NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2024-06-25, wtorek
Tagi:  szort, kwestia-ceny     
___________________________________

Na tle rozważań "co by tu popisać, ale tak na serio" oraz komentarzy o różnych starych kawałkach wyciągnąłem z cyberpiwnicy szkice militarnej space-opery, które dłubałem baaardzo dawno temu. Tzn. na pewno około 2006r. ale chyba nieco wcześniej zacząłem. Jest tego z pół tomu, może 2/3, miało jakieś skończone wizję i plan, ale rzuciłem to w końcu w kąt, nie pamiętam czemu; pewnie wydawało mi się mega-wtórne i słabymi popłuczynami po czołowych mil-space-operach. Chociaż żonie podobało się.

Z okazji wyciągnięcia "Kwestii ceny" z szuflady, otrzepania z cyberkurzu (pliki RTF w formatowaniu przykrym, no co ja paczę...), wrzucam wam jakiś kawałek, z minimalnymi spojlerami. Ale jakie mogą być spojlery w sensacyjno-militarnych zagrywkach space-operowych kosmicznych najemników; w świecie podróży FTL, evil-korposów i skorumpowanych rządów, i wojen z Obcymi; no przecież "wszystko już było"... Endżoj!



XXII

Rick przejechał się z Toshiro, po części, żeby zobaczyć jego ludzi, a po części żeby odpocząć od Taela i “biznesu”. Polecieli wynajętym samochodem pod marny hotelik na Tłoczni, wyjątkowo obskurnej dzielnicy, jak na standardy Archipelagu. Toshiro parkował wóz dyskretnie gdzieś w kącie, żeby lśniąca maszyna nie rzucała się w ciekawskie oczy, a Rick spacerkiem wszedł do hotelu. Rozejrzał się po ciemnawym lobby i już w pół sekundy był na zewnątrz, oglądając się nerwowo za samochodem, z Claussem w garści. Zza rogu wyszedł Tochei.

- Spadamy, Toshiro!

- Co jest!? - drugi miotacz ujrzał światło dzienne.

- Krab jest w recepcji! Wiejemy!

- Ale ty nerwowy jesteś… - Toshiro nonszalancko zakręcił ciężkim Claussem i wsadził go do kieszeni - To pewnie Fast, mój człowiek.

- Eee, człowiek… - słabo wyjąkał Rick - Jezu, jakim cudem… a zresztą… ale…

- Zamknij się, schowaj broń i oddychaj głęboko, bo jeszcze mi tu padniesz na serce.

- Nie mówiłeś, że masz ekipę obcych…

- Nie pytałeś.

- No faktycznie, ale mogłeś…

- Dobra, dobra, chodź, pogadamy.

- Czy masz jeszcze jakieś niespodzianki? Bo jak wyciągniesz skądś zbiornik z fungiem, to niewątpliwie padnę z wrażenia.

- Nie, mam jeszcze trzech ludzi. W tym czarnucha. Nie jesteś aby rasistą?

***

Zebrali się w knajpie hotelowej, Toshiro zamówił drinki i spławił barmana. Rick ledwo zauważał ludzi, choć jednego znał przelotnie w wojsku, a Murzyna trudno było omijać wzrokiem, bo był za szeroki. Natężona uwaga Ricka nieodwołalnie koncentrowała się na potężnym obcym, stojącym naprzeciwko. Ledwo rozumiał, co mówi Toshiro - siedział przy jednym stoliku z krabem! Zebrał się w sobie.

- Cisza! Najpierw chciałbym wiedzieć jak to się stało, że jesteśmy tu razem z… Fastem. Proszę.

- Powiedz mu, Fast, bo on jest trochę wrażliwy na punkcie krabów - z półuśmiechem rzucił Toshiro.

- Ja Fast-n-Kill. Komandor. Spec-tech. - Krab miał marnego tłumacza z grobowym pogłosem, zresztą, zbudowanie jakiegokolwiek tłumacza z kodu infradźwiękowo-optycznego na ludzki było raczej trudne - Trzecia wojna Fin. Mała wojna ludzi. Potem różnie. Dawno z Toshiro.

