Jun 2026 13:07:29
Nawet zakładając, że AI może pisać/tworzyć tak samo dobrze co porządny ludzki artysta (dyskusyjne), albo że sobie pisarka użyje AI do wsparcia ale i tak doszlifuje to sama (znowu, dyskusyjne, bo już samo obcowanie z takim narzędziem zmienia percepcję, a na porządne oszacowanie skutków poczekamy jeszcze długie lata, chociaż już widzimy pewne negatywne skutki u niektórych), to jest jeszcze jeden aspekt. Etyczny (oraz poniekąd prawny).
Rubens, Verne czy Dumas nie brali cudzych dzieł bez płacenia za nie, żeby pociąć je na kawałki i poskładać we własne arcydzieła. Nawet gdyby postawić argument, że przetwarzanie w ludzkim mózgu to też podobny proces, to przynajmniej za to na czym się uczyli, płacili.

Oglądałem niedawno całkiem fajną wypowiedź Richarda Murphy'ego, profesora z uniwersytetu Sheffield, który nazywa działalność AI wprost "rent extraction". Jego własne książki i różne publikacje, wrzucane na licencji Creative Commons, zostały wciśnięte do AI. Te modele AI mają wiedzę za którą nikt nie zapłacił, która została pobrana bez pytania i jest używana wbrew licencji na jakiej umożliwiony został dostęp do niej. Jak najbardziej za pieniądze.

zz_top
Wed, 3 Jun 2026 13:39:34
@ przykłady ghostwriterów w literaturze

No przecież podałem! Zainteresuj się jak pisał Dumas, jak powstawał np. taki "Hrabia Monte Christo". Kim był niejaki Pierre-Jules Hetzel dla Verne i czy na pewno był tylko "redaktorem"...

@ cięcie na kawałki i plagiaty bez płacenia

Też polecam zapoznać się z tym jak powstawały dramaty Szekspira. Wiecie, te co to się zachwycamy do tej pory: Makbet, Hamlet, Romeo i Julia...

JoP332
Fri, 5 Jun 2026 19:48:18
@Dukaj

Kontraktów na seks bym się bardzo nie czepiała.

Po pierwsze, mam wrażenie, że Dukajowi bardziej się to wzięło z amerykańskiego zwyczaju pozywania wszystkich za wszystko (przecież to było 16 lat przed metoo!).

Po drugie, obyczajowość się rzeczywiście zmieniła i tu przypadkiem prognoza mu wyszła całkiem trafnie. Na przykład na uczelniach nie istnieje już jakiekolwiek kumplowanie się na linii wykładowca – studenci. Z jednej strony przyjmuję argument, że może nie powinno się żałować wspólnych wypadów na piwo, jeśli pomoże to chronić studentów przed predatorami, z drugiej – mam jednak wrażenie, że wyrżnęliśmy sobie istotny element kultury akademickiej polegający na nieformalnym przekazie wiedzy w remach relacji mistrz-uczeń, a predatorzy nadal mają się świetnie. Cóż, pani Chua i pan Rubenfeld prędzej sobie stopy poodgryzają niż pomogą jakiemuś studentowi w znalezieniu praktyk. Ze szkodą dla tychże studentów.

A jeśli chodzi o bronienie Komudy, to nie ma w tym niczego prawicowego i nie, nie chodzi o „walkę z cenzurą”. Polecam wywiad z Dukajem w GW „Cyfrowi książęta wierzą w przesiadkę w cyfrowe życie wieczne”, on tam szczegółowo wyjaśnia swoją obsesję na punkcie wolności słowa – w skrócie, dla Dukaja wolność słowa jest wartością nadrzędną, a każda wolność wiąże się z pewnymi kosztami. Na przykład takimi, że gdzieś ktoś opublikuje słabe opowiadanie o ganianiu geja po lasach. I oczywiście szanuję to, że można mieć inne wartości i inne zdanie w temacie, ale dla mnie, typowej przedstawicielki ery godności ta postawa jest zrozumiała.

