NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2023-11-27, poniedziałek
Tagi:  varia, namysł, lemiana     
___________________________________

Miewam czujne oko w temacie zwyczaju, kulturowych nawyków, tych różnych pozalegalnych norm i tradycji, czasem przeciętnie normalnych, czasem dziwnych albo śmiesznych, ustalanych i zmienianych wysiłkiem pokoleń. Jeśli gdziekolwiek widać ewolucję memetyczną w działaniu, to chyba w tym zakresie. Tyle, że ponieważ nakłada się ona z modą i wygodą milionów homo-niezbyt-sapiens, o sprzężonych religiach nie mówiąc, to przeważnie nieco trudno ustalić, jaki jest stan rzeczy, i co tu jest skutkiem, a co przyczyną.

Miewałem o tym notki, jakieś wtrącenia. Ostatnio przyglądałem się bliżej zwyczajom, i rozmawiałem o nich, przy okazji trzeciej wizyty w Polsce w krótkim okresie (w deseń: szpital - hospicjum - cmentarz).

Oczywiście, gro "najtwardszych" zwyczajów wiąże się z przełomowymi punktami na trajektorii życia ludzkiego - dopóki ludzie się rodzą, mają dzieci, dojrzewają, istnieją jakieś formalizowane związki dorosłych ludzi i istnieją rodziny, dopóki ludzie umierają, będą się w związku z tymi "punktami" tworzyły nowe, modniejsze i fajniejsze zwyczaje i tradycje, a ktoś tam będzie za wszelką cenę utrzymywał dawniejsze, te stateczne i właściwe. Ale nawet na te zwyczaje związane z najbardziej trwałymi punktami "kondycji ludzkiej" tak bardzo rzutuje moda i snobizm...

Na ogół przyglądam się temu wszystkiemu na luzie, bo przeważnie, jako kulturowego abnegata, ani mnie to dotyka, ani dotyczy. A jeśli w ogóle dotyczy, to rozczarowują mnie, czy denerwują, co najwyżej jakieś ekstremalne hipokryzje, czy zbędne wielostronne koszta niektórych zwyczajów.

Najbardziej kręcą mnie chyba takie różne drobniejsze tradycje, że a) w zasadzie nikt zaangażowany nie pamięta skąd się wzięły (nawet jeśli względnie niedawno je zmyślono) b) nikt nie pamięta, że wzięły się z mody i/lub snobizmu c) są nieoczywiste, nawet po chwili przypatrywania się z boku i zastanowienia. Bo nie ma nic bardzo ciekawego w ponadczasowych i powszechnych np. wyścigach cmentarnych, na coraz bardziej wypasione nagrobki ("nie takie piramidony ze szwagrem po pijaku za IV dynastii się stawiało!"...), czy w wyścigach weselnych, na coraz bardziej odleciane wykonania "jak sobie lokalsi wyobrażają bal klas wyższych, skrzyżowany z folkiem paru ostatnich pokoleń", itp.

Jakieś przykłady może. Na przykład, kiedyś zdziwiło mnie, skąd się wzięły trawniki przydomowe, zadbane, przystrzyżone, itd. przecież miejscami to już norma prawna, a kto nie jeździ na kosiarce, ten dupek i wróg ludu. Myślałem, że to wprost ze snobizmu golfowo-arystokratycznego, jak mnóstwo biedy na świecie, ale okazało się, że z nieco innego kierunku, niż mi się wydawało - kiedyś nastał czas, że kto JUŻ NIE MIAŁ ogródka warzywnego wkoło domu, ten wysyłał sygnał, że go na to stać, że ma pieniądze na zakup warzywa itp. albo ma dość ziemi gdzieś indziej, żeby wkoło domu zmyślić trawnik a la pałacowy...

