Różności muzyczne plączące mi się po głośnikach, za ostatnie miesiące.
1. Pani z zamierzchłej przeszłości poprzedniego stulecia, ale jakoś wraca, niczym bumerang. Miriam Stockley, wiodąca wokalistka ulubionego projektu "Adiemus" Karla Jenkinsa. Przez dekady miewała i miewa solowe rzeczy, i z różnymi znanymi ludźmi też.
Bonusowo, jej wersja "Mercy Street" Petera Gabriela (do coverów "Mercy Street" mam podobny stosunek jak do "White Rabbit", kolekcjonuję je). Bonusowo do bonusa, skoro już covery, to jej wersja "Summer in the City", którą wolę od oryginału. Bonusowo bez związku: kawałek którego NIE śpiewa Miriam o ile mi wiadomo, ale wielu jej go przypisuje (śpiewała tam inne); tak czy owak ulubiony kawałek z pomniejszych projektów "world music" konkurujących z Jenkinsem, Gabrielem itp. czyli z "Beautiful World" Phila Sawyera, kawałek "in Existence".
2. Przeskakujemy o parę dekad, duet Kaleida, fajne dziewczyny od minimalistycznej muzy elektronicznej i okolic, które wypłynęły na piosence "think" fenomenalnie użytej w ścieżce dźwiękowej w John Wick jedynce (to ten delikatny motyw przy masakrze na basenie klubu RedCircle). Mają znacznie więcej do zagrania i zaśpiewania. Oraz bonusowo TO ICH jest wersja "99 Luftballons" z filmu "Atomic Blonde"...
3. Odkopujemy zabytki, ale z nowym repertuarem, czyli Tears for Fears wróciło jakiś czas temu, albumem "The Tipping Point", dziadki są nadal w formie. Zatwierdziłem do użytku, za miesiąc ma wyjść płytka post-tournee i nawet z jakimiś paroma nowymi kawałkami (teaser trzeci poniżej).
4. Odkopujemy zabytki, ale nie tylko z nowym repertuarem (nie żeby bardzo innym niż stary...), ale też z następnym pokoleniem. David i Romany Gilmour pojawiali się od jakiegoś czasu razem, a tu bardzo ładna wrzutka z prób, sprzed tygodni. (Rozwala mnie reakcja pani z chórku na solówkę Davida ;D )