(Protesty były z powodu niefajnego przedstawienia osoby LGB, nie niskich walorów utworu, gdyby fandom miał protestować przeciwko niskiej jakości opowiadań w NF, to powinien rozbić stały obóz Occupy Rzymowskiego Street gdzieś od ustąpienia Nakoniecznika (choć muszę przyznać, od niedawna jest coś jakby lepiej)).


Codiac
Sat, 6 Jun 2026 08:40:36
@Dukaj
Cóż, ja bym jednak powiedział, że taka obsesja na punkcie wolności słowa i stawianie tego ponad empatię czy uczciwość intelektualną to też bardzo prawicowa rzecz. Dukaj nigdy nie był na tym poziomie co Ziemiański czy Ziemkiewicz, ale pewne rzeczy przebijały.

Protesty były nie z powodu "niefajnego przedstawienia" - chyba że uznamy to za bardzo eufemistyczne wyrażenie - tylko z tego powodu, że Komuda napisał propagandowego gniota, którego redakcja puściła bo jest znany. Czytelnicy zaprotestowali, redakcja się wycofała i przeprosiła i na to nastąpiło oburzenie różnych pisarzy, głównie prawicowych.

Ale mój główny problem z Dukajem to że nie stosuje własnych standardów. To jest pisarz, który otwarcie mówił, że od swoich czytelników oczekuje pewnego minimalnego poziomu inteligencji. I może to powinno być pierwsze ostrzeżenie, że ego mu rośnie. Cóż, ja też w takim razie oczekuję od niego tego samego.
Gdyby Komuda swojego gniota opublikował gdzieś na własnym blogu w sieci, to można by było mówić o bronieniu wolności słowa. Ale krytykowanie redakcji że uznała opublikowanie tego tekstu za błąd to nie jest obrona wolności słowa, tylko wymuszanie własnego podejścia. Dukaj nie rozumie - albo nie przyjmuje do wiadomości - że redakcja NF nie jest miejscem w którym każdy może sobie wyjść i mówić co tylko zechce. Jest przedsięwzięciem komercyjnym w którym wolność słowa nie panuje z definicji. Zadaniem redaktorów jest przesiewanie tekstów i dobór ciekawych, trzymających pewną jakość i pasujących do profilu pisma. Mający niewiele wspólnego z fantastyką napastliwy paszkwil nie powinien nigdy przez to sito przejść.
Jeżeli Dukaj tego nie rozumie to najwyraźniej sam jest zaślepiony swoją ideologią wolności słowa jako wartości najwyższej i nie potrafi wykazać minimum uczciwości intelektualnej. Redakcja NF - czy jakakolwiek inna - nie jest od spełniania jego fantazji o wolności słowa. Wręcz przeciwnie, jest od tego żeby niektóre teksty akceptować a inne odrzucać.
To nie jest jakiś drobiazg który mu wyszedł przypadkiem. To jest kwestia całościowego podejścia i priorytetów, tego co mu wynika z przemyśleń i doświadczeń życiowych.

Kiedy pierwszy raz wyłapałem u niego błąd, nie robiłem z tego afery. Każdemu może się zdarzyć, Lem też miewał błędy. Ale Lem nie żyje i nie dowiem się czemu je miał i czy byłby skłonny poprawić. W przypadku Dukaja wiem bo widziałem jego reakcję. Gdy się okazało że coś się w jego książce nie zgadza to zamiast powiedzieć "A rzeczywiście, przepraszam i postaram się żeby w następnym wydaniu było poprawione" on poszedł w zaparte i stwierdził że użył innej definicji. Tyle że jego definicja była odwrotnością definicji powszechnie przyjętej! To tak jakby czas chciał liczyć w herzach albo prędkość w sekundach na metr. Mówimy o autorze który wobec czytelników ma oczekiwania pewnego minimalnego poziomu, a brak kolejnej części tłumaczył tym, że fizycy jeszcze nie ustalili pewnych rzeczy. To nie jest jakiś drobny błąd matematyczny czy przestrzenny jak u Lema.
Każda kolejna taka rzecz - a było ich więcej, np. jego opowieść o Japonii została przez ludzi znających realia ostro zjechana bo research wyszedł mu ziemkiewiczowski - sprawia, że ja do niego tracę zaufanie. Nie mam ochoty zastanawiać się podczas lektury jego książek co jeszcze sobie zmyślił albo przekręcił, bo tak. Zanim zacznie stawiać wymagania czytelnikom niech zacznie od siebie.