Albo np. odgrzewanie jedzenia. W wielu miejscach nadal istnieje tradycja "nie odgrzewamy jedzenia dla ludzi", pomimo istnienia lodówek, konserwantów w żarciu, itd. (tradycja wywodzona przeważnie tak, jak koszer, halal itp. zwyczaje z bardzo dawnych "teorii zdrowego żywienia", mniejsza czy teorii prawdziwych, czy fałszywych). Z jednej strony, już w średniowieczu, w cywilizowanych miejscach, obowiązywały prawne zakazy odgrzewania żywności, szczególnie mięs, w publicznych jadłodajniach, tawernach, itp. ze względów na zatrucia. Z drugiej strony, w dołach społecznych, także w żywieniu zbiorowym, i tak odgrzewano jedzenie (bo "za każdym zakazem stoi jakaś historia"). Stąd, jakieś setki lat po średniowieczu, a przed upowszechnieniem lodówek itp. tradycja miała wsparcie dwustronne "tylko biedaki nie mają świeżego żarełka" oraz "nie trujemy się starym jedzeniem" (a nawet trójstronne, bo przecież "ale nie zmarnuje się, bo świnka zje resztki"). W końcu XXw czy XXIw to już jakby wielowymiarowy anachronizm, ale od kiedy to niby rzutuje na utrwalone zwyczaje...

(Dygresja - w związku z tradycjami jw. kołacze się zawsze zylion racjonalizacji i wyjaśnień wątpliwie "historycznych", jak np. stereotyp "dawniej ludzie gustowali w mocnych i dziwnych przyprawach, żeby zamaskować zepsutą i nadgniłą żywność i produkty". Na co skrócona odpowiedź jest "jak kogoś stać było wtedy na kosztowne egzotyczne przyprawy, to miał na stole znacznie świeższe i lepsze produkty, niż wy w XXIw...". Oraz ludzie to wszystko doskonale rozumieli i porównywali, np. ciekawe niuanse lokalne, kiedy weneckiemu podróżnikowi dostępność i ceny mięs w późnośredniowiecznym Londynie wydają się powszechne i fantastycznie tanie, w porównaniu z Italią)

Po ostatnim bliskim spotkaniu z polsko-katolickimi zwyczajami poszedłem poratować nadwątlone zdrowie przy pomocy odświeżenia „DIE KULTUR ALS FEHLER” privatdozenta W.Kloppera, czyli zmyślenie-esej S.Lema z "Doskonałej próżni", "Kultura jako błąd".

Ogólnie, kocham "Doskonałą próżnię" po całości, a tez privatdozenta z "Kultura jako błąd" często używałem, przeważnie do denerwowania nauczycieli, czy kolegów. Ale tak szczerze, niestety, obie części "Kultury..." są niepełne, czy nieadekwatne.

W części referującej antropologiczne, czy etnograficzne, podejście do "kultury jako błędu", z którym polemizuje pseudo-autor, Lem przeoczył wagę snobizmu w tych przypadkowych nawykach i zaszłościach, które szybciutko generują zwyczaje i tradycje. Tzn. oczywiście, że z przypadkowych głupot i "błędów" wziął się zylion zwyczajów, rozwijanych i umacnianych przez pokolenia protokultur i kultur, ale funkcja przystosowania w ich memetycznej ewolucji, to wcale nie był "przypadek", to nie są "mutacje"; na początku liczyła się, mówiąc w pewnym skrócie, ich zajebistość.

To znaczy, może i przypadkowo jakiś pawian napoczynał złapaną zdobycz z lewej, czy z prawej, ale naśladującym go młodym pawianom wcale niekoniecznie było wszystko jedno, co i kogo naśladują - jeśli były dwa alfa-pawiany, zupełnie przypadkowo "prawy" i "lewy", to przecież młodzież małp naczelnych, aż po homo niesapiens, naśladuje je nie w rozkładzie losowym 50/50, ale jednak podświadomie ustali 90/10, naśladując tego bardziej fajnego, mocarnego, zajebistego. A jeśli ten "fajniejszy" będzie miał dostateczną fajność i "charyzmę", to nawet jeśli jego zachowanie będzie zupełnie absurdalne i "kosztowne", a nie tylko przypadkowym wyborem (powiedzmy, alfa-akrobata napoczyna ptaszki nie z losowego prawa czy lewa, ale wisząc do góry nogami na niskiej gałęzi, co dla pawiana raczej trudne), to i tak może stać się kanwą nowego zwyczaju, bo rzesze zaczną go "małpować". (Zanim ktoś mi tu z polemiką wyjedzie, niech się zastanowi nad nowożytną celebrytozą powszechną, od sportu przez pop-sztukę, po wzorce zachowania, wyglądu, itp.).

