Nietypowo dla tego bloga, będę snuł dziś długie rozważania POLITYCZNO-historyczne, bo ponieważ, ale o. Zostaliście ostrzeżeni. Ewentualnie, tłumacząc na ludzki, dobre teorie spiskowe są dobre, bo moje!
Niektórzy uważają, że propaganda istnieje odkąd istnieje polityka, czyli grube parę tysięcy lat. Że gdzieś tam między pierwszymi cywilizacjami, raczej egalitarnymi i ze względnie słabo wyrażoną władzą, a cywilizacjami, które już najoczywiściej miały silną władzę i ciągłą walkę o władzę, nastąpiło "wynalezienie" propagandy. Że zaczęto budować większe pomniki Naszych Wspaniałych Władców; stawiać więcej stel, z wykutymi Ich kodeksami i historiami; że okazało się, iż nasi bogowie i boginie potrzebują większych i bogatszych świątyń, żeby wszyscy, swoi i obcy, dobrze sobie zapamiętali, jak zajebiści byli, są i będą NASI.
I tak szło przez millenia, przez te wszystkie świątynie Ramzesów, kolumny Trajanów, stele i katedry, aż po czasy mniej więcej renesansu, po jakiś mecenat Medyceuszy, czy propagandową machinę cesarza Maksymiliana Habsburga, czy jakieś działania Henryka VIII Tudora.
Wtedy nastąpiła gwałtowna zmiana świata, w bardzo wielu zakresach, i moim zdaniem, także totalna zmiana paradygmatu propagandy politycznej. Gdyż właśnie wtedy, na tle kolosalnych zmian ustrojowych (np. protestantyzm, konfederacja szwajcarska) i komunikacji (np. druk, poczta), zaczęła się nowa epoka "divide et impera, ale wersja po taniości", totalnie zwiększająca "przestrzeń" manipulacji i propagandy, tzn. jej szybkość razy ilość dostępnych odbiorców. I od tego momentu poleciało coraz szybciej, aż po XIXw gazety, XXw mass-media, po XXIw patologie internetu. Najważniejsze, że w skutek powyższych zmian kłamstwo czy manipulacja polityczne w zakresie propagandy, okazały się znacznie TAŃSZE niż rzeczywiste osiąganie jakichkolwiek celów, czy nawet tylko "chwalenie się" nimi, jak w poprzednich epokach.
Ta zmiana tempa i zakresu, gdzieś po drodze, ze zmiany ilościowej stała się jakościowa. Trudno wskazać w takim ciągłym procesie punkty przełomowe, ale mam wrażenie, że Rewolucja Francuska była już zupełnie umocowana w nowym paradygmacie, tj. zawodowi politycy-publicyści, nie mający ŻADNEJ legitymacji poza ulubionymi ideami filozoficzno-literackimi i zassaniem kciuka, posługując się "gadaniem", charyzmą i pierwocinami mass-mediów, mogli przerzucać się nie tylko pomysłami, ale też oskarżeniami, plotkami i fake-newsami, i manipulować masami, i tworzyć i obalać państwa, niewiele gorzej, co najwyżej nieco wolniej, niż ich duchowi następcy, w następnych wiekach.
I tak idzie po dziś dzień, to osiąganie celu "po taniości", przez manipulację jak największej ilości ludzi, w celu politycznym manipulującego. Czyli gdyby dało się osiągnąć pożądany cel samą prawdą y dobrem, byłoby fajnie, ale oczywiście - cel uświęca środki. Gdyby dało się osiągnąć siłą, też ładnie, ale jeśli nas na to nie stać, a osiągnięcia robią się nieosiągalne - manipulacja przeważnie jest tańsza, może nawet z definicji.
Tylko, że mam też taką myśl, że te manipulacje, które manipulującym wydają się słuszne, piękne i zbawienne, oraz "tanie", przynajmniej w krótkim czy nawet średnim horyzoncie czasowym, jakoś niezwykle często przynoszą kolosalne nieszczęścia w dłuższej perspektywie, często także manipulującym.
