NIGHT   RSS blog   RSS komentarze
Licencja Wpisy Losowo Autor Rejestracja




Autor: Boni
Kiedy: 2023-10-14, sobota
Tagi:  namysł, varia     
___________________________________

W związku z piątkiem trzynastego, spróbuję jakoś skompresować materiał, z którego miała być druga część dawnej notki "Despoina". "Skompresować", bo prędzej wyszłaby mi książka z tego, więc TL;DR i próbuję streścić temat w coś w miarę strawnego. Oczywiście, w połowie są to moje zmyślenia i teorie, którym nie warto tak do końca wierzyć.

(Słowo zgrubnego wyjaśnienia i podstaw dla niezorientowanych: dyskutowane tu starożytne kultury Grecji i wschodniej części Morza Śródziemnego idą mniej więcej, od starszych: minojska > mykeńska > achajska > klasyczna grecka > hellenistyczna > hellenistyczna pod Rzymem. Plus wpływy Hetytów itp. z Anatolii, oraz różnych ludów z okolic obecnej Palestyny i Egiptu. Próbuję odróżniać w tekście np. motywy achajskie, helleńskie, hellenistyczne, "hellenistyczne". Przepraszam, jeśli i tak nie da się tego zrozumieć.)


Ludzkie kultury mają kolosalną bezwładność, bo w sumie "po to są"; powiedzmy, transmitują różne wartości i zaszłości, w duchu memetyki, z generacji na generację, zwiększając przeżywalność i możliwości grupy ludzi tworzącej daną kulturę. Stąd trudno się buntować i "wyskoczyć" poza kulturę, bo przecież poza nią dzicz, albo co gorsza, obce kultury, i prędzej się tam zginie lub zniknie, niż dorobi się jakiejś nowej, lepszej kultury. Dlatego kultury mają wielką inercję i zmieniają się przeważnie małymi kroczkami, powiedzmy, ewoluują. I co charakterystyczne dla ogólnie rozumianej ewolucji - "stare", jeśli nie koliduje z "nowym", bardzo trudno ginie, raczej staje się kolejną niewidzialną warstwą, zasymilowane, a przeważnie jest po prostu fundamentem "nowego". I tak idzie to chaotycznymi warstwami przez wieki.

Ale z drugiej strony od kilkuset lat kultura tzw. zachodu stoi buntem przeciwko "zastanemu stanowi", czy raczej powierzchni wielowarstwowego pobojowiska, po poprzednich generacjach. Oczywistą cezurą wydaje się protestantyzm, potem oświecenie, ale moim skromnym zdaniem zaczęło się nieco wcześniej, w okolicach końca średniowiecza, około zmian technologicznych i demograficznych (np. zarazy pustoszącej Europę) - wtedy chyba na serio kolejne generacje zaczęły tracić tę estymę dla przodków i ich osiągnięć, która charakteryzowała europejskie starożytność i średniowiecze. Że pradziadowie tak robili i było dobrze, więc nie kombinuj. Że złoty wiek był kiedyś tam za dziada-pradziada, a teraz mamy czasy karzełków i badziewia. Itp. I nie mówię, że wcześniej nie było zmian, one były, ale wolniejsze i nadbudowa kulturowa usiłowała je zamaskować i wytłumaczyć, zamiast olać starocie i po prostu lansować nowości.

Pod koniec średniowiecza zaczęło być w miarę jasne, że nowoczesne katedry większe, rolnictwo wydajniejsze, broń palna lepsza, okręty fajniejsze, nowe idee strawniejsze itd. itd. niż stare sprzęty i bajędy. I w tym kierunku cywilizacja zachodu "przyspieszała", aż do obecnego stanu, kiedy postęp, moda i młodość jest bogiem w trójcy jedynym.

Z tego buntu i zmiany formatu nadbudowy na "kontrkulturowy", ciągle obecna kolosalna inercja kultury wieluset milionów ludzi, stała się prawie niewidzialna, choć oczywiście nadal ma się doskonale. Utraciliśmy świadomości ciągłości kultur i historii, tracimy zrozumienie, jak "tak naprawdę" było dawniej, nawet nie w starożytności, ale przed kilkuset laty. I że nie jesteśmy ani tak bardzo mądrzy ani nowocześni, jeśli "żyjemy w" i otaczają nas agregaty i fragmenty kultur nie to, że nowożytnych, ale naprawdę starych.

