(dialogi małżeńskie ostatnio)
- Coś ciekawego listonosz przyniósł?
- Niespecjalnie. Taką
paletkie, do ciasta [kawałek blaszki-nierdzewki, z miarką, do cięcia, gięcia i szpachlowania wypieków]
- Takie drobiazgi aż z Chin zamawiasz??
- Mhm. W sumie teraz wszyscy oszukują; miało być z Chin, ale ten fajans akurat z Kirgistanu przybył...
- ALEŻEKURDE JAK Z KIRGISTANU?!
- Normalnie, pocztą ;D
I zaraz, jak już pozbierałem wybuchnięty mózg i opadniętą szczękę, miałem
lefreksje i pół nocy rozkminy, surfując przez internety i książki, gdyż w jakimś sensie jestem fanem tamtych kawałków Azji. A najbardziej w sensach historycznych, różnych tych Baktrii, Sogdian, hellenizmów i jedwabnych szlaków, i innych takich (fani Parnickiego, łączmy się!). Bo doliny między Samarkandą a Ałmaty; zakamarki od Hindukuszu przez Pamir po szlaki Tien Szan, to miejsca gdzie bezspornie stykały się dziesiątki kultur, przez tysiące lat. Co najmniej.
Paletka przyjechała z Biszkek (dawniej Frunze, jeszcze dawniej Piszkek), stolicy Kirgistanu, z milionowego szarego posowieckiego miasta. Ale widoki wkoło mają śliczne, od południa i północy - zębate pasma gór Tien Szan (niby te niższe, zaledwie Tatry; bo masywne 6 i 7 tysięczniki Tien Szan mają dalej na wschodzie, na granicy z Chinami).
Może nie jest to najnajciekawsze miejsce na szlakach i dolinach Wielkiego Azjatyckiego Zderzacza Kultur, w porównaniu z centralnymi dolinami Sogdiany, na osi Buchara - Samarkanda - Alexandria Eschate/Khujand - Fergana, ale z drugiej strony, północna odnoga szlaków szła właśnie przez okolice Biszkeku, gdzieś na północ od Tien Szan, wzdłuż Syr Darii, potem gdzieś na pn. od M. Kaspijskiego i celowała w Krym, a potem np. do Polski.

Przez posiedzenie na adresem nadawcy z Kirgistanu, mam teraz nawał przyciężkiego myślenia o historii, historii starożytnej, prehistorii. Oraz poczytałbym znowu "Koniec Zgody Narodów", fantastyczną opowieść, opartą na paru artefaktach (jak np. moneta obok, ANTYMACHA KRÓLA-BOGA) i na tak wielu historiach ludzi, miejsc, kultur. A zresztą, pal diabli czytanie 10 raz tych samych książek - gdy kiedyś skończę z podróbkami Lema, to może wezmę się za coś znacznie trudniejszego, na przykład podróbki Parnickiego?
Morały z
paletki na szlaku:
Na pewno jest wiele takich miejsc-tygli w czaso-przestrzeni ludzkości, pełnych "mieszańców ducha" "i u możnych dziwnych", jak skrzyżowanie świata między Pamirem a Tien Szan, ale nie znam się, więc podobną estymą, jaką mam dla Baktrii-Sogdiany, darzę chyba tylko zachodnią Anatolię.
Kiedyś szlaki globalizacji zapewniały sztafetowy przepływ dóbr ultra-luksusowych, bo tylko takie opłaciło się ryzykować, na koszmarnych odległościach i bardzo niebezpiecznych drogach morskich czy lądowych. Teraz zapewniają sztafetowy przepływ dóbr najtańszych (kawałek nierdzewnej blachy, prawie nieobrobiony, kosztuje zapewne grosze w Biszkek czy w Chinach, ale jakim cudem w 4 euro mieści się zysk i przesyłka, z Kirgistanu do Irlandii, to ja nie wiem).
Jak się człowiek na starość gubi na mapach środkowej Azji, to niekoniecznie znaczy, że demencja czy pamięć zawodna; może też znaczyć, że "przemija postać świata" - pogubiłem się raz czy drugi, zanim się zorientowałem, że coś mi ukradło Jezioro Aralskie. To straszne.
PS. Jak widać, blog jest tak jakby w zawiasach. I nie zmieni się to zbytnio w bliskiej przyszłości, bo praca dogoniła, mało casu, a chęci do pisania ledwo starcza, żeby dłubać niemrawo w
"Labiryncie".