Oczywistym "pomnikiem" takiej propagandy są fale antysemityzmu, zafundowane przez carskie tajne policje, te od "Protokołów mędrców Syjonu" i inspirowania pogromów na początku XXw - z prostego "lokalnego" szukania kóz ofiarnych i zwalania winy za szokująco przegraną wojnę 1905 i rewolucję na "kogoś", żeby osłonić choć na chwilę upadający ustrój caratu, ulepszając i nagłaśniając teoryjki paru niestabilnych umysłowo ludzików z XIXw, zafundowali światu pośrednio nie tylko holocaust IIWW (bo przecież naziści kupili teorie o "wbijaniu noża w plecy" i że to wszystko wina spisku, a nie naszej narodowej głupoty i megalomanii, z Rosji roku 1905, tak jakby mieli kserokopiarkę około 1920-1930), ale też cały wiek dalszej historii. Aż po obecne hamasy, hezbollahy, i rzesze pożytecznych idiotów Zachodu koniecznie "uwalniające Palestynę", która przecież wcale nie ma ochoty być uwolniona, tylko ma dziejową konieczność wybicia Żydów do nogi, gdyż są oni złem i spiskiem przeciwko światu, gdyż tako rzekły odgrzane, przetłumaczone, dostarczone przez sowieckie służby "Protokoły" itp., co ustaliło trajektorię świata arabskiego na dekady. Bo kiedy nie ma się zasobów, żeby przeciwstawić się ekspansji ekonomicznej i/lub politycznej NATO, czy USA, na Bliskim Wschodzie czy przy strategicznej ropie, zawsze można spróbować zająć NATO/USA miliardem ludzi, zmanipulowanych przez propagandę do wszechstronnego ataku na Izrael.
Inny taki "pomnik", to resentymenty przeciwko energetyce nuklearnej, które nadal mają się doskonale w europejskich społeczeństwach, zafundowane przez sowieckie służby, manipulujące młodzieżówkami i "ekologami" Zachodu, gdzieś tam w '70 i '80. Jeśli nic się nie dało zrobić wprost z rozmieszczaniem broni nuklearnej średniego zasięgu w RFN, czy ze strategiczną i taktyczną bronią brytyjską, to może da się przekonać Niemców czy Brytyjczyków, żeby te wszystkie atomówki sami wyrzucili? Praktycznie rzecz biorąc udało się, aż za dobrze. (BTW proszę nie wymachiwać Czernobylem zbyt mocno - awarie nuklearne były przed i później, i jakoś Amerykanie po Three Miles, czy Japończycy po Fukushimie, aż takiego zajoba nie dostali, jak zmanipulowana przez rosyjskie służby Europa, jeszcze przed 1986)
Tu warto zauważyć, a propos Rosjan, którzy są bez wątpienia mistrzami takich manipulacji od jakichś 200 lat, że taka propaganda działa lepiej przy w miarę sprawnej i swobodnej komunikacji "w rejonach" jej targetu, i ogólnie - wolności targetu. Stąd znacznie łatwiej manipulować otwarte społeczeństwa jak obecnego Zachodu, niż jakieś Turcje, Rosje carskie, sowieckie czy putinowskie, czy inne Chiny, co nie. Ale nie znaczy, że nie dało się, czy się nie da. Jakieś Radio Wolna Europa zawsze jest możliwe. Inna sprawa, że Zachód kontra ocenzurowane (semi)dyktatury różnej maści przeważnie miał taką przewagę logistyczną, technologiczną i ekonomiczną, że nie musiał schylać się po tanie rozwiązania propagandowe, tylko stosował "normalne" prowokacje, zamachy, zamachy stanu, naciski finansowe itp. narzędzia "pokojowej" czy zimnowojennej polityki.
Ale zdaje się bogaty Zachód jak najbardziej używał propagandy rozumianej jak wyżej, w manipulowaniu własnych, łatwych do zmanipulowania społeczeństw.