Oczywiście to wszystko mało istotne. Wątpię by Dukaja obchodziło co sądzi o nim jakiś random z internetu (aczkolwiek jeśli będzie go to obchodziło to niech uzna to za przejaw jego ukochanej wolności słowa). Mnie z kolei przestaje obchodzić co o czymkolwiek sądzi Dukaj, ponieważ nie mam do niego zaufania. A to co wrzucił Boni to tylko kolejny kamyczek do ogródka.

rozie
Sat, 6 Jun 2026 13:43:33
@Codiac
"Rubens, Verne czy Dumas nie brali cudzych dzieł bez płacenia za nie, żeby pociąć je na kawałki i poskładać we własne arcydzieła. Nawet gdyby postawić argument, że przetwarzanie w ludzkim mózgu to też podobny proces, to przynajmniej za to na czym się uczyli, płacili."

Gwoli ścisłości, to korzystający z LLMów też płacą. Więc to, że Verne płacił komuś, nie oznacza, że ten ktoś nie wykorzystał jakichś podsłuchanych historii, opowiadań albo książek, z których czerpał i kompilował ochoczo, bez uznania praw autora. Zmierzam do tego, że to nie jest tak, że LLMy stworzyły coś nowego. One upraszczają i przyspieszają pewne procesy, ale samo zjawisko nie jest nowe. Aferka z wzięciem zawartości portalu a'la wiki przez osobę niezwiązaną i zrobieniem książki o bardzo zbliżonej zawartości i sprzedawaniem jako własnej nada się na przykład?

Z tego jak zrozumiałem wypowiedź Tokarczuk, to ona używa tego raczej do generowania wariantów. Np. jak mogą być powiązane konkretne osoby, jaką mogą mieć historię. Nie wiem jak autorzy we wczesnej fazie podchodzą do tego (pewnie każdy inaczej), ale na etapie betareaderów się rozmawia, czasem padają sugestie. Część jest pewnie uwzględniana w ten czy inny sposób, na pewno są wsadem i paliwem dla myśli autora.

Codiac
Sat, 6 Jun 2026 19:07:39
Zjawisko nie jest nowe, ale przecież jest od dawna uznawane za negatywne. Zależnie od intencji i konkretnego zastosowania nazywamy to albo plagiatem albo fałszerstwem. W najlepszym razie mówimy o ghostwritingu i też nie patrzymy na to zbyt przychylnie.

Ale to co odróżnia LLMy od dowolnego mistrza sztuk to przecież kwestia skali. I tego naprawdę nie można ignorować, bo to tak jakby powiedzieć "Nie wiem czemu ludzie się czepiają tego Hitlera skoro już Kain przywalił Ablowi kamieniem w głowę i od tego czasu regularnie ktoś wyciąga nóż czy inną broń żeby kogoś innego pozbawić życia".

Tokarczuk obrywa rykoszetem, bo ludzie generalnie mają dosyć wciskanych im wszędzie narzędzi AI oraz narracji, jak to ta zaraz zabierze im pracę, albo - w nieco lepszym przypadku - jak to za jakiś czas walnie bańka i ekonomia się posypie gdy AI okaże się jednak nie do utrzymania.
Natomiast są inne rzeczy nad którymi warto się zastanowić. LLMy mamy raptem od paru lat, więc brakuje jeszcze dobrych badań, ale są pewne dane empiryczne wskazujące na to, że ludzie korzystający z nich regularnie obniżają swoje kompetencje i zatracają umiejętności samodzielnego działania na takim poziomie jaki mieli wcześniej. Więc Tokarczuk korzystająca z AI żeby sobie wygładzić kawałek tekstu czy jako ściany do odbijania pomysłów może wpaść w tę samą pułapkę. LLMy bowiem nie prowadzą rozmowy. Przymilają się i procesują to co statystycznie najczęstsze (a chyba pisarka klasy Tokarczuk nie chce robić najpowszechniejszej pulpy tylko mieć oryginalne pomysły?).