- Miło mi - Rick z niedowierzaniem patrzył na obcego. Niesamowitą sylwetkę, ni to kraba, ni to modliszki, miał wypaloną w pamięci do końca życia. Obły, zielonkawy, prawie metr szeroki i ponad metr długi odwłok na ośmiu odnóżach i wzniesiony głowotułów z czterema łapami, dwoma głównymi i dwoma pomocniczymi.

Cały głowotułów był zasłonięty ciężkim kombinezonem, w którym mruczał system podtrzymywania życia. Płaski, szeroki „łeb” kraba kryła niesamowita opalizująca przyłbica, zapewniająca właściwe widzenie istocie wodnej w środowisku powietrznym. Postać z koszmarnych snów Ricka.

Rasa, która była w stanie przetrwać prawie wszystko. Która, gdyby nie naturalna arogancja i nieumiejętność stosowania innej strategii wobec jakichkolwiek obcych inteligencji, niż "a wybić ich wszystkich", już dawno panowałaby nad każdym skrawkiem wody w znanym wszechświecie. I nad większą częścią lądów.

Choć Wielka Wojna z krabami zakończyła się sześćdziesiąt lat temu, Rickowi dane było posmakować historii dosyć bezpośrednio. To była jego pierwsza misja, zaraz po nominacji na porucznika. Dostał pluton takich jak on, zapaleńców po szkole, dokooptowano mu sierżanta weterana, i po miesiącu zgrywania oddziału ruszyli na wojnę z grotami.

Szli drugim rzutem w wyłom w obronie grotów wokół kosmodromu Aalle, godzinę za głównymi grupami pancernymi, przebijającymi się przez stukilometrową strefę umocnień i kryjącymi skrzydła. Mieli przeczesywać wszystkie budynki, tępić niedobitki i zabezpieczać teren. Rzeczywiście od czasu do czasu spotykali między zrujnowanymi gniazdami obrony, wrakami i kraterami jądrowymi jakieś oddziałki grotów, z rzadka pojazdy; po krótkiej walce szli dalej.

Po piekle, jakie przeszły w nawale nuklearnej i szturmie najcięższej broni, który zrobił z ich niezdobytej Strefy Obrony miazgę, groty były zdezorientowane i w szoku. Mściła się też wąska specjalizacja bioników grotów; czasem możliwość łatwej modyfikacji ciała i łączenia technologii i biologii dawała grotom przewagę - ale w momencie klęski, stała się słabością. Co z tego, że jesteś doskonale sprzężony ze swoim pojazdem neurologicznie, jeśli po uszkodzeniu nie możesz łatwo go opuścić i uciec na piechotę? Jaki pożytek z bionika z bronią wbudowaną w kończyny, nawet jeśli jest niesamowicie szybki i celny, ale ma kłopoty z samodzielnym załadowaniem amunicji?

Pluton Ricka spotykał niedobitki najróżniejszych “ras”, o niektórych na szkoleniach nie było nawet wzmianki. Bez problemu zabijali wszystkie galaretowate śluzowce i szli dalej. Aż doszli do nieznacznie uszkodzonego dużego kompleksu budynków i spokojnie zaczęli go przeczesywać. Dopiero kiedy większość plutonu była wewnątrz dziwnego ośrodka wojskowego, czy fabryki, okazało się, w jak wielką kupę gówna wdepnęli.

Najpierw pisnęły i zgasły kontrolki tylnej straży, która została na zewnątrz, a po sekundach, zanim Rick zrozumiał, co się dzieje, rozpętało się piekło. Grzmot, dym i śmierć. Atak był morderczy, napastnicy byli idealnie rozstawieni, w końcu to były ich budynki. Zanim Rick i reszta ludzi zorientowała się, że na przeciwnikach prawie nie robi wrażenia broń ręczna; że karabinki z rozpryskową amunicją, tak skuteczne przeciw grotom i ludziom, nie czynią atakującym większej szkody - połowa plutonu zginęła, w tym Cerny, który niósł miotacz.