W drugiej części, gdzie Lem wykłada W.Kloppera rozumienie "kultury jako błędu" w głębszym, "epistemologicznym" sensie, a nie tylko etno-protokulturowym, też sporo brakuje, np. wagi przyłożonej do zagadnienia autoewolucji (tzn. Lem cwanie zostawił sobie furtkę, jako recenzent pracy privatdozenta, że postulowane zajdzie inaczej niż przewidywania, itd). Bo jeśli już można dowolnie odrzucać rusztowania kultur, które wg tezy, głównie maskują bylejakość materialnej rzeczywistości i prawdziwej ewolucji, "błędną" nadbudową-ewolucją zwyczajów, tradycji i kultur, to przecież nijak nie znaczy, że te odrzucanie będzie racjonalne, ku większemu szczęściu i dobru większej ilości ludzi itp. Będzie zupełnie takie same jak poprzednie kulturowe odrzucenia i przetasowania - napędzane przypadkiem i zajebistością potencjalnych anty-kulturowych rozwiązań, w oku następnego/nowego pokolenia. Co w byle newsach czy aktualnych mediach, można sobie spoko pooglądać.

Jak to ujął Lem w innym dziele, "tak czy owak, 22".

Żeby nie kończyć tak smutną konkluzją, jakie znacie drobne czy egzotyczne zwyczaje i tradycje, podobne jak przykłady jw. czyli raczej nieoczywiste, snobistyczne i takie, że zanurzeni w nich, już wcale nie wiedzą, skąd się wzięły?





zz_top
Mon, 27 Nov 2023 16:13:59
Pierwsze co mi przyszło do głowy to oczywiście przykłady około korporacyjne, w których się poruszam. Mój przykład jest następujący: wszyscy widzimy te same dashboardy, mamy dostęp do tych samych danych, ale i tak Pan Prezes życzy sobie, żeby ktoś mu te dane zreferował. Mega snobistyczny zwyczaj, chyba z bardzo dawnych okoliczności i czasów. Wyjaśniać się jego genezy nie podejmuję.

janek.r
Mon, 27 Nov 2023 18:16:48
"weneckiemu podróżnikowi dostępność i ceny mięs w późnośredniowiecznym Londynie wydają się powszechne i fantastycznie tanie, w porównaniu z Italią"

Teraz Włosi w Londynie mawiają - "Oni TO ośmielają się nazywać pomidorem i jeszcze brać tyle pieniędzy?"

Kiedy czytam "Sagę rodu Forsyte'ów", której akcja toczy się w XIX wieku, podziwiam, jak smacznie jedli.
Kiedy czytam kryminały Agathy Christie albo współczesne, nie mogę zrozumieć, jak oni mogą jeść takie świństwa. Co się stało przez te kilkadziesiąt lat?

Codiac
Mon, 27 Nov 2023 18:19:59
Heh, akurat dzisiaj na facebooku komentowałem coś co wrzucił Greg, a co dotyczyło Irlandii. I przypomniały mi się różnice różne i różniste, między tym krajem a innymi które zdarzyło mi się poznać. I tak sobie pomyślałem jaki to jest kraj kontrastów, że z jednej strony naprawdę serdeczni, otwarci i nawiązujący łatwo kontakty z nieznajomymi ludzie (co wcale nie jest takie oczywiste), a z drugiej bandy wyrostków w okolicach Halloween kradnące drewno skąd się da i palące ogniska, malowniczo płonący samochód w uliczce (pewnie drewna zabrakło i któraś banda postanowiła że będzie mieć lepsze ognisko) i gość zaciukany śrubokrętem.
Nie wiem czy już mieliście okazję zaobserwować jak to wygląda i czy to może ja miałem jakieś geograficzne anomalie, ale mieszkając rzut beretem od centrum Dublina nie znosiłem października i listopada nie tylko dlatego, że pogoda paskudna i że ciemno zarówno gdy się wychodzi do pracy jak i gdy się wraca, ale przede wszystkim dlatego że miałem wrażenie jakby tam wśród miłych i wesołych ludzi mieszkało jakieś plemię dzikusów. I mam tu na myśli faktycznie dzikusów, nie po prostu "prymitywny ale żyjący według sensownych dla ich środowiska warunków lud".