Na przykład, piątek trzynastego, przesąd dość powszechny w krajach Zachodu. Trzynastka i piątek były pechowe mniej więcej od średniowiecza, z powodów numerologiczno - chrześcijańskich (Ostatnia Wieczerza trzynastego, apostoł Judasz trzynasty na Wieczerzy, piątek na Golgocie, itd itp), samą zbitkę "piątek trzynastego" wymyślono dopiero w XIXw., wypromowano medialnie bodaj około 1907r. Ogólnie, na motywach historii, która doprowadziła Jezusa do grobu.

Ale w kontekście nasuwa się inne pytanie - dlaczego Jezus koniecznie musiał umrzeć w piątek o nowiu księżyca? Bo wbrew pozorom nie miał wyjścia, imperatyw narracyjny kultur ma przemożną władzę nad opowieścią, ergo religiami i ludźmi. Tak jak musiał się urodzić w przesilenie zimowe, żeby wpasować się w zylion bardzo starożytnych religii i tradycji, i żeby można było wykorzystać ich bezwładność do budowania "nowego", tak samo musiał zostać złożony do grobu w piątek o nowiu księżyca. I nawet nie idzie tu o związki z judaizmem i paschą, bo Żydzi też pożyczyli swoją narrację od znacznie starszych kultur.

Gdyż nasz piątek o nowiu to był dzień przez tysiące lat poświęcony umieraniu i zanikaniu Księżyca i jego Pani, przed jej zmartwychwstaniem. Powiedzieć około 100 roku n.e., że Jezus padł we wtorek, czy w czwartek, czy przy innym stanie księżyca niż nów, to byłaby kulturowa wtopa, bo ja wiem, jakby ktoś dziś powiedział, że powszechne prawo wyborcze, to jakaś zboczona pomyłka.

Czyli na pewno jesteśmy już w okolicach bardzo starożytnej Grecji (bo w temacie Rzym jednak głównie plagiatował Grecję), rzeczywistej kolebki naszej kultury i cywilizacji, przy Deipnon, pangreckiej "wigilii" na koniec każdego księżycowego miesiąca; poświęconej Hekate, amorficznej bogini-tytanidzie duchów, rozdroży, magii, przejść prowadzących do innych płaszczyzn rzeczywistości, pies u jej stóp, Ogień na Jej dłoni. Może przeprowadzić nawet Jezusa przez grób, żeby po Noumenia, dniu wolnym od prac i zgromadzeń (pseudo-szabasie takim), wrócił w Agathos Daemon, jako kolejny z Dobrych Duchów.

Odgarniając na bok warstwy zmyślone w średniowieczu i później, przez opętanych ideą opętań i wiedźm, i nowożytnie przez neopogan itp., a próbując dogrzebać się głębiej i ustalić, co tu jest wcześniejszą, a co późniejszą warstwą "archeologii" kultur czy memów, szybko okazuje się, że ten akurat kawałek puzzla z Hekate i nowiem księżyca był bardzo ważny, wydaje się bardzo stary, no i bardzo nie pasuje do achajskiej układanki.

Problem z Hekate, jej kultem, otoczką, "filozofią" mieli już starożytni klasyczni Grecy. Hekate, zaczynając od jej imienia o dość niejasnej etymologii, przez jej zakres działań i możliwości, nakładający się, ale niedokładnie, z wieloma boginiami greckiego panteonu, od Demeter po Artemidę, po raczej prywatny i lunarny kult, w pewnej symetrii do słonecznego Apolla i bogów olimpijskich, wydaje się po prostu z innej bajki. Ale była zbyt ważnym kawałkiem jakiejś kultury, żeby zniknąć zupełnie, czy żeby dało się ją zignorować, trzeba było tłumaczyć, "racjonalizować" ("racjonalizacja mitologii", piękna rzecz), asymilować i uzgadniać kultury, i ich warstwy trudnouzgadnialne.