Mnie to akurat wisi bo mam raptem jedną jej książkę i jeszcze jej nie przeczytałem, ale uważam że ludzie w ogóle powinni do tej technologii podchodzić nieco bardziej krytycznie. Nie dlatego że jest zła. Dlatego, że jej koszty (w szerokim tego słowa znaczeniu) są jeszcze nieznane. Za to wiemy już, że niektóre technologie cyfrowe promowane przez big techy, np. social media i różne rolki/tiktoki, mają negatywny wpływ na ludzi pod paroma względami. Np. obniżają próg uwagi, czy prowadzą do huśtawki emocji bo to "się klika", świetnie się nadają do prowadzenia dezinformacji i wprowadzania szumu informacyjnego, etc. Więc ryzyko, że podobne zagrożenia (albo inne ale jakieś) niesie też AI w formie LLMów jest spore. Moim zdaniem przy tym wszystkim co już zdążyli odstawić to Musk czy Altman powinni udowodnić, że to jest bezpieczne, a nie ktokolwiek inny, że nie jest. No ale to idzie z USA, a tam takie podejście jest normą.

rozie
Sun, 7 Jun 2026 11:57:29
@Codiac
"Zjawisko nie jest nowe, ale przecież jest od dawna uznawane za negatywne."
Niekoniecznie. Dużo zależy od skali zapożyczenia, jego dosłowności itd. Mało rzeczy (pomysłów) jest oryginalnych, autorzy utworów (nie tylko książek) to nie Wpatrujący się w Ścianę. Zapożyczenia i nawiązania są raczej normą. Czasem są świadome i wyraźne, czasem nieświadome. Liczba rozwiązań niektórych kwestii (np. dziecko bez rodziców) jest ograniczona. Prawo niespodzianki u Sapkowskiego to też nie jest oryginalny pomysł, a czy komuś to przeszkadza?

"Ale to co odróżnia LLMy od dowolnego mistrza sztuk to przecież kwestia skali."
Prawda. Ale czy negatywnie? Bo chyba zmierzamy/wracamy do tego, że kiedyś autor przez lata czytał różne źródła, zapamiętywał/robił notatki (czy to na papierze, czy w jakieś bazie wiedzy typu Obsidian), potem siadał, pisał i z notatek wybierał sobie rozwiązania lub coś kompilował. Teraz ma dostęp do pomysłów na wyciągnięcie ręki. Dowolna automatyzacja i przyspieszenie przetwarzania informacji działa podobnie. Wyszukiwanie tesktu w komputerach też było tu przełomem w stosunku do przeglądania papierów.


"a chyba pisarka klasy Tokarczuk nie chce robić najpowszechniejszej pulpy tylko mieć oryginalne pomysły?"
Niekoniecznie (patrz pierwszy akapit). I nie zawsze. Nadal może mieć oryginalne najważniejsze pomysły, a ze wsparcia korzystać tylko do szybkiego i gładkiego rozwinięcia wątków pobocznych/tła. I serio nie wiem czy jest sens się przejmować, że jakiś twórca sięga po wspomagacze stymulujące percepcję, co długoterminowo mu zaszkodzi. Być może, ale może pomóc krótkoterminowo. Jego wybór, gwarancji, że bez nich byłoby lepiej nie ma.

Hype AI, ew. bańka, zagrożenia, przypisywanie LLMom inteligencji itd. - wszystko to istnieje, ale nie bardzo ma związek z tym, że Tokarczuk używa LLMów. Jakby powiedziała, że posiada wersję cyfrową wszystkich książek, które czytała i jak brakuje jej pomysłu, to pisze początek i uruchamia wielokrotnie program, który z przeczytanych książek generuje łańcuchy Markowa (ubogi krewny LLMów) pasujące do wygenerowanego początku i traktuje to jako inspirację, to też byłby problem? Wg mnie nie.