A z mniej oczywistych, robię prawko i moi rodzice na wieść o tym postanowili kupić mi samochód (niezbyt drogi i używany oczywiście, nic ekstrawaganckiego). Gdy już sobie załatwiłem abonament parkingowy to tata mi go podwiózł pod dom i zostawił. Parę dni później zaszedłem tam coś sprawdzić i zobaczyłem, że zostawił go bez zaciągniętego hamulca ręcznego, za to na biegu. A na kursie każdą jazdę kończymy "luz, ręczny". I tak mi się coś kołacze, że w dawniejszych czasach zostawianie zaparkowanego samochodu na biegu to była norma, tylko dlaczego nie na ręcznym to nie wiem (bo się lubił zastać jeśli dłużej tak postał?).

Mamy też pisanie per Ty w sieci, co dla wielu osób nie jest oczywiste i wraz z upowszechnieniem dostępu do internetu widać linie podziału w tej kwestii.

igor
Mon, 27 Nov 2023 18:51:29
@codiac

Ja zawsze zostawiam na biegu i na ręcznym, a na czerwonym świetle wrzucam luz i zaciągam ręczny zamiast trzymać hamulec i sprzęgło. Ale mój tata też mówił, by nie używać ręcznego, bo może się zablokować. No nie, jak się używa regularnie, to się nie zablokuje, a jak się nie używa, to właśnie jest ryzyko że nie zadziała gdy będzie niezbędny.

@zz_top

Korporacje lubią kult cargo w IT. Wprowadzają te same narzędzia i procedury co modne startupy, a potem się dziwią, że wcale z tego nie wyszło agile ani lean.


zz_top
Mon, 27 Nov 2023 20:58:49
@kopie korporacyjne
Jakoś mam wrażenie, że to kopia jeszcze starszego i feudalnego nawyku. Książę nie musiał sam czytać ani pisać, od tego miał kanclerza, sekretarza czy kogoś tam... W hierarchicznych strukturach te kalki momentalnie się pojawiają.

Boni avatar Boni
Mon, 27 Nov 2023 22:44:47
@zz_top
@przeczytaj mnie to hurtowo

Myślę, że masz rację, że gdzieś tam w historii to poszło od księciunia, co ma kanclerza i sekretarza, więc czemu ma go nie mieć prezio czy dyrechtor AD2023.

Porażająca anegdota o tym była w dawno zagubionym w cyberprzestrzeni dość niezwykłym blogu, podobno pisanym przez dziewczynę, która wyrwała się z ultra-bogatej rodziny, "władców świata", niewyobrażalnie starych i konserwatywnych pieniędzy i władzy, IIRC Niemcy lub Szwajcaria. Był tam pasaż o jej wspomnieniach z b. wczesnego dzieciństwa i jak jej ojciec, rodzina i doradcy funkcjonowali. Otóż taka scena, w pięknej starej bibliotece ich "domu", w przyciemnionym klubowym oświetleniu, kryzysowa "wewnętrzna" konferencja: ojciec, wujowie, ich doradcy, przy starym alkoholu, w tradycyjnych garniturach itd. itp. omawiają reakcje, plany, możliwości, rzutujące na przyszłość rodziny oraz kontynentu, albo i paru. Żadnych telefonów, komputerów, itp. "dane" do tych rozmów donoszą asystenci z sąsiednich pomieszczeń, wyposażonych w full łączność, telewizory, itp. Bo nie był to 1891, ale rok 1991 i pierwsza Wojna w Zatoce...

Ale ostatnio w ponowoczesności, to chyba skręca z powyższej ścieżki "arystokratycznej" gdzieś w bok, zarówno od strony wtórnego analfabetyzmu (po co ma się okazać, że prezio nie umie czytać tekstu czy wykresików ze zrozumieniem) i od strony "poczucia straconego czasu" (że jak ktoś mi streści duperele, to już nie jest to kosztem mojego czasu ślęczenia nad głupim tekstem). Młażona podpowiada anegdotę, która krążyła po internetach, że na rekrutacji pyta się młody o warunki, na co narrator-rekruter "Tu masz wszystko napisane" - "Weź mi przeczytaj, nie mam czasu" - "I z tego zaskoczenia mu k...a przeczytałem".