Z epoki klasycznej Grecji mamy sporą garść informacji o kalendarzu lunarnym miast greckich, święcie trzydniowym o nowiu księżyca, o kulcie i ofiarach Hekate. Ale zacznijmy od tego, skąd się w ogóle Grekom wzięła i kiedy. Otóż "wzięła się" ogólnie z Azji Mniejszej, a szczególniej z Karii. Tej Karii, której satrapą/królową była Artemizja I spod Salaminy z dawnej notki, Herodot jej historykiem, a jeszcze wcześniej Tales z Miletu jej tytanem intelektu, "pierwszym greckim filozofem" i Hekatajos z Miletu "ojcem geografii". To są wszystko postacie historyczne, o których wiemy niewiele, ale coś tam wiemy prawie na pewno. Również dosyć solidnie wiemy z opisów i z archeologii, że Karia i okolice, były pierwotnym rejonem w którego Hekate "wyszła". Sanktuarium w Laginie było "państwowym" centrum kultu Hekate w Karii, Azji Mniejszej i potem dla całej Grecji.

Kiedy Hekate "powstała" jako pangreckie bóstwo, stopniowo "asymilowana" i "racjonalizowana" w kulturze achajskiej, potem greckiej, potem hellenistycznej? Bardzo bardzo dawno, kult Hekate, w formach przed-hellenistycznych, był rozpowszechniony po Ateny i Grecję grubo przed Grecją klasyczną.

Teraz będę szybko przewijać moją opowiastkę w przeszłość, co do której nie mamy pisanych źródeł, raczej mity, opowieści, trochę archeologii czy inskrypcji.

Oryginalna karyjska Hekate zdaje się być personalizacją paru aspektów przed-achajskiej, a nawet przed-mykeńskiej bogini, czyli jesteśmy już głęboko w epoce brązu. Nie mówię, że wprost wywodzi się z nie-indoeuropejskiej i trudnej do zrozumienia dla nas kultury minojskiej, czyli Krety i okolic około 2000pne (której cywilizację znamy tylko z ułamków archeologii i zabytków, z nieodczytanych inskrypcji i tabliczek, i z paru zapisków egipskich czy hetyckich, no i oczywiście z bajek i mitów greckich, ustnie przeniesionych przez "wieki ciemne" po upadku Myken i załamaniu cywilizacji brązu). Ale wiele kawałków tego puzzla wyjątkowo dobrze pasuje do ewolucji Pani kreteńskiej czy minojskiej, o której wprost nic prawie nie wiemy.

Co wiemy lub myślimy, że wiemy, o Pani Labiryntu, Despoinie, Potni, amorficznej i zmiennej, Jednej w Wielu, tajemniczej i kobiecej, i jak się zdaje, głównym bóstwie świata minojskiego (ale takim naprawdę BÓSTWIE, na którego tle reszta panteonu to jak św. Józef czy jacyś tam prorocy wzg. Boga Ojca chrześcijańskiego)? Wydaje się, że jej główne aspekty "rozeszły się" i zasymilowały w grupie różnych postaci, które znamy lepiej z następnych warstw kultur, z Grecji:

Na względnie dobrze "zhellenizowaną" acz enigmatyczną Leto - matkę olimpijskich Apolla i Artemidy; tytanidę, czyli z pokolenia poprzedzającego panteon olimpijski. Znane są przedstawienia całej trójki z Krety, niekoniecznie w mitologii helleńskiej, za to w stylu minojskim, bo z końcówki kultury minojskiej. Leto to główne bóstwo Licji, krainy w Azji Mniejszej, południowo-wschodnich sąsiadów Karii (i wrócimy jeszcze do Licji). Dygresja: jakaś część dziedzictwa Pani przypadła też Artemidzie (a te imię też ma etymologię sięgającą cywilizacji mykeńskiej, albo i przed-mykeńskiej, już Platon musiał ją tłumaczyć), stąd w miarę nakładania się przez 2000 lat warstw kultur, coraz większe zaplątanie tej postaci. Dygresja do dygresji - królowa Artemizja z notki poprzedniej też "ma problem" z imieniem o tej samej i niepewnej etymologii. A jej matka była z Krety...