Przeżyła tylko grupa koło Ricka, bo z nim szli Sax z granatnikiem i sierżant Wasilij, weteran - ten zorientował się szybciej od Ricka, i drąc się tak, że przekrzykiwał huk broni, wył "Krabyyyyy!!!" i rzucał granaty w każdy podejrzany cień w zadymionych korytarzach i halach. Próbowali przebić się na zewnątrz, ale zostali odparci, zostawiając pięciu ludzi. Kraby spychały ich do wnętrza kompleksu, w końcu dostali się do hangaru bez wyjść. Rozproszyli się między kontenerami i jakimiś konstrukcjami, broniąc jedynego wejścia, przez które próbowały przebić się pancerne modliszki, żeby wykończyć garstkę ludzi.

Kraby używały swojej normalnej broni, długolufowych karabinów automatycznych na bezłuskowe pociski podkalibrowe, z przedmuchem pneumatycznym, w standardach ziemskich były to już raczej działka. Tylko trafienie z czegoś takiego mogło zranić, a czasem zabić innego kraba pod wodą - ludzi ta broń masakrowała, urywała ręce, głowy. Sax, który walił w wejście granatnikiem, gdy cokolwiek próbowało przejść, za którymś razem nie trafił dokładnie, salwa przeciwnika rozerwała go na strzępy. Zanim Rick otarł przyłbicę z flaków Saxa i podniósł wyrzutnię, Wasilij obrzucił kraba granatami i na dobre zaczęła się zabawa w oblężenie.

Rick nie stał w miejscu, jak Sax, zmieniał pozycję, walił z granatnika i darł się o pomoc przez radio, starając się nie myśleć o tym, co będzie gdy skończą się naboje. Kraby rzucały jakieś fragmenty konstrukcji, żeby zmylić ludzi, strzelały na ślepo, od czasu do czasu któryś próbował wleźć do środka. Gdy z dymu wybiegał kolejny krab, dla Ricka czas zwalniał, a strach i adrenalina tak wyostrzały mu zmysły, że pomimo zachlapanej krwią przyłbicy widział każdy szczegół zbroi kraba, jego opalizujący hełm i szybko przebierające nogi.

A szczególnie wyraźnie olbrzymi karabin, trzymany w trzech z czterech łap, z podajnikiem amunicji na odwłoku, plujący pewną śmiercią.

W ułamkach sekund Rick celował i strzelał, wiedząc każdym nerwem, że jeśli nie trafi, będzie po nim. Trafiony krab eksplodował, Rick przeładowywał granatnik zmieniając pozycję, Wasilij wył coś od siebie, a reszta ludzi kuliła się, gdzie kto mógł i od początku... Kiedy Rick słaniał się już ze strachu i zostało mu dwa pociski w bębnie, przybyła odsiecz i kraby odstąpiły. Dysząc padł na wznak, słyszał tylko swoje serce. Nie reagował na Wasilija, który sprawdzał, czy Rick nie jest ranny, i zbierał ocalałych ludzi. Kiedy wstał, żołnierze patrzyli na niego tak, jak w innych miejscach i czasach patrzono na Achillesa, Aleksandra, Hannibala. W ich oczach nie był młodym porucznikiem w obryzganym krwią kombinezonie, ale tytanem i herosem…

Kiedy później ktokolwiek zarzucał Rickowi, że stracił aż trzy czwarte plutonu, garstka ocalałych żołnierzy broniła go jak lwy, twierdząc, że wprost przeciwnie - nie stracił, a ocalił aż jedną czwartą. Przełożeni Ricka też docenili jego postawę, analiza zapisu wykazała, że pomimo zaskoczenia zrobił wszystko co mógł, żeby ocalić ludzi.

Zresztą, nie tylko pluton Ricka został zaskoczony obecnością krabów na Elenii - to był też szok dla dowództwa. Nikt nie spodziewał się, że groty mają poparcie krabów, które wysłały na Elenię sprzęt i doradców. Dopiero naoczny dowód w postaci ośrodka i kupy zabitych modliszek (tradycyjnie, żaden nie dał się wziąć żywcem) uzmysłowiły sztabowi i politykom z kim walczą. Spowodowało to najostrzejszy kryzys w kontaktach z krabami od zakończenia Wielkiej Wojny. Jednak obcy ustąpili i przeprosili, tłumacząc się zobowiązaniami dawnego sojuszu z grotami i samowolą wojowników na Elenii, którzy złamali zakaz bezpośrednich walk z ludźmi. Federacja przyjęła te wyjaśnienia za dobrą monetę, bo nikomu nie zależało na zmianie chłodnych, lecz poprawnych stosunków w otwarty konflikt, szczególnie wobec trwającej walki z grotami.

