1. W moim
bombelku muzycznym ważnym newsem jest nowa płyta Depeche Mode, "Memento Mori" (wychodzi za chwilę, 24 marca; będzie też promujące ją spore tourne, USA+Kanada). Pomysł na ponowne zagranie razem wykluł się dziadkom z DM gdzieś tam w czasie pandemii, Martin i Dave zaczęli coś dłubać rok temu, czy nieco ponad; potem
przyszła śmierć Fletch'a, bodaj zdążył co nieco przesłuchać i dołączyć "mentalnie" do ekipy, ale nie zdążył nic nagrać. Wszystko z jednej strony rozsypało się, z drugiej, wydaje się, że śmierć przyjaciela skonsolidowała Martina i Dave'a, żeby działać, także w formie epitafium Fletcha (Martin: "płyta zyskała dodatkowe znaczenie") i w ogóle, jako epitafium dla wszystkich. Promujące single krążą w sieci, głównie "Ghosts Again":
Wydaje się, że będzie liryczniej i smutniej, niż na "rewolucyjnej" "Spirit" itp. (skądinąd, "Spirit" jest z 2017, kiedy w fake newsy połowa owieczek nie wierzyła, a może właśnie - uwierzyła; o możliwych "występach" Trumpa, pandemii, czy wojnie na Ukrainie nie śniło się punditom i mavenom, itd.; posłuchajcie czasem tamtych tekstów, i zadumajmy się, że dobrzy artyści zawsze wyczuwają, co wisi w powietrzu).
2. Na tle przyglądania się Depeche Mode, i powracającej refleksji, że mają grono zacnych współpracowników od dekad (np. teledysk powyżej robił "etatowy"
Anton Corbijn), wpadłem na ciekawą współpracę, wydaną w grudniu 2022: Muzyk-producent gitarowo-elektroniczny, współpracujący z DM od lat, Kurt Uenala (znany też jako Null+Void), namówił Dave Gahana na melodeklamacje, oparte o myśli i "rzeczy", które Gahan od lat spisuje w notatniku, który to notes Dave zawsze ma przy sobie. Gahan nieraz odpowiadał ciekawskim, że zapisuje refleksje dla siebie, a nie dla świata, czy pomysły na coś, ale dał się namówić na przepracowanie czegoś z tego źródła i powstała
EP-ka z melodeklamacjami Dave'a na tle muzyki Kurta, "Manuscript" (można też na YT wynaleźć w zasobach
niezależnego wydawcy hfn). Rzecz jest bardzo niszowa, ale całkiem ciekawa.
3. Na tle uzupełniania półki bluryjów/4K "starymi" filmami (oczywiście, w moim dole z wapnem 30 letnie filmy nie są bardzo stare) i wpadnięcia skądinąd na OST "Heat" (zacne kawałki, różnych bardzo fajnych wykonawców), tradycyjnie rąbnęła mnie dobroć utworu "Ultramarine".
Zawsze mi się wydawało, że to Brian Eno or compatible, ale w obecnej fazie w końcu sprawdziłem, kto za tym stoi, i miałem mind=blow, gdyż okazało się, że
Michael Brook ma zacne portfolio, i faktycznie zaczynał u Eno, ale potem np. współpracował z Clan of Xymox w czasach 4AD, albo wymyślił ten rodzaj przetworników/efektów gitarowych, który rozpropagował The Edge z U2. Co słychać w "Ultramarine", nieprawdaż. Poleca się uwadze fanów elektroniki + gitar.
BTW starzy ludzie mają też ciągły problem, że wymierają im artyści - a propos "Heat", niedawno nagle zmarł Tom Sizemore, jeden z moich ulubionych aktorów - "twardzieli" drugiego planu. Prywatnie sympatyczny nie był, a raczej przykładem, co dragi robią z ludźmi, ale jako aktor jest niezapomniany.
4. Na tle muzy lecącej w fastfoodzie było niedawno "a cóż to za miły pop, między fasfoodowym chłamem?" i nagle odkryłem, z drobnym 10 letnim opóźnieniem, Marinę. Interesujące, że tak zupełnie ją przeoczyłem, choć gdzieś coś w radiu czy po YT przez tę dekadę pewnie się trafiało. Z drugiej strony, zdaje się Marina była w strefie raczej niziutkiego popu, tyle, że w międzyczasie wyrosła i dorosła, że tak powiem, i ma całkiem ciekawe rzeczy w repertuarze.
Ma ciekawe korzenie (greckie), co nawet słychać momentami; daje radę. Poleca się uwadze, szczególnie jeśli ktoś przeoczył jej nowsze rzeczy, jak ja.