@janek.r
@za-żarcie

Żarcie zostało, jak prawie wszystko wkoło nas, uprzemysłowione i potanione.

@Codiac
@traumy irlandzkie

Nic podobnego nas nie spotyka po wioskach irlandzkich. Tzn. wiemy, że istnieją miejsca pełne dzikusów w Dublinie, podobnie jak w Warszawie, Glasgow czy w Tokio, ale wkoło nas nic ciekawego się w Halloween nie dzieje, co najwyżej jakieś sztuczne ognie.

@Codiac, Igor
@samochody na biegu czy na ręcznym

Pomijając, że nie mam już nawyków przy ręcznej skrzyni (bo od lat w automatach - czyli na postoju P, na światłach nie dotykać wajchy, i tyle; zapasowy hamulec to przeważnie raz w roku, na przegląd sprawdzam), to na wyłączonym/postoju wrzucam bieg i przeważnie zaciągam ręczny. Pomysł na zaciąganie ręcznego na światłach jest mi ekstremalnie obcy - wyrzucam na luz i trzymam główny hamulec, na cholerę męczyć się ze sprzęgłem, albo szarpać z ręcznym???

Codiac
Tue, 28 Nov 2023 08:48:07
@Światła
Ja też wrzucam luz i trzymam hamulec nogą, albo trzymam sprzęgło i hamulec mając wrzucony bieg. To zależy od świateł, jeśli widzę że postoję (bo np. na poprzecznej/pasach mają zielone) to luz. Jeśli nie znam świateł i nie wiem za ile będę ruszał to wolę być przygotowany. Ale ja się dopiero uczę!
Jeżdżę na manualu bo jakbym zrobił prawko na automacie to mógłbym jeździć tylko automatami. A wolę mieć pełen dostęp. Na automat zawsze mogę się przesiąść, w drugą stronę nie bardzo.

Ze snobistycznych zwyczajów i tradycji to ObSff "Gwiazdy moje przeznaczenie", gdzie ludzkość potrafi się teleportować (z pewnymi ograniczeniami), więc elity każą się wozić samochodami.

A z bliższych nam rzeczy, chociaż nie wiem na ile to trafia w temat, to przekonanie wielu Polaków że są potomkami szlachty i bohaterów. I zachowania, które często zupełnie do tego nie dostają. Z jednej strony mamy mity dotyczące czy to husarii i jej skrzydeł mających płoszyć wrogie konie, czy żołnierzy z Westerplatte, z drugiej szarą rzeczywistość w której większość z nas wywodzi się z chłopstwa a szlachcica w genach może mieć z powodu stosunków pana z jego podwładnymi.
Jak sobie pomyślę jak ja byłem wychowywany i mając 6 czy 7 lat w księgarni chciałem książkę o Westerplatte (taką fest dokumentalną, z planami natarć, etc. Nie pamiętam za dużo szczegółów, ale wydaje mi się że format tygrysowy i brązowa okładka), a o tym że przecież wywodzę się z chłopstwa zacząłem myśleć dopiero parę lat temu. Jasne, etos tych wojskowych z WWII warty jest podziwiania, ale wydaje mi się, że warto mieć świadomość, że gdybyśmy żyli wtedy to bylibyśmy mięsem armatnim w piechocie - a przynajmniej ja. Mitologizacja naszej historii i identyfikacja z elitami są silne w naszej kulturze.

Doxa
Tue, 28 Nov 2023 21:26:06
@zz_top

Ja jestem prezesem. Sprzedaż miesięczna 6m pln. To może wyjaśnię ten 'snobizm'. Surowe dane są bezwartościowe. Potrzeba ich interpretacji, ktoś je musi 'zreferować'. Prezes nie jest w stanie ogarnąć całego obiegu informacji w firmie. Więc zamiast co chwila analizować np. bieżące wyniki finansowe to pyta się osobę odpowiedzialną za finanse jak w danej chwili idzie. Krótka odpowiedz typu 'sprzedaż poszła o 12% w górę w tym miesiącu' jest wystarczająca.