Ogólnie, wydaje mi się, że to był za ostatnie 100 lat, i jest nadal, modus operandi elit brytyjskich, które może w miarę zgrabnie odpuściły imperialne i kolonialne ambicje zewnętrzne, ale są mistrzami manipulacji swoich własnych mas. Z ostatnim "pomnikiem", czyli brexitem, który jw. z lokalnego manewru partyjno-politycznego, stał się dżinnem wypuszczonym z butelki.
Podobnie, wiele działań Amerykanów, raczej topornych na arenie międzynarodowej i polegających na względnej "brute force", także propagandowo-manipulacyjnej, na arenie wewnętrznej wydaje się wpisywać w dyskutowany zakres "nie możemy X zmienić siłą ani po dobroci, no to zmienimy ludzi manipulacją i propagandą". XIXw ideologiczna walka z alkoholem, aż po prohibicję międzywojenną i jej katastrofalne mafijno-polityczne skutki, to oczywisty przykład, ale znacznie dla nas istotniejszy, to cała "wojna z narkotykami". Która zaczęła się jako potyczka rasistowska przeciwko emancypującym się Czarnym oraz "ucieczka do przodu" po przegranej prohibicji alkoholu, a (nie)skończyła po paru dekadach jako rasistowska hydra stugłowa, fundująca ocean zła i cierpienia, i jako wojna światowa, bo duża część świata kocha małpować USA, albo musi małpować USA. I nadal - utrzymująca za twarz wykluczone i kolorowe mniejszości, i gwarantująca tłuste apanaże kompleksowi polityczno-policyjno-więzienniczemu.
Dwie dygresje: czasem trudno odfiltrować propagandę manipulacji, od innych działań politycznych, aż po wojny hybrydowe itp. Ale można próbować. Oraz nie można nie doceniać głupoty i idiosynkrazji ludzi stojących na szczytach elit, władzy, polityki, i ich odklejenia od rzeczywistości. Jakby Putin, który przecież propagandowo rozegrał doskonale swoje dojście od premiera-figuranta do władzy samodzierżnej, na paru zamach-prowokacjach i wojnie czeczeńskiej, nie odkleił się i nie miał wszechrosyjskich ambicji starzejącego się cara, to by wojny na Ukrainie nie było. Jakby Anslinger nie miał kompleksów białego małego penisa, broniącego białych kobiet przed czarnuchami, czy mniej nienawidził jazz, to może kurs "wojny z narkotykami" byłby znacznie łagodniejszy. Itd. itp.
Z innej strony, te różne manipulacje są przeważnie dosyć jasne, tzn. szczegóły czy początki przeważnie są gdzieś tam zakopane, czy tajne, ale rozwijająca się propaganda dla mas z definicji nie jest tajna, i dosyć łatwa do prześledzenia. Tzn. może nie dla manipulowanych ciemnych mas, które manipulacja mocno trafiła, ale przeważnie w ciągu paru lat specjaliści czy kontr-elity orientują się, że, drogi Watsonie, Ruscy znowu wcisnęli naszym ludziom fałszywkę, teraz o Żydach; o elektrowniach atomowych; o ekologii, którą sami mają w dupie; o uchodźcach, których sami batem i kałachem zapędzają nam do domu, itd. itp. Po dekadzie czy około, sporo normalnych, w miarę inteligentnych ludzi, orientuje się jak wyżej, na przykład, że "ktoś tu Bukim manipuluje" w sprawie marihuany, że policje czy agencje uprawiają cherry-picking, że naukowcy i specjaliści są zagłuszani, że coś w tym obrazku statystycznie jest bardzo nie w porządku.
Ale przeważnie jest już za późno, bo po pierwsze, emocje i świadomość zmanipulowanej masy ludzi już są zbyt mocno ustalone, po drugie, masa ma bezwładność, i już leci po zmienionej przez propagandę trajektorii politycznej, więc bardzo trudno ją odchylić w innym kierunku. Oraz często leci w rejony, o których nawet tym, którzy planowali manipulację, się nie śniło.