Codiac
Sun, 7 Jun 2026 13:00:40
@rozie
"Prawo niespodzianki u Sapkowskiego to też nie jest oryginalny pomysł, a czy komuś to przeszkadza?" To zależy od zapożyczenia przecież i tego czy się podaje autorstwo. Sapkowski akurat korzysta z różnych mitów czy baśni, gdzie oryginalnych autorów nie da się ustalić, funkcjonuje to w zasadzie zbiorowo a co bardziej znani późniejsi jak bracia Grimm to też tak naprawdę kompilatorzy.
Ale jeśli w swojej książce chcemy sięgnąć po coś co wymyślił ktoś inny to tworzymy bibliografię i podajemy źródła zapożyczeń. Oczywiście może być tak, że dwie osoby wpadły na pewne pomysły niezależnie od siebie i wtedy nie mamy do czynienia z zapożyczeniem, ale to jest zupełnie nieistotne w kontekście LLMów, bo one tego nie potrafią. Niczego nie tworzą z własnych przemyśleń czy doświadczeń.

"Prawda. Ale czy negatywnie?"
Tak ogólnie? Ja uważam, że AI jako taka ma swoje zastosowania, LLMy jako jej podzbiór również. I osobiście nie miałbym nic przeciwko pewnym formom wspierania się takimi narzędziami również w pisaniu. Są rzeczy istotne i są takie o małym znaczeniu. Jeśli więc autor ma dwudziestą z kolei postać którą musi sobie wyobrazić (nawet nie opisać, ale dla siebie potrzebuje mieć jakąś wizualizację) to poproszenie LLMu o opis w co ubrana może być taka postać jest dla mnie akceptowalne. Albo zarzucenie "podaj mi dwadzieścia różnych zestawów które można zamówić w restauracji". Ot, lekkie wspomaganie kreatywności, IMO nie gorsze niż np. łojenie wódki, co też się niektórym zdarza. Nie żebym pochwalał i namawiał, ale mogę zrozumieć.
Przy czym istotne jest żeby pamiętać, że AI ma swoje ograniczenia i podaje nam po pierwsze rzeczy najbardziej statystycznie pasujące, a po drugie czasami wpada w jakieś losowe potoki i zmyśla dane. Więc o ile poproszenie o losowe pomysły z danego zakresu ma sens, tak poproszenie o porządną kwerendę już nie bardzo. Chcesz dwadzieścia _jakichś_ zamówień w restauracji żeby sobie to przeprocesować i wybrać jeden albo wymyśleć coś jeszcze innego? W porządku. Chcesz dwadzieścia zamówień dostępnych w Warszawie w dwudziestoleciu międzywojennym? Lepiej sprawdź dokładnie to co ci AI wypluje, bo możliwe że dostaniesz jakieś bzdury.

Ważniejsze jednak, że obecnie AI to temat drażliwy. Po pierwsze dlatego, że już jesteśmy zalewani slopem, również w formie pisanej. Po drugie, przez te wszystkie obietnice jak to niedługo AI pozbawi nas pracy. Więc pojawia się kontrreakcja. I tu moim zdaniem jest grzech główny Tokarczuk - nie potrafi odczytać oczekiwań zwykłych ludzi. Dla niej to przyjemne narzędzie, dla wielu innych osób potencjalne zagrożenie i coś co stoi za gównowaceniem ich doświadczeń codziennych, również kulturowych.
Tymczasem Tokarczuk nie tylko wypowiada się tak jakby się chwaliła swoim korzystaniem z AI, ale dodatkowo ją antropomorfizuje. Ilu jej czytelników może liczyć na to, że usłyszy "kochani, zróbmy z tym coś ciekawego wspólnie"?

Mój problem jest nieco inny niż przeciętnego odbiorcy któremu nie spodobała się jej wypowiedź. Konkretnie z tym fragmentem "jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne". Niestety informacje jakie dopływają z szerszego zakresu danych niż doświadczenia anegdotyczne jednej Tokarczuk wskazują, że jest dokładnie odwrotnie. Że ludzie polegający na AI zaczynają zatracać _własne_ myślenie kreatywne. A gdy pisze o tym jak to wrzuca w AI pomniejszy pomysł i prosi żeby go kreatywnie rozwinąć, to moim zdaniem pokazuje, że i u niej ten proces postępuje. Czyli z pisarki przemienia się w prompterkę + redaktorkę, wymyśla ogólny pomysł, właściwą treść pisze jej maszyna, a ona to następnie poprawia. Ale całe rozwinięcie początkowego pomysłu, całe wypełnienie treścią, generuje jej model AI.