zz_top
Wed, 29 Nov 2023 07:29:28
@Doxa
Ale na dashboardach dla zarządu jest już właśnie taka informacja: sprzedaż wzrosła o 12%. Jak dla dziecka. Nie mówimy o niehigienicznym przekopywaniu się przez hałdy danych, czy jakiejś analityce. Od tego są dashbordy w BI żeby pokazywać mocno zagregowane i zinterpretowane dane. Ale nie! COO czy Prezes i tak chcą żeby im ktoś o tych dashboardach podpowiadał. Podczas dwugodzinnego spotkania. Hehe... Gdzie tu oszczędność czasu i uwagi?

charliebravo
Wed, 29 Nov 2023 10:22:21
@prezes na każdym spotkaniu
Pracowałem kiedyś dla firmy tworzącej enkoder video, h.264. Zaspół techniczny liczył sobie około 10 programistów różnych specjalności, i byliśmy nadzorowani przez firmową gwiazdę managementu przy pomocy Jiry. Nie był prezesem ale blisko.

Mieliśmy w tej Jirze różne taski, w rodzaju "motion estimation 2nd gen", "VLC entropy coding", takie wysokopoziomowe nazwy z domeny problemu. KAŻDE, ale to ku... każde weekly spotkanie przez dwa lata wyglądało tak samo. Bilal się podłączał, słuchał naszej dyskusji z rozsnącym zniecierpliwieniem, w końcu przerywał nam i mówił coś w stylu, że niestety nie pamięta co to jest "motion vector", i do czego służy "entropy coder", i tutaj była przerwa na 10 minutowe tłumaczenie podstaw jak dziecku. Takich podstaw, że wiesz, Bilal, motion vector to szczałeczka, która przesuwa kawałek obrazeczka do następnej rameczki. Jak dziecku.

Gość te tłumaczenia też przerywał zniecierpliwiony, zawsze tym samym tekstem, "nie ważne, jak pracowałem w NASA rakiet też nie rozumiałem, moim zadaniem jest usprawnić waszą pracę przez optymalną strukturę tasków w Jirze". Kurtyna. I tak na kaźdym spotkaniu. Dzień Świstaka.

@Gdybym był królem, nawet złym...
Kiedyś się zastanawiałem co bym robił, gdybym przez przypadek awansował do klasy wyższej i nie musiał juz pracować zarobkowo. I doszedłem do wniosku że pewnie dalej programowałbym hobbistycznie w językach rodziny C, tylko że miałbym pomagiera do tych wszystkich "linker czegoś nie znajduje", "makefile/CMakefile/Bazel build file ma wąty", "wersja bibliotek systemowych jest inna niż wersja toolchainu więc się nie kompiluje". I tak dalej.

Boni avatar Boni
Wed, 29 Nov 2023 10:58:21
IMHO wasza dyskusja skręciła z tematu "nowe zwyczaje" na "deficyty uwagi i poczucie straconego czasu a la XXIw., w funkcji władzy/kasy". Bo przecież już na moim poziomie raport, plan, opis klasy kartki A4, 2000 znaków, to jest za grubo, za dużo, nikt nie ma czasu przeczytać ze zrozumieniem, to przytłacza kałorkerów, o szefach czy prezesach nie mówiąc. BTW na pytania, kto i kiedy, w takim razie, czyta ciężkawe specyfikacje itp. na 300 czy 500 stron, nie odpowiadamy bez adwokata.

Wracając do tematu, kiedyś mi się wymyśliła Najwyższa Faza Charyzmy w definiowaniu nowych zwyczajów - ten ziom, który wymyślił i zrobił, miejmy nadzieję, sobie, pierwsze obrzezanie, zapewne był tylko pierd... perwertem, ale ten, który to wylansował w plemieniu, narodzie, religii itp., jakiś Abram z Ur czy podobny, no to musiał mieć charyzmę i gadane level 9000, co nie.

Codiac
Wed, 29 Nov 2023 11:19:58
@Charyzma
A to nie jest tak, że obrzezanie miało sens z powodów higienicznych w tamtym miejscu, czasie i warunkach? Tak słyszałem, nie wiem czy to prawda. Podobnie miało być z jedzeniem koszernym/halal i zakazem jedzenia wieprzowiny, której mięso zawiera groźne dla człowieka pasożyty. I zamiast nauczyć się rozpoznawać - a może dlatego, że przy ich pogodzie mieli na to za mało czasu - to woleli odpuścić sobie całkowicie ten konkretny rodzaj mięska.
Jeśli tak było, to facet który namówił paru ziomków z plemienia w którym niejedna osoba miała problem z penisem, żeby przetestowali jego metodę a potem pokazał empirycznie, że to pomaga, nie musiałby być aż taki przekonujący.
Zresztą nie takie skurwysyństwa ludzie robili innym ludziom. Hint, innym, a małe dziecko to przecież z definicji inny człowiek.