A ostatnią rzeczą, jaka zdarza się w masie indywidualistycznego, wolnego czy "wolnego", społeczeństwa małp naczelnych, jest masowe przyznanie "kurde, ależ jesteśmy debilami, każdy z osobna i wszyscy razem, że daliśmy się w X wkręcić, zatrzymajmy się i zastanówmy, skąd nam się ten X wziął, i czy coś z tym chcemy zrobić".
To była część historyczna, powiedzmy, teraz będzie teoriospiskowa i SF.
Do pewnego momentu nie mam z tymi wszelakimi manipulacjami propagandowymi, także z w miarę aktualnymi, większych problemów "poznawczych". To znaczy - nie śledzę bardzo polityki, nie mam dostępu do istotnych danych itd., ale przy trafieniu na niektóre działania czy zjawiska współczesności, wydaje mi się jasne, że są napędzane, przynajmniej częściowo, przez dyskutowany typ propagandy i kropki mi się łączą, w konkluzji przeważnie "a co nowego" (szczególne "a co nowego, że Rosjanie ugniatają sobie nasze społeczeństwa, jak chcą"). Że ktoś tam ma idiosynkrazję przeciwko własnym dziadkom-nafciarzom, czy głupią wizję ekologii i funduje "Stop Oil", protesty czy ataki, trafiające gdzieś zupełnie "obok"? No zdarza się, bywało, zawsze łatwo manipulować młodzież, a nihiliści i anarchiści bywali fundowani przez arystokrację, naziści przez kapitalistów, selawi. Że biały premier Wielkiej Brytanii publicznie mówi, że największym zagrożeniem społeczeństwa jest biała supremacja, czy że premier Kanady mówi, hm, ogólnie, to co mówi? No wydaje im się, że mogą propagandowo zmanipulować mniejszości etniczne i religijne, oraz połowę większości społeczeństwa, i osiągnąć najważniejszy cel, to jest utrzymanie się przy demokratycznie obieranej władzy; bo w żaden inny "tani" sposób, poza propagandą, nie potrafią rozwiązać problemu niskiej dzietności Zachodu i napływu emigrantów z biedniejszych krain. A w jakie zaskakujące, oby nie okropne, rejony dojadą na tej propagandzie, niczym David Cameron na maluśkich wyborczych obietnicach o referendum brexitowym, to dowiemy się za jakiś czas.
I tak dalej, i tak dalej.
Ale jest jeden punkt, a może raczej obszar, takiej współczesnej propagandy, który wydaje mi się jakościowo inny. To jest lansowanie czy nawet sponsorowanie przez centrowe, albo i teoretycznie wysoce konserwatywne elity, ideologii nawet nie lewicowych, ale lewackich, woke, i wszelakich związanych awantur i ruchów społeczno-kulturowych (jak np. zamieszania wkoło wszelkich literek stojących na prawo od LGB; diversity i (anty)rasizmu rozdętego do poziomu absurdu; napędzania "aktywistów emocji" dowolnej maści; niszczenia edukacji powszechnej w niespotykanej skali, itp.).
Wydaje mi się, że widzę punkt startowy - po kryzysie 2008, a szczególniej po Occupy Wall Street itp. około 2011-2012 amerykańskie i globalne elity władzy i pieniądza, stare i nowe, przestraszyły się sloganów klasy "zjedzmy bogaczy", i że w pauperyzującym się ekonomicznie i wymierającym demograficznie Zachodzie prędzej niż później trafi ich populistyczna rewolucja albo populistyczna dyktatura, i lata tłuste się skończą. A w wariancie bardzo pesymistycznym - zawisną na latarniach.