Przy czym mnie to za bardzo nie ruszy, nie jestem jej czytelnikiem docelowym. Najwyżej sama sobie zaszkodzi. Trochę mi jednak szkoda że nasza literatura zmierza w takim kierunku, bo uważam, że na tym stracimy wszyscy. A ona jako osoba doceniana i nagradzana ma na to pewien wpływ i dokonała wyboru. Ryba psuje się od głowy.


rozie
Sun, 7 Jun 2026 17:07:07
@Codiac
Autorów nie daje się ustalić z różnych powodów. Między innymi dlatego, że jako ludzie nie dbamy o źródła. To czy rolę miksera spełni LLM, wynajęci ghostwriterzy, czy po prostu poczekamy aż się zatrze w sposób naturalny, to głównie różnica czasu i kosztu.
Bibliografie w literaturze pięknej raczej nie są często spotykane. To czy LLMy "wpadną na pomysł" nie do końca ma znaczenie. Mogą wytworzyć rzeczy, których nie było, poprzez złożenie z istniejących fragmentów. I to niekoniecznie fragmentów z dzieł objętych prawem autorskim.

Zgodność z realiami nie zawsze ma znaczenie - zależy od gatunku, pytania i warunków brzegowych w prompcie. Wg mnie trochę za mało danych, by twierdzić, że teraz AI pisze jej książkę czy że to nie są jej pomysły. A do bajania czy do szybkiego rzucania losowych pomysłów LLMy się nadają wyśmienicie.

Przypuszczam, że grzech główny jest taki, że to było wystąpienie plus minus sponsorowane. Analogicznie, jak czasami na blogach pojawiają się teksty sponsorowane. Powtórzę, mi te zachwyty wyglądają na zachwyty kogoś, kto dopiero zaczął używać AI i "faktycznie, papuga gada nawet sensownie!". No ale bez szczegółów umowy dot. wystąpienia, czy daty, kiedy wykupiła tę najwyższą wersję, nie dowiemy się, jak było naprawdę. Bezkrytyczni entuzjaści AI też się zdarzają przecież.

Ad. kreatywność - tu prezentujesz pewną spekulację, jak z tego korzysta. Ja jej wypowiedź odebrałem bardziej jako sugestie pomysłów, dot. rozwinięcia fabuły. Zrobiłem mały eksperyment i wrzuciłem krótki prompt tego typu (kryminał, siatka studentów nieświadomie przemycających towar przez granicę) - faktycznie nie pisze tekstu, tylko podsuwa pomysły, a poproszony o "piękne rozwinięcie" rozwija pomysł, z detalami. Które można przyjąć lub świadomie odrzucić.

Tak czy inaczej, LLMy nie znikną, jak nie znikną komputery i jedna wypowiedź nie zmieni ani sposobu użycia, ani kierunku, w którym zmierza literatura. Z punktu widzenia lobbystów AI pewnie "nieważne jak, ważne, żeby mówili", bo to świadczy, że AI jest hot, więc cel osiągnięty. Cynicznie patrząc - ona z artystycznego punktu widzenia już osiągnęła, co miała osiągnąć, nikt jej tego nie odbierze i może pisać "na masę".

Codiac
Sun, 7 Jun 2026 19:24:07
"Mogą wytworzyć rzeczy, których nie było, poprzez złożenie z istniejących fragmentów."
Mogą, ale działają w sposób, który ludzie przekraczają i właśnie o to w tworzeniu chodzi. Oczywiście ludzie też nie zawsze to robią, wiele naszych działań jest odtwórczych. Ale potrafimy przeskoczyć pomiędzy pomysłami niepowiązanymi (twórczość) gdy LLMy są zaprojektowane żeby trzymać się statystycznie istotnych powiązań (odtwórczość).
Taki przykład na szybko. Parę dekad temu pewien człowiek uznał, że chciałby zrobić coś co byłoby jak filmy samurajskie Kurosawy, ale inaczej. Walka na miecze, niemal magiczne zdolności przewidywania ataków, do tego uniwersalna opowieść o walce dobra ze złem. I jeszcze dorzucił alegorię do wojny, w której własny kraj postawił na pozycji tych złych. No i dostaliśmy Gwiezdne Wojny. LLM tego nie zrobi o ile nie dostanie wyraźnych wytycznych. Jeśli poprosisz o coś w stylu Kurosawy to będzie się trzymał realiów samurajskich. To znaczy teraz może i zrobi ponieważ GW już istnieją więc połączenie między filmem samurajskim a space operą też, ale wtedy nie istniało i trzeba było właśnie przeskoczyć tę przepaść żeby wymyśleć coś nowego i wspaniałego.
Uważam, że AI jako taka może być w stanie kiedyś to zrobić. LLMy nie.