Teraz siedział przy jednym stoliku z dwustukilowym drapieżnikiem, małym tylko w standardach szelfów Fin, w których kiedyś roiło się od znacznie większych i groźniejszych istot, zanim cwane kraby ich nie wykończyły.

Kiedy delikatna ekologia szelfów uległa załamaniu, kraby były już na takim poziomie techniki, że rozpoczęły eksplorację głębin oceanów i zalesionych lądów Fin. A potem ruszyły w kosmos. Tu ich cechy fizyczne wynikające z twardego środowiska Fin i jej trochę większej niż ziemska grawitacji, ich naturalne opancerzenie sprzed fazy predatyzacji i tradycje grupowych walk z monstrami oceanów Fin (i ze sobą nawzajem) dały tej rasie nieoczekiwany handikap w kontaktach i konfliktach z innymi istotami. Krótko mówiąc, nikt nie był w stanie im się opierać, brały co chciały - dopóki nie spotkały ludzi. Dopiero po dziesięciu latach wojny, zaczętej nuklearnym holocaustem Chin, zakończonej zdemolowaniem obu planet układu Doo, społeczeństwa krabów i ludzi doszły do wniosku, że jednak trzeba się jakoś podzielić znanym kosmosem, bo nie sposób wykończyć przeciwnika.

Rick opanował się i zaczęli z Toshiro negocjacje. Po dwu godzinach i czterech butelkach (okazało się, że największym ochlapusem jest Fast, ale to łatwe, kiedy waży się ćwierć tony) uzgodnili płace i prace. Drużyna miała przenieść się do hotelu obok biur i stanowić zalążek oddziału Ricka, a przy okazji zapewnić ciągłą ochronę "sztabowi", bo nikt nie miał złudzeń, że prędzej czy później różne siły zainteresują się ich akcją. W świecie sieci niewiele dało się ukryć - każde działania, nawet najprostsze, mogły mieć dalekosiężne konsekwencje, gdy chodziło o tak duże pieniądze i delikatne rozgrywki militarne.

Na koniec, kiedy Rick i Toshiro zaczęli się zbierać do powrotu do Hojde, Fast uniósł się na tylnych nogach i wyprostował się tak, że jego hełm znalazł się dużo wyżej od głowy Ricka. Wszyscy zamarli.

- Czy mogę powiedzieć - głucho spytał jego tłumacz.

- Tak - powoli odpowiedział Rick.

- Ja Fast-n-Kill, wojownik dwunasty stopień, komandor. Ty nie znasz Fast. Ale ja mam wielki, wielki szacunek w ciebie - tu krab opadł do normalnej pozycji, jego hełm znalazł się nieco powyżej głowy Ricka - Zaszczyt dla Fast walczyć dla Rick.

Andreev spojrzał pytająco na Toshiro, ten odpowiedział wzruszeniem ramion.

- Dlaczego to mówisz? - Rick nie miał bladego pojęcia, czy oświadczenie Fasta to hołd lenny, formuła pro forma, czy jeszcze coś innego.

- Ja byłem na Elenia. Mała wojna ludzi. Widziałem jak ty i twoi zabili nasz oddział 23. My byli blisko, też czekali na ewakuacja. Widziałem transmisja cała twoja walka.

- Dlatego masz dla mnie szacunek? Bo wlazłem w zasadzkę i straciłem dwudziestu ludzi?

- Wy zabili dwunastu kraby. Ty sam zabił pięć wojownik dziesiąty, jedenasty i dwunasty stopień, strzelał pięć razy.

- Co?

- Liczyłem. Tylko dwa kraby w historia, Shark-Attack i Lake-of-Blood, większe wojowniki niż Rick Andreev. Wiele, wiele kraby myśleć, strach spotkać taki wojownik jak Rick. Zaszczyt dla Fast walczyć dla Rick.