2 EURO - EuropaNa Europę, tę z kreteńskiego Gortyn, jadącą na byku (a byk i "ćwiczenia" na nim, to jeden z lepiej udokumentowanych, nie żeby zrozumiałych, symboli i rytuałów minojskich, i nie zapominamy o Minotaurze...). Jej mityczne dzieci zostały mitycznymi królami kreteńskich pałaców. Jej wizerunek rzeźbiony w wielkiej i małej skali i na zylionie monet przez setki i tysiące lat. Jej Miejsce od mniej więcej 3000 lat jest kolebką naszej cywilizacji, naszej Europy.

Na słabiej pasującą Grekom do obrazka Ileę (Irutia, Eleuthia) - Potnia, wszechmatka, Ogień na Jej dłoni (prowadzący dzieci z ciemności macicy do światła świata), patronka porodów, kult na Krecie w zasadzie ciągły przez millenia; nie to, że w epoce brązu, ale zaczynający się gdzieś głęboko w neolicie. Rozprzestrzenił się na Grecję mykeńską/achajską, potem klasyczną, dobrze udokumentowany jeszcze w czasach rzymskich. A jej zwierzęta to pies i wąż; święty wąż zupełnie podobnie, jak w znanych wizerunkach minojskich. W Iliadzie bywa boginią porodów, ale też bywa dziwnie "rozmnożona" w liczbie mnogiej (zapamiętajmy ten wątek) i walcząca, walczy na fryzie hellenistycznego Ołtarza Pergamońskiego. Zaginiony hymn Olena z Licji (znowu Licja) przedstawiał Ileę jako "mądrą prządkę", czyli formę Moiry, czyli fatum rządzącego nawet bogami, i starszą niż Kronos. Pedantyczny Pindar jeszcze około 500pne wzywa ją "Boginii porodów, Ileo, dziewico u tronu zamyślonych Moir, usłysz mą pieśń". Słynne misteria eleuzyjskie, "zhellenizowane" w czasach mykeńskich ku Demeter i Persefonie, mające historię co najmniej tak długą jak chrześcijaństwo (ok. 2000 lat) ewidentnie wywodziły się od niej i zawierały elementy przed-mykeńskie. Nazwa Elizjum skądinąd też.

Na bardzo słabo pasującą do greckiego panteonu Hekate - jw. bogini tajemnic i przejść, bogini "pomiędzy", metamorficzna przewodniczka do świata duchów i zmarłych, także broniąca przed złymi duchami i nieszczęściami, pies jej zwierzęciem, trójdrożne skrzyżowanie jej Miejscem, Ogień na Jej dłoni odprowadza duchy od świata do ciemności (Hekate Phyrophoros). Ale na początku, zdaje się być bardziej tajemniczą wersją Ilei. Nie ma aż takich konotacji czarnoksięskich i magicznych jak później jej dopisano - "nikt nie nazywa dzieci po upiorach", a miana wywodzące się od Hekate to nie tylko karyjski Hekatomnos, od którego poszła dynastia Hekatomnidów, królów-satrapów Karii (wśród których słynny Mauzolos i Artemizja II, po których zostało TO Mauzoleum i mauzolea całego świata), czy Hekatajos-geograf. Ale też np. parę postaci z Iliady, w tym główna, tj. Hektor (a jego matka: Hekuba), książę Troi (jakby ktoś się wybierał, to z Karii na północ i za Lidią w lewo), wzór cnót i wojownika starożytnego. A jego przydomek to "ujarzmiający konie", zdaje się, ujarzmianie wszelkich zwierząt (byków!) był to bardzo ważny atrybut Ilei/Hekate, już z czasów malowideł minojskich, starszych o tysiąc lat od historii opowiedzianej w Iliadzie. A propos, w Iliadzie pod Troją stają jej sprzymierzeńcy z Azji Mniejszej, jak Karia i Licja, itd. czyli była to jakaś co najmniej luźna federacja, przeciwstawna achajskiej.