Boni avatar Boni
Thu, 30 Nov 2023 10:43:29
@Codiac

Teorie i racjonalizacje dopisywane dwieście czy dwa tysiące lat później do takich zwyczajów też są zabawne, ale to inny rodzaj gry i zabawy. W krainach, gdzie raczej ciepło i człowiek się poci na jakiejś półpustyni, i o wodę dosyć trudno, spodziewałbym się np. ludzi higienicznie ścinających brody, albo i całą sierść na łyso, no ale wydaje się, że higiena napleta była i jest ZNACZNIE ważniejsza. A może jednak, hm, bo ja wiem, tak naprawdę nigdy nie chodziło o higienę.

Codiac
Thu, 30 Nov 2023 14:11:04
Pewnie nie. To znaczy mogło im wyjść przy okazji, ale wcale mnie nie zdziwi jeśli o dominację. Jakby byli prawdziwymi kozakami to by robili to sobie sami, już w dorosłości.

Z kolei niedawno jako przykład na te zwyczaje o których pisałeś przyszło mi do głowy zbieranie znaczków czy innych monet. Wiadomo, że przeciętny człowiek nie zbierze raczej niczego bardzo ciekawego, co najwyżej lekko egzotycznego (jakieś Magyar Posta czy inny Zanzibar). A bogaczy stać żeby kupić sobie znaczek na którym wydruk został wykonany odwrotnie i którego istnieje z pięć kopii na świecie, więc trzeba na niego wydać parę milionów dolców. I będzie to dla nich okazja do snobowania.

Boni avatar Boni
Fri, 1 Dec 2023 20:36:21
@Codiac

Znaczki, czy monety, itp. to jednak kojarzą mi się raczej ze snobizmem, albo hobby, w dowolnej mieszance, zależnie "dla kogo ten wywiad". No bo chyba nie ma ZWYCZAJU takiego zbieractwa, albo czegoś tu nie wiem, jakiejś wygiętej rodzinki nie znam, czy Miasteczka Filatelistów nie zauważyłem.

Z takich zwyczajów jak sugerowałem, to właśnie wysyp okołoświąteczny już się zaczyna, co nie. Kolacja na 12 dań. "Kosztowne" szklane ozdoby na choinkę, zastępujące "obrzędowe" prostackie papierki, jabłuszka i orzeszki. Mycie okien w środku zimy.

Codiac
Fri, 1 Dec 2023 22:25:34
To może ja coś źle zrozumiałem, a może po prostu rzuca mi się coś na mózg.
Takie miałem skojarzenie, że za moich szczeniackich czasów - czyli późna komuna i wczesna transformacja - wszyscy coś zbierali. Czasami nie tyle osobiście co zbiorowo. Sam miałem klaser z jakimiś znaczkami a przecież mnie to w ogóle nie interesowało, ani nie wkładałem żadnego wysiłku w zdobywanie kolejnych. Ot, ktoś z rodziny mi dał, może na zasadzie "nie mam co z tym zrobić", czasami sobie je oglądałem bo niektóre faktycznie były ładne czy ciekawe. Czasami ktoś z rodziny dorzucił kolejne bo "przecież zbiera" i mam wrażenie, że tak to się toczyło zbiorowym wysiłkiem. Później z kolei były puszki po napojach. Niektórzy mieli kilka, inni całe kolekcje.
Owszem, niby to hobby, ale tu jakby nagle odpalały epidemie memowirusa zbieractwa (a potem wygasały, nabywaliśmy odporności i już nie wracały w tej formie).
Moje wspomnienia z tamtych czasów są trochę mętne, często to bardziej wrażenia niż konkretne sceny. Memoria fragilizuje na pełnej. Ale łazi mi po głowie, że takich rzeczy które "robiłem", tylko wcale ich nie robiłem a po prostu rodzina była przekonana, że robiłem więc wspierała mnie w robieniu, dostrzegała własne wysiłki jako moje i tym bardziej upewniała się w potrzebie wspierania "mojego hobby" było więcej.
Ale równie dobrze może mi się po prostu nakładać anecdata na fakt, że jak już coś się pojawiało nowego to się po prostu wszyscy rzucali jeśli tylko mogli i było ich stać. Stąd wszyscy kupowali gumy Turbo bo nie było innych gum. I wszyscy mieli puszki po napojach bo to była nowość i się parę zostawiało w domu, żeby ładnie wyglądały i pokazywały, że my to jednak światowcy. Nie wiem już, to były dziwne - i dynamiczne! - czasy a analizowanie tego co dotyczy nas samych jest trudne.