Stąd "ktosie" uznały, że neolibska propaganda lat '70-'00 wyczerpała się i już nie wystarcza, i zaraz ruszyła, częściowo skopiowana z klasycznych ruskich rozwiązań, nowa machina manipulacji, dezinformacji, stawiania zasłon dymnych i odwracania uwagi, od władców świata i ich trylionów dolarów. Do tego momentu mam "Meh, tego się właśnie spodziewałem 20 lat temu, czy pisując okazyjnie o nieuniknionym społeczeństwie 20/80 i pauperyzacji Zachodu, 1% próbuje te 80% czymś zająć. Oraz legalizuje marihuanę.".
Ale machina "culture war" została skrojona tak dziwnie, tak nie przystaje do "normalnych" czy tradycyjnych propagand konserwy i neolibu, jest tak wielowarstwowa i "wbrew", że to mi się nie klei z jakimkolwiek "normalnym" planem, nawet najlepszych analityków i wywiadów, na usługach, optymistycznie zakładając, kumatych decydentów. Bo przecież obecnym szczytem możliwości takich układów i wykorzystania "pożytecznych idiotów" są prowokacje i manipulacje jak putinowskiej Rosji, Chińczyków, czy w kociołku bliskowschodnim.
Stąd moja teoryjka, bez większych dowodów, ale z intuicji i pewnego przestarzałego
doświadczenia w temacie AI oraz SPRZEDAWANIA AI DECYDENTOM, jest taka, że gdzieś tam około 2013, w czasie kiedy założono firmę Cambridge Analytica (tych od republikańskich manipulacji wyborczych itp. na bazie Big Data, wyjętych z Facebooka) ktoś, może ci sami ludzie, od CA albo raczej ciekawej firmy-matki, SCL Group? ktoś kto miał już dekadę doświadczenia z AI modelującymi różne zagadnienia społeczno-polityczne na danych, a potem Big Data (bo na pewno w temat wpuszczono rzekę pieniędzy po 2001r. na tle "wojny z terroryzmem" i "na zasadach ogólnych", a potem wybuchu technologii IT/komórek, itd.), przekonał istotnych konserwatywnych decydentów, że plan propagandy i polityki jw. można zrobić z mocnym wsparciem AI. Oczywiście rozumiemy, że nie mówię o jakichś durnych LLM czy modelach świadomości itp., ale o fajnych modelach społeczno-politycznych, pracujących na Big Data (rzecz jasna, nie wiem w jakich implementacjach, ale to przecież nieważne, czy na ekstremalnych sieciach a la neuronowych, czy na algorytmach genetycznych, czy na modelach ze sznurka i magii, czy na jakichś, o których dowiemy się za lat dziesięć).
I ten nie-do-końca-ludzki plan "uciekniemy do przodu z naszymi trylionami $$$ i władzą, przy pomocy woke" jest wykonywany, mniej więcej od dekady, plus dostał kopa na rozpęd od pandemii, tzn. wszelkie elity władzy i pieniądza miały naoczne ćwiczenia z "apokalipsa w kapitalizmie", więc działają "szybciej", czy "gwałtowniej".
Rzecz jasna, brzytwa Ockhama czy podobne zasady, sugerują, żeby poplątanego, wielowarstwowego, niejasnego planu propagandowego i manipulacji, nie tłumaczyć konstruktem wygenerowanym przez AI, adaptowanym przez konserwatywnych "właścicieli świata" dla byłego-bogatego Zachodu, ale raczej typowym chaosem, sprzecznymi interesami różnych grup, głupotą czy idiosynkrazjami tychże władców oraz wykonawców ich planów.
Ale jednak trudno mi uwierzyć, że tak pogięty i pełen pozornych wewnętrznych sprzeczności plan, który na razie tak dobrze działa i jak się zdaje, w krótkim i średnim terminie być może wielostronnie gwarantuje "wygryw" 1% właścicieli świata, zachodzi ot tak, zupełnie chaotycznie i przypadkiem.
A gdzie nas zaprowadzi w dłuższym terminie, dowiemy się podróżując w czasie. W tempie 24h/dobę.