(Dygresja: niektórzy wywodzą imię Hektor inaczej niż związane mniej czy bliżej z etymologią Hekate, ale odrzucam to jako niezorganizowane; wywodzenie imion trojańskich z greckich a nawet indoeuropejskich korzeni, jest słabe)

A starożytne historyczne Karia i Licja, niby różne, a tak podobne (i sąsiednia Lidia nieco też), to na pewno odpryski kultur znacznie starszych. Z zassania kciuka, nieco przez Herodota, i mocniej przeze mnie - wydaje się, że Licja była nowszą warstwą i bardziej kreteńską, a Karia starszą i bardziej skażona Hetytami, prehistorią Anatolii, itp. a nie Krety. Ale obie miały korzenie gdzieś znacznie głębiej, w czasach i kulturach minojskich, czasach obcych nie tylko nam, ale nawet Grekom starożytnym...

Jak matriarchalne przekazywanie nazwisk rodowych i uznawanie prawości potomków przez Licyjczyków "po matce", tak unikalne i szokujące Greków, że uwiecznione u Herodota, Nazwiska dostają nie po ojcach, ale po ich matkach, a kiedy ktoś zapyta drugiego o miano, tamten odpowie, że jest synem takiej a takiej matki, i wymieni matki jego matki. W rzeczy samej, jeśli obywatelka poślubi niewolnika, jej dzieci będą uważane za czystej krwi, ale jeśli obywatel, nawet najświetniejszego rodu, poślubi kobietę obcego narodu, czy niewolną konkubinę, jego dzieci nie będą miały praw obywatelskich.

Zeus LabrandausJak narodowe bóstwo hellenizujących się gdzieś między 7 a 4w.pne Karian - Zeus Labrandeus, z miasta Labranda; nowy bóg, dzierżący w prawicy labrys, topór stary, mocny, dwugłowy, prosto z Krety 1500 lat wcześniej... Skądinąd "labirynt" to ta sama etymologia, "miejsce dwugłowego topora". Który był powszechnym symbolem minojskim, coś jak krzyż chrześcijański millenia później (u Hetytów też był w modzie). Ale na Krecie minojskiej labrys nigdy nie towarzyszył postaciom męskim, tylko i wyłącznie boginiom, był symbolem ich macierzyńskiej kreacji. Jak mógł trafić w prawicę indoeuropejskiego Zeusa 1000 czy 1500 lat później? Bardzo prosto, modny posąg/obraz antropomorficznego boga zastąpił stare drewniane idole, podstawki pod właściwy symbol-labrys; Zeus nadal był podstawką, w pewnym sensie... Ale fajne symbole nie umierają łatwo, dopisuje się kolejne warstwy mitów - jak ten kawałek, gdzie labrys trafił do Karii z Lidii, a do Lidii, bo Herkules wygrał labrys od królowej Amazonek...

A o to, co tak dokładnie, w podniszczonej ikonografii i numizmatyce, trzyma w lewicy Zeus Labrandeus, czy włócznię, czy laskę z lotosem (?), czy laskę z krokusem (!) można toczyć spory.

Jeden z bardziej szokujących dla mnie udokumentowanych epitetów Hekate to Krokopeplos, "w krokusy przybrana", bo jeśli pamięta się malowidła z minojskiego Knossos, czy Akrotiri...

HekateCzy Hekate jest najbliższa pierwszej, oryginalnej Pani Labiryntu? Czy raczej Ilea była pierwotną Potnią, Panią Księżyca w nowiu, czyli rogów Byka na niebie? Nie sposób rozsądzić, tak były splątane, że jeszcze w czasach rzymskich w Argolidzie świątynie Hekate i Ilei stały naprzeciw siebie. A może była ich trójca, stąd "trygławne" wersje posągów Hekate, bogini trójdrożnych rozdroży. A może był ich cały panteon.

Tak czy owak, niektóre mity mocne, opowieści zacne, obce światy matriarchatu przedindoeuropejskiego, nadal da się dojrzeć z odległości 4000 lat, w piątek, trzynastego.