"I to niekoniecznie fragmentów z dzieł objętych prawem autorskim."
Oczywiście. I gdyby do tego się ograniczały to byłby z nimi jeden istotny problem mniej. Ale kluczowe jest to, że oprócz dzieł nieobjętych prawem autorskim zostały również nakarmione takimi, które są nim objęte. Bez zapłaty czy pytania o pozwolenie, łamiąc licencje na których te dzieła były publikowane. Człowiek który zastrzelił innego człowieka też zrobił mnóstwo rzeczy zgodnych z prawem, np. zjadł śniadanie, ale nie to jest kluczowe w sprawie o morderstwo, prawda?

"Zgodność z realiami nie zawsze ma znaczenie - zależy od gatunku, pytania i warunków brzegowych w prompcie."
Oczywiście. Dlatego ja nie twierdzę, że LLMy są bezużyteczne. Podałem przecież przykłady gdzie ich użycie ma sens. Ale trzeba zdawać sobie sprawę, że nie są uniwersalne. Nawet jeśli bigtechy próbują nam wcisnąć taki kit.

"Tak czy inaczej, LLMy nie znikną, jak nie znikną komputery"
Zapewne nie znikną tylko zmorfują. Znowu, to nie jest tak, że LLMy są bezużyteczne, bo nie są, tylko że się nam je wciska do wszystkiego, gdy pożyteczne i sensowne zastosowania ich to niewielki procent tego. Zwłaszcza próba robienia z nich AGI od wszystkiego jest po prostu głupia, wyspecjalizowane modele które nie wyskakują poza to do czego mają służyć, będą sprawniejsze.
Przede wszystkim jednak to się wywali o finanse. Te olbrzymie modele LLMów nie zwracają się. Nie wiemy ile dokładnie wydają OpenAI czy Anthropic (ci ostatni niedawno stwierdzili, że mieli kwartał na plusie, ale podobno dlatego, że im Musk dał spory rabat na opłaty za korzystanie ze swojego sprzętu). Wiemy za to jak wyglądają finanse SpaceX (połączonego z xAI), bo oni złożyli IPO. Otóż w pierwszym kwartale tego roku filar AI SpaceX czyli xAI miał na minusie bodajże nieco ponad 2,5 miliarda dolarów. W kwartał. Dla porównania OpenAI ubiło Sorę po pół roku bo ich koszty operacyjne wynosiły milion dolarów dziennie, mimo że od Disneya mieli deklarowany miliard dolarów finansowania i mogli ją utrzymać przez kolejne dwa lata przy takich kosztach. Milion dolarów dziennie to jest niecałe 100 milionów straty w kwartał, Musk w AI ma 2,5 miliarda czyli ponad 25x tyle. Straty, nie zysku.

Więc gdy OpenAI i Anthropic też złożą IPO, a złożą, to będzie wiadomo jak bardzo niezyskowne są ich działania. Bańka walnie, ekonomia ucierpi, pewnie liczą że rząd ich poratuje a co do tej pory wzięli w pensjach i nagrodach to ich.
Same LLMy nie znikną. Chińczycy robią konkurencję, pomniejsze firmy też coś z tym zrobią, pewnie pojawią się mniejsze i bardziej wyspecjalizowane modele. Może nawet karmione uczciwie pozyskanymi danymi (bo wystarczy im znacznie mniejszy korpus). Może będzie się dało mieć lokalny model na telefonie, baterie będą starczać na jeszcze krócej. Ale jak ktoś będzie chciał to będzie miał. Dla mnie ważniejsze jest, żeby ci co nie chcą mogli unikać, bo obecnie jest to konkretnie utrudniane.