Boni avatar Boni
Sat, 2 Dec 2023 11:21:06
@Codiac

Okej, teraz lepiej rozumiem, co miałeś na myśli; może coś jest na rzeczy. W pierwszej chwili, miałem coś jak "moda =/= zwyczaj", ale to chyba jednak jest spektrum. To znaczy, filatelistyka pewnie była modna gdzieś tam pod koniec XIX, ale faktycznie, pod koniec XXw. w PRLu/RP była już zwyczajem, i pamiętam podobnie jak ty, prawie każdy dzieciak miał jakiś klaser i przeważnie miał "DKJP po co mmnie starzy w to wkręcają".

Z czasów i miejsc jw. czyli średniego-późnego PRL to przypomniało mi inny zwyczaj - zwyczaj kupowania książek.

Nieco obok - zwyczaj kupowania zegarka na komunię, barmicwę or compatible. "I ja tam byłem, i Ruhlę w tydzień rozwaliłem".

Codiac
Sat, 2 Dec 2023 12:21:09
Tak, z tymi książkami też coś jest na rzeczy. Ja niby nie jestem z inteligenckiej rodziny, ale część osób lubiła czytać (osobliwiej z tej bardziej "wsiowej" strony, co zawsze do mnie trafia kiedy w dyskusji dochodzi do momentu, czy komuna jednak potrafiła coś zrobić dobrze), więc książki w domu były. Ale ja nie ogarniam do końca wg jakiego klucza, czyli bardzo możliwe że do pewnego momentu to było "wszystko co się dało zdobyć" i tylko ja już mam wspomnienia z czasów, kiedy można było być bardziej wybrednymi.
Stąd nawet w moim domu, w którym fantastyka nie była w poważaniu, jakoś znalazło się kilka książek z tej czarnej serii wydawniczej. Na pewno "Pomnik" Biggle'a, jeśli dobrze pamiętam to "Daleka tęcza. Próba ucieczki" Strugackich, coś jeszcze. Nie czytałem ich wtedy, wydawały mi się jakieś takie mało przystępne z wyglądu i odkryłem jakie skarby miałem dopiero kiedy sięgnąłem po Lema - w podstawówce, bo hej, tu na liście lektur jest coś o pilocie a ja miałem fazę na lotnictwo. W ogóle poczułem się przez Lema początkowo oszukany, bo to nie był taki pilot co ja się spodziewałem! Ale szybko mi przeszło i złapałem nową fazę, na fantastykę :D

cmos
Sun, 3 Dec 2023 13:44:23
"stereotyp "dawniej ludzie gustowali w mocnych i dziwnych przyprawach, żeby zamaskować zepsutą i nadgniłą żywność i produkty""

Czasem jednak tak naprawdę było - na przykład Currywurst powstał w Berlinie podczas blokady, dokładnie po to żeby zamaskować że kiełbasa niekoniecznie jest całkiem świeża. Są na to kwity.

Ale zgadzam się, że to nie jest typowy przypadek.

Boni avatar Boni
Sun, 3 Dec 2023 13:54:25
@cmos

Okej, kwestia zdefiniowania "dawniej"; miałem na myśli bajki o średniowieczu, czy renesansie. Dla czasów nowożytnych, myślę, że gdzieś tak od połowy XIXw., oczywiście, że maskuje się drugą świeżość, czy drugą jakość, toną soli i przypraw, itp.

(Por. zabawnie-ciekawą smaczną notkę u Nameste ostatnio ;)




 

Engine: Anvil 1.08   BS