PS. Ciekawe, że niektóre motywy i stwierdzenia w początku notki powyżej, są dość podobne do notki poprzedniej - a szkic powyższej, który w końcu wyciągnąłem z cyberszuflady, od poprzedniej notki dzieli około 5 lat. Co chyba świadczy, że już niewiele zmienia mi się w historiozofii.





vvaz
Sat, 14 Oct 2023 18:15:25
Jeśli chodzi o kreteński labrys to sprawdź proszę symbol H z Goebekli Tępe:

https://martinsweatman.blogspot.com/2022/06/the-meaning-of-h-symbols-at-gobekli-tepe.html?m=1

W sumie ponad 11k temu.

Boni avatar Boni
Sun, 15 Oct 2023 11:17:01
@vvaz

Znam jakieś tam rozważania o H, czy innych symboli, z Gebekli Tepe (I<3 Tępe! ;) ), ale z tymi rozważaniami przeważnie się nie zgadzam. IMHO za dużo w nich ssania kciuka, wiadomix, wszystko się z wszystkim kojarzy, mamy rozpoznawanie wzorców na maxa hej. Ale - o ile na wszelkich monetach z okolic Karii z Zeusem Labrandausem widzę labrys, prawie taki sam jak minojski, to nie widzę labrysu w H sprzed 10-11tys. lat.


Komentarz redakcyjny:

Może kiedyś będzie postscriptum do notki, łączące "oczko wyżej" fascynujący (mnie) kulturowy węzeł minojsko + mykeńsko + achajski jw., z fascynującym (mnie) węzłem hellenistyka + Baktria + Sogdiana + Parnicki (coś tam było w notce). Ale w obecnych okolicznościach przyrody pracowo-rodzinnej nie byłem w stanie tego włączyć; a notka i tak wyszła za długa i chaotyczna.

vvaz
Tue, 17 Oct 2023 13:55:10
H z GT


Ale widziałeś wariant

CH&#123;odwrócone C&#125;?

v.

Boni avatar Boni
Tue, 17 Oct 2023 15:43:22
@vvaz

Nie kojarzę tego.

(Gdzieś tam pod okienkiem komentowania są różne uwagi, m.in. "nie używać nawiasów klamrowych")

Borys
Tue, 5 Dec 2023 11:59:56
Nie chcę ustawiać chochoła, bo Twoja notka traktuje o czymś innym, ale pisząc
Ale w kontekście nasuwa się inne pytanie - dlaczego Jezus koniecznie musiał umrzeć w piątek o nowiu księżyca? Bo wbrew pozorom nie miał wyjścia, imperatyw narracyjny kultur ma przemożną władzę nad opowieścią, ergo religiami i ludźmi.
sugerujesz poniekąd, że historia o Chrystusie jest mitem jak wiele innych. Tymczasem gdzieś przeczytałem, chyba u Karen Armstrong, że historia Zmartwychwstania była narracyjnie zupełnie przełomowa, bo połączyła wiele tropów, które albo nie występowały wcześniej w ogóle, albo przynajmniej nie w takiej kombinacji: syn Boga, ludzkie wcielenie Boga, śmierć męczeńska, odkupienie win człowieka itd.. Więc jako osoba wierząca wolno zakrzyknąć: "A więc jednak!", a jako osoba niewierząca należy zastanowić się, czy Ewangelie rzeczywiście nie zasługują na miano "The Greatest Story Ever Told".


Boni avatar Boni
Tue, 5 Dec 2023 14:36:42
@Borys

Chcąc o tym rozmawiać w duchu twojego komcia, już mniejsza, czy ze stanowiska agnostycznego, czy tylko socjologii porównawczej religii, należałyby najpierw ustalić, jakie są te skale "przełomowości" narracji religijnych, albo ich "wielkości" (skoro jakaś wydaje się "greatest", to są też "great", "normal"?), albo od razu ich "impact factor" (per saeculum, per capita, per nauseam?). I teraz: nie bardzo sobie wyobrażam takie zdefiniowanie tego wszystkiego, żeby w tych zawodach wygrało akurat chrześcijaństwo. A nie islam, hinduizm, czy nawet buddyzm albo nowożytny ateizm/agnostycyzm.




 

Engine: Anvil 1.08   BS