***

- I co ja mam z tym zrobić? - Rick dumał oparty o limuzynę, podczas gdy Toshiro bił się z trzema miejscowymi nastolatkami, którzy nieostrożnie spróbowali przekonać Tochei, że powinien oddać im kartę od samochodu, bo inaczej zrobią mu krzywdę.

Teraz mieli skrócone zajęcia praktyczne w temacie "Co to znaczy zrobić komuś krzywdę i dlaczego nie należy zaczepiać nieznajomych. Prowadzenie: T.Tochei, 8 dan". Rick nie miał serca pomagać Toshiro, widać było, że Japończyk dobrze się bawi, oszczędzał napastników jak mógł, żeby ich nie zniechęcić za wcześnie. Rick dobrze wiedział, że gdyby Tochei chciał, chłopcy już dawno byliby martwi - sami napastnicy doszli do tego wniosku po jakichś trzech minutach, kiedy mieli już dużo siniaków, kilka skręconych rąk i zwichniętych nóg. Dopiero wtedy z trudem uciekli.

- Co tam mamroczesz? - Toshiro przeciągnął się jak wielki kot, z widocznym zadowoleniem, aż dziwne, że nie zamruczał.

- Ten twój Fast. Od lat kraby to mój koszmar, a ta cholera składa mi hołdy i wyzywa od wielkich wojowników, i twierdzi, że kraby się MNIE boją…

- Przestań marudzić. Upiłeś się na filozofa, czy co? Wpadniemy do Vagna i zaprawimy się do reszty.

- Mhm. Już wiem skąd ci się wziął ten krab.

- Skąd?

- On... też jest jakby... samurajem, jak ty...





charliebravo
Wed, 26 Jun 2024 12:17:26
Fajne! Ale mam wrażenie że dowodziłem tą bitwą w UFO 2 - Terror From the Deep. Inspiracja?

Boni avatar Boni
Wed, 26 Jun 2024 13:39:28
@inspiracje

Raczej nie, pisząc na ogół nie mam wizji rodem z gier, raczej książki hist. i fab., filmy, itp. choć oczywiście z dowolnego źródła można coś złapać przez osmozę. Ale jeśli w ogóle, to UFO jedyneczka, w dwójkę nigdy nie grałem.

BTW wspomnień kombatanckich i gupich zabaw około IT, jak to, co obecnie uprawiam - ze 30 lat temu ręcznie spolszczyłem UFO 1 na potrzeby młażony, która wtedy nie szprechała w obcych językach... Nawet chyba mam gdzieś tę wersję, parę lat temu w cyberpiwnicy znalazłem dosboxa i parę działających gier z tamtej epoki, Railroad Tycoon, Theme:Hospital, te UFO 1 itp.

igor
Wed, 26 Jun 2024 16:05:59
Pamiętam jeszcze chałupniczo spolszczane programy, w których tłumaczenie musiało mieć tyle samo znaków co oryginał (bo modyfikowano binarkę). Pół biedy jak po polsku wyszło krócej, zawsze można było wyrównać spacjami, gorzej, że zwykle wychodziło dłużej. Albo tłumacz wybierał słowo niekoniecznie najlepiej oddające oryginał, za to tej samej długości, albo (zwykle) tworzył własne skróty. I weź tu potem zgaduj, co to jest "Potw. zwrz. kw.", już wolałem angielską wersję.

Boni avatar Boni
Wed, 26 Jun 2024 17:41:44
@igor

Dokładnie tak. Tylko w UFO1 było IIRC wygodniej, bo zastąpiłem 3 opcję "francuski", w binarce albo exe, już nie pamiętam. BTW okazuje się, że mam tego dosboxa tu pod rąsią, tada, oto pomieszanie prehistorii z teraźniejszością, czyli kawałek zrzutu obrazka z TV 55", z którego kieruję do was te słowa ;)

charliebravo
Wed, 26 Jun 2024 19:06:07
@UFO2
No bo ten krab samuraj to wypisz-wymaluj Lobster Man z UFO2. I owszem, jak się na nich pierwszy raz natrafiło, to było ich ciężko zabić. Chyba te "kontenery na hali" też mi jakieś skojarzenia uruchomiły. A w UFO2 grałem jakoś pod koniec liceum, jedna z tych gier w którą się mocno wczuwałem. Dlatego miałem blast from the past czytając ten fragment. Dzięki.