"Cynicznie patrząc - ona z artystycznego punktu widzenia już osiągnęła, co miała osiągnąć, nikt jej tego nie odbierze i może pisać "na masę"."
No właśnie. Ona już swoje osiągnęła i nie przejmuje się tym co będzie po niej. Nikt tu przecież nie mówi, żeby palić jej książki. Tylko że to cholernie smutne, że ktoś tak utytułowany i nagradzany nie myśli o dobrze swojej dziedziny, tylko własnej, krótkotrwałej wygodzie.


rozie
Mon, 8 Jun 2026 22:54:28
@Codiac
"Ale kluczowe jest to, że oprócz dzieł nieobjętych prawem autorskim zostały również nakarmione takimi, które są nim objęte. Bez zapłaty czy pytania o pozwolenie, łamiąc licencje na których te dzieła były publikowane."
Raz, że człowiek, który zapozna się z dziełami objętymi prawami autorskimi, także bez zapłaty i pytania o pozwolenie, może przetworzyć je, zmiksować i wykorzystać - świadomie lub nie - w swoim procesie twórczym. Dwa, to "bez zapłaty i pytania o pozwolenie" mamy dość mocno umocowane w prawie. Copyrighty są względnie nowe, a dopiero co oburzaliśmy się na ich wydłużanie. Trzy, z tego co kojarzę były jakieś wyroki i firmy od AI[1] zapłaciły. Cztery, jak legalnie kupowali i skanowali, to z kolei było oburzenie, że niszczą (skanowanie było destrukcyjne z uwagi na szybkość). Zawsze źle. ;-)
To oczywiście jest szara strefa, nowe zjawisko i zależy jak na AI spojrzeć. Czy gdyby zamiast maszyny liczącej był jakiś człowiek, powiedzmy sawant, który potrafi bardzo szybko czytać i odpowiada jak LLM, to karmienie go danymi i korzystanie z jego "bełkotu" byłoby legalne?

"Przede wszystkim jednak to się wywali o finanse."
Albo nie wywali. Jak wyglądały początki komputeryzacji? Jakie pierwsze komputery miały możliwości, wymiary, ile zużywały prądu, jakie ludzie widzieli zagrożenia? Co mamy dziś? Dobry wykład o tym, ile kosztowały komputery 30 lat temu był w ramach piwo.sh (do obejrzenia w necie; Gdy komputery miały przycisk turbo). Z głowy: PC 30 lat temu kosztował odpowiednik dzisiejszych 50k zł. I było wiadomo, że za 3 lata jest praktycznie nieużywalny. Dziś za 500 zł masz w kieszeni smartfona, który jest pod każdym względem mocniejszy od tamtego peceta.

Więc to, że ładują teraz ogromne ilości kasy, bez zysku, nie ma wg mnie większego znaczenia. To nadal jest początek, pchanie AI gdzie się da, coraz większe, coraz lepsze modele. Nikt nie skupia się jeszcze na zysku. Szczególnie, jeśli w perspektywie mamy mokry sen posiadaczy pieniędzy: wkładam pieniądze, dostaję "myślenie". Więcej wkładam - lepiej/szybciej "myśli". Nie potrzebuję żadnych ludzi, etatów, nawet czasu specjalnie nie potrzebuję. Jeśli jeden programista potrzebował rok na wytworzenie programu, to 365 programistów nie napisało go w 1 dzień. A AI uruchomione na 365 razy szybszym sprzęcie - napisze! Nie chodzi tylko o biznes, w grę wchodzi też zdrowie/życie. AI leczące raka u konkretnej osoby? Ależ proszę bardzo: https://www.ibtimes.co.uk/ai-designed-vaccine-shrinks-tumor-rescue-dog-1785794 Pewnie przehype'owane, ale ładnie przybliża do czego zmierzamy. No i teraz pomyśl, że jesteś takim Besosem czy Gatesem i masz takie coś w perspektywie.

[1] Będę używał AI na określenie wielu rzeczy, w tym LLMów, systemów agentowych, pewnie i machine learning się złapie.




 

Engine: Anvil 1.08   BS