Boni avatar Boni
Wed, 26 Jun 2024 20:05:13
@charliebravo

Aha, a myśmy sporo w UFO1 cięli, jak już mieliśmy trochę czasu i PCta, w pierwszym domu. Czemu żadne następne UFO nam się nie przyjęło, za ChRLD nie pamiętam. BTW jeżu ileż ja tam zrobiłem tego tekstu, nawet połowę wbudowanego helpa i opisów sprzętu i artefaktów o_O Oczywiście bez polskich znaków, ale już zapomniałem, jak nieźle to wyszło.

Co do wizji krabów z "Kwestii ceny" to zmyśliłem je z zassania kciuka wtedy, a jak se teraz przeglądam mentalnie różne postacie, może najbliższy jest Duriel, ale "odchudzony", w wersji z Diablo 2 i bez tych kolców; no i jak w tekście cztery łapy z chwytnymi-palczastymi, a nie dwie kosy jak u modliszki czy hydraliska ze Starcrafa.

Wed, 26 Jun 2024 20:37:42
Fajne. Po tym fragmencie brałbym w ciemno, jakby było do kupienia.

Tzn. w szaro, bo w ciemno to by było bez tego fragmentu :)

Trykpa
Thu, 27 Jun 2024 15:50:13
I o to właśnie chodziło! Poproszę resztę i numer konta (or compatible).

Boni avatar Boni
Fri, 28 Jun 2024 11:05:29
Cieszę się, że się podoba. Móże ukopię gdzieś motywacji (dzięki za deklaracje kupna, ale bądźmy poważni ;) ), żeby tę space-operę odświeżyć i skończyć. Bo na mniej-wtórne, twardsze-SF czy techno-fantasy, to może i miewam pomysły, ale są znacznie bardziej pracochłonne, bardziej "w proszku", i motywacji mam jeszcze mniej.

zz_top
Fri, 28 Jun 2024 20:01:35
Próbka zajefajna. Przyszło mi tylko do głowy, że to może być kalka Łysiaka - takich książek jak "Konkwista" albo jeszcze bardziej "4".

Boni avatar Boni
Fri, 28 Jun 2024 22:02:10
@zz_top

Kalka Łysiaka umiarkowanie, najwyżej w sensie, że jak we wstępniaku, to zawsze będą popłuczyny po wszelkich Łysiakach, Forsythach i MacLeanach, a potem Heinleinach, Haldemanach i MacAppach. A konkretniej, to mocno ociera(ło) mi się o klimaty i setup cyklu "Modyfikowany węgiel". A propos kalki, jest tam mały kawałek do dużej przeróbki - był nieświadomym plagiatem, czyli raczej konwergencją, "sf-rozwiązania technicznego" ze Znanego Opowiadania polskiego autora SF, którego nie znoszę, więc wtedy w ogóle tego Znanego Opowiadania nie znałem ;)

To miała być zwykła wtórna space-opera bez większych ambicji, i głównie dlatego poszła nie to, że do szuflady, ale do piwnicy, na 15 lat; cud, że w ogóle te pliki przetrwały wszelkie kompy, pady dysków i przeprowadzki.

Trykpa
Wed, 3 Jul 2024 13:08:45
Odświeżanie i kończenie, jasne, świetnie, jestem za. Ale na razie poproszę to co jest. A produkty odświeżania można prezentować na bieżąco. Będziemy podziwiać mistrza przy pracy.

Boni avatar Boni
Thu, 4 Jul 2024 08:29:32
@Trykpa

Znaczy, żebym wystawił pół książki, zredagowane "po łebkach" w 50%, a potem "się dokończy"? Nie ma takiej opcji, moje standardy są niskie, ale nie aż tak niskie. Jeśli coś z tego w ogóle wyniknie, to najwcześniej na jesieni.




 

Engine: Anvil